SOVABOO

Kujony się nie poddają!

Ch. 2: Rozdział 2

Rozdział 2

Rozdział 2/4 · Strona 1 z 225%

Właśnie tak to wszystko się wydarzyło. A teraz pędziłam korytarzami ukochanego wydziału, mając nadzieję odebrać rzeczy, które zostawiłam u opiekuna roku, i warczałam ze złości.

Wrrrr! Trzeba było aż tak się wkopać! Pilnie do domu! Zamknąć się w pokoju, założyć słuchawki i uświadomić sobie, co narobiłam. A kiedy już to sobie uświadomię, pomyśleć, co z tym wszystkim zrobić. I ze studiami, i z zakładem, i z… o zgrozo!.. Iwanem Wróbelkiem! Nie znoszę go! Od tej właśnie minuty nie znoszę!

— Ka-siu! Hej, Kaśka! Stój! — usłyszałam za plecami znajomy głos. — Dokąd tak lecisz?

O, to mój przyjaciel — Anton Morozow. Dobry chłopak i, oczywiście, kujon. Bo kto inny miałby się przyjaźnić z taką prymuską jak ja? Za to przyjaciel z niego najprawdziwszy, i nie myślcie sobie niczego więcej. Po prostu znamy się od czasów szkolnych olimpiad, które razem wygrywaliśmy. I on, tak samo jak ja, kocha fizykę i matematykę. No i chyba jeszcze trochę Ellę Klukwinę ze swojej grupy. Ale tego akurat nie jestem pewna. Mnie osobiście od tej dziewczyny aż zęby bolą (nie bez powodu przezwali ją Żurawiną), ale Morozow pewnie wie lepiej!

Anton dogonił mnie i ruszył obok. Położył mi dłoń na ramieniu i zajrzał w twarz.

— Kaśka, dzwoniłem do ciebie! Czemu nie odbierałaś? I gdzie zniknęłaś z sali wykładowej? Wszędzie cię szukałem! Słuchaj, referat wyszedł świetnie, niepotrzebnie się martwiłaś! A twoje odwołanie do twierdzenia Johna Bella o kwantowej nieoznaczoności cząstek — to było odkrycie! Zgadzam się, że właśnie na nim warto oprzeć rozważania o naturze strzałek czasu. A gdyby to wszystko choć w przybliżeniu ująć w równanie… Cholera! Nawet ja jestem pod wrażeniem twojej logiki!

Mojej logiki?

Nagle się zatrzymałam i odwróciłam do Antona. Podniosłam twarz, na której odbijała się mieszanina najróżniejszych uczuć, ale bynajmniej nie praca myśli nad rozwiązaniem logicznego zadania najwyższego rzędu. Kręcony blondyn, wytrącony z kroku, patrzył na mnie z zakłopotaniem zza okularów ciepłym, piwnym spojrzeniem.

— Kaśka, co z tobą? Zmartwiłaś się czy co? Przecież wszystko poszło świetnie! I radzie się spodobało.

— Morozow, ty naprawdę mnie słuchałeś? Cały czas?

— Oczywiście — chłopak się zdziwił, ale skinął głową. — A czemu wątpisz?

— Tak jakoś — ciężko westchnęłam. — Nagle mi się wydało, że to wszystko bzdura i tak naprawdę nikogo nie interesuje. Ani teoria, ani rozważania, ani wnioski. Nuda śmiertelna!

— Żartujesz? — Anton uśmiechnął się tak, jakby usłyszał ode mnie kompletną niedorzeczność. — Przecież nie mówisz tego poważnie?

Milczałam, a Morozow spochmurniał.

— To powiedz prawdę, Kaśka. Dlaczego się zmartwiłaś. Możesz z lekkim odchyleniem od odpowiedzi wprost.

Jednak dobrze, kiedy istnieje człowiek, który rozumie cię w pół słowa.

— No, jeśli z odchyleniem… Znaleźli się ludzie, którzy uważają, że cała moja praca nad dzisiejszym referatem to pic na wodę. I to strasznie boli.

O tym, że tych ludzi mój wygląd też nie zachwycił, przemilczałam. I o zakładzie również. Jakoś wstyd skarżyć się chłopakowi-kujonowi na to, że jesteś żałosną dziewczyną-kujonką. Szarą myszą i pasztetem. Taką, która zamiast kształtów ma płaszczyznę geometryczną. A jeśli Morozow, jako przyjaciel, rzuci się udowadniać coś przeciwnego, czerwieniejąc i blednąc? Zdecydowanie wszystko zrobi się tylko gorsze.

Anton aż zmienił się na twarzy.

— Sami są picem na wodę! Nawet nie próbuj ich słuchać!

— Za późno — krzywo się uśmiechnęłam. — Już usłyszałam.

— No to olej! Kaśka, jesteś przyszłą fizyczką teoretyczną, bądź ponad to! Założę się, że ci ludzie nawet nie wiedzą, co oznacza termin „kosmologia”[1] i że Wszechświat dzieli się na byty![2] Czy oni mogą zrozumieć dążenie do odkryć i poznawania świata? Mój ojczym w ogóle uważa, że na uniwersytecie tylko przecieram spodnie i gdybym wyuczył się na maszynistę lokomotywy spalinowej, jak on, dopiero wtedy wyszedłby ze mnie człowiek!

Anton nagle posmutniał, a ja zmarszczyłam brwi. Morozow nigdy nie opowiadał, ale domyślałam się, że ma trudne relacje w rodzinie. Mieszkał niedaleko, lecz dzieliło nas środowisko. W przeciwieństwie do Antona mnie rodzice zawsze wspierali.

— A teraz kim jesteś? Według jego logiki?

— Lepiej nie pytaj. Mam gdzieś zdanie ojczyma, to moje życie. Ty też, Kaśka, zapomnij. Nie wiem, co to za ludzie zdążyli zepsuć ci humor, ale ja w ciebie wierzę! I nie tylko ja. Jeśli teraz pozwolisz, żeby złamała cię niepewność, to znaczy, że oni zwyciężą, rozumiesz? I wtedy ich słowa trafią do celu.

Chyba ostatecznie zwiesiłam nos, bo chłopak żartobliwie szturchnął mnie łokciem w bok.

— Hej, co z tobą, Ufimcewa? Przecież jesteś wojowniczką! Nie daj się zepchnąć z drogi! Pic na wodę to znaczy bzdura, brednie i chaos. A chaos to brak porządku. Bunt cząstek kwantowych! Żywioł, z którego narodził się Wszechświat! Teoria Wielkiego Wybuchu, pamiętasz? Więc ci ludzie okazali się takimi tępakiami, że nawet obrazić cię po ludzku nie potrafili!

Zawsze wiedziałam, że Morozow to dobry chłopak. Nawet zachichotałam. No proszę, jak to wykręcił! I z tępakiami też powiedział słusznie.

— Dziękuję, Anton — objęłam chłopaka. — Jesteś prawdziwym przyjacielem!

— Zawsze do usług, Kaśka! I nawet nie próbuj zwieszać nosa. Dzisiejszy referat był świetny! Jestem z ciebie dumny!

W tej chwili obok przechodziła grupka studentek i jedna z nich — szczupła ciemnowłosa dziewczyna — zrównała się z Antonem i pociągnęła go za długi loczek dotykający ramienia.

— Cześć, Mroziku! — odwróciła się i spojrzała na mnie surowo, wymierzając we mnie palec. — Nawet o nim nie marz, Ufimcewa!

Podniosłam ręce, odsuwając się od Antona. Od pewnego czasu wydawało mi się, że Agnia Korsak uważa Morozowa za swoją własność, a drażnić jej nie chciałam. To dopiero była prawdziwa królowa uniwersyteckich korytarzy, w przeciwieństwie do tamtej „miss” z toalety. Piękna i stylowa dziewczyna, ale z tak koszmarnym charakterem i ostrym języczkiem, że nawet wykładowcy woleli omijać ją z daleka. Nie uniwersytet, tylko jakieś terrarium jędz!

 — I pamiętaj, Mroziku, że na historii siedzisz ze mną! — oznajmiła Agnia. — Lepiej więcej mnie nie złość! Do zobaczenia, Ufimcewa! Dobry referat! — uśmiechnęła się kpiąco Korsak i, postukując obcasami, poszła dalej, kołysząc długim kucykiem.

Odprowadziliśmy z Antonem brunetkę wzrokiem.

— Hej, o co jej chodziło? — odwróciłam się do chłopaka, ale on tylko westchnął.

— Tak sobie. Jak zwykle odwala. Dzisiaj Ella Klukwina poprosiła mnie na historii, żebym pomógł jej z materiałem, więc ta jędza omal nie doprowadziła jej do łez. Jakbyśmy nadal byli w szkole i jakbym był jej winien miejsce w ławce, aż śmieszne! I czego ona się mnie uczepiła, nie rozumiem? Oby te wspólne wykłady dla grup jak najszybciej się skończyły!

— A próbowałeś z nią porozmawiać? Z Agnią? Wyjaśnić, że masz dość jej uwagi?

— Oczywiście, że próbowałem. Ale Korsak łatwiej ignorować niż z nią rozmawiać. Ona jest nienormalna! Niedługo zacznę się przy niej jąkać!

Znowu spojrzałam w koniec korytarza, w którym zniknęła dziewczyna.

— A mnie się wydaje, że jej się podobasz. I to bardzo.

Anton najpierw się zdziwił, a potem roześmiał.

Rozdział 2 / 4 · Strona 1 z 2