SOVABOO

Kujony się nie poddają!

Ch. 3: Rozdział 3

Rozdział 3

Rozdział 3/4 · Strona 1 z 250%

Pędzę naprzód po A-35,
Naddźwiękowe przyspieszenie,
Pędzę naprzód po A-35,
Zostawiając za sobą dzień i noc

The Black Angels

— No to koniec, Lalka! Dograłaś się, przysięgam! Zabiję cię!

Próbowałam, naprawdę próbowałam wszystko przemyśleć, ale muzyka za ścianą przeszkadzała mi się skupić i porządnie pocierpieć. I nawet zatyczki do uszu nie pomagały — wibracja fal dźwiękowych z nowiutkiego systemu audio siostry przenikała w ciało i drażniła aż po koniuszki palców, odciągając uwagę.

Musiałam wskoczyć na kanapę i uderzyć pięścią w ścianę — bardzo gniewnie!

— Ostatni raz proszę, Człowieczku! Ścisz muzykę! Skończyły ci się w odtwarzaczu normalne kawałki?! Czy przycisk głośności się zaciął?

Bez sensu. Za ścianą rozległ się ryk motocykla i rockowe wycie „Czarnych Aniołów”, które trzeci dzień z rzędu doprowadzało całą rodzinę do obłędu.

I to się nazywa gotyk?! No jaki got słucha porządnego rocka? A gdzie lutnie albo organy? Różne brzdąkadła i piszczałki? Czy ona z Kote w ogóle rozumieją coś z gotyckiej estetyki? Gdzie mistyczny rock i zimna elektronika? Amatorzy! Jednak Swietka ma rację, kiedy mówi, że z naszą Lalką nie wszystko stracone.

Słowo daję, lepiej by było, gdyby rodzice podarowali mojej młodszej siostrze na siedemnaste urodziny pigułki zdrowego rozsądku! Albo srebrne kule, do odstrzału przyjaciół-wampirów. No albo żywe nietoperze. Żeby rozganiać smutek w głowie… tfu!.. na strychu pustych myśli! Z takiego prezentu byłoby o wiele więcej pożytku!

Zeskoczyłam z kanapy, złapałam poduszkę i wybiegłam na korytarz. Drzwi do sąsiedniej sypialni okazały się zamknięte, więc potrząsnęłam klamką.

— Lalka, otwieraj! Do kogo mówię! Natychmiast!

Muzyka grzmiała, kawałek „Czarnych Aniołów” po raz dziesiąty poszedł na repeat, a z pokoju dobiegło:

— Nic nie słyszę! Moja krypta jest zamknięta!

Za drzwiami siostra nie była sama, tylko ze swoim chłopakiem — pryszczatym i uszatym Kostią Serdiukinem, takim samym nieformalnym gotem, którego ciągnęła za sobą od drugiej klasy jak osobistego chomika, więc zażądałam:

— Kosticzku, wiem, że mnie słyszysz! Bądź człowiekiem! Czekam!

Ale zza drzwi znowu odezwała się Lalka:

— Kote jest głęboko zanurzony w sobie. Rozmawia z duchami. Odejdź w mrok, pomiocie chaosu! Żądamy spokoju!

Co-o? Aż otworzyłam usta na taką bezczelność. Oni? Żądają? Spokoju?!

A ja to co?!

— No to koniec, Serdiukin! I żebyś więcej nie przychodził do mnie po pomoc! Figę dostaniesz, a nie referat z angielskiego! I tak w zaświatach wam się nie przyda!

Rozległy się kroki i drzwi zaraz się odemknęły.

Od razu trzeba było tak! Rozumiejąc, że zmiotę go z drogi, długi i chudy Serdiukin przykleił się do ściany i zamilkł. Wdarłam się do pokoju, wyrwałam z gniazdka kabel systemu audio i porządnie trzasnęłam siostrę poduszką po głowie. Po niezbyt bystrej (ku rozpaczy naszej rodziny), ale ślicznej główce.

— Oj! — oburzyła się Lalka, od razu przypominając sobie, jak mam na imię. — Kaśka, co, schizofrenia cię ugryzła? Zwariowałaś!

Poduszka była miękka i zadziałała bardziej wychowawczo. Musiałam dołożyć jeszcze raz: a przecież ostrzegałam!

— Ej — dobiegło z tyłu od Kosticzka — leżącego się nie bije!

— Też chcesz? — wojowniczo ścisnęłam narzędzie zemsty w dłoni i, nie wytrzymawszy, cisnęłam poduszką w chłopaka. Spojrzałam na tę parkę. — Przyznawać się: kto wziął moje słuchawki Push?! Dlaczego mam słuchać waszej głupiej muzyki, skoro mam własną, jeszcze gorszą?!

Zakładało się, że z tej dwójki — czarnych, włochatych i wymalowanych istot z oczami, paznokciami oraz ustami grubo obwiedzionymi czernią — mężczyzną jest jednak Kosticzek, bo to właśnie on zaryzykował odpowiedź.

— Medytowaliśmy i potrzebowaliśmy szczególnego stanu ciszy.

— Serio? — udałam zdumienie. — Medytowaliście przy rocku, zakładając słuchawki?

Logika pierwsza klasa! Zauważyliście?

— Przy „Czarnych Aniołach” — uściślił Kosticzek i wzruszył ramionami przy ścianie, jakby to wszystko wyjaśniało. — A co w tym takiego? Pierwszy raz czy co? Czemu akurat dzisiaj się tak wściekłaś?

Nie, nie pierwszy. Ale!

— Bo właśnie dzisiaj coś się wydarzyło w moim życiu! I ja, jak każdy normalny człowiek, liczyłam, że wrócę do domu, zmartwię się, powściekam w samotności, a wy ze swoim rockiem nawet nie pozwoliliście mi upić się tragedią! Wzięliście i wszystko zepsuliście!

— Tragedią?! — Oczy Lalki rozszerzyły się z zachwytu i „powstała z grobu”. To znaczy podniosła się ze swojego łóżka obszytego satynowymi malinowo-czarnymi falbanami, które sama też poprzyszywała (i to tak nieudolnie, że wszystko się odrywało i dyndało na nitkach), niczym pannoczka w „Wij” o północy. — Kaśka, powtórz, co powiedziałaś?

Szkoda, że poduszką już rzuciłam w jej Kote. Aż zachciało mi się znowu grzmotnąć młodszą po czarnej głowie. Zamiast tego powiedziałam jednak Lalce: „Przesuń się!” i usiadłam obok na łóżku. Z jakiegoś powodu wystarczyło wspomnieć uniwersytet, obraźliwe słowa dziewczyn i cel zakładu — Wańkę Wróbelka — a całą złość z duszy jakby wywiało. Zostały tylko smutek i pustka.

E-ech, a tak dobrze wszystko się dzisiaj zaczęło!

Widocznie na mojej twarzy odbił się nietypowy dla mnie wachlarz uczuć, bo Lalka niespodziewanie spuściła nogi z łóżka i przysunęła się bliżej, łaskocząc moje ramię długimi czarnymi pasmami. Na cienkiej szyi zadźwięczały metalowe łańcuszki z zawieszkami w kształcie nietoperzy. W uszach też zakołysały się srebrne kolczyki-myszy.

Nagle z zazdrością spojrzałam na ćwiekowaną bransoletę i tuzin pierścionków, które obsiadły długie palce młodszej siostry. Ech, piękno! Pomalowałaś paznokcie, podkreśliłaś oczy, nałożyłaś karwasze, skórzane glany, i już jesteś wyjątkowa, inna niż wszyscy, a cały świat jest ci coś winien. A ja, żeby być inna niż wszyscy, starałam się całe życie, i do czego w końcu doszłam?

Ta sama szara mysz. Co prawda nie nietoperz i nie w subkulturze, ale i tak mało atrakcyjne stworzenie, do tego w okularach. Płaski straszak, któremu w życiu osobistym nic nie świeci. Lalka ma przynajmniej swoje błyskotki i wiernego kłapouchego Kote (dzisiaj gota, a jutro, jeśli Lalce się zachce — motocyklistę albo skauta), a ja co? Tylko książki.

Omiótłam spojrzeniem sypialnię siostry, całą wypełnioną gotyckimi akcesoriami. Od plakatów bohaterów „Rodziny Addamsów” (ja ich zresztą też lubię) po Marilyn Mansona i bohatera filmu „Kruk”. Ciemne, udrapowane zasłony, celtyckie symbole spoglądające z mebli i torebki-kuferki ze srebrnymi sprzączkami.

No i gdzie tu sprawiedliwość?!

Oburzony głosik należący do sumienia ostrożnie przypomniał mi o domowej bibliotece, która zajmowała szeroką ścianę centralnego salonu naszego dużego mieszkania i była bogata w najdosłowniejszym znaczeniu tego słowa — dzięki tacie, postarał się. Włoskie meble z mahoniu, a w nich — słynne nazwiska na najlepszym papierze i w najlepszym druku. Rzadkie wydania kolekcjonerskie, szczególne książki, opasłe słowniki, prace naukowe i literatura popularna. Katalogi sztuki. Tyle że nie każdy potrafił docenić to bogactwo. Olka (czyli Lalka, jak nazywali siostrę domownicy) miała te książki głęboko gdzieś!

— Kaśka — młodsza przysunęła się bliżej. — A co właściwie się stało? Opowiesz?

Westchnęłam. No, chyba mogę.

— Twoją siostrę dzisiaj nazwano niezbyt mądrą z punktu widzenia postawy życiowej i bardzo się tym zmartwiła.

Rozdział 3 / 4 · Strona 1 z 2