SOVABOO

Kujony się nie poddają!

Ch. 6: Rozdział 6

Rozdział 6

Rozdział 6/8 · Strona 1 z 263%

Podstępny wiatr łamie skrzydła,
Przez burzę i śnieg wytyczam swój szlak.
Okoliczności gną, lecz duch mój jest mocny,
Idę ku zwycięstwu i nic mnie nie zawróci!

— N-n-n-n-n! Nie zawróci! Tram-pam-pam!

Razem z Wolką staliśmy pod drzwiami mieszkania rodziców, podrygując w miejscu, ja wystukiwałam zębami piosenkę i, uśmiechając się od ucha do ucha, próbowałam zmarzniętym palcem nacisnąć dzwonek. Znalezienie kluczy w mokrym plecaku okazało się ponad moje siły.

— Ale żeśmy z tobą wywinęli, Wolka! — chrząknęłam nosem i, spojrzawszy na terriera, roześmiałam się. I natychmiast przeraziłam się samej sobą, przykładając dłoń do ust: — Koszmar!

Drzwi otworzyła starsza siostra i na mój widok znieruchomiała osłupiała.

— O Boże! Umka, co z tobą?

Byłam mokra, zmarznięta i chyba wyglądałam na kompletnie oszołomioną własnym czynem. Ale niespodziewanie zadowoloną.

— Zrobiłam to, Swietka! Zrobiłam! — wykrzyknęłam. — Można oszaleć!

— Co? Co zrobiłaś? — oczy siostry się zaokrągliły, a spojrzenie ze zdumieniem przebiegło po mnie. — Złapał cię deszcz? Oblałaś się wodą, wspierając jakiś głupi flash mob? Kaśka — Swietka nagle się przestraszyła, zrobiła krok naprzód i przyłożyła dłoń do mojego policzka — przecież jesteś zimna jak sopel! I mokra do suchej nitki!

Rzucanie się siostrze na szyję byłoby okrutne, choć strasznie chciałam. Wjechałam na rolkach do mieszkania, trzasnęłam drzwiami i opadłam w przedpokoju na pufę. Wyznałam szczęśliwie:

— Prawie go utopiłam, Swieta! W fontannie w „Trzech Wielorybach”! I ludzi było tam od groma! A potem uciekłam! Nawet nie zdążył nic zrozumieć! Super, co?!

— W fontannie?! Jego?! — Piękne brwi siostry uniosły się wysoko, ale niemal natychmiast się ściągnęły. Mała piąstka oparła się o bok. — Kaśka, sądząc po tym, jak porywająco o tym mówisz, bardzo szkoda, że go nie utopiłaś! Przyznawaj, jaka tchórzofretka śmiała cię skrzywdzić? I, co najważniejsze, za co? Łeb jej urwę!

A urwie — to przecież Swietka! Uwielbiam moją siostrę!

— Nie, wszystko źle zrozumiałaś. To ja! Ja go skrzywdziłam! Uff, Swietaa — wypuściłam powietrze — co teraz będzieee! Chyba wypowiedziałam wojnę.

— Komu?

— Wszystkim!

Swietka zamrugała, zupełnie jak Lalka, ale szybko doszła do siebie. Jeszcze raz dotknęła mojego czoła i surowo zajrzała mi w oczy.

— Dobra, opowiadaj, Umka! Wszystko! — zakomenderowała, ściągając mnie z pufy i wytrząsając z kurtki. — Ale najpierw marsz pod gorący prysznic! Zapalenia płuc nam tylko brakowało! Czekam z wiadomościami w kuchni! I pośpiesz się, żeby rodzice nie zobaczyli cię w takim stanie — swojej mądrej i dorosłej córki!

— Aha!

Naprawdę przemarzłam do kości, w rolkach chlupała woda, ale ustać pod prysznicem, kiedy aż rozsadza cię we wszystkie strony od własnego numeru, jest po prostu niemożliwe! Wytarłam się na szybko, owinęłam szlafrokiem, pobiegłam do swojej sypialni po okulary i, wskoczywszy w ciepłe skarpety, przygnałam do kuchni.

Swietka, z długimi jasnymi włosami związanymi w kucyk, zdążyła już nakarmić Wolkę i teraz stała przy kuchence, odpychając od siebie nogą łaszącego się do niej kota Partyzanta.

— Herbata? Kawa? — zerknęła na mnie z ukosa. — Zatańczymy?

Zachichotałam, nurkując za stół. Zobaczywszy na talerzu świeże mini bułeczki z twarogiem, złapałam jedną i wsunęłam do ust. Cukiernia w naszym domu była po prostu obłędna!

— Ocywiście, kawa! I mocniejsza!

Kawę piłam rzadko, więc siostra się uśmiechnęła.

— No proszę. Naprawdę wywinęłaś coś niecodziennego. — Otworzywszy barek, zdjęła z półki tatowy koniak i chlusnęła odrobinę do mojej filiżanki z kawą. — Masz, Umka — powiedziała pewnie, stawiając przede mną filiżankę na stole — oto mocniejsza! Jeszcze się rozchorujesz.

Było tak smacznie i ciepło, że schrupałam jeszcze dwie bułeczki i wypiłam pół filiżanki parzącego napoju, zanim z przerażeniem wydyszałam:

— Swietka, chyba się wpakowałam!

— W co?

— W historię!

Siostra uważnie mnie obejrzała i uniosła brew.

— No, wreszcie! Najwyższy czas.

— Swieet, no ja mówię serio!

I opowiedziałam siostrze wszystko, wszystko! I o jędzach z toalety, i o Wróbelku — pierwszym ptaku na wsi, i o sobie — paskudzie-prymusce. Zaczęłam od dziennego referatu z fizyki kwantowej, a skończyłam na tym, jak uciekłam na rolkach z centrum handlowo-rozrywkowego, zostawiając Wróbelka samego, żeby ociekał przed wszystkimi, aż mi pięty migały.

Swietce opadła szczęka. Co prawda nie na długo. Moja siostra nie była z takiego bojowego materiału, żeby tracić czas na zdziwienie.

— Idiotki, Kaśka!

— Aha!

— Ale ty przecież jesteś mądra! I jak dałaś się w to wciągnąć? Ty siebie nigdy w lustrze nie widziałaś? Pod jakim to niby kątem znalazłaś w sobie paskudę? Jesteś Ufimcewą, a my wszystkie wdałyśmy się w mamę! Popatrz na naszą Lalkę! To wszystko te twoje straszliwe okulary i warkocz, od dawna ci powtarzam! A poza tym… co znaczy: jeśli przegrasz, rzucisz uniwersytet? Ty w ogóle jesteś przy zdrowych zmysłach, dumo rodziny? Ja ci rzucę! Ja ci tak rzucę! Tej kurze miss z przyjaciółkami ich nowomodne tyłki własnoręcznie naciągnę na grill! Bez znieczulenia!

Swietka nawet wstała, ale z powrotem posadziłam ją przy stole.

— Nie trzeba, Swiet, poradzę sobie. Tym bardziej że sama jestem winna, nikt mnie za język nie ciągnął. Po prostu zrobiło mi się przykro, więc się założyłam. — Spróbowałam się uśmiechnąć. — Za to teraz wiesz, do czego zdolna jest twoja Kasia! I ze względu na swoją przyszłość muszę wygrać, rozumiesz?! Dzisiaj w „Trzech Wielorybach” był pierwszy krok!

Siostra uśmiechnęła się krzywo:

— A co, zakładasz, że będzie drugi?

— Oczywiście! — ani przez sekundę nie zwątpiłam w swoją decyzję. Na wycofanie się było za późno. — Dzisiaj nie miałam celu olśnić Wróbelka swoją urodą. Postawiłam sobie cel — żeby mnie zapamiętał!

Swietka westchnęła. W koszulce i spodniach od piżamy, z twarzą już zmytą z makijażu, siostra wydawała się młodsza niż jej dwadzieścia siedem lat i była taką jubilerską pulchniutką pięknością — miękką, domową i przytulną. Teraz też powiedziała bardzo miękko, choć potrafiła być zupełnie inna.

— Umeczko, ale jak on cię zapamięta, skoro uciekłaś? Sama przecież mówisz, że ten nieszczęśnik nawet ci się nie przyjrzał.

— Nieważne! Najważniejsze, że zapamiętał moment i działanie. Na tym etapie nic więcej mi nie trzeba. — Wesoło prychnęłam. — Jeszcze bym dostała po czapce, tylko tego mi brakowało! Niech się uspokoi, a potem przejdę do drugiego kroku.

— I jaki będzie ten twój drugi krok?

Kot Partyzant miauknął i postanowił wdrapać się Swietce na kolana, ale jak zawsze ciężki tyłek przeważył i wczepił się łapami w piżamowe spodnie siostry, wydając dziki miau. Litościwa właścicielka tylko skrzywiła się od zadrapań, wciągnęła ulubieńca na kolana i zaczęła karmić go miękką bułeczką. Nasz kot to dopiero zwierz! Je nawet kiszonego arbuza!

— No — dla odwagi łyknęłam kawy i wypowiedziałam myśl: — ponieważ zamierzam rozkochać w sobie Wróbelka, zadaniem drugiego kroku będzie wywołanie irytacji.

W błękitnych oczach siostry odbiła się mieszanina uczuć, od zakłopotania po zwątpienie. U Partyzanta zresztą też. I tylko Wolka beztrosko kręcił się obok, bawiąc się moim kapciem i próbując złapać sprytnego kota za puszysty ogon.

— Kaśka, ty teraz mówisz serio czy jak? — Swietka wypowiedziała myśl na głos. — I gdzie tu logika?

Rozdział 6 / 8 · Strona 1 z 2