SOVABOO

Kujony się nie poddają!

Ch. 6: Rozdział 6

Rozdział 6

Rozdział 6/8 · Strona 2 z 269%

Logika zdecydowanie była, ale nie wszystko, co intuicyjnie ułożyło się w łańcuch, dawało się wyjaśnić.

— Ona tu jest, Swiet. Po prostu uwierz, dobrze? On jest przystojniakiem i otaczają go najpiękniejsze dziewczyny, a to znaczy, że szanse kujonki Ufimcewej, by porazić go prosto w serce, wynoszą zero. — Dla przejrzystości zademonstrowałam kółeczko, zginając palce. Poprawiwszy okulary na nosie, odgryzłam kawałek bułeczki. — Ale nie urodziłam się wczoraj i wiem: etap zachwytu wyglądem jest powierzchowny i krótkotrwały. Ta, która dzisiaj się podobała, już jutro wywoła irytację i znudzi się.

— Wniosek?

— Wychodząc z tego, że Wróbelek nie ma dziewczyny, jest chłopakiem zapalającym się szybko. A więc, żeby iść dalej, musi ciągle przeżywać etap rozczarowania. Czemu więc nie pójść od końca? Bez tego kroku związanego z irytacją się nie obejdziemy.

— A co potem? Będziesz brała go intelektem?

Zastanowiłam się i skinęłam głową.

— Najpewniej. Bardzo na to wygląda.

— A jeśli okaże się, że ma gdzieś twoje IQ, Umka? Twoje logiczne wnioski i kroki? Co, jeśli podobają mu się piękne dziewczyny tak po prostu? Bez żadnych stadiów i etapów? Dla przyjemności? Co wtedy zrobisz?

Zamyśliłam się i spojrzałam na siostrę z zagubieniem. Swietka patrzyła nietypowo — tak, jak patrzy się na głupi drobiazg — ze zmęczeniem i czułym żalem.

— Szczerze mówiąc, Kaśka, raczej pożałowałabym chłopaka, gdybym była pewna, że to, co wymyśliłaś, da się zrealizować. A tak boję się o ciebie.

Westchnęłam. Jeśli mam być szczera, wątpliwości oczywiście mnie też gryzły, i to jak! Ale jednego byłam pewna…

— I tak się nie poddam, Swiet! — odpowiedziałam uparcie. — I udowodnię tym miseczkom-szczurkom, że kujony też są ludźmi! Mam dość tego, że się z nas śmieją! To było bardzo przykre!

 — W takim razie może połączymy trzeci krok z czwartym i pokażemy temu Wróbelkowi twój ukryty potencjał? — zaproponowała Swietka. — Ten, o którym już zmęczyłam się ci powtarzać?

Omal się nie zakrztusiłam. Tak, wtedy przy fontannie zdążyłam pomyśleć także o tej części planu, ale nie spodziewałam się, że siostra powie to tak wprost. Musiałam przemyśleć czwarty krok dokładniej i w samotności.

Rozdział 6 / 8 · Strona 2 z 2