Rozdział 5
— Żartujesz, Baker? Ten typ w ogóle nie ma zasad, ja akurat wiem. Nie warto się co do niego łudzić. Tutaj po prostu nikt nie cieszy się z jego powrotu. To nie charakter, tylko cholerna spuścizna jego zgniłej rodziny. Za nic bym się z nim nie zadawał!
— Tak, pamiętam — prycha Zack — jak w dziewiątej klasie Paulowi Masonowi z szatni zginęła koszulka z autografem jakiejś gwiazdy lacrosse i oskarżono o to Palmera. A rok później wyszło, że ukradł ją Doug Holman, kiedy pokazał się w niej w mieście.
— I co z tego? I nie jakiejś, tylko samego Drew Adamsa — grał w New York Lizards w Major League. A Doug ma diagnozę, lekarz tak powiedział.
— Nic, poza tym, że nikt nawet nie pomyślał, żeby przeprosić Palmera. Za to Douga uznano za osobę pod opieką szkolnego psychologa. Wygodnie, prawda, kiedy twoja matka zasiada w komitecie rodzicielskim?
— Palmer też się nie usprawiedliwiał — sprzeciwia się Jake — żeby po tym wszystkim żądać przeprosin. Mógł od razu powiedzieć, że to nie on wziął tę koszulkę.
— Jesteś pewien, że nie mówił? A może wiedział, że nikt mu nie uwierzy?
— Nie zdziwię się, jeśli przy całym tym zamieszaniu ukradł coś innego! Ma taką rodzinę — brać wszystko, co źle leży pod nosem prawa!
— Finley?
— Co?
— Czasem zadziwia mnie twoja ciasnota umysłu…
Chłopcy dalej cicho się spierają, a ja nadal patrzę na Palmera.
Jake przysunął się teraz bliżej Trishy i dobrze widzę chłopaka. Siedzę na skraju stołu, on też, więc wychodzi na to, że siedzimy naprzeciwko siebie.
Jednak ma piękne dłonie i nadgarstki. A ruchy spokojne i pewne. Nie denerwuje się tym, co o nim mówią — naprawdę ma to gdzieś. Z kim więc spotykał się w zeszłym roku? Kiedy ja byłam z Seanem? I czemu mnie to obchodzi? Powinnam teraz myśleć o czymś zupełnie innym, a zamiast tego zachowuję się jak…
Jak głupia dziewczyna! Których chłopcy tacy jak Palmer nie zauważają.
Je, a ja zdecydowanie wybrałam nie najlepszą chwilę, by mu się przyglądać, lecz nagle zwalnia i podnosi na mnie wzrok. Zatrzymuje spojrzenie na mojej twarzy, bezbłędnie odnajdując tę, która mu przeszkodziła.
Za późno, żeby chować się za Jake’em, a udawanie, że to nie ja przed chwilą się na niego gapiłam, byłoby głupie. Uważne oczy, lśniące jak gorąca bursztynowa melasa, spotykają moje i dosłownie wyrywają mnie na nogi.
Zrywam się, chcąc uciec przed bezpośrednim spojrzeniem, odwracam się i omal nie lecę twarzą w trawę, wpadając na ławkę przy biodrze. Na czas ratuje mnie jednak Zachary, podtrzymując pod łokieć.
— Hej, Ashley, co się z tobą dzieje? — dziwi się chłopak, odsuwając napój. — Coś się stało?
— Nie, wszystko w porządku. Po prostu idę!
— Dokąd? — wtrąca się Trisha. — Ash, lunch się nie skończył, a ty nic nie zjadłaś. Jeśli przez Rentona, to przysięgam, nie jest tego wart…
On nadal na mnie patrzy — Matthew Palmer, czuję to. Jego przenikliwe spojrzenie drapie mnie po skórze i nie puszcza, a ja nie mogę nic z tym zrobić, bo zaczęłam pierwsza. Pozostaje mi tylko tchórzliwie uciec, co też zamierzam zrobić, zarzucając torbę na ramię i biorąc do rąk tacę z jedzeniem.
— Nie mogę, ludzie, nie mam apetytu. Widzimy się po lekcjach w redakcji, chcę przygotować się do angielskiego. No, pa!
— Pa…
Moja pospieszna ucieczka pewnie wygląda z boku głupio, ale to najlepsze, co mogę dla siebie zrobić. Ma jednak jeden plus. Kiedy szybko idę ku wejściu do budynku szkoły obok centralnych stolików, nie myślę ani o Seanie, ani o Kate.
Nie mogę o nich myśleć także później, już na angielskim, bo Palmer znów trafia do tej samej klasy co ja.
Tuż przed dzwonkiem wchodzi do sali i wszystko zaczyna się od nowa. Tyle że tym razem na niego nie patrzę. Przycisnęłam dłonie do skroni i udaję, że pilnie oglądam podręcznik przed sobą, podczas gdy on idzie między rzędami ławek, odpowiadając na nieliczne powitania. Zatrzymuje się na sekundę przy moim stoliku, zostawia na nim pudełko ze słuchawkami i siada w wolnej ławce tuż za moimi plecami.
To z całą pewnością moje słuchawki. Musiałam upuścić je na szkolnym dziedzińcu, kiedy tchórzliwie uciekłam z lunchu, a Palmer to zauważył. Ale język nie chce mi się ułożyć w podziękowanie. Nie mogę nawet się poruszyć, nie mówiąc już o odwróceniu się i podziękowaniu chłopakowi. Zamiast tego przymykam oczy i zamierzam tak przesiedzieć całą lekcję, czując, jak jego spojrzenie kłuje mnie między łopatkami.
Palmer nie jest głupi i na pewno wie, czyją jestem córką. Jak głupio było dwa razy w ciągu dnia zwrócić na siebie jego uwagę! A nawet jeśli to tylko moja paranoja i już o mnie nie myśli, muszę poradzić sobie z niezrozumiałym niepokojem i nieproszoną ciekawością, które zmusiły mnie, by na niego patrzeć…
— Ashley Wilson?
…Jest bezsprzecznie atrakcyjnym chłopakiem. Klasycznym łobuzem z mroczną aurą i niebezpiecznym spojrzeniem, i na pewno o tym wie. Lepiej, żeby w ogóle mnie nie zauważał!
— Panno Wilson? Czy taka osoba jest w klasie? Czy w spisie uczniów wkradł się błąd?
…A może w ogóle nie pamięta, kim jestem. Skąd miałby cokolwiek o mnie wiedzieć? Wielkie mi co, z kim Renton spotykał się w zeszłym roku. Wokół Matthew zawsze kręciły się znacznie popularniejsze dziewczyny. A ja, czym ja… Przecież połowa szkoły się na niego gapi, nie będzie się na mnie mścił?
— Oj!
Znów muszę zerwać się na nogi i szeroko otworzyć oczy, bo ktoś nagle ciągnie mnie za kosmyk włosów, a niezadowolony głos syczy za mną:
— Wilson, co, zacięłaś się? Najpierw skaczesz jak zając, potem siedzisz jak głucha kłoda. Podnieś wreszcie rękę i coś odpowiedz! Bo pomyślę, że to ja tak na ciebie działam!
Cz-czy jednak będzie?
***
Po lekcjach zbieramy się z Amber i Zacharym w niewielkiej szkolnej redakcji „Ellison News” i rozpisujemy najbliższy plan organizacyjny pracy naszej gazety. Zack zdążył już ustalić u sekretarki Moran i dyrektora Gibsona nazwy szkolnych wydarzeń oraz terminy ich przeprowadzenia i przekazuje informacje mnie i Amber.
Konkursy, wystawy, jarmarki, akcje ekologiczne i szkolne flash moby. Zawody i olimpiady. Wieczory taneczne, występy orkiestry i bożonarodzeniowe przedstawienie teatralne. Plan różnych sekcji i kolumna z wiadomościami. Czeka nas trudny rok, ale pojawiło się dwoje pomocników — dziesięcioklasiści Roan i Phoebe — więc Baker jest pewien, że świetnie sobie poradzimy.
— …Spójrzcie tutaj. Przygotowałem nowy projekt odświeżonego wydania i kilka tematów artykułów. Roan zajmie się składem, ja redakcją i projektem wiadomości, a od was, dziewczyny, wymagam dobrych i ciekawych treści.
— Jest, szefie!
— Phoebe, pamiętaj: masz ogromne szczęście pracować z Amber. Trzymaj się jej jak cień i powtarzaj dosłownie wszystko! Za miesiąc przeprowadzisz pierwszy wywiad i chcę mieć pewność, że nie pomyliłem się, dobierając nowy zespół „Ellison News”. Jasne? Naszą gazetę czyta się nie tylko w murach szkoły, lecz także w Sandfield Rock. Wszystko musi być na najwyższym poziomie.
— Dziękuję, Zack! — Phoebe wykrzykuje dźwięcznie i niemal piszczy z zachwytu, szeroko uśmiechając się do naczelnego redaktora. — Nie zawiodę cię! Już nie mogę się doczekać, żeby zacząć pracować od razu! Och, mogę dostać identyfikator „Prasa”, taki jak wy? I będę miała własne miejsce na trybunach? — zasypuje go pytaniami. — A to prawda, że sekretarka Moran przegląda materiał przed publikacją? To jakieś średniowiecze! A co z wolnością słowa?