Rozdział 7
— Trenerze Hurley, „Ellison News”, Amber Couch! Dzień dobry!
— Dzień dobry, Amber.
— Zacznijmy od najważniejszego pytania: czy uważa pan, że „Złote Orły” zdołają w nowym sezonie utrzymać pozycję lidera w szkolnej lidze lacrosse? Wszyscy wiemy, że mamy poważnych rywali, a walka o prawo do udziału w zawodach regionalnych zapowiada się ciężka.
— Zdecydowanie. Jestem o tym całkowicie przekonany! Wszyscy chłopcy są nastawieni na zwycięstwo, więc czeka nas interesujący rok sportowy.
— Niedawno drużyna zyskała nowego kapitana. Czego możemy po nim oczekiwać? Nie obawia się pan, że może nie spełnić pańskich nadziei?
— Najważniejsze, żeby Sean spełnił oczekiwania drużyny i zjednoczył wokół siebie chłopaków. To nie będzie proste, ale dobrze pokazał się w zeszłym sezonie i mam wszelkie podstawy sądzić, że sobie poradzi. Drużynę czeka teraz nabór zawodników, a autorytet kapitana jest dla nowych graczy niezwykle ważny.
— W zeszłym roku w drużynie był zawodnik, który zdobył więcej punktów niż Sean Renton, lecz został wyrzucony ze szkoły za znany incydent. W tym roku wrócił na zajęcia i…
— Mówi pani o Matthew Palmerze?
— Tak, o nim. Trenerze Hurley, czy zamierza pan przywrócić Palmera do drużyny? Wszyscy dobrze pamiętamy, komu „Złote Orły” zawdzięczają zwycięstwo w meczu z „Bulldogami”, którzy przez ostatnie dwa lata utrzymywali tytuł mistrzów miasta.
— Interesujące pytanie, ale nie jestem jeszcze gotów na nie odpowiedzieć. Wiele będzie zależeć od drużyny i od samego Matthew.
— A jednak, trenerze Hurley, co pan osobiście może powiedzieć o powrocie Matthew do rodziny „Złotych Orłów”? Czy szkoła może mieć na to nadzieję?
— Co do mnie, nie będę ukrywał: tak, chciałbym znów zobaczyć Palmera w podstawowym składzie.
Amber triumfalnie odwraca się do mnie, a ja niemal widzę błyszczący napis „Bingo!” w jej oczach.
Lacrosse jest w naszej szkole tematem świętym i interesuje absolutnie wszystkich, więc Couch jeszcze przez chwilę wypytuje trenera o program treningów, zmiany w grającym składzie i o to, czy nowi uczniowie, którzy przyszli do szkoły, mają realną szansę się pokazać.
Fotografuję chłopaków podczas rozgrzewki i wyłączam wszelkie zbędne uczucia, kiedy trener prosi wszystkich, by podeszli do wspólnego zdjęcia.
Sean też tu jest. Nie patrzę na niego, tylko przez obiektyw aparatu, ale patrzę odważnie, jak zawsze. Kiedy jak na wszystkich przesuwam wzrok po jego twarzy, nagle wydaje mi się, że zmieszany odwraca oczy, jakby wiedział, że w tej chwili nie może przede mną uciec. Nie pomogą ani demonstracyjna obojętność, ani uwaga Kate.
Do diabła! Nie pozwalam ręce zadrżeć, gdy robię zdjęcia, i nie zamierzam czerwienić się pod wymierzonymi spojrzeniami chłopaków. Dziś z równowagi może wyprowadzić mnie tylko jeden z nich — Palmer, ale na szczęście go tu nie ma.
Zrobiwszy zdjęcia „Złotym Orłom”, opuszczam aparat, dziękuję trenerowi i życzę wszystkim dobrego treningu. Mój uśmiech wychodzi wymuszony, ale nic na to nie poradzę — nie umiem grać twarzą i po prostu spieszę się, żeby odejść.
Trener Hurley chyba trochę się dziwi, że nie pomachałam Seanowi ani nie wymieniłam z nim zwykłych żartów. Raczej nie interesuje się poważnie życiem prywatnym zawodników, ale nic nie umyka jego uwadze. Mam nadzieję, że wkrótce ucieszy się z nowej dziewczyny Rentona, kiedy dowie się, kim jest. I nawet pochwali go za tak udany wybór pary.
Jasne, nowy kapitan „Złotych Orłów” i kapitan drużyny cheerleaderek — czarująca cheerleaderka, suka Kate. Zwycięstwo drużyny! Pełne trybuny widzów, radosne krzyki na sto dwadzieścia decybeli, a oni — dwie lśniące gwiazdy na wschodzącym niebie kariery szkolnego trenera…
To dopiero będzie szczęście! Pełne gacie! Mówią, że Adam Hurley dostał propozycję pracy na poważnym uniwersytecie, więc protekcja Wszechmocnego Hardinga, ojczulka Kate, z pewnością nie będzie zbędna. Wszystkim wszystko układa się zajebiście!
No i niech im będzie!
— Uff, dałyśmy radę! I to w zaledwie piętnaście minut! — zadowolona Amber zrównuje się ze mną i wyłącza dyktafon. — Słyszałaś, Ash, co powiedział Hurley? Wiedziałam, jak będzie z Palmerem! Daję głowę, że śni o nim na boisku! A wszystkie te wymówki, że niby nie może odpowiedzieć na pytanie, są dla głupich idiotów! Dziwne, że trener nie zaciągnął tu Matthew od razu, skoro już przywrócił go do szkoły. Tak liczyłam, że go zobaczę!
— To wcale nie takie dziwne, Amber, po tym, co się stało. Widziałaś chłopaków na boisku? — wskazuję podbródkiem zawodników. — Teraz wszyscy patrzą Rentonowi w usta, a jeśli wróci Palmer… — z uśmiechem unoszę brew. — Zamiast kolejnego silnego gracza Hurley może dostać otwartą konfrontację dwóch liderów. Nie myślisz, że tego nie rozumie?
— Myślę — przyjaciółka odwraca głowę, z zamyślonym przymrużeniem oczu przyglądając się chłopakom — że zanim dopuszczono Palmera do zajęć, obłożono go porządnymi warunkami.
— Kto?
— Choćby Moran i dyrektor Gibson! — Ambi ze westchnieniem odwraca się. — Nasz system społeczny nie daje żadnych usterek: albo łapie za jaja i mocno trzyma, jak mówi mój tata, albo wyrzuca jak śmieć na pobocze życia. Jeśli Palmer wrócił do szkoły, uwierz mi, Ash, tak naprawdę nie ma wyboru! Zwłaszcza z jego reputacją. Nie wydaje ci się, że mam rację?
— Wydaje mi się, że trener Hurley to przebiegły lis i wie, co robi — zgadzam się z przyjaciółką. — Wierzę Jake’owi, że Palmer jest niebezpiecznym typem i lepiej się z nim nie zadawać, ale słuchaj, jeśli jest tak, jak mówisz, to mu nie zazdroszczę. Nie chciałabym znaleźć się na jego miejscu. Zresztą — dodaję, przypominając sobie silną energię chłopaka, która dosłownie wyczerpała mnie na angielskim — obok niego też nie chciałabym się znaleźć. Jeśli wróci do treningów, będzie musiał słuchać Rentona. Nie wyobrażam sobie, jak to możliwe. W zeszłym roku po prostu się nie zauważali, aż doszło do bójki.
— A ja właśnie nie zazdroszczę Rentonowi — Amber nadal rozmyśla, jeszcze raz oglądając się na chłopaków. — Popatrz, jaki jest teraz pewny siebie. Udaje, że ma gdzieś to, że powrót Palmera do szkoły był dla niego niemiłą niespodzianką. Ha! Już ja w to uwierzę! A co do chłopaków z drużyny… — mruży uważne oczy. — Na razie patrzą mu w usta, Ash. Ale zobaczymy, czy Seanowi wystarczy autorytetu, jeśli będzie musiał wyprowadzić drużynę na mecz z „Bulldogami” bez Matthew. I czy Kate będzie chciała wieszać mu się na szyi, kiedy „Złote Orły” odpadną z mistrzostw miasta.
Amber kręci głową, pokazuje, jak korek wylatuje z butelki cydru, i wydaje z siebie złośliwy śmiech:
— Uwierz, kiedy dotrze to do Rentona tak jak do Hurleya, pogodzi się z obecnością Palmera jak milutki! I nie piśnie ani słowa!
Wzdycham, odgarniam z policzka opadłe pasma włosów i odwracam się w stronę szkoły. Właśnie o tym w ogóle nie chcę myśleć.
— Wiesz, Ambi, chyba mi wszystko jedno. Niech robią, co chcą. Jeśli będą potrzebować ode mnie zdjęć, zrobię je. I tak Kate będzie z Seanem albo bez niego.