SOVABOO

Na przełomie Szkarłatnego

Ch. 2: Rozdział 2

Rozdział 2

Rozdział 2/24 · Strona 5 z 58%

Ale zanim zdecydowała się zejść na trzecie piętro do Sawinów, Saszka wróciła do domu i całą godzinę przesiedziała sama w swoim pokoju. Ojciec spał, Ksiucha z siniakiem pod okiem gotowała zupę… Zobaczywszy dziewczynkę na progu kuchni, przyjaciółka ojca wytarła ręce o tłusty szlafrok, odwróciła się do kuchenki i zaklęła, jakby to w Saszce kryła się przyczyna wszystkich jej nieszczęść.

– Jeszcze nie ma co jeść! Idź do siebie. Zawołam… Weź chleb, jeśli chcesz.

Saszka zdjęła szkolny mundurek, włożyła prosty sweterek i ciepłe legginsy z już widocznymi zmechaceniami. Sama sobie w długim lustrze dziewczynka wydała się blada i chuda. I długonoga jak konik polny. Czy do takich ktoś się uśmiecha? Przecież dziś nawet w tańcach nie mogła wziąć udziału, bo nie miała ani modnych bucików, ani spódnicy, ani cienkich rajstop. O eleganckiej białej bluzce czy sukience Saszka dawno przestała marzyć. A może i nigdy nie zaczęła. Tylko mundurek szkolny i strój sportowy, najtańsza bielizna. Wszystko inne było zbędne, ojciec w domu dziecka nawet tego nie miał. A Saszka ma cały pokój. Swój pokój. I biurko. I lampkę. I łóżko. I nawet lustro w starej dwudrzwiowej szafie swoje, osobiste. No i niech zasłonki i tapety dawno wyblakły, a podłoga się wytarła, za to miała prawdziwy dom… i ojca.

Saszka wyjęła z plecaka prezent dla Sawina — łamigłówkę, którą podarowano wszystkim chłopakom w klasie, i cukierki — włożyła kapcie i cichutko wymknęła się z mieszkania. Zszedłszy piętro niżej, zatrzymała się przed drzwiami nowych sąsiadów. Długo stała, nie decydując się nacisnąć dzwonka.

Nic trudnego ani strasznego. Wielkie rzeczy! Zaraz zadzwoni, wyjdzie mama albo tata, Saszka szybko poda im paczuszkę do rąk i odejdzie. Tylko minuta roboty! Można nawet nic nie mówić! Tylko „dzień dobry” i „do widzenia”.

Rozdział 2 / 24 · Strona 5 z 5