Rozdział 3
— To musi mieć jakąś przyczynę! Nie wierzę, że wszystko sprowadza się do jej charakteru i złych genów, jak zapewniają rodzice. Bzdura!
Patrzę na Alexa i śmieję się. Oto ktoś, kogo kompletnie nie obchodzi lacrosse i bójki w szkolnej łaźni. Mojego brata interesuje dziennikarstwo i literatura. Ach, no i jeszcze te pieprzone losy nieszczęśliwych ludzi, którzy w gruncie rzeczy mają Alexa głęboko gdzieś.
Jak zawsze jego włosy są potargane i w przeciwieństwie do moich wyglądają tak, jakby przez cały dzień przeczesywał je palcami. Suche usta są poobgryzane, a na dłoniach widać ślady po markerach.
— Stary, możesz choć jeden dzień przeżyć dla siebie? — mówię po raz kolejny. — Nie myśląc o innych? Po co tak się szarpiesz, Alex?!
Ale sam znam odpowiedź — nie potrafi. To jego natura — wierzyć w lepsze i dawać ludziom szansę. Przeznaczenie jeszcze w łonie matki, odmierzywszy po równo wspólnych genów, podzieliło nas na jasne i ciemne. Właśnie dlatego ja widzę to, czego on nigdy nie dostrzeże. I, należy przypuszczać, na odwrót. Bo patrząc na tę miłą blondyneczkę, Tildę Strong, widzę tylko kłamliwą żmiję i wprawną manipulatorkę, gotową założyć pętlę każdemu, kto nie pozwoli jej ssać z siebie krwi. I tak, jej przybrani rodzice mają rację, nie ma żadnych pieprzonych przyczyn, ona po prostu taka się urodziła!
Obok, w stronę parkingu, idą dziewczyny ze starszych klas, a mój krzywy uśmiech przyciąga ich uwagę.
— Cześć, chłopaki! Co słychać? — wita się jedna, ale ja wybieram inną — tę z większym biustem, która w oczach ma to, czego potrzebuję: zainteresowanie — i odpowiadam:
— Cześć, Chloe. Świetnie wyglądasz!
— Podrzucić was do domu, Carter? Mamy wolne pół godziny!
Dobra propozycja, podoba mi się. Udaję, że się zastanawiam, a Alex pośpiesznie kręci głową — tak zdecydowanie, jakby w ogóle bał się znaleźć blisko dziewczyn:
— Nie, dziękuję! Zostaję. Chcę poczekać na Lenę, niedługo kończy zajęcia muzyczne. Obiecałem jej, że wstąpimy do kawiarni u Bobby’ego. Mamy… mamy powód — nagle peszy się on.
Jakie to przewidywalne. Wymieniamy z dziewczynami skonsternowane spojrzenia. Ale dziś jest piątek, nie ma pośpiechu, a te cholerne kilka minut sam na sam z bratem znaczy dla mnie całkiem sporo.
— Niestety, dziewczyny — wzruszam ramionami — innym razem. Dzisiaj chcę zobaczyć, jak mój brat w końcu pocałuje swoją dziewczynę. Słyszałyście: ma powód!
Dziewczyny ze starszych klas odchodzą ze śmiechem, Alex czerwienieje, a ja unoszę brwi:
— No, co jest nie tak, Al? Przecież to nie moja wina, że nie potrafisz się na to zdecydować? I tak, bawi mnie to! Nigdy nie rozumiałem, co widzisz w tej swojej chudej Cyraneczce, kiedy wokół jest tyle fajnych Chloe!
Odwracam głowę i zamyślony odprowadzam dziewczyny wzrokiem. Rozważam na głos:
— Oczywiście, na przespanie się z nimi raczej nie ma co liczyć, ale całować na pewno by cię nauczyły. Co, Al? Wiem, co mówię. Jeszcze nie jest za późno, żeby je dogonić!
Oczywiście Alex się złości, zrywa się z ławki i rzuca wściekle przez zęby:
— Idiota! Nawet nie zaczynaj! To nie twoja sprawa!
— Sam jesteś idiota! — odcinam się lekko. — Oczywiście, że nie moja. Wystarczy mi nasza niedorobiona siostra, żebym miał pozwolić kolejnej nudziarze-małolacie wiercić mi dziurę w brzuchu! Co, Alex, będziesz czekał, aż skończy osiemnaście lat, żeby stać się facetem? Nie rozśmieszaj mnie! Niedługo kończysz siedemnaście, za rok sam ją rzucisz z nudów, bo zmęczysz się robieniem tego ręcznie!
— „Ona” ma imię — Lena. I dobrze o tym wiesz!
— I co z tego? Proponujesz, żebym się z nią zaprzyjaźnił?
Róg kołnierzyka koszuli Alexa znów jest podwinięty do środka — stary nawyk chłopca-marzyciela, który w dzieciństwie opowiadał nam i siostrze zmyślone historie. Odkąd pamiętam, zawsze drażniło mnie w ludziach takie niechlujstwo, ale rzecz dziwna, ta irytacja nigdy nie rozciągała się na brata.
— Myślę, że byłoby miło! W każdym razie Lena przynajmniej przychodziła do naszego domu! Nie rozumiem, Carter — Alex marszczy czoło, przyglądając mi się. — Dlaczego zawsze chcesz wydawać się gorszy, niż jesteś w rzeczywistości? Przecież znam cię najlepiej ze wszystkich. Nie jesteś taki!
Znowu zaczyna swoje. Kręcę głową i leniwie go poprawiam:
— To brzmi trochę inaczej, Al. Dla ciebie nie jestem taki — jest różnica. To ty chcesz widzieć mnie lepszym, niż jestem. Ale tak nie jest.
Wiem, że zaprzeczy, on nigdy nie zmęczy się przeciąganiem mnie na jasną stronę, bez względu na koszty.
— Właśnie, że tak jest!
Wydycham powietrze z sykiem.
— Tylko nie włączaj trybu „nudziarza”, Al, bo pożałuję, że nie poszedłem z Chloe.
— Nawet nie myślałem — słyszę upartą odpowiedź. — I nie trzymam cię!
Okej. Chwytam za rączkę torby i wstaję. Zarzucam ją na ramię. Obaj nie lubimy się kłócić, ale jeśli bardzo się chce, to czemu nie?
— A co w takim razie robisz? — zauważam z niejaką irytacją. — Od pięciu minut rozmawiamy o tobie, a ty nawet nie zapytałeś, jak poszedł mój trening. Ale olej to, grzeczny chłopczyku, wychodzę!
— Czekaj!
Twarz Alexa się zmienia, łapie mnie za łokieć. Zatrzymuje, obracając do siebie.
— Przepraszam, Carter, nie chciałem cię urazić. Po prostu udajesz złoczyńcę, a ja jestem zmęczony szukaniem wyjaśnień. Jeśli tobie samemu zwisa to, jak widzą cię inni, to mnie nie! Za każdym razem, gdy dostaję dyplom za wyniki w nauce, pytam siebie: dlaczego ja, a nie ty? Przecież obaj wiemy, który z nas jest nie tylko silniejszy, ale i mądrzejszy. Tak było zawsze, Carter!
— I będzie! — nie wytrzymuję. — I lepiej trzymaj język za zębami!
— Ale dlaczego?! — Alex jest szczerze zdumiony.
— Bo złoczyńcy są zawsze sprytniejsi i mądrzejsi, nie wiedziałeś? W ciemnych zakamarkach ich duszy kryje się to, co przeraża i zmusza do liczenia się z nimi. Czujesz różnicę?.. Nie obchodzi mnie cudza opinia i uznanie w oczach innych. Nikomu nie pozwolę się przekonać, że spoczywa na mnie supermisja ratowania tego pieprzonego świata. Nawet tobie, Al!
Znowu rzucam torbę na ławkę i rozkładam ręce na boki.
— Popatrz na mnie! — nie proszę brata, żądam tego. — Jestem wolny! Mogę robić, co chcę! Podczas gdy ty od dwóch lat skrobiesz te durne artykuliki pod dyktando Moran! Masz nadzieję, że doceni twoje starania? Nie zaprzeczaj! Na pewno ta stara ropucha za każdym razem klepie cię zadowolona po ramieniu, powtarzając, że jesteś dumą szkoły Ellisona i przyszłością Sandfield Rock! I śmieje się za twoimi plecami, wiedząc, że będziesz dalej skrobać te gówniane teksty, nawet rozumiejąc, że uwiązłeś w bagnie! Zamiast pisać własne historie, tak jak zawsze chciałeś!
Alex patrzy na mnie osłupiały, a ja się nie zatrzymuję. Nie teraz.