SOVABOO

Odłamki Ciebie

Ch. 6: Rozdział 6

Rozdział 6

Rozdział 6/54 · Strona 3 z 310%

– Na przykład: dlaczego, skoro człowiek uczy się na błędach, tak ciężko znosi porażkę?.. Czy to źle ukraść jedzenie, żeby nakarmić głodne dziecko?.. Kiedy człowiek jest bardziej szczery wobec siebie: kiedy mówi „tak”, a chce powiedzieć „nie”? Czy na odwrót?.. Dlaczego częściej siebie ganimy niż chwalimy? Co ludzie powiedzą o was na waszym pogrzebie?

Victoria śmieje się ponuro, łapiąc ustami rurkę z kartonika z mrożoną herbatą.

– O, ja wiem, co odpowie ci dziewięćdziesiąt dziewięć procent uczniów!

– No i co takiego? – Kevin szykuje się do zapisania jej myśli.

– Spadaj na drzewo, Lawrence, ze swoją ideonomiką! I najlepiej nie wracaj! Zupełnie ci odbiło?

Chłopak od dawna jest przyzwyczajony do naszego towarzystwa, dlatego przesuwa notes na bok i w końcu wyciąga swoją kanapkę z napojem.

– Nie masz racji, Victoria – mówi z ledwo wyczuwalnym żalem. – W rzeczywistości to bardzo ważne – nauczyć się odpowiadać na niewygodne pytania samemu sobie. Im wcześniej, tym lepiej!

– E tam, bzdury.

– No, nie powiedz. Nie chcę żyć do czterdziestki, zanim się tego nauczę. Jeśli chcesz wiedzieć, niezadowolenie z siebie pogarsza jakość życia, dlatego praca nad samoświadomością jest taka ważna!

– Kevin?

– Co?

Victoria odsuwa herbatę i przygryza dolną wargę.

– A myślałeś o tym, żeby przespać się z dziewczyną? Ze mną na przykład? No dawaj, odpowiedz!

To niespodziewane, ale Vic często działa lekkomyślnie – najpierw robi, potem myśli, z zaciekawieniem obserwując, dokąd doprowadzi ją jej śmiałość. Chłopak czerwieni się jak pomidor i kiedy wydaje mi się już, że Lawrence nie odpowie, on jednak mówi:

– Na pierwsze pytanie „tak”, na drugie – „nie”.

Victoria chmurzy się i urażona parska, szeroko otwierając oczy:

– Ty też nie jesteś w moim typie, czaisz? Ani trochę! – a ja z Pilar wybuchamy śmiechem.

– Przestań się dąsać, Vic – zauważa przyjaciółka. – No o co się obraziłaś? Przecież ty też nie marzysz o tym, żeby przespać się z Lawrence'em, no nie?

– Lena, poczekaj! – Kevin dogania mnie pod koniec przerwy, na samym skraju trawnika i zatrzymując mnie za łokieć, speszony gryzie wargę. – Chciałem cię o coś zapytać.

Puszczając porozumiewawczy śmieszek, Pilar odchodzi, zostawiając nas samych.

– O co?

Kevin jest ode mnie wyższy, więc zadzieram głowę.

– Co robisz w ten weekend? Może wyskoczylibyśmy gdzieś razem? Do kina albo przejść się po plaży, wszystko mi jedno.

Lawrence patrzy z wyczekiwaniem i nie mogę powiedzieć, żeby jego zainteresowanie było dla mnie niespodzianką. Tyle że dla mnie to nie wszystko jedno. Konsekwentnie udaję, że nie widzę sympatii chłopaka, ale on nie odpuszcza.

– Nie mogę, Kevin. Przepraszam, ale… nic z tego nie będzie.

– Posłuchaj, Lena, ja wszystko rozumiem. Alex był przecież moim najlepszym przyjacielem. Na nic nie liczę, to tylko spacer. Mnie też go brakuje.

Wiem, że mówi prawdę. Patrzę na chłopaka i widzę w jego oczach żal – wielu tęskni za Alexem. Ale ja nie jestem gotowa dzielić się nim z nikim, pamięcią o nim również. Wspominać z kimś nasze spotkania, tak dziecinne w gruncie rzeczy, ale pełne prawdziwego uczucia, które w nas płonęło, a teraz tli się we mnie samej. Przez ostatni rok wszyscy zdążyliśmy dorosnąć… oprócz niego.

Nigdy nie odnajdę Alexa w jego przyjacielu, w żadnym z chłopaków, i nawet nie będę próbować.

– Nie gniewaj się, Kevin. Nie.

Nie gniewa się. Wciąż jesteśmy przyjaciółmi i podajemy sobie ręce.

 

Rozdział 6 / 54 · Strona 3 z 3