SOVABOO

Pokochaj mnie, Wróbelku!

Ch. 6: Rozdział 6

Rozdział 6

Rozdział 6/7 · Strona 2 z 279%

— Tato, nie! — jak śledź do beczki wcisnęłam się między nich z bukietem, rozumiejąc, że jeszcze chwila i gbur naprawdę ucierpi przeze mnie. Tak czy inaczej, odpowiedzialność za to, co się działo, spoczywała wyłącznie na mnie. — On nie jest winny, słyszysz?! U nas wszystko jest poważnie! Poważnie, tato!

Nie wiem, czy tata by mnie usłyszał, gdyby nie mama Dasza. Głośno zawołała męża, a on się zatrzymał:

— Andrzej, nie waż się! Słyszysz, co Rita mówi! Riteczko? — mama podeszła bliżej, kładąc mi rękę na ramieniu, i ze zdumieniem zajrzała mi w oczy. — Czyli to naprawdę „on”? Ten chłopak, tak?

Nigdy nie wybaczę sobie tego kłamstwa i tej chwili, która tylko pogorszyła wieczór, bo znowu zupełnie świadomie skłamałam, już po raz drugi najukochańszym ludziom na świecie. Ale dzisiaj, ku własnemu przerażeniu, zrozumiałam, że mi uwierzyli.

— Tak. Tak, mamo. To on.

Nie wiem, kto pierwszy kogo puścił, tata gbura czy niebieskooki sam się wyrwał. Usłyszałam tylko jego nieuprzejme:

— Odwal się, człowieku! Nie jestem dla ciebie smarkaczem! I lepiej nie prowokuj, dawno wyrosłem ze straszaków. A chodzę tam, gdzie sam chcę, jasne? I z kim chcę!

Ten Wróbelek, wbrew nazwisku, okazał się twardym orzechem, ale nie wiedział, z kim ma do czynienia; mało kto był w stanie sprzeciwiać się Andrzejowi Woronowowi. Mój ojciec umiał dopinać swego i mówić prosto, co myśli. A rodzina nie była dla niego pustym słowem, miałam czas się o tym przekonać.

A teraz przekona się o tym także niebieskooki. A wszystko przez moją pomyłkę i tchórzostwo!

Och, jak ja mam się teraz z tego wszystkiego wyplątać, nie mam pojęcia!

Tata ostrożnie odsunął mnie na bok i zbliżył się do chłopaka.

— Sam chcesz, powiadasz? — powiedział przez zęby, jakby kruszył lód. — No, zobaczymy, co z ciebie za typ, chłopcze. Wybieraj! Albo idziesz z nimi — skinął w stronę policjantów, którzy z napięciem śledzili sytuację — i wyjaśniasz, jak rzeczy Rity znalazły się na ulicy. Albo ze swoją dziewczyną do nas do domu i przedstawiasz się, kim jesteś. Ale jeśli dalej zamierzasz chować się po parkach i bawić się moją córką… — tata podniósł rękę i zacisnął ją w pięść przy jabłku Adama chłopaka. — To lepiej wynoś się od razu, zanim do ciebie dopadnę i naprawdę cię przestraszę!

Chłopak milczał, minęło pół minuty. Serce przez ten moment uciekło mi w pięty! Nie wiem, co mój tata zobaczył w jego spojrzeniu, ale nagle, w następnej chwili, opuścił rękę i ryknął tak, bardzo gniewnie i strasznie:

— I dlaczego, do cholery, moja córka stoi boso, skoro z was dwojga to właśnie ty jesteś tutaj facetem?! — aż podskoczyłam w miejscu i dopiero teraz zauważyłam ten fakt.

Oczy niebieskookiego pociemniały, a usta zacisnęły się. Powoli, znacznie wolniej, niż należało, przeniósł wzrok na mnie i opuścił go niżej, napinając żuchwę na wyraźnych kościach policzkowych. Przesunął spojrzeniem po moich nagich nogach ku ziemi i zatrzymał je na palcach.

Na jednej nodze miałam czółenko, a drugie leżało przewrócone koturnem do góry przy samochodzie, tam gdzie je zgubiłam. Naprawdę stałam na ziemi jedną bosą stopą i nawet tego nie zauważyłam.

Co za koszmar!

Natychmiast podkuliłam nogę pod siebie i szeroko otworzyłam oczy, bo niebieskooki nagle ruszył w moją stronę. Nie, najpierw odwrócił się do samochodu, gdzie podniósł z ziemi but, a dopiero potem do mnie. Podszedł bardzo blisko, wpił we mnie jastrzębie spojrzenie i powoli przykucnął przede mną, opierając jedno kolano o ziemię…

— No, R-rito…

Zdążyłam tylko zauważyć, jak na tym silnym kolanie napiął się dżinsowy materiał spodni, a chłopak już złapał moją kostkę i zamknął na niej długie gorące palce, pewnie marząc, żeby zamiast kostki znalazły się na mojej szyi. Uniósł nogę ku sobie, sprawnie i bez ceregieli włożył na nią but, po czym tak samo powoli wstał.

Położywszy rękę na mojej potylicy, nachylił się do skroni i wyszeptał mi do ucha tak łagodnie i obiecująco, że włosy pod jego dłonią aż mi się poruszyły:

— No, Stokrotko, trzymaj się! Teraz policzę ci wszystkie płatki po kolei. Kocha, nie kocha, aż do samej łodyżki, przysięgam! Skoro u nas wszystko jest takie poważne!


[1] O epickim sposobie pozbywania się niechcianych wspomnień wraz z późniejszą amnezją poprzez uderzenie torebką w głowę w wykonaniu Daszy czytajcie także w książce „Upadłem. Ocknąłem się. Tata!”

Rozdział 6 / 7 · Strona 2 z 2