SOVABOO

Pokochaj mnie, Wróbelku!

Ch. 8: Rozdział 8

Rozdział 8

Rozdział 8/8 · Strona 1 z 288%

Nasz dom był nowy, winda duża i przestronna, więc wszyscy zmieścili się od razu.

Drzwi otworzył Stiopka, mój piętnastoletni brat, i kiedy zobaczył mnie na progu mieszkania objętą z chłopakiem, najpierw się zdziwił, a potem z zachwytem otworzył usta, przyjrzawszy się gościowi, gdy Sonia w dwóch słowach wyłożyła mu wszystko: kto to taki i skąd się wziął.

Kurtkę niebieskookiego miałam na sobie, on sam stał w koszulce z krótkim rękawem, więc brat nie krępował się zapytać, bo w ogóle odznaczał się rzadką komunikatywnością. Najpierw wyciągnął rękę, a kiedy nikt jej nie uścisnął, nie zmartwił się, tylko zainteresował:

– Oho, stary! Ale bicki! Kamień! Pakujesz czy bierzesz anaboliki? Robi wrażenie!

Przez ostatni rok Stiopka mocno wystrzelił w górę, zrobił się jeszcze chudszy i strasznie mu się to nie podobało. Największym marzeniem brata było upodobnić się do Chrisa Hemswortha w roli boga Thora, no albo chociaż do taty Andrzeja. Charyzmy, żeby zawracać dziewczynom w głowach, brat miał aż nadto, odwagi też, tylko mięśnie za charyzmą jakoś nie chciały nadążyć. A tu taki inspirujący okaz.

Jeśli mnie opadła szczęka, kiedy zobaczyłam tego Wróbelka w samych dżinsach, to Stiopce tym bardziej.

– Ty kto? – nie zrozumiał niebieskooki, kiedy przed oczami stanęła mu ruda gęba i ktoś bezceremonialnie dźgnął palcem jego biceps. – Ej, ostrożnie – ostrzegł chłodno, przechwytując rękę brata. – Złamiesz, mały! Czym potem będziesz dłubał w nosie?

A tego akurat nie powinien był robić. Ze Stiopką lepiej się nie kłócić. Tylko skąd miał to wiedzieć?

Rodzice zerknęli krzywo, ale nie wtrącili się. Wydawało mi się, że na ustach taty mignął uśmieszek, kiedy wymienił spojrzenie z mamą Daszą i za Jeżykiem wprowadził Sonię do mieszkania. O kogo jak o kogo, ale o Stiopę można się było nie martwić: jeszcze nie urodził się ktoś, kto potrafiłby obrazić tego chłopaka i tego nie pożałować. Wiedziałam to równie dobrze jak moja rodzina i tylko dlatego odważyłam się odezwać.

– To Stiepan, mój brat. Danielu… puść go, proszę.

Ten chłopak Wróbelek wciąż pewnie przyciskał mnie do swojego boku, raczej nie domyślając się, jak działa na mnie jego bliskość i dłoń na talii, odbierając mi mowę. I chyba lepiej. Widział we mnie inną dziewczynę: sprytną, pozbawioną zasad oszustkę, i patrząc na wydarzenia dzisiejszego wieczoru, rozumiałam go. Rozumiałam nawet, dlaczego wrócił. Miałam tylko nadzieję, że znajomość przebiegnie dla nas wszystkich możliwie szybko i wkrótce się rozejdziemy.

Najważniejsze to uspokoić rodziców, a dalej coś wymyślę. Przecież ludzie rozstają się nawet z powodu drobiazgów!

Gość puścił nadgarstek brata, a Stiopka natychmiast zmrużył oczy. Wsunął ręce do kieszeni szerokich dresów, podciągnął je na chudych biodrach i zauważył znudzonym tonem:

– Rit, a czemu on u ciebie taki szpanerski? Nie mogłaś znaleźć prostszego? Mówiłaś przecież, że jest kulturalny. – Brat zerknął na wyraźnie zwiędły bukiet w moich rękach i krzywo prychnął: – No wiesz, esteta i te sprawy.

– Nie mogła – odpowiedział za mnie niebieskooki. – Kto by jej pozwolił wybierać? A tobie co, kwiatuszki się nie podobają?

– Nie bardzo – przyznał brat. – Ja bym takich swojej dziewczynie nie dał. To wychodzi na to, że to ty zakochałeś się w Ritce?

Stiopka też miał własną skalę męskiej fajności, a obcy stojący ze mną był wysoki, atrakcyjny i wyraźnie nie z tych strachliwych, więc na miejscu brata też powątpiewałabym w jego słowa. W końcu znał mnie dużo lepiej niż inni, więc się zdziwił. I oczywiście Wróbelek to zauważył.

– Wychodzi to tylko figa z makiem i nic więcej. Chcesz dużo wiedzieć, zmykaj do biblioteki, mądralo, a sprawy dorosłych cię nie dotyczą.

Stiopka nic nie odpowiedział. Tylko wzruszył ramionami i odsunął się, ale nie spieszył się z odejściem. Jakby nie patrzeć, do naszego domu trafił ciekawy okaz, a on zamierzał dokładnie mu się przyjrzeć. A może i wykonać ruch odwetowy, jeśli nadarzy się okazja. Ja też bardzo dobrze znałam swojego brata.

Weszliśmy do mieszkania i zdjęliśmy buty. Było już dość późno, za oknem szybko zapadał zmierzch, zapoznanie miało odbyć się w naszej przestronnej kuchni, więc pokazałam gościowi, dokąd ma iść.

Tam byli już tata i mama Dasza. I oczywiście młodsze dzieci: w naszym domu wszystko zawsze rozstrzygało się w obecności całej rodziny. Więc Jeżyk i Sonia siedzieli już przy stole, czekając na smakołyki, a siostra także na nowiny. Patrzcie, jak oczy jej płoną i strzelają na boki z ciekawości. To spojrzy na dorosłego chłopaka w naszej kuchni, to na mnie.

No tak, dzisiaj udało mi się wszystkich zaskoczyć.

Minuta milczenia się przeciągała i mama cicho kaszlnęła. Poluzowawszy krawat i rozpiąwszy guzik pod szyją, tata zrobił krok naprzód i przedstawił się, zaczynając rozmowę jako pierwszy:

– Andrzej Woronow – wyciągnął do chłopaka rękę i szczerze zauważył: – Nie powiem, żebym cieszył się z poznania w takich okolicznościach, ale parę rzeczy nie zaszkodzi nam wyjaśnić, skoro już tu jesteś i okazałeś się nie z płochliwych.

Tata zdążył już zdjąć płaszcz i marynarkę, stał w spodniach i koszuli, a uścisk dłoni mężczyzn wyszedł mocny, jak pojedynek, od którego zrobiło mi się nieswojo. Tata umiał przesłuchiwać, niebieskooki też trzymał się całkiem opanowanie, ale czy naprawdę był takim „twardym orzechem”, na jakiego wyglądał – to dopiero miało się okazać. Ja zaś w duchu błagałam, żeby chłopak wytrzymał chociaż godzinę. Jeśli pęknie, koniec tej znajomości wypadnie jeszcze gorzej niż jej początek. A potem niech już mści się na mnie, jak chce. I tak nie obejdzie się bez przeprosin.

– Bywa. Ja też nie planowałem dzisiaj poznawać taty, hm, swojej dziewczyny – wybrnął niebieskooki. – Szczerze mówiąc, dzisiaj w ogóle nie planowałem nikogo poznawać. Ale skoro państwo nalegają… – Chłopak uśmiechnął się krzywo i przedstawił: – Daniel Wróbelek. Najlepiej po prostu Dani, tak jestem przyzwyczajony.

– Kto? Wróbelek?! – Stiopka nagle parsknął i roześmiał się, a za nim zachichotał Jeżyk. Był jak małe odbicie, w swoich siedmiu latach we wszystkim kopiował starszego brata i teraz pryskał drobnym śmiechem do kubka z sokiem. – Z takimi bickami i… Wróbelek?! Ojej, nie mogę! Stary, teraz rozumiem, czemu jesteś taki skomplikowany!

– Stiepan, zamilcz! Dobrze, że nie Kogucik – poważnie zauważył tata, a gość się spiął.

– Mam rozumieć, że to żart? – uściślił Daniel chłodno. – Jeśli o to chodzi, moje nazwisko całkowicie mi odpowiada. I nie, nie mam z tego powodu kompleksów – żadnych!

– Nie gotuj się! Po prostu myśli na głos – odpowiedział tata i wsunął rękę do kieszeni. – Masz pecha, że nie odlecieliśmy. I jeszcze, że nie ogłuchliśmy. A jakiego lotu z ciebie ptak, to jeszcze zobaczymy.

– Proszę patrzeć, mnie nie szkoda. Chociaż raczej to ja wybrałem kiepski dzień, żeby wrócić do miasta. Tyle wrażeń – trochę dużo jak na jeden wieczór.

– Mhm, córce udało się nas zaskoczyć.

– I mnie też. Pierwszy raz jestem w poważnym związku, a już narzeczony. Nie mogę uwierzyć. Ritko, może powiesz, jak to wyszło?

Ten Wróbelek czuł się w obcym domu jak ryba w wodzie, ani trochę nie krępując się moimi rodzicami. A ja się zaczerwieniłam, kiedy nie znalazłam odpowiedzi na jego pytanie.

Rozdział 8 / 8 · Strona 1 z 2