Rozdział 8
– Zrobię herbatę. Mamo, pomogę ci! – tchórzliwie uciekłam od chłopaka i od krzyżowych spojrzeń taty oraz niebieskookiego. Podszedłszy do kredensu, otworzyłam szklane drzwiczki i zaczęłam wystawiać na stół filiżanki: te najładniejsze, z drogiego serwisu do herbaty, żeby choć trochę odwrócić uwagę. Po wejściu do mieszkania Wróbelek już mnie nie obejmował, widocznie uznał, że tyle mu wystarczy. Teraz moim ruchem było uwolnić go od tej konieczności.
Ale mama postanowiła inaczej. Dzieci zgłodniały, wszystkich czekała kolacja, więc wieczór zapowiadał się na długi.
– To kim ty u nas jesteś, Dani? – tata, jako gospodarz domu, odsunął krzesło i zaprosił gościa do stołu. Sam usiadł naprzeciwko, splótł dłonie na blacie. Sonia ze Stiopką, klapnąwszy na krzesła, natychmiast nadstawili uszu. – Czym się w życiu zajmujesz?
– A tak… Wszystkim po trochu. Kończę uniwersytet, uprawiam sport… kiedy się nie obijam. A co?
– Nic. Po prostu ze słów Rity wyobrażaliśmy cię sobie trochę inaczej.
– Naprawdę? – Daniel udał, że go to interesuje. – A jakim?
Rozstawiałam na stole talerze i zwolniłam, na sekundę spotykając się z chłopakiem spojrzeniem.
Opalona, piękna twarz o wyraźnych kościach policzkowych i stanowczych ustach, w których kąciku igrał dołeczek i cień pewnego siebie uśmieszku. Ciemne brwi i rzęsy, śmiałe niebieskie oczy. Chłopak miał na sobie luźną jasnoszarą koszulkę, zupełnie zwyczajną, nawet bez nadruku, ale opadając na smukłą talię, zgrabnie opinała jego szerokie ramiona i na pewno nie ukrywała siły męsko pięknych rąk. Nie bez powodu Stiopka był pod wrażeniem.
Playboy. Szczęściarz. Odważny i bezczelny typ – to właśnie odczytywało się na pierwszy rzut oka. Myślę, że Wróbelek zaraz mocno się zdziwi, kiedy usłyszy, jakim dokładnie przedstawiłam „jego” swojej rodzinie.
– Bardziej poważnym i rzeczowym – tata nie kręcił. – Rita powiedziała, że lubisz czytać?
– Ja? Hm – chłopak uśmiechnął się, wracając spojrzeniem do gospodarza domu. – No, możliwe. Nie tak często, jak bym chciał, ale Tolkiena i Chucka Palahniuka czytałem. Lubię epickie bitwy i takie klimaty.
– Znasz się na polityce i interesujesz kosmosem?
– A to raczej nie. Nie, oczywiście wiem, że ludzie zamierzają skolonizować Marsa, ale pańska córka widzi mnie w zbyt upiększonym świetle. Uczucia, sami państwo rozumieją.
– Że nie jesteś zapatrzonym w siebie, ładniutkim bananem, tylko zwykłym chłopakiem. Dobrze wychowanym i skromnym. Tak skromnym, że przez dwa miesiące nie odważyłeś się nas poznać.
Niebieskooki wyszczerzył się w idealnym, białozębym uśmiechu i odchylił się na oparcie krzesła. Leniwie przesunął dłonią po krótko przyciętych włosach, napinając mocny biceps i bez trudu dowodząc, że skłamałam.
– No proszę, widzą państwo, a tutaj nie upiększyła! Skromny, przy tym zostańmy!
– Grasz na instrumentach muzycznych?
– Tak. Brzdąkam czasem rocka na gitarze, młodzieńcze hobby. Zostało z tych czasów, kiedy chciałem robić wrażenie na dziewczynach. Mogę postukać na perkusji. Nie profesjonalnie, oczywiście, ale Rita jest zachwycona.
– A co z alergią na kocią sierść?
– U kogo? U mnie?! A niby skąd? – zdziwił się Wróbelek, ale niemal od razu wybrnął, zauważywszy, jak zastygłam przy nim z talerzem w ręce.
Tak, sierść wymyśliłam, jak i wszystko inne. Ale tylko dlatego, że nawet nieistniejący chłopak powinien mieć choć jedną wadę. Sierść to przecież tak niewiele i tak bardzo przypomina prawdę.
– A, przypomniałem sobie! Mam alergię na łyse sfinksy. Tylko je zobaczę, od razu dostaję bąbli. Wiecie, one tak się wylizują… w niektórych miejscach. Brrr, oszczędźcie mi tego! Już lepiej założyć akwarium ze złotymi rybkami.
– A my mamy rybki! – Jeżyk wyprostował się na krześle. – I żółwie! Chcesz, pokażę?
Daniego Wróbelka rybki interesowały tak samo jak poradnik o rozmnażaniu himalajskich pingwinów. Zamierzał niedługo zwiać, ale najpierw chciał udowodnić sobie i mojemu ojcu, że sam decyduje, dokąd iść, z kim i jak postępować. Po jego uścisku bardzo dobrze to zrozumiałam.
– Później! – surowo odpowiedział tata Jeżykowi, a ten się naburmuszył. Zwyczajowo sapnął, wypychając dolną wargę, ale zawołał go Stiopka i młodszy brat natychmiast przeniósł uwagę na swojego idola. Zeskoczył z krzesła, podbiegł do starszego brata i chłopcy jak zwykle zaczęli coś szeptać.
Z mamą Daszą prawie skończyłyśmy nakrywać do stołu, ten Daniel całkiem pewnie odpowiadał teraz już na jej pytania, a ja zaryzykowałam krótką ucieczkę do swojego pokoju, żeby się przebrać i wreszcie wstawić żółte „poturbowane” chryzantemy do wazonu z wodą.
Drżenie i niepokój nigdzie nie zniknęły, przyczaiły się tylko na jakiś czas pod skórą, tak samo jak nieunikniona rozmowa z rodzicami. I znów złapałam się na myśli, że nie wiem, czym to wszystko się skończy. Że ten strach wewnątrz nigdy mnie nie opuści. A więc znowu będę musiała kłamać. Tylko tym razem dokąd można jeszcze zabrnąć?
Teraz z przyjemnością stanęłabym pod gorącym prysznicem, okropnie chciałam się rozgrzać! Dawno tak nie zmarzłam, skarpetki w białe gwiazdki zostały w obcym mieszkaniu… Podeszłam do szafy, zdjęłam cudze ubrania i włożyłam domowy komplet: miękką bluzę i spodnie. Rozczesałam włosy, zaplotłam w luźny warkocz i położyłam go na ramieniu. Wróciłam do kuchni dokładnie na czas, by zauważyć, że Stiopka coś knuje.
Nie, wszyscy siedzieli przy stole i jedli kolację, mama Dasza, jako pani domu, starała się skleić z niczego choćby jakąś rozmowę. Nie było mnie zaledwie kilka minut, a wyraz twarzy brata zmienił się ze znudzonego zaciekawienia w podejrzaną koncentrację. Stiopka przygryzł wargi, a to mogło oznaczać tylko jedno: w jego głowie dojrzał plan i wkrótce nastąpi jego realizacja.
Właśnie ukończono czytanie ostatniej części utworu.
Jakie emocje on pozostawił?
Podziel się wrażeniami w komentarzach — to ważne dla autora i pomoże innym czytelnikom odkryć tę historię.
Historia trwa ✨
Autor nadal pracuje nad nowymi rozdziałami.
Zapisz utwór w swojej bibliotece i zasubskrybuj autora, aby jako pierwszy otrzymywać aktualizacje.