Rozdział 1
Krótko mówiąc, kiedy całą naszą czwórką wyszliśmy z parku, Matwiej Iwanowicz miał na sobie, oprócz majtek i koszulki, moje różowe skarpetki i kurtkę, a czubek głowy osłaniała parasolka Soneczki. Zaprowadził nas do drogiego auta i powiedział, że to jego, tylko jechać nie może — kluczy przecież nie ma, a ja znów udałam, że wierzę. Wyjęłam telefon i, machnąwszy na wszystko ręką, wezwałam taksówkę — jakby to był pierwszy raz…
Tak właśnie się poznaliśmy…
I teraz, trzy lata później, kiedy Woronowowi starszemu zawdzięczałam już wszystko, co miałam, po prostu nie mogłam odwrócić się od jego wnuka. Tym bardziej że on sam znajdował się w stanie krytycznym, w walce między życiem a śmiercią, i według słów Ludożerki „w najbliższym czasie miał kopnąć w kalendarz”.
Nie, cokolwiek ten mój pewny siebie szef o mnie myślał, zamierzałam go uratować!
Ale tego, że wepchnął mnie pod stół — nie wybaczę!
Historia trwa...
Następny rozdział już na Ciebie czeka.