SOVABOO

Upadł. Ocknął się. Tata!

Ch. 5: Rozdział 5

Rozdział 5

Rozdział 5/31 · Strona 3 z 315%

— Mam, tak. Ale proszę poczekać… — podreptałam za Łeszenką. — Zdawałam jazdę jeszcze w ostatniej klasie szkoły! Nie, jeździłam oczywiście parę razy… Ale z instruktorem i sto lat temu! Nie mogę! — pewnie pokręciłam głową.

— Może pani!

— A gdyby wezwać karetkę? Przecież jest szybka? Telefon, fiu, tam i z powrotem… i on w szpitalu. Co?

— Nie zdążymy!.. I proszę zabrać z drogi swoją torebkę! Szybko! Została minuta!

Pobiegłam po torebkę, podniosłam teczkę, wróciłam i, biorąc się w garść, wsiadłam za kierownicę.

— Wszystko będzie dobrze! Proszę się nie martwić, obywatelko — uspokoił mnie policjant — będę pilnował!

Ha! Ciekawe jak? Ale nie pytałam, ręce trzęsły mi się tak, że wczepiwszy się w kierownicę martwym chwytem, nie słyszałam nawet własnego serca.

— Tu jest zapłon, tu automatyczna skrzynia, hamulec i gaz. Pieniądze w schowku. Kiedy odda pani go do szpitala, w żadnym razie nie podawać nazwiska!

— Dlaczego?

— Bo znajdą bezbronnego i wtedy koniec! — Łeszenko wytrzeszczył oczy i przejechał palcem po gardle. — Mówię przecież, zabójca idzie tropem!

— A-a… jasne!

— Powie pani, że to pani mąż! Szedł z pracy, poślizgnął się, upadł, stracił przytomność. Pani nie było obok. Kiedy go pani znalazła, dokumenty zniknęły…

— Co?! — to oburzyłam się z powodu męża. No i trochę z powodu kłamstwa. Mimo wszystko było mi wstyd i bardzo nieswojo z powodu tego, co się stało.

— To! Czy chce pani, żeby zwyciężył Kuprijanow z Ludożerką? — facecik nawet nie mrugnął. — No to proszę zostawić Andrzeja i iść do domu. Spać spokojnie…

— Nie!

— No to wieźć!

— A co mu powiem, kiedy odzyska przytomność? Kiedy wszystko sobie przypomni?

— Prawdę, oczywiście. Opowie pani wszystko tak, jak było. A teraz proszę jechać, pora! Jeszcze się z panią skontaktuję!

No i pojechałam. Trochę zabuksowałam, wjechałam na krawężnik, zjechałam… Dobrze, że parking był pusty — jakoś zawróciłam czarnym potworem i, ojkając ze strachu, pognałam w noc. Przejeżdżając drogą obok rozbitego samochodu Neleczki, schyliłam głowę i usunęłam volvo z drogi potężnym zderzakiem.

A-a-a! Gdzie tu hamulec? Ależ to ma siłę!

Na maskę nagle wskoczył czarny kot. Błysnąwszy żółtym okiem, mrugnął do mnie (ledwie utrzymałam kierownicę) i zniknął.

Tfu! Też mi się przywidziało!

Kiedy wiozłam Woronowa do szpitala, spocona z napięcia i przypominając sobie znaki drogowe, pomyślałam: a skąd Łeszenko wie, jak nazywam sobie w myślach Przygożewą? Czyżbym sama się wygadała i nie zauważyła?

I uznałam, że pewnie właśnie tak.

Dziękujemy, że wybierasz Sovaboo i cenisz uczciwą twórczość!

Tworzymy tę przestrzeń z miłością do książek i szacunkiem dla autorów. Twoje wsparcie pozwala autorom dalej pisać i tworzyć dla Ciebie nowe historie.

Aby kontynuować czytanie, możesz kupić dostęp online do wszystkich rozdziałów książki.

* VAT jest wliczony w wyświetloną cenę.

Rozdział 5 / 31 · Strona 3 z 3