SOVABOO

W stronę świtu

Ch. 5: Rozdział 5

Rozdział 5

Rozdział 5/5 · Strona 1 z 380%

Szatnia jest w połowie pusta, część chłopaków zdążyła już rozejść się do domów, ale wciąż jest w niej duszno od zapachu potu, żelu pod prysznic i żaru ciał rozgrzanych grą.

Kiedy popycham drzwi do pomieszczenia, rozmowa nadal wisi w powietrzu, ale wystarczy, że wejdę, a chłopaki natychmiast się zamykają i odwracają do szafek. Po ich ukradkowych spojrzeniach i napiętych twarzach nietrudno zgadnąć, o kim gadali, więc niespiesznie przechodzę do swojej szafki, dając im okazję, żeby mnie zaczepili.

Przy sąsiednim rzędzie stoi Jake Finley. Jest z rezerwowego składu „Złotych Orłów”, ale dziś graliśmy w jednej drużynie, i kiedy zauważa moje spojrzenie, ciemnoskóry chłopak odwraca się i rozkłada ręce:

— Nie patrz tak na mnie, Palmer. Sam nic z tego, kurwa, nie rozumiem, jasne? Nie myślisz chyba, że po jednym lunchu przy jednym stole cię rozgryzłem? Wybacz, stary, ale oni mają rację, jesteś niejasnym typem. Ale to nie znaczy, że cię nie lubię, więc jestem po twojej stronie. I nie tylko ja, żebyś wiedział! Ale jeśli wymyśliłeś coś z Wilson… lepiej nawet nie zaczynaj. Nie wciągaj jej w swoje gówno z Rentonem!

— Skończyłeś?

— Chyba tak.

Otwieram swoją szafkę, ściągam z siebie sportową bluzę, spodenki, korki, wrzucam wszystko do torby, biorę ręcznik i idę pod prysznic.

Pod prysznicami stoi para, woda bije o kafelkową podłogę, a chłopaki mówią dość głośno, żeby ich śmiech i rozmowę usłyszał każdy, kto tu wejdzie.

Że chodzi o mnie i Ashley, rozumiem od razu, kiedy tylko widzę tu Ronniego i Rentona z jego kumplem Hartem.

— …No jasne, że ze sobą spali. Matt nie jest z tych chłopaków, którym można wciskać kit i karmić obietnicami. Świeczki nie trzymałem, ale znam go lepiej od was. Do niego laski już w wieku piętnastu lat same się kleiły i wszystko proponowały. Uwierzcie mi, on wie, co z nimi robić, dlatego zwinął się z „Gorączki” za rudą. Tylko co ci do tego, Sean? Harding już ci się znudziła? Czy Kate jest dziewczyną jak trzeba, dopóki nie otworzy ust i nie zmieni się w pieprzoną sukę?! — Ronnie ryczy ze śmiechu, nie hamując się, a ja od razu żałuję, że wcześniej nie przyciąłem mu języka.

— Nie martw się, Salgato, jeśli Kate przy mnie otwiera usta, to tylko wtedy, kiedy rozpinam rozporek. Po prostu zaciekawiło mnie, po co Palmer zadał się z laską, która mi się znudziła.

— Znudziła?! Ha! Widać, Renton, jak cię to „po prostu ciekawi”. Opowiedz to Hartowi, już nadstawia uszu! Mnie nie musisz. Widziałem, na kogo gapiłeś się na boisku. Pogódź się, kapitanie, Wilson jest teraz z Palmerem. A po co ona mu potrzebna — nie nasza sprawa! Ta ruda mała to cholernie gorąca sztuka, wszyscy w sobotę to widzieliśmy. I jeśli Mattowi na nią stoi, to ci nie zazdroszczę. Nie wybierze ciebie, stary! One wszystkie wybierają jego!

Ch-cholera!

— Mam to w dupie! Palmer się prosi i za to zapłaci! Lepiej by było, gdyby nie wracał i nie wchodził mi w drogę! Sam rozprawię się z Wilson i nikomu nie pozwolę robić ze mnie idioty! Ani jemu, ani Hurleyowi!

— Zobaczymy, Salgato, jak szybko twój kumpel się nią znudzi — odzywa się Hart. — I tak Sean rozpakował ją pierwszy, a dziewczyny takich rzeczy nie zapominają. Więc to Palmer będzie musiał pogodzić się z tym, że w życiu jest mu pisane być drugim! Ha… h…

Ale Douglas Hart nie zdąża się roześmiać, bo wyciągam go spod wody za mocny kark i walę pięścią pod żebra, zmuszając, żeby głośno wypuścił powietrze i zgiął się wpół przy ścianie.

Drugi obrywa Ronnie. Walę go w ryj, i słusznie.

— Żebyś nie gadał o Ashley!

Za to Renton zdąża się odwrócić i wyzywająco nastroszyć, zasłaniając dłonią swoje zasrane krocze.

— I co mi zrobisz, Palmer? — wykrzywia usta w złym uśmieszku, doskonale rozumiejąc, że związał mi ręce. — No dawaj, sprawdźmy, jaki jesteś twardy, kretynie! Tym razem wylecisz ze szkoły szybciej, niż stąd wyjdziesz!

Nawet sobie nie wyobraża, jak trudno mi się powstrzymać, żeby nie rozwalić mu twarzy, na zawsze oduczając uśmiechu i zmuszając, żeby zapomniał o Ashley. Teraz moja złość na niego jest tak samo gorąca jak podczas naszej pierwszej bójki i tak samo przeżera krew pragnieniem, by natychmiast wylać się na zewnątrz.

Udaję, że odsuwam się na bok, ale nagle gwałtownie podaję się do przodu i wkładam całą siłę w uderzenie, pchając Rentona barkiem. Zacisnąwszy dłonie w pięści, daję ujście furii, jednocześnie próbując ją okiełznać.

Był gotów, ale i tak odlatuje plecami do ściany i osuwa się na podłogę. Próbując odzyskać oddech, cedzi przekleństwa przez zęby.

Odwracam się do niego i mówię najspokojniejszym tonem, na jaki mnie teraz stać:

— Sean, ostrożnie. Tu jest ślisko! Potknąłeś się i wpadłeś na mnie, a wszystko dlatego, że rozlałeś swój szampon. Ale nie martw się, nie potłukłem się. Podałbym ci rękę, ale pech chce, że właśnie zwaliłem sobie tutaj na twój sukces.

— Pierdol się… Suko!

— Palmer, tak łatwo ci to nie ujdzie! Wszystko widziałem!

Oglądam się i zauważam, jak rosły Hart rwie się, żeby rzucić się w obronie przyjaciela… albo tylko udaje. Ten chłopak jest cięższy ode mnie o ponad dwadzieścia funtów, ale do ostatniej chwili się waha, i zaczyna mnie to ciekawić. Na miejscu Hurleya dawno wymieniłbym go na Finleya, bo Hartowi brakuje mózgu i zdecydowania, ale szkoda, że mamusi Douglasa, która zasiada w komitecie rodzicielskim szkoły, tak bardzo podoba się lacrosse.

Milcząco czekam, i zamyka mordę.

Cóż, przyjaciele Rentona, kiedy dochodzi do bójki, są takim samym tchórzliwym gównem jak on.

Nie odwracając się, słyszę, jak podchodzi Ronnie i staje za mną. Przy całym swoim staraniu, żeby żyć ze wszystkimi w zgodzie — jeśli będzie trzeba, stanie po mojej stronie, tak jak teraz.

— Douglas, o czym ty mówisz?  — Salgato naturalnie się dziwi, spluwając na podłogę śliną z krwią. — Przed chwilą widziałeś mój tyłek, kiedy sam się prosiłeś, żeby potrzeć mi plecy. Zapomniałeś? No nieźle, stary! Okazuje się, że masz takie delikatne ręce, że lepiej trzymaj się ode mnie z daleka, dobra?! Bez urazy, jesteś fajny, ale za bardzo włochaty. A poza tym wolę dziewczyny, Matt świadkiem.

Odchodząc do ściany i włączając prysznic, Ronnie moczy ręcznik zimną wodą i przykłada go do nosa. Wytarłszy krew, ze współczuciem zwraca się do Rentona:

— Cholera, Seanie, przypadkiem się nie rozchorowałeś? Już na boisku zauważyłem, że jesteś dziś jakiś blady i niezgrabny. Może odprowadzić cię do pielęgniarki? Dobrze, że upadłeś na Matthew, bo inaczej mógłbyś połamać się o kafelki, a nam potrzebny zdrowy kapitan. Podałbym ci rękę, ale rozumiesz, twój kumpel Hart tak czule głaskał mnie po plecach, że nie wytrzymałem i sobie ulżyłem… W życiu mam seksualne nietrzymanie, a pod prysznicem działa odruch.

— Zamknij się, Salgato! — warczy Renton i wstaje. — Wyrzucę was obu z drużyny! Pieprzony sukinsyn — grozi, z nienawiścią patrząc mi w twarz — i tak dowiem się, co knujesz. Może Kate też zgarniesz po mnie? Chcesz sekret, Palmer? — nagle szczerzy zęby — ona jest dużo bardziej ugodowa niż Ashley, spodoba ci się!

Ronnie nie zdąża mnie powstrzymać, a Renton niedługo stoi na nogach. Znów walę go barkiem, zmuszając, żeby usiadł na tyłku. Tylko tym razem nie stoję nad nim, lecz kucam obok.

Muszę, żeby dobrze mnie usłyszał i zapamiętał moje słowa:

Rozdział 5 / 5 · Strona 1 z 3