SOVABOO

W stronę świtu

Ch. 5: Rozdział 5

Rozdział 5

Rozdział 5/5 · Strona 2 z 387%

— Zapomnij o Ashley, Renton! Zapomnij, jak wygląda, jak się uśmiecha i jak się śmieje. Dopóki będzie chciała być ze mną, będę przy niej. I weź pod uwagę, że odrobiłem lekcję i niczego nie zapomniałem. Następnym razem, kiedy ty albo twoi przyjaciele postanowicie otworzyć mordy, żeby wywlec brudy na zewnątrz… — Robię pauzę, zatrzymując spojrzenie złych oczu, tak samo niedobrych jak moje: — najpierw przypomnij sobie, że jestem Palmerem i co o mnie mówią. Niczego nie zapominam i nie wybaczam. Nikomu!

 

Ashley

Zakochałam się. Teraz jest to dla mnie równie oczywiste jak to, że dzień zastępuje noc, słońce wschodzi na wschodzie, a ludzie wznoszą się w niebo niczym ptaki, wbrew wszystkim prawom natury, każdego dnia dowodząc, że człowiek rodzi się nie tylko po to, by oddychać, lecz także by czuć.

Czuję. Wydaje mi się, że każdą komórką duszy i ciała czuję, jak odpowiada moje serce, ledwie widzę Matthew albo słyszę jego głos. Jego głos bywa różny — spokojny, zuchwały, pewny siebie, ale zawsze zupełnie wyjątkowy. Niepodobny do głosów innych chłopaków.

I nie obchodzi mnie, że dzisiaj w szkole mówią o nas wszyscy, którym się nudzi, ani trochę się tego nie krępując. Jakbym przekroczyła granicę, za którą nie działają na mnie ogólne zasady, i stała się niewidzialna…

— Wilson chodzi z Palmerem? Zwariowała? Przecież on jest społecznie niebezpieczny! Jego bracia są w gangu, a jeden z nich już siedzi w więzieniu! Całą tę rodzinę policja ma na oku!

— Nie, dziewczyny, u nich to nic poważnego. Nie wierzę, że ona mu się podoba. Tacy chłopcy z nikim długo nie chodzą i nie umieją kochać. Zobaczycie, rzuci ją już za tydzień!

— Matthew jest przystojny. Jest obłędny, ja bym z nim chodziła. Ty też, Kelly, chociaż udajesz tutaj taką porządną. A sama w „Gorączce” śliniłaś się na jego widok!

— Zgadzam się z Riną. Wydaje mi się, że Ashley to dobra dziewczyna. No dalej, przypomnijcie, z kim jeszcze chodził Palmer? Jakoś sobie nie przypominam.

— Za to Wilson wcześniej chodziła z Rentonem. I, swoją drogą, wtedy, kiedy Palmer go pobił. A wszystko dlatego, że sam chciał zostać kapitanem!

— I co z tego? Matthew naprawdę gra lepiej. Powiesz, że nie? Mój tata nie opuszcza żadnego meczu „Złotych Orłów” i powiedział, że tego chłopaka każdy uniwersytet wyrwie z pocałowaniem ręki! A Renton w ostatnich meczach wygląda jakoś kiepsko. Pewnie Kate Harding wyssała z niego całą krew, zmuszając, żeby do niej pasował. To dopiero bogata i cyniczna suka! Moim zdaniem dobrali się idealnie.

— A gdyby Palmer go okaleczył?

— Żartujesz czy mówisz serio, Kelly? Chłopaki zawsze wyjaśniają między sobą sprawy, to żadna nowość. Lepiej przyznaj, że zazdrościsz Wilson, i tyle!

— Pff! Nie ma czego. Nie chcę, żeby mój chłopak pewnego dnia wciągnął mnie w narkotyki albo ukradł mój samochód!

To przykre słowa, ale nie ranią. Jeszcze dwa miesiące temu te same dziewczyny też mnie obgadywały i być może będą obgadywać za miesiąc. Ludziom nie da się zabronić wymieniania myśli i mówienia o tym, co ich nie dotyczy. Dlatego opuszczam głowę i patrzę w zeszyt. Przygryzam wargi, żeby nie uśmiechać się bez powodu, wpatrzona w pustkę. Bo przez cały dzień przed oczami stoi mi Matthew.

 

Wiem, że wieczorami do późna pracuje z bratem i ojcem w garażu, wykonując prywatne zlecenia i naprawiając samochody. Z jego ojcem wszystko jest skomplikowane, Lucas często znika, i Matthew musi pilnować rodzinnego biznesu na tyle, na ile potrafi. Mówi mi o tym, jak jest, a ja mu wierzę. Nie pytam o Urwisko i jego niebezpiecznych przyjaciół, po prostu życzę mu dobrego wieczoru i obiecuję zadzwonić przed snem.

Oczywiście całujemy się — zanim odchodzę, i wychodzi to samo z siebie. Po prostu w pewnej chwili nie zauważamy ani trenera, ani dziewczyn cheerleaderek z „Czerwonych Lisic”, ani innych ciekawskich wokół i przyciągamy się do siebie.

Matthew ma odważne usta. Miękkie, a zarazem zdecydowane. Poddaję się im i sama odpowiadam. Po jego pocałunkach nie pamiętam nawet niezręcznych pocałunków z Seanem. A czy one w ogóle były?.. Nie, nie było.

Hm, jak zadziwiająco urządzone jest życie. Dopiero czując je, poznajesz i widzisz to, czego mogłaś nigdy nie zobaczyć. Dopiero odwróciwszy się do człowieka twarzą, możesz przyjrzeć mu się bez zniekształceń i filtra cudzych opinii.

Wciąż trochę się peszę, ale żegnając się z Matthew i patrząc w jego piękne, ciepłe oczy, obiecuję sobie, że koniecznie będę odważna i naprawdę posmakuję jego ust. I będę tęsknić. Teraz zawsze, kiedy nie będzie go obok.

 

W redakcji „Ellison News” jak zawsze kipi życie i przygotowywany jest świeży numer do oddania do druku.

Z Zacharym siedzimy przed dużym monitorem roboczym i przeglądamy zdjęcia z ostatniego meczu oraz dzisiejszego treningu „Złotych Orłów”. Podpisując i sortując je do folderów na stronę szkoły, wybieramy najlepsze do gazety.

Przy sąsiednim biurku siedzą Phoebe z Roanem i spierają się, jaką rubrykę dodać jako stałą na tylną stronę wiadomości — kulinarną czy „Szkolną donosicielkę”. „Donosicielka” podoba się wszystkim i w końcu zgodnie na nią głosujemy, decydując się umieścić na szkolnej stronie anonimową skrzynkę pocztową dla plotkarzy.

Naprzeciwko nas przy oknie siedzi w słuchawkach skupiona Amber i pilnie pracuje nad wywiadem, przełączając się z dyktafonu na laptop i w przerwach zerkając w sufit. Na minutę się odrywa, podchodzi do nas, żeby wybrać odpowiednie zdjęcie do jednego z krótkich artykułów, i znów wraca na swoje miejsce pracy, podczas gdy ja pomagam Zackowi skończyć skład numeru.

Kiedy numer jest już gotowy do łamania, Baker i ja wymieniamy spojrzenia i, nie powstrzymawszy się, puszczamy żarcik w stronę Couch, która dziś przeszła samą siebie.

Phoebe też, zbierając się do domu, parska śmiechem.

Na pierwszej stronie nowego numeru obok Matthew Palmera — najlepszego zawodnika „Złotych Orłów” według wyników dziennego szkolnego głosowania — pojawiła się nowa nadzieja szkoły, przyszły fizyk-naukowiec i duma naszego miasta, Bruce Brody. Wspaniały chłopak i prawdziwy przyjaciel! Niewiarygodnie mądry i uczynny uczeń starszych klas szkoły Ellison, który zawsze każdemu jest gotów przyjść z pomocą. Nawet obronić w bójce z łajdakami honor tajemniczej dziewczyny. A artykuł nosi tytuł „Krótko o naszych najlepszych uczniach” — jak zawsze prosto i genialnie od Amber Couch.

Na zdjęciu Bruce w ciemnych okularach wygląda jak szpieg, który spalił spotkanie, przestraszony odgłosem strzału. Ale właśnie takiego złapałyśmy go z Ambi na ostatniej lekcji i wygląda na to, że mojej zadowolonej z siebie przyjaciółki jego wygląd ani trochę nie speszył. Podobnie jak to, że Bruce chyba tak i nie zrozumiał, czego od niego chciałyśmy.

— Amber, co się dzieje? — Zack, jak zawsze, jest poprawnie bezpośredni, a w fotelu redaktora naczelnego, szczupły i wysportowany, wygląda surowo i rzeczowo.

— Opowiedz, o czym Brody chciał z tobą porozmawiać? — ja też nie bawię się w delikatność. Phoebe z Roanem już wyszli, a Baker od dawna jest dla nas obu kimś więcej niż tylko szefem.

Amber niespodziewanie się czerwieni, ale odpowiada:

— Nie uwierzycie, ale Bruce przeprosił.

— Za co? — dziwimy się z Zacharym jednym głosem, zmuszając dziewczynę, żeby westchnęła i wstała.

Rozdział 5 / 5 · Strona 2 z 3