SOVABOO

W stronę świtu

Ch. 6: Rozdział 6

Rozdział 6

Rozdział 6/26 · Strona 2 z 221%

Na kościach policzkowych ojca gniewnie napinają się mięśnie, a usta zaciskają, ale jestem jego córką i musi się opanować. Jednak spojrzenie, którym na nas patrzy, jest po nowemu nieprzyjemne i obce.

— Ashley, powiedziałaś, że spędzisz wieczór z chłopakiem z waszej szkoły.

— Tak jest.

— Że gra w drużynie „Złotych Orłów”.

— Ale to prawda!

— Że lepszego chłopaka nie spotkałaś i całkowicie mu ufasz…

To ostatnie brzmi zbyt szczerze jak na uszy Matthew, ale nie zamierzam zaprzeczać.

— Tak.

— Co się z tobą dzieje, Ashley? — ojciec wyciąga do mnie ręce, zmieniając się na twarzy. Nagle stając się dawnym sobą. — Gdzie twoje oczy i głowa? Gdzie moja mądra dziewczynka? Tego chłopaka sam aresztowałem w waszej szkole za to, że urządził brutalną bójkę, i sam zawiozłem na komisariat. Rozmawiałem z nim i powiem ci, że nie żałował. Takie sukinsyny nigdy nie żałują. Niczego!

Ojciec odwraca się i znów kamienieje, zwracając się do mojego towarzysza lodowatym tonem:

— Czego chcesz od mojej córki, Matthew Palmer? Po co się do niej zbliżyłeś? Zebrałem wszystkie informacje o twojej rodzinie. Kradzieże samochodów, złodziejstwo, handel narkotykami i pośrednictwo w sprzedaży kradzionego towaru. Nie wszystko udowodniono, ale podejrzeń jest dość, żebym zrozumiał, z kim mam do czynienia. Gdzie tu pasuje punkt „najlepszy chłopak”? Może zamąciłeś w głowie mojej Ashley, ale ja jestem jeszcze przy zdrowych zmysłach, żeby trzymać cię na dystans. Podejdziesz do niej — pożałujesz! Zrozumiałeś wszystko?!

— Tak, sir.

— I żebym cię tu nigdy więcej nie widział! Moja broń jest zawsze naładowana, miej to na uwadze!

— Tato, ty… oszalałeś? — krew zupełnie odpływa mi z twarzy. Jeszcze nigdy nikomu nie groził w mojej obecności. — Nie wierzę, że to mówisz… ty!

Robię krok do tyłu i opieram się o pierś Palmera. Sama nawet nie zauważyłam, kiedy stanęłam między nimi.

— Natychmiast do domu, Ashley! Natychmiast! — rozkazuje ojciec. — Nie zmuszaj mnie, żebym użył siły!

— Idź, Ash.

— Ale, Matthew…

Boże, co za okropna sytuacja! Po tak wspaniałym dniu po prostu potworna! Odwracam się do chłopaka, żeby go przeprosić, i jeszcze zdążam zauważyć ból w jasnopiwnych oczach, zanim jego spojrzenie staje się nieprzeniknione. Jakby na twarz opadało coś kamiennego, oddalając go ode mnie.

— Wiedziałem, że ta rozmowa będzie, Ashley — mówi Matthew. — Idź do domu, pora na ciebie!

— Zadzwonisz?

— Tylko spróbuj mieszać jej w głowie i dzwonić, Palmer! Ashley, jeszcze dzisiaj oddasz mi telefon! Catherine wszystko opowiedziała nam z Patricią i oboje jesteśmy rozczarowani. Jak mogłaś zawieść nasze zaufanie? Byłem pierwszym, który zawsze ci ufał!

To niemożliwe! Wszystko, co teraz się dzieje, jest niesprawiedliwe i złe, a mój żal i zdumienie są tak wielkie, że niemota ściska mi gardło, a w oczach stają łzy.

Muszę odejść, żeby przerwać to upokarzanie Matthew przed moim ojcem i zakończyć ich straszne spotkanie. I żeby nie rozpłakać się przy chłopaku. Na zewnątrz jest spokojny i chłodny, ale nigdy nie uwierzę, że ogłuchł.

Ojciec znów mnie pogania i, dławiąc się oddechem, uciekam do domu.

 

W holu siedzą Patricia z Kate, i jeśli macocha na mój widok wstaje mi naprzeciw, jej córka zostaje na miejscu. Tylko odwraca się, żeby nie spotkać mojego spojrzenia.

Wiem, kto jest wszystkiemu winien, i od razu do niej podchodzę.

— To ty! Co ja ci zrobiłam? Nienawidzę cię, słyszysz?! Jesteś najgorsza! Jesteś tak samo paskudna i bezduszna jak… jak twój ojciec! I jeśli myślisz, że będziesz szczęśliwa, robiąc innym podłości, to się mylisz!

Patricia krzyczy z zaskoczenia, a ja uciekam do siebie, nie chcąc ich widzieć. Czując, jak w tej samej sekundzie coś bezpowrotnie wali się między nami wszystkimi, ale nie chcę tego zatrzymywać.

Zamknąwszy się w swoim pokoju, podbiegam do okna, odsuwam żaluzje i widzę, jak Matthew wsiada do samochodu i odjeżdża. Zrywając się z miejsca, znika z pola widzenia w swoim starym Dodge’u równie szybko, jak powiew szczęścia ulatuje z mojego serca.

O nie. Nie, nie, nie!

Odchodzę do łóżka i siadam na nim, czując się jak we mgle. Podnosząc dłonie do skroni, obejmuję głowę i ściskam ją, zamknąwszy oczy.

Ten rok jest po prostu okropny! Ostatnia klasa jest okropna! I ja sama też, bo nie mogę nic zrobić, żeby to zmienić.

Do drzwi sypialni pukają ojciec z Patricią, ale nie chcę ich ani widzieć, ani z nimi rozmawiać.

— Ashley, otwórz! — żąda ojciec, ale już spokojniej. — Chcemy z tobą porozmawiać!

— Nie!

— Ashley, proszę — słyszę dobrze ustawiony głos macochy. — Otwórz nam. To ważne! Jesteśmy twoimi rodzicami i działamy dla twojego dobra! Obiecuję, po prostu usiądziemy i spokojnie wszystko wyjaśnimy. Ashley?

— Nie teraz. Odejdźcie, oboje!

— Ashley, córeczko? — odzywa się ojciec, a jego znajomy i tak ukochany głos teraz boli najbardziej. — Otwórz, chcę powiedzieć!

Podchodzę do drzwi, ale ich nie otwieram. Mówię, wiedząc, że mnie usłyszy.

— Powiedziałeś już wszystko, co chciałeś. Ale najważniejsze, że powiedziałeś, że cię okłamałam. Proszę, tato, odejdźcie i zostawcie mnie samą.

— Ale porozmawiamy?

— Nie dzisiaj.

— Dlaczego, córeczko?

Jeszcze nigdy nie powiedziałam ojcu tego, co zamierzam powiedzieć teraz:

— Bo dzisiaj nie chcę cię widzieć!

 

Później dzwonię do Matthew, ale nie odbiera mojego telefonu. Ani po godzinie. Ani po dwóch.

Zasypiam, czując się moralnie złamana i martwa w środku.

Dziękujemy, że wybierasz Sovaboo i cenisz uczciwą twórczość!

Tworzymy tę przestrzeń z miłością do książek i szacunkiem dla autorów. Twoje wsparcie pozwala autorom dalej pisać i tworzyć dla Ciebie nowe historie.

Aby kontynuować czytanie, możesz kupić dostęp online do wszystkich rozdziałów książki.

* VAT jest wliczony w wyświetloną cenę.

Rozdział 6 / 26 · Strona 2 z 2