Rozdział 6
A kiedy się obudziłam, mogłam nawet nie „wkładać” nowego wizerunku Gieli Wietrzyk (jak postanowiłam się nazywać) – tak koszmarnie wyglądałam. Nastrój nadal czuł się na poziomie „zero”, oczy spuchły, a całe wczorajsze szaleństwo wydawało się głupią brawurą tonącego.
Ale dużo gorzej niż oczy wyglądała moja noga, której wczoraj nie oszczędzałam. Kostka spuchła i bolała, i stało się jasne, że dziś lekarstwo mi nie pomoże. Kuleć będę musiała naprawdę.
— Gielusiu, a może olać tę zemstę na Orłowskim? — ostrożnie spytała Żeńka, kiedy się obudziła i, jeszcze ziewając, znalazła mnie w kuchni. — Spluniemy na to i znajdziemy ci nową pracę, co?
— Nie.
Bardzo poważna i skupiona, już z trzeźwą głową po porannym prysznicu, stałam przy stole i robiłam sobie kawę, rozważając perspektywy dzisiejszego dnia i czekającą mnie rozmowę kwalifikacyjną.
Brawura minęła, gorąca uraza ostygła, ale determinacja, żeby dobrać się do dyrektora wykonawczego „Imperial-KUB”, została. I spojrzawszy na zegarek, zaczęłam szykować się na najpoważniejszą rozmowę kwalifikacyjną w swoim życiu.
Nie wątpiłam, że zwycięstwo będę musiała sobie na niej wyrwać zębami!