Rozdział 6
Ale nawet po solidnym przemyśleniu wszystkiego przygotowania do jutra przeciągnęły się do późnej nocy, podczas gdy przekonywałam i siebie, i siostrę, że wszystko, co powiedziałam, nie jest żartem, a do zemsty podchodzę całkiem serio.
Dobrze, że mieszkałyśmy w centralnej części miasta i dwie pary kolorowych soczewek kontaktowych ze sklepu optycznego dostarczono nam w ciągu godziny. Jedną parę pod nazwą „Brązowy blues”, a drugą – „Gorące Indie”.
I ta „Indie” wyraźnie mieniła się purpurą. Dlatego postanowiłam zacząć od zwykłego piwnego „Bluesa”, a dalej zobaczyć w zależności od okoliczności. Jeśli puszczą mi nerwy, zdecyduję się i na „Indie”!
Za to perukę i okulary pożyczyłam od swojej byłej koleżanki z klasy i jedynej ukochanej przyjaciółki, z którą przyjaźniłyśmy się od dzieciństwa – Józefiny Pisarenko.
W rzeczywistości Józefina w zwykłym życiu była Lenką Pisar. Sąsiadką, która mieszkała w moim domu dwa piętra niżej i pracowała jako aktorka w miejscowym Teatrze Dramatu i Komedii, tak jak jej rodzice. Uważała się za osobę o szerokich poglądach, ognistym temperamencie i bardzo twórczą osobowość.
Zmieniała emploi i partnerów na scenie tak samo często jak chłopaków w życiu i, jak wszystkie twórcze natury, była dziewczyną bardzo wrażliwą. Z wyglądem płomiennej brunetki i wspaniałymi kształtami we wszystkich właściwych miejscach.
Krótko mówiąc, bardzo piękną.
Usłyszawszy o moim totalnym dniu pecha i podstępnym planie zemsty, Lenka pojawiła się na progu naszego mieszkania już po dziesięciu minutach. Weszła z butelką martini pod pachą i od razu z trzema perukami w rękach.
No i, rzecz jasna, natychmiast przeszła do rzeczy, cmoknąwszy mnie i siostrę w policzki.
— Cześć, Wietrzyk! Patrz, ta to „Miedziany bob” — przyjaciółka potrząsnęła pierwszą peruką przed twarzami moją i Żeńki — stylowa klasyka. Grałam w niej angielską szpieginię, która uwiodła dwóch monarchów, i pielęgniarkę-morderczynię w „Umowie za milion”. Ta to „Złoto Angeliki”. Prawdziwa namiętność i występek! Ale właściwie wygląda słodko, jeśli rozczesać pasma. A ta to „Szalone loki Paryża”. Najczystsza samowolka w stylu miejskiej wariatki! Wzięłam ją tylko do kompletu.
— Chcę tę! — wskazałam ręką trzecią. — To jest to, czego potrzebuję!
Piękne brwi Lenki teatralnie uniosły się do góry.
— Jesteś pewna, Giela? Weź boba. Z temperamentu loki nie są twoje. Ta peruka cię zdeprawuje. Jeszcze pójdziesz w tango, i wcale nie mam na myśli seksu! A na przykład jazdę rowerem po śniegu. Uwierz profesjonalistce, nawet sobie nie wyobrażasz, jak wygląd potrafi nas zmienić.
— To z twoją „Angeliką” pójdę w tango, a loki mi pasują! — Odebrałam Lence perukę i zdecydowanie naciągnęłam ją na siebie. — Prawda, Żeńka?
Udało mi się założyć ją tyłem do przodu i niespodziewanie zrobiło mi się śmiesznie, kiedy zobaczyłam swoją bladą twarz z zaczerwienionym nosem w obłoku ciemnorudych loków.
— Dziewczyny, wyglądam jak kwiaciarka z Montmartre'u, dorabiająca nocami jako kapłanka miłości — zachichotałam. — Z jednej strony egzotyka, a z drugiej… Taką energią można udusić!.. Len, masz okulary ze zwykłymi szkłami?
— Oczywiście — prychnęła Pisarenko, opadając na łóżko w sypialni, dokąd wszystkie się przeniosłyśmy, i wyjęła z dekoltu cienkie etui. — Trzymaj!
Okulary okazały się czarne, okrągłe, z napisem łacińskimi literami na etui: „Karnawałowe. Okulary Harry'ego Pottera z przezroczystą soczewką”.
— Bezik, skąd je wzięłaś? — zdziwiłam się, ale otworzyłam etui i przymierzyłam okulary. — Z teatralnego Hogwartu?
Okulary leżały jak ulał i razem z szalonymi lokami wyglądałam w nich tak, jakby dorosła Pippi Langstrumpf postanowiła poćwiczyć magię, a w jej rękach wybuchł odczynnik. Brakowało sadzy na policzkach i blizny na czole, ale postanowiłam zrekompensować ten brak kosmetykami.
Żeńka zachwycona pisnęła: „Wow!”, uwielbiała okrągłe okulary, a przyjaciółka z góry prychnęła:
— Akurat! Jestem poważną aktorką teatralną, a nie statystką w kółku dramatycznym. Mierz wyżej, Wietrowa! W Amsterdamie, w dzielnicy Czerwonych Latarni! Mam stamtąd też gorset dominantki dla Hermiony. I magiczną różdżkę-bat Voldemorta. Swoją drogą, Giela, mogę pożyczyć. — Lenka roześmiała się i mrugnęła: — Wychłoszczesz nią Orłowskiego!
W świecie Józefiny Pisarenko kipiało życie, jakie mi się nawet nie śniło, ale nigdy nie próbowałyśmy się nawzajem przerabiać. Kochałam Lenkę za oddanie naszej przyjaźni i lekki charakter.
I choć przyjaciół oraz adoratorów Lenka miała cały wagon i przyczepkę, odwzajemniała się. A ja do tej pory, z dawnych czasów, nazywałam ją „Bezikiem” za spojrzenie czarnych oczu i dziecięcą miłość do lekkich ciastek.
— Nawet boję się przypuszczać, Len, po co ci były te okulary razem z pejczem. — Zdjęłam perukę i ostrożnie odłożyłam ją na bok, stanowczo zatrzymując na niej swój wybór.
Bez niej, w okularach i z zepsutym makijażem, wyglądałam jak ponura przegrana i od razu zachciało mi się zwrócić loki „na głowę”. Żeby choć tak podreperować urażoną dumę.
— No na pewno nie na dziecięce poranki! — zarechotała przyjaciółka. — Kiedyś ci opowiem po co, ale bez Żeńki! Bo jeszcze uszy jej się w rurkę zwiną.
— Między innymi, Len — pospieszyła odezwać się siostra — mam prawie dziewiętnaście lat! I jeśli będzie trzeba, wszystkie informacje mogę znaleźć w internecie!
Usłyszeć o przygodach Pisarenko w Amsterdamie (i nie tylko tam, jeśli szczerze) było jej strasznie ciekawie, ale zapytać wprost za nic by się nie odważyła
— Co za koszmar! — Lenka zaokrągliła oczy jak Desdemona w chwili, gdy odkryła na swojej szyi ręce Otella. — Oczywiście, że nie od swojej siostry się dowiesz, któż by wątpił! Ona ma już dziewiętnaście lat, a nadal jest dziewicą! Żeń, zamierzasz powtórzyć wszystkie błędy Gielki?
— Tak, Józefino — surowo poprawiłam na nosie swoje nowe okulary. — Nie psuj mi dziecka! Ona nie jest mną! U niej wszystko będzie wtedy, kiedy trzeba, i z kim trzeba! I na pewno nie w tym rozpustnym gorsecie, który jej teraz pokazujesz! Żeńka — zażądałam, zobaczywszy, z jakim zainteresowaniem siostra ogląda element garderoby w telefonie Lenki — przestań się na niego gapić!
— Marz dalej, Wietrowa — uśmiechnęła się Bezik. — Czy ty nie wiesz, że z grzecznymi dziewczynkami wszystko dzieje się dokładnie na odwrót? Jeśli nie ja, to zepsuje ją jakiś idiota w wieku dwudziestu czterech lat, jak ciebie!
— A to niby dlaczego?
— Bo właśnie wtedy Żeńka uzna, że dość już uciekania od chłopaków i pora zakosztować dorosłego życia! Nie, wybacz, przyjaciółko, ale lepiej z miłości w dziewiętnastym roku życia niż bez niej w dwudziestym czwartym. I spróbuj się spierać!
Nie było o co się spierać ani po co. Swojej siostrze ufałam całkowicie, a na szali dzisiejszego wieczoru leżały zupełnie inne zadania.
Do nich we trzy przeszłyśmy.
Najpierw wywaliłyśmy na łóżko całą garderobę Żeńki z kolorowymi ciuchami, w większości w rozmiarze oversize. Potem wszystkie wspólne kosmetyki.
Okazało się, że to za mało, więc Pisar pobiegła po swój „magiczny kuferek”. Samych pomadek było w nim ze sto, z czego szkarłatnych dokładnie połowa, i długo kłóciłyśmy się, na której się zatrzymać, aż zakończyłyśmy wieczór w kuchni babskim spotkaniem, opowieścią o Amsterdamie (z częściowymi szczegółami), środkiem przeciwbólowym i martini.
I chyba znowu ryczałam, kiedy kładłam się spać.
***