SOVABOO

Kruche serce

Ch. 16: Rozdział 9, część 1

Глава 16

Rozdział 9, część 1

Rusłan

 Alicji nie ma w domu, Śnieżnego też nie. Przez cały kolejny tydzień sterczę pod ich blokiem jak idiota, mając nadzieję na rozmowę z dziewczyną, ale w oknach mieszkania wciąż jest ciemno i nawet późnym wieczorem świeci pustkami.

 Moi rodzice wracają z Francji w Boże Narodzenie. Przyjeżdżają z lotniska z trzema walizkami zakupów, a matka już od progu urządza awanturę, gdy widzi sińce na mojej twarzy.

– Chryste, Rusłan, co za koszmar! Co ty masz z twarzą?! Ciebie nawet na tydzień nie można zostawić samego! Gadaj natychmiast, w co się wpakowałeś, kiedy nas nie było?!

 Rodziców nie było dwa tygodnie, ale kto by liczył takie drobiazgi? Od dawna każdy żyje tu swoim życiem. Nie sądzę, by przez te dwa tygodnie cokolwiek się u nich zmieniło, inaczej ojciec nie wyglądałby na tak zmęczonego, a matka na tak poirytowaną.

– Nic wielkiego, mamo. Po prostu się pobiłem. To pierwszy raz, czy co? Po co nakręcasz się od progu?

– Po prostu się pobiłeś?! Renat! – matka rozpina futro i zwraca się do ojca, który też zdążył już wejść i teraz się rozbiera. – Spójrz tylko na swojego syna! On ma wszystko w nosie! A przecież prosiliśmy go, żeby nie robił głupstw!

Stoję naprzeciwko lustra, więc sam widzę swoje odbicie. Romka Śnieżny podczas naszego ostatniego spotkania nieźle się postarał – do tej pory połowa mojej twarzy jest sina. Przynajmniej opuchlizna zeszła, a usta prawie się zagoiły.

Ale szczerze mówiąc, mam gdzieś, jak wyglądam. Przez cały ten czas było mi to absolutnie obojętne.

 – Rusłan, wyjaśnij to natychmiast! – żąda starszy Mardżanow, rzucając kurtkę na jedną z walizek, ale matki nie da się zatrzymać. Ona potrafi powiedzieć wszystko, co uważa za słuszne, wszelkimi możliwymi sposobami.

– Jutro twój ojciec ma urodziny. Jubileusz! Zaprosiliśmy poważnych i wpływowych ludzi. Będą osoby nawet z władz miasta! Najlepsza restauracja, miejska elita, i co oni wszyscy zobaczą?! Straszydło z siniakiem na pół twarzy? Nie syna, a pośmiewisko?!

 Wsuwam ręce do kieszeni spodni, wiedząc, że histeria matki szybko się nie skończy.

– Mogę w ogóle nie iść, mamo, i nie będzie problemu.

– Nie możesz! – ryczy matka. – Znajomości trzeba nawiązywać już teraz, a nie potem, kiedy twoje miejsce zajmą inni, a ty zostaniesz za burtą! I tak nie szanujesz naszych starań! Rzuciłeś liceum, wróciłeś do tej swojej gównianej szkoły, odmówiłeś studiów w Europie, a ja tyle dlatego zrobiłam! Ty w ogóle niczego nie cenisz, Rusłan! Chcesz, żeby o naszej rodzinie mówiono w negatywnym świetle? Że nasz syn to nieobliczalny obibok i nierób?

– Olga, dobieraj słowa! – rzuca zirytowany ojciec. – Czasami cię ponosi.

– A powiesz, że nie mam racji?

– Jeśli skończyliście, to pójdę do siebie – mówię sucho, nie słysząc o sobie nic nowego.

 Kiedyś myślałem, że to moja wina: że matka była zmęczona, a ojciec tego nie doceniał. Kiedy rozchodzili się i schodzili ponownie – oczywiście „dla mojego dobra”, bo inaczej ich syn mógłby zejść na psy i stać się zerem. Nigdy nie spełniałem oczekiwań matki i nie zamierzałem – to był jej główny problem. A ojciec i bez mojej pomocy miał wystarczająco dużo własnych zainteresowań na boku.

 – Nie! Nigdzie nie pójdziesz! Gadaj, z kim się pobiłeś i gdzie?

Matka we Francji przeszła operację plastyczną i teraz jej powieki są jeszcze trochę zaczerwienione, ale ogólnie w nowej, krótkiej fryzurze prezentuje się bardzo efektownie. Ale lepiej by zrobiła, gdyby po prostu odpoczęła – pewnie kłócili się z ojcem przez całą podróż.

– Świetnie wyglądasz, mamo. Pasuje ci to cięcie.

– Nie zmieniaj tematu, Rusłan! Odpowiadaj!

– Nie pamiętam.

– Nie kłam, synu! Chcę to wiedzieć natychmiast!

– Powiedziałem: nie pamiętam! – powtarzam twardziej, a matka gniewnie zaciska usta, odwracając się do ojca.

– Renat!

 – Więc tak, Rusłan – włącza się do rozmowy ojciec. – Matka ma rację. Masz jeden dzień, żeby wymyślić wiarygodną legendę o tym, jak bohatersko wstawiłeś się za dziewczyną w parku i starłeś się z dwoma zbirami. Tylko w ten sposób przymknę oko na niespodziankę, którą nam zaserwowałeś, i będę mógł wyjaśnić gościom twój poobijany wygląd! Wszystko jasne?

– Jutro na urodzinach będą Baliccy ze swoją córką – ucina sucho mama. – I chcę, żebyście tym razem wreszcie się poznali. Właśnie przyjechała na ferie z Anglii, więc postaraj się wywrzeć na niej dobre wrażenie, ty łobuzie! Żebyśmy nie musieli się za ciebie wstydzić! Chociaż dla mnie twój wygląd to już katastrofa! – wyznaje z głębi serca, patrząc na moją twarz. – Ale potrafisz być czarujący, jeśli chcesz. A będziesz chciał, Rusłan! Bo Karolina to skarb! Studiuje na jednym z najlepszych uniwersytetów w Brytanii, włada biegle trzema językami, a co najważniejsze – jest jedynaczką bardzo zamożnych rodziców!

 – A po cholerę ja jej potrzebny? Tej „mądralińskiej”? – nie wytrzymuję. Widziałem córkę Balickich parę razy wcześniej – typowa bogata gówniara, owijająca sobie starych wokół palca. – I tak zaraz czmychnie do tej swojej Anglii i tam sobie kogoś znajdzie. Czy wy chcecie, żebym ją oczarował i poprosił o rękę? Poważnie?

– Nie gadaj bzdur! – irytuje się mama. – Na razie się poznajcie, porozmawiajcie! Czas leci szybko, dziś jest jeszcze za wcześnie na poważne plany, a jutro, kto wie, może będzie w sam raz! Poza tym Karolina wspomniała matce, że jej się podobasz. Rozumiesz swoje perspektywy, Rusłan?

– Mam to w nosie! Nie będę się z nią poznawał i nie będę nic zmyślał! Właśnie, że chętnie się ożenię, ale z inną dziewczyną! A twoje przyjaciółki i jakaś Karolina gówno mnie obchodzą, mówiłem już ostatnim razem! I nigdzie nie chcę iść!

– Renat!

– Rusłan, jak ty się odzywasz do matki?

– A wy jak? Koniecznie musieliście wpadać w histerię od progu? Tak, dostałem po mordzie i niczego nie żałuję, jasne?! Będę u siebie w pokoju, gdybym był potrzebny… mamo, tato! I dzięki, że tęskniliście. Zajebiście mnie to wzruszyło!

 Odwracam się i idę do swojego pokoju, trzaskając drzwiami. Siadam przy biurku, włączam komputer i zakładam słuchawki. Teraz tylko jakaś odmóżdżająca gra pomoże mi się oderwać, bo w środku aż się we mnie gotuje.

Sam muszę ogarnąć własne życie, a tu jeszcze rodzice ze swoimi wielkimi planami! Trzeba mnie było urodzić bez mózgu, o ileż uprościłoby im to życie!

Ale ciąg dalszy rozmowy nie daje na siebie czekać. Rodzice wkrótce sami wchodzą do mojego pokoju. Zdążyli się już rozebrać i najwyraźniej coś uradzić, bo ojciec zaczyna od najważniejszego:

– Synu, czy my dobrze usłyszeliśmy? Co to znaczy: „chętnie się ożenisz, ale z inną”? Mam nadzieję, że to żart?

– Żaden żart. Dokładnie to, co słyszałeś.

Zdejmuję słuchawki z uszu i obracam się na krześle w stronę ojca. Wstaję, odpychając fotel nogą.

– Kocham inną dziewczynę i chcę się z nią ożenić. Mówię poważnie!

Ojciec mierzy mnie wzrokiem od stóp do głów i nagle wybucha wesołym śmiechem.

– Ola, on nas wkręca! No przecież to nie może być prawda.

Dawno przywykłem do tego, że nikt mnie nie słucha. Od pewnego czasu przestało mnie to obchodzić. Ale z jakiegoś powodu teraz ten kpiący uśmiech ojca odbieram boleśnie ostro i jeżę się natychmiast.

– Przecież powiedziałem, że nie! Nie słyszałeś?!

– A mi się wydaje, że tak! – ojciec w ułamku sekundy zmienia wyraz twarzy, rycząc na mnie. – Bo tylko idiota w wieku osiemnastu lat wygaduje takie bzdury!

 – Czekaj, Renat – mama powstrzymuje męża, siadając na moim łóżku. – Rusłan, czy zrobiłeś komuś dziecko i mamy problem? – pyta napięta.

Marszczę brwi, zmieszany. Nawet dla mnie ta rozmowa jest zbyt szczera.

– Nie wiem.

– Co?! – unosi brwi ze zdumieniem.

– Cholera… nie! Nie mamy żadnych problemów! Przecież powiedziałem, że ją kocham! Mam to wykrzyczeć sto razy, żebyście zrozumieli?

– I skąd niby wzięła się ta twoja miłość, że słyszymy o niej pierwszy raz?

– Znikąd. Zawsze była. Tylko wy mieliście to gdzieś.

Jasna cholera, wiem, że moje słowa brzmią patetycznie i wychodzę na idiotę w oczach rodziców, ale to ten rzadki przypadek, kiedy mówię dokładnie to, co czuję.

 – Zawsze, powiadasz… Renat – mama zwraca się do ojca, zakładając nogę na nogę i splatając dłonie na kolanach. – Czy mi się wydaje, czy to bunt i nasz syn sugeruje, że ma za dużo wolności i gwiżdże na własny los?

Odpowiadam sam:

– Wydaje ci się! Ta dziewczyna istnieje i kocham ją. Prawdę mówiąc, dawno zdecydowałem, że się z nią ożenię. Co ma do tego wolność? To nie moja wina, że wasze plany różnią się od moich.

– Ma to do tego, Rusłan, że jesteś od nas zależny. To mało?

– Nie mało, mamo – odpowiadam uparcie – ale tak nie będzie zawsze.

 Matka wyciąga z kieszeni elektronicznego papierosa i zapala. Przygładza włosy przy uchu i unosi brew, dając znać, że uważnie mnie słucha.

– No dobrze. I z czego zamierzasz żyć?

Wzruszam ramionami.

– Czy ja jestem pierwszy? Pójdę do pracy, jak wszyscy.

Ojciec parska sceptycznie i wymieniwszy spojrzenia z matką, krzyżuje ręce na piersi:

– Ciekawe gdzie? Jako tragarz u mnie na budowie? Pamiętaj, nie zatrudniam nieuków, a do biura firmy będziesz miał drogę zamkniętą. Nigdy nie pogodzę się z tym, że mój jedyny syn zmarnował szansę na bycie moim następcą dla studenckiego małżeństwa z wpadki!

– Choćby i tak! – nie przestaję się jeżyć. Tych dwoje nigdy mnie nie zrozumie!

 – A ta twoja wybranka chociaż wie, jakie szczęście jej się trafi? – pyta matka niemal wesoło. – Jestem pewna, że będzie wniebowzięta takimi perspektywami małżeńskimi! Bo na nas nie licz, synku. Jeszcze nie zwariowaliśmy. Ale jeśli dziewczyna jest w ciąży i to jest powód bójki – lepiej powiedz, jak jest. Obiecuję, że pomogę rozwiązać problem. Wiesz przecież, że potrafię nacisnąć na ludzi.

– Powiedziałem: nie, mamo! I nie waż się z nikim rozmawiać, nie wybaczę ci tego!

– Rusłan! – strofuje mnie ojciec, ale ja już jestem nakręcony i robię krok do przodu.

 – Czego wy ode mnie chcecie? Żebym żył pod wasze dyktando? Wlazł pod spódnicę tej Karolinie i zerżnął ją ku waszej uciesze? Trzeba było o tym myśleć wcześniej, a nie przypominać sobie o mnie wtedy, gdy wam wygodnie i potrzebujecie układów! Nie chcę jej, jasne? Przestańcie decydować za mnie, i tak nigdy wam to nie wychodziło! Nie potrzebuję kapryśnej gówniary, niech suszy głowę komuś innemu! A ja już wybrałem sobie żonę!

 – Boże… Posłuchaj siebie, Rusłan. Jak śmiesznie brzmi ta twoja przemowa – matka wypuszcza dym, prychając pod nosem.

– Niech brzmi!

– Ale dlaczego z tą twoją dziewczyną nie można po prostu spędzać czasu?

– Bo z nią chcę żyć, a nie spędzać czas! I ja… ja już jej się oświadczyłem!

 W pokoju zapada cisza, w której naprawdę czuję się jak ostatni idiota i szczeniak.

– Czy to nie za wcześnie i czy nie za dużo chcesz, Rusłan? – mówi w końcu surowo ojciec. – Najpierw naucz się sam podciągać portki, bohaterze!

– I się nauczę!

– No, ożenisz się, i co będziesz robił potem? Kiedy za miesiąc albo rok zmądrzejesz i miłość przejdzie? Rozwiedziesz się? I komu będziesz potrzebny z takim życiorysem, synu? Jaka porządna rodzina będzie chciała mieć z tobą cokolwiek wspólnego, zwłaszcza jeśli będziesz miał taki bagaż z przeszłości?

– Nie zamierzam się z nią rozwodzić. Nie jestem taki jak wy!

– Zamknij gębę, gówniarzu! – rzuca wściekle ojciec, ale matka go powstrzymuje.

Wstaje z łóżka, podchodzi do mnie i kładzie mi rękę na łokciu.

– Czekaj, Renat. Wciąż nie dowiedzieliśmy się najważniejszego! Ile ona ma lat, Rusłan – ta twoja dziewczyna? Ile lat ma ta głupiutka, której zawróciłeś w głowie? Siedemnaście? Szesnaście? Aż boję się pytać. Tylko problemów z prawem brakowało mi przy moim statusie!

– Dziewiętnaście.

– Ha! – matka wypuszcza krótki śmiech z wyraźną ulgą w głosie. – Renat, w takim razie to ona zawróciła w głowie naszemu naiwniakowi! Dała mu wszystko, co można dać, i postanowiła go usidlić, póki chłopak ślini się na jej widok! No cóż, biedni nie jesteśmy, a ty, Rusik, jesteś naszym jedynym synem! Może zaczniesz wreszcie myśleć, zanim my zrobimy to za ciebie?!

 – Wyjdźcie.

– Co?

Jeszcze nigdy nie posunąłem się tak daleko w swojej gburowatości, ale mam to gdzieś. Oni nigdy mnie nie usłyszą.

– Wyjdźcie z mojego pokoju. Oboje!

– Ty to mówisz do nas, Rusłan? – matka ze zdumieniem cofa dłoń, a ja się odwracam.

– Do was. Albo sam wyjdę z mieszkania i więcej nie wrócę!