Bölüm 26
Rozdział 26
Uniwersytet wita mnie z otwartymi ramionami. W naszej grupie jest trzydzieści osób, po równo dziewcząt i chłopców, a ja z radością wtapiam się w nowe twarze, wybieram jasne miejsce przy oknie i dołączam do zajęć. Ignoruję żarty mojego sąsiada na mój temat, które są całkiem miłe i urocze, i staram się być przyjazna ze wszystkimi, nie spiesząc się, by powiedzieć im cokolwiek o sobie. Nie ma takiej potrzeby, nawet jeśli Dasha uważa inaczej. I nic seksualnego, o nie! Mam na sobie spodnie capri, lekką bluzkę bez rękawów i czółenka (kiedy masz torbę z podręcznikami, zestawem do rysowania i farbami, mimowolnie myślisz o wysokości obcasów).
Uwielbiam architekturę, nauczyciele wzbudzają zaufanie, a zajęcia mijają błyskawicznie. Mam nawet czas, by porozmawiać z przyjaciółką przez telefon i podzielić się wrażeniami z nowej grupy, zanim w pośpiechu opuszczam uczelnię i udaję się do salonu artystycznego Gruno Lisovsky'ego na pierwszą lekcję rysunku. Zostaję w pracowni artysty do późnego wieczora, obserwując jego prace i prace jego uczniów, a kiedy docieram na przystanek autobusowy, robi się już ciemno.
Spoglądałem właśnie na zegarek i pytałem nieznajomą kobietę o najbliższy autobus do Cherokhyno, gdy zawołał mnie znajomy głos.
- Odwracam się i niepewnie podchodzę do ciemnoniebieskiego samochodu, który zwolnił na poboczu i spoglądam przez otwarte drzwi.
- Nie. To był wypadek. Przejeżdżałem obok i cię zobaczyłem.
- Ah.
- Nastia?
- Co?
- Usiądziesz czy będziesz tak stał? Myślałem, że zdążyłeś już na mnie spojrzeć. W końcu wracamy do tego samego domu.
- Tak, oczywiście.
Siadam i ciągnę za sobą torbę. Czuję się niezręcznie na siedzeniu, nie wiedząc, gdzie umieścić tubkę z rysunkiem.
- Daj mi to.
Stas bierze ode mnie walizkę i odkłada ją na miejsce. Pochyla się do mojego ramienia, aby zapiąć pas bezpieczeństwa wokół mojego biodra.
- "I telefon", rozkazuje krótko, a ja jestem posłuszna z zaskoczenia.
- Oto ...
To dziwne i niezwykłe być z nim w ten sposób, tak po prostu, a ja wciąż patrzę na faceta, nie rozumiejąc, dlaczego się zgodziłam.
Wybiera numer, jego komórka odpowiada, a on natychmiast wstukuje swoje imię do mojego telefonu. Odkłada go z powrotem, odjeżdżając z przystanku autobusowego z nonszalancką miną.
- Robi się późno. Jeśli będziesz musiał wrócić o tej porze, po prostu zadzwoń, dobrze? Przyjadę.
- Dlaczego?
- Zabrać cię.
- Dlaczego?" Powtarzam jeszcze raz, a potem się powstrzymuję: "Nie, Stas. Dotrę tam sama.
- Nastia!
- Co?
Spojrzał krótko, ale bardzo poważnie.
- To nie jest dla mnie trudne, ok?
To nie jest jasne. Niczego nie rozumiem. To cholernie skomplikowane. Pamiętam o tym i odwracam wzrok.
- Jeśli będziesz musiał, nie będziesz sam. Nie kłamałem, mówiąc, że nie będę utrudniał ci życia. Następnym razem zadzwonię po taksówkę.
Wątpię, czy kiedykolwiek będę w stanie go zawstydzić. A teraz po prostu odpowiada:
- Nie musisz się o to martwić. Zadzwonisz do mnie?
Ale i tak wolę siedzieć cicho.
Nie, nie zadzwonię. Oczywiście, że nie. W rzeczywistości będę starał się ciebie unikać. Dlaczego właśnie wsiadłam do samochodu? I nic się nie stało, ale moje serce już zareagowało waleniem, a moje ramię mrowi w niebezpiecznej bliskości faceta. I nie ma znaczenia, że nawet mnie nie dotknął.
Kiedy wracamy do domu, biorę torbę na górę i schodzę do kuchni na kolację - mój przyrodni brat już tam jest i nawet robi jakieś chemikalia przy kuchence.
- "Chciałabyś zjeść ze mną jajka i szynkę na kolację?" - proponuje z łatwością, jakby był starym przyjacielem. "Lodówka jest pusta, moich rodziców wciąż nie ma, a ja jestem kiepską kucharką. Boję się to zepsuć.
Nie wiem, czy się boi, czy nie, ale zapach w kuchni jest bardzo apetyczny.
- Nie odmówię. Szczerze mówiąc, jestem dość głodny.
- To świetnie.
I znów siedzimy naprzeciwko siebie, czując dzwoniące napięcie ciszy, nawet nie próbując nawiązać rozmowy, dopóki nie wstanę, by zrobić nam kawę. Przynajmniej to jest uczciwe.
Wieczorem, kiedy biegnę z łazienki do sypialni, drzwi Stasia znów są otwarte, a on wciąż stoi przy oknie, na wpół ubrany.
- Elf nagle woła mnie, gdy mam już pędzić do swojego pokoju, mówiąc: "Dobranoc. Od tylu lat chciałem ci tego życzyć.
Zwykłe słowa, niebezpieczne słowa, wypowiedziane jakby przypadkiem. Ale natychmiast, jak uporczywe nici przeszłości, przenikają przez moją skórę, dostają się do mojej duszy i nie jest mi łatwo zamknąć za sobą drzwi.
- Dobranoc, Stas.
Kolejny tydzień coraz bardziej zanurza mnie w studiach. Zaprzyjaźniam się z grupą, poznaję wykładowców i oczywiście zamierzam wziąć udział w konkursie na najlepszy projekt architektoniczny wydziału wraz z innymi studentami. Ale to nie nastąpi szybko - najważniejsze jest uczestnictwo, konsultacje i finał, a ja z przyjemnością oddaję się lekcjom z Maestro Lisovskim, starając się nie wracać do domu zbyt późno. Budzę się tak wcześnie, jak to możliwe, aby pomóc mojej macosze w sprzątaniu i gotowaniu, a wieczory spędzam w swoim pokoju, pracując nad rysunkami i szkicami...
Po raz kolejny drzwi do sypialni jego przyrodniego brata są otwarte.
Znowu to samo...
Są otwarte nawet wtedy, gdy go tam nie ma. Nie wiem dlaczego. Często zatrzymuję się na progu, ale nie mam odwagi wejść. Pewnie je zamknie, jeśli przyprowadzi dziewczynę. Wcale nie chcę za nim iść, ale co wieczór, gdy mijam otwartą sypialnię Stasia, czekam z zapartym tchem na dzień, w którym zostanie zamknięta.
Nie muszę o tym myśleć. Nie chcę.
- Anastasia Matveeva, prawda?
- Tak jest. Dzień dobry, Wasiliju Igorewiczu.
- Czy to prawda, że odbyłeś staż w letniej szkole dla architektów? We Francji?
- Tak, w Wersalu. Wzięłam udział w dwóch kursach architektury i projektowania i obroniłam swój projekt.
- Sądząc po ocenie kuratora, to świetna praca, warta uwagi. Czy mogę je zobaczyć? Jaki jest temat?
- Projekt letniego parku. Jest tu wszystko: wstępny projekt, rysunki, wizualizacje. Ale jest to praca współautorska, chociaż jestem gotowy odpowiedzieć na każdy komentarz, ponieważ wykonałem główną pracę. Pracowaliśmy w parach i trójkach, aby w jak największym stopniu uwzględnić wszystkie niuanse, ponieważ taka była polityka pracowni architektonicznej.
- Interesujące... Czy mogę zatrzymać ten projekt do jutra?
- Oczywiście.
- Cóż, myślę, że odpowiedź na Twoje zgłoszenie do udziału w konkursie będzie pozytywna.
- Dziękuję!
Wychodzę z dziekanatu, gdzie zarejestrowałam swój udział w konkursie, i spieszę się na zewnątrz. Jest piątek, Dasha i ja mamy wielkie plany na wieczór, a ja patrzę na zegarek, szukając budynku akademickiego mojej przyjaciółki. Stukam obcasami na alejce, mijając studentów, którzy zatrzymali się, by porozmawiać i zapalić, myśląc o planie nadchodzącego projektu, kiedy nagle zatrzymuję się, prawie uderzając nosem w klatkę piersiową blondyna.
- Nastia? Matwiejewa? Czekaj - czyjeś ręce opadają mi na ramiona - to ty?
Robię minę. Co za spotkanie!
Pietia Zbrujew! Nie uczeń, ale młody mężczyzna. I nie byk, jak malowała go Daszka, chociaż dorósł i dojrzał, to prawda. Zmienił fryzurę, stał się bardzo przystojny, a jego oczy są nadal otwarte i prawdziwe. Patrzysz w nie i nie chcesz uwierzyć w opowieść przyjaciółki.
- Jestem, Petryk - uśmiechnąłem się do niego - Witaj, Zbruiev!
- Witaj, Matveyeva! Co za niespodzianka! Jak tam w mieście, Nastia? Słyszałem, że pojechałaś na północ.
- Zgodziłam się, a teraz wróciłam. Studiuję teraz tutaj, Pietia, na Wydziale Architektury. Minęły zaledwie dwa tygodnie, odkąd się przeniosłam. Więc na pewno jeszcze się spotkamy.
Facet patrzy na mnie z zainteresowaniem.
- Zmieniłaś się, Nastya. Stałaś się bardzo piękna. Wyrafinowana, czy coś takiego - zaśmiał się Pietia, wciąż przeczesując palcami włosy w zakłopotaniu - Przepraszam, ale nie jestem dobry w prawianiu komplementów, ale chcę to powiedzieć.
- I nie musisz tego robić.
- Tak. Ale zawsze byłaś piękną dziewczyną, nie myśl, że tego nie zauważyłem.
Mówi to prosto, bez ukrytych intencji, jak stary dobry przyjaciel, który za tobą tęskni, a ja się uśmiecham.
- Ale ten drugi ci się podobał, pamiętam to.
- "Pamiętasz?" Udałem zaskoczonego: "Tak, pamiętałem. Bardzo mi się podobało.
Radosne oczy Pietii nagle stają się smutne i zdaję sobie sprawę, że dobrze byłoby zmienić temat.
- Co ty tu robisz, Pietia? To jest szkoła prawnicza, prawda? Słyszałem, że studiujesz fizykę i technologię.
- "Tak..." facet nagle się zawahał, "przechodziłem obok, szukając przyjaciela. A ty?
- Spieszę się do Daszki. Spotykamy się za pięć minut, więc możemy zrobić mnóstwo planów na wieczór, wiesz Kuznetsova - śmieję się. Mam się z nią przywitać?
Nie wiem, dlaczego to mówię. Może chciałam zobaczyć coś w jego oczach? To uczucie, które nie mogło mnie zwieść pięć lat temu? Ale Pietia odpowiada z nieoczekiwanym entuzjazmem.
- Nie rób tego.
A potem pyta mnie ponownie, nie puszczając mnie:
- Słuchaj, Nastya, jeśli niedawno się przeniosłaś, zdecydowanie powinnaś poznać tradycje naszej uczelni! Zbliża się "Dzień Zaginionego Studenta", a w następny weekend mój wydział organizuje wakacje z wycieczką. Zapraszamy do przyłączenia się do nas! To będzie świetna zabawa! Tłum będzie ogromny! Ogniska, namioty, piwo i po prostu dobre towarzystwo. I co?
- Nie wiem, czy to się uda, Petryk.
- Oczywiście, że się uda! Będziemy mieć naszych przyjaciół ze szkoły... I w ogóle, jest ciekawie. Możesz zabrać ze sobą przyjaciółkę! Może ona też będzie chciała przyjść!
Nie wymienia żadnych imion, ale rozumiem, że mówi o Dashy. Patrzę na Pietię, a on patrzy na mnie, aż nagle odwraca wzrok. Nie z powodu zażenowania czy nadziei, która błysnęła w jego oczach, ale dlatego, że dłoń dziewczyny pewnie spoczywa na jego ramieniu.
- Petya, dlaczego twój telefon jest wyłączony? Znowu powiesz, że bateria padła? Mam dość dzwonienia! Miałeś mnie w ogóle szukać czy nie? Umówiliśmy się, że pójdziemy razem! Powinieneś był mnie znaleźć, zamiast być tutaj z obcymi dziewczynami...
- Marina, to jest Nastya. Nastia Matwiejewa, pamiętasz? Chodziła z nami do dziesiątej klasy.
- ...żeby porozmawiać o nie wiadomo czym. Jedziemy czy nie?
- Marina?
Ja również, wraz z byłym kolegą z klasy, patrzę na dziewczynę, która wydaje się być niedosłysząca.
On pamięta. Oczywiście, że pamięta. Jestem pewien, że o mnie nie zapomniała. Ale jej spojrzenie nie zmienia się od razu, jakby potrzebowała czasu, by przypomnieć sobie moje imię i zdać sobie sprawę, kto przed nią stoi.
- Um, Pietia, mój tata, czeka na nas...
O mój Boże, jak dobrze, że przygotowywałam się do zaimponowania dziekanowi, a teraz mogę z łatwością obrócić się na cienkich obcasach, wirując jedwabną spódnicą i długimi włosami na wietrze. Ten cyrk z nagłą utratą pamięci jest dla mnie równie nieprzyjemny, jak nieprzyjemna jest sama dziewczyna, w przeciwieństwie do jej chłopaka. Mówię więc Pietii, że wychodzę. Na pożegnanie dotykam jego nadgarstka, obiecując mu to:
- W porządku, przetrwam tę przerwę w pamięci twojej dziewczyny. Postaram się, Pietia. I moja dziewczyna też!
- "O czym ona mówi?" słyszę za sobą zazdrosny głos, ale nie obchodzi mnie, co Zbruiev jej powie. Dużo czasu zajęło mi dojście do siebie i udało mi się raz na zawsze wymazać tę osobę z mojego życia.
Dasha Kuznetsova jest przyszłym prawnikiem. Moja przyjaciółka studiuje prawo i pewnego dnia ma nadzieję zostać odnoszącym sukcesy prawnikiem i prawdziwym wojownikiem w walce o prawa kobiet i dzieci. Łapię ją przy wyjściu z budynku akademickiego, zaraz po wykładzie z psychologii prawa, bladą i bardzo podekscytowaną, i powtarzam, że oczywiście zawsze będę miała dla niej czas.
Dziś Dashka ma swoje pierwsze odpowiedzialne zadanie, które pośrednio wiąże się z jej przyszłą praktyką zawodową. Lekką ręką swojej matki, znanej w mieście doktor psychologii, ma zgłosić się na godzinną rozmowę z trudnymi nastolatkami ze szkoły z internatem dla dzieci z dewiacyjnymi zachowaniami. Tak więc rano bombardowała mnie SMS-ami i telefonami z prośbą o podtrzymanie jej morale i ducha walki moją obecnością.
"No proszę, Nastia! To są wyjątkowe nastolatki! Na pewno będę się jąkać, jąkać i ogólnie zawstydzać przed dziećmi! Jakiego rodzaju zaufania mogę wtedy od nich oczekiwać? To radary, wychwytują każdy impuls!".
Nie chcę zostawiać przyjaciółki samej, więc idę z Daszą. Dzieci, z którymi spotykamy się twarzą w twarz, okazują się bardzo młodymi dziewczynkami - dwunasto- lub trzynastoletnimi, na początku kłującymi i ostrożnymi, ale Kuznetsova ma talent do zjednywania sobie ludzi, słuchania ich i znajdowania właściwych odpowiedzi, a zamiast godziny spędzamy z dziećmi prawie cztery. Udaje mi się też z nimi rysować. Absolutnie wyczerpani ich szczerymi opowieściami i niechęcią do wypuszczenia nas, wracamy do domu, włóczymy się po centrum miasta z lodami w ręku, rozmawiając o niczym, aż nagle spotykamy grupę studentów, których Dasha zna.
To chłopaki i dziewczyny z jej kursu, jest piątek, a młodzi ludzie uparcie wzywają nas do klubu.
- "Na-asta, idziemy, co?" Kuznetsova znowu grucha, kiedy mówię, że jestem gotowa iść do domu. "Posiedzimy godzinę, a potem pójdziemy do domu! Nie mam na myśli całej nocy, ale taniec i trochę alkoholu to jest to, czego teraz potrzebujemy! Chodź, Na-asta!
Ja też chcę się trochę zrelaksować, losy innych ludzi wciąż są świeże w mojej pamięci i zgadzam się, ale wierzę na słowo Dashce, że wieczór w klubie nie potrwa długo. Sobotni poranek jest z pewnością obfity w sen, ale mam zbyt wiele zobowiązań wobec siebie.
- Nie masz pojęcia, Laptev, jak wielu ludziom brakuje wiary w siebie. I jak ważne jest czasem, by ktoś na tym świecie ci uwierzył i cię wysłuchał. I pamiętaj, Roma, nie mówię tu nawet o pomocy psychologicznej! Mówię tylko o współczuciu i uwadze, rozumiesz?
Siedzimy w towarzystwie Dashki w modnym klubie Bumper and Co., popijając Mojitos. Po raz pierwszy od tak dawna jestem trochę pijany, lekko zrelaksowany i całkiem zadowolony z życia.
- "Kuznetsova, nie jesteś tym zmęczona? Wydech!" śmieje się grubas, obejmując ramiona swojej dziewczyny. Mrugając do mnie, kiwa głową w kierunku parkietu: "Chodźmy potańczyć, dobrze? Twój przyjaciel znowu mnie rzucił. To nie potrwa długo, zanim się zepsuje, drogie panie! A to wcale nie jest częścią naszych planów!
Ale nie nudzimy się. Tańczymy z Dashą, czasem z chłopakami z firmy, ale głównie siedzimy i słuchamy muzyki. Nadal nie powiedziałem jej o moim spotkaniu z Pietią, nie chcąc jej wcześniej denerwować, a kiedy mimochodem wspomina o swoim byłym koledze z klasy, przyznaję, że widziałem go dziś na uniwersytecie. I Marinę Woropaevą też.
Moja przyjaciółka milczy i smuci się przede mną, tak jak robiła to wcześniej, a ja nie mogę tego znieść.
- Dasha - pytam, nie spuszczając z niej wzroku - co się stało między tobą a Pietią? Dlaczego nie jesteście razem? Cóż, nie wierzę, że Zbrujew mógł tak po prostu się w tobie zakochać. Zakochać się w Woropajewej znienacka. Rozumiem, że byliśmy bardzo młodzi i wszystko jest możliwe, ale dzisiaj nie wyglądał na szczęśliwego. I na pewno cię pamięta, możesz mi wierzyć, niezależnie od tego, co Marina napisała o statusie ich związku.
- "Co z tego, że pamięta?" Dashka spogląda w dół. Wzdycha i popija koktajl: - To wszystko, pociąg odjechał, Nastya, nie słychać nawet gwizdka. Jest teraz z kimś innym, kropka. Nie chcę o nim rozmawiać!
A jednak Kuznetsova zaczyna mówić, gdy nie oczekuję już odpowiedzi. Mówi o przeszłości, wciąż ukrywając oczy, jakbym mógł ją osądzić za coś, czego jeszcze nie wiem.
- To była moja wina. Byłem głupi. Kto wiedział, że wszystko tak się potoczy? Teraz nie mogę machać spalonymi skrzydłami i udawać, że jestem biała i puszysta, a Zbrujew to drań. To nieprawda, Nastia. To nie tak.
- Co jeszcze?
- Nie pozwalałem Pietii uprawiać ze mną seksu, bo wydawało mi się, że to nie jest prawdziwa miłość. Dziecinne, niedorzeczne. Ale dla jakiegoś palanta, który wydawał się starszy i bardziej doświadczony, to było takie proste. Nawet nie rozumiałam, jak to się stało. A on, drań, następnego dnia nawet nie pamiętał mojego imienia. To była tylko pijacka impreza i kolejna głupia dziewczyna, która miała uszy do góry. Płakałam potem tak mocno, że chciałam się zabić. Pietia też był na tej imprezie, widział z kim poszłam. Do końca trzymał się moich rąk, a ja... Pamiętam, że pomyślałam wtedy: dlaczego się o mnie nie pokłóci, skoro tak bardzo mnie kocha? Co za głupiec! Chciałam wyczynu, sprawdzenia moich uczuć! W końcu był z Maryną od tamtej nocy i imprezy.
Dashka nagle się uśmiecha, jakby ukrywając ból za uśmiechem.
- Nienawidził mnie, czułam to. Nadal to robi, a ty mówisz...
- Co jeśli przeprosisz?
- O co chodzi, Matveeva? Żeby wszystko sobie przypomnieć i przeżyć jeszcze raz? A potem ona i Voropaeva są parą, a ja dostałem to, na co zasłużyłem. Kiedy myślę o tym, co zrobiłam, czuję się taka brudna. Uwierzysz, Nastia, miałem krótki seks z powodu uporu i bólu, ale od dwóch lat nie mogę się z tym pogodzić. Oni, faceci, wieszają się, a ja wieszam się w zamian, ale kiedy przychodzi do prawdziwej rzeczy, przełączam się. To tak, jakbym wiedział, że wszystko będzie z nimi tak samo, jak za pierwszym razem i nie chcę, żeby to się powtórzyło. Niech przynajmniej Pietia będzie szczęśliwy, jeśli nie ja.
Kolejna wiadomość, która nie ułatwia sprawy. Tak, Dashka narobiła bałaganu - nie da się tego cofnąć. Milknę, nie wiedząc, co powiedzieć w odpowiedzi, rozpaczliwie współczując dziewczynie w sercu.
- Hej, Łaptiew, co ci się znudziło? Chodź, zatańczymy!" - śmieje się moja przyjaciółka i ciągnie chłopaka na parkiet, a ja wciąż nie mogę przeboleć jej wyznania.
Jakie to głupie i jak niesamowicie bolesne dla nich obojga, dla dobrych ludzi, którzy nigdy nie zostali bliskimi przyjaciółmi. To Dashka i Petya, moi wierni przyjaciele z poprzedniego życia, które również pozostawiło rany w moim sercu, i nagle zdaję sobie sprawę, że pozwalam, by zapomniany ból znów przeze mnie przeszedł, przywołując wspomnienia.
Potrzebuję powietrza. W drogim i modnym klubie Bumper & Co., gdzie tego wieczoru jest pełno młodych ludzi, nagle ważne staje się dla mnie poczucie odrobiny wolności. Żeby choć trochę poruszyć się w próżni względnego spokoju, który zapanował wokół mnie - ku własnemu przeznaczeniu. Biorę nierówny oddech, by się nie udusić. Czuję się jak niezrozumiałe wyzwanie, jak tęsknota, która pochodzi z głębi mojej duszy, która wpycha mi do piersi niewylane łzy, wstaję i idę w kierunku wyjścia. Przechodzę obok parkietu, między tańczącymi parami, torując sobie drogę rękami, mijam długie lady barowe, ignorując głosy innych ludzi i przyjazne śmiechy, zamierzając albo uciec, albo zrobić coś głupiego... I nagle zatrzymuję się, gdy widzę przed sobą Stasa.
Siedzi z wysokim facetem o szerokich ramionach, w jego wieku, rozmawiają o czymś. Kelnerka kręci się, przyjmując zamówienia od barmana, a ja obserwuję, jak dziewczyna uśmiecha się, próbując zwrócić na siebie uwagę chłopaków. Przez krótką chwilę jest mi jej nawet żal, gdy inna dziewczyna, bardziej szczęśliwa i jaśniejsza, podchodzi do swojego przyrodniego brata i kładzie mu rękę na piersi. Mówi coś krótko, śmiejąc się kokieteryjnie, wskazuje krótkim machnięciem ręki w kierunku wyjścia... i zdaje się nawet nie zauważać, że chłopak jej nie słucha
Szkoda, że wszystko jest tak przewidywalne i logiczne, ale to mój własny moment objawienia i w pełni go akceptuję. Nie tylko dla Dashy - ja też nigdy nie będę naprawdę szczęśliwa.
Stoję trzy kroki od Stasia i patrzę na jego silną klatkę piersiową, przykrytą lekką koszulką, na której spoczywają szczupłe palce - wypielęgnowane, z długimi, zaostrzonymi paznokciami. Teraz dziewczyna prosi go, żeby z nią poszedł, czy to tylko ja? Nie jestem dobry w grze półsłówek i dotykowych zaproszeń, ale prawie zazdroszczę jej odwagi. I nienawidzę tego, że mnie to martwi, boli.
Czuję na sobie jego spojrzenie i podnoszę wzrok. Nie wiem, dlaczego się tu zatrzymałam, ale jest już za późno na ucieczkę, więc siadam przy barze, by zamówić kolejne Mojito od przyjaznego barmana i łapczywie biorę drinka.
Co się ze mną dzieje? Czy to ja, czy to nie ja? Pamiętam, jak niedawno Arno zadał sobie wiele trudu, by namówić mnie do wypicia choćby jednego koktajlu alkoholowego, a dziś sam zdaję się nie znać miary. Nawet jeśli wszystko jest śmiesznie przyzwoite, dlaczego się martwię?
- Chcesz więcej?
Jego dłoń spoczywa obok mojej i podchodzi tak blisko, że czuję ciepło jego ciała na plecach.
- Nie, dziękuję. I proszę, nie myśl, że cię szukałem.
- Jesteś tu sam?
- Z przyjaciółmi. Stas?
- "Co?" - nie muszę podnosić wzroku i szukać mrocznego spojrzenia, już czuję, że cała jego uwaga skupia się na mnie.
- Czy nie czekają na ciebie?
- Nie.
- Wydawało mi się, że jest inaczej.
- Nikt naprawdę ważny nie czeka, uwierz mi. Twój przyjaciel to zrozumie.
Tak łatwo jest podzielić ludzi na "ważnych" i "nieważnych". Podzielić czas na "przed" i "po". Podzielić uczucia na "przeszłe" i "teraźniejsze". Nadać znienawidzonemu Szkieletowi przydomek Elf, a następnie zmusić go do przyznania się do czegoś, co ostatecznie zostanie wymazane z jego pamięci. Ostre stanie się matowe lub rozpadnie się w pył.
- Naprawdę", nagle śmieję się cicho ze swoich myśli. Ich gorycz jest tak wyraźna, że tylko w ten sposób mogę odgonić łzy, które podeszły mi do gardła.
- Co się stało, Elf?
- Nie przejmuj się mną, Stas, to tylko kolejny długi dzień i mocne Mojito.
- Nastya ...
Ale już wstaję i odkładam szklankę. Odwracam się do chłopaka i patrzę w jego szare oczy, próbując znaleźć odpowiedź.
- "Zatańcz ze mną, mój przyrodni bracie", pytam nagle, uśmiechając się. "Jutro nie będzie miało dla ciebie znaczenia, czy będę to ja, czy inna kobieta. Jeśli nie, zaproszę twojego przyjaciela. Myślisz, że się zgodzi? Pamiętam tego faceta. Czy to nie on pomógł ci znaleźć mnie w nocnym mieście?
Wiem, że miałem rację, ale Stas wciąż jest poważny.
- Jest. Ale nie podoba mi się twój nastrój, Elf. Nie pozwolę ci iść do przyjaciół. A Zderzak pewnie ci odmówi. Vitka ma wielką miłość, nie zamienia dziewczyn na nic, nawet na coś tak błahego jak taniec.
- Patrzę ze szczerą zazdrością na rudowłosego faceta, który nas obserwuje: "Przynajmniej ktoś ma wielką miłość w swoim życiu. Twoja przyjaciółka to szczęściara!
Stas też nagle uśmiechnął się smutno:
- To pewne.
Obejmuje mnie w pasie i prowadzi na parkiet. Znajdując moją dłoń, ściska ją w swojej, splata palce, przyciąga mnie do siebie drugą ręką, a ja nagle chcę dotknąć jego klatki piersiowej tak, jak zrobiła to ta dziwna dziewczyna. Łatwo jest głaskać gładkie, elastyczne mięśnie jego ramion, przesuwać palcami po jego szyi, spojrzeć mu w oczy i usłyszeć niespodziewanie delikatny i gorący oddech, który uderza mnie w skroń podczas wydechu:
- Nastya ...
A więc to jednak było zaproszenie. Jak proste jest wszystko na tym świecie. Okazuje się, że czasem można obejść się bez słów. Bez preferencji i obietnic, bez uczuć.
- Kiedyś nie znosiłeś, gdy cię dotykałem.
- Nie, nie jest.
- Chciałam, żebyś mnie polubił, chociaż trochę, ale ty mnie nie zauważyłeś...
- Zawsze cię zauważałem. I lubiłem cię - szczupłą, niebieskooką dziewczynę, która wyglądała jak elfia wróżka. Bardzo cię lubiłem.
- Nie, nienawidziłeś mnie.
Zastygam obok niego i zdejmuję jego ręce, zdając sobie sprawę, że straciłam odwagę. Nasz taniec nie wyszedł. Nie przeliczyłam własnych sił, a bycie blisko niego, czucie ciepła jego ciała tak blisko i pamiętanie, pamiętanie o cudzych dłoniach staje się nie do zniesienia. To bez wątpienia przez ten cały chmiel, ale nie mogę powstrzymać się od powiedzenia czegoś, co trawiło mnie w środku od tak dawna.
- Dlaczego nigdy o mnie nie zapytałeś? Nie chciałeś wiedzieć, jak żyję? Nawet jeśli Galina Juriwna ci zabroniła, dlaczego nie spróbowałeś? Dlaczego zmusiłeś mnie, bym powiedziała ci tamtej nocy, skoro zapomniałeś od razu?
- Nastia, to nieprawda.
- Nie, tak! Ty, Frolov, jesteś najbardziej okrutną osobą, jaką znam. Zapomniałeś i teraz muszę z tym żyć. Żałuję, że nigdy mnie nie poznałeś. Żałuję, że nigdy mnie nie poznałeś! Miałeś rację, kiedy powiedziałeś mi kiedyś te słowa.
Telefon w mojej torebce na ramieniu natarczywie odpowiada. W samą porę, bo zdążyłam odwrócić wzrok od Stasia i odwrócić się, nie chcąc słyszeć odpowiedzi.
- Matveyeva, gdzie jesteś? Czas wracać do domu. Stoję tu sama przy wejściu, płaczę, a jak zaraz nie przyjdziesz, to będzie powódź! A Łaptiew, drań, powiedział Antochinowi, żeby mnie więcej nie lał, wyobrażasz sobie? A jeśli będzie mi niedobrze? Jak mogę być chory, Nastiu? Przecież nie żyję, prawda?
Dashka. Rzeczywiście, płacze, szlocha do telefonu. I wygląda na to, że udało jej się wypić coś znacznie mocniejszego ode mnie.
- Już idę, Dasha. Trzymaj się! Nie chcemy powodzi, słyszysz?
- Nastya, czekaj!
Palce Stasia przesuwają się po moim nadgarstku, ale ja już obracam się na pięcie i idę w stronę wyjścia, żałując i nie żałując tego, co powiedziałam. Zdaję sobie sprawę, że wcale nie jest łatwiej. Wszystko tylko się pogarsza.
- Wychodzę, Stas, przepraszam. Mój przyjaciel czeka, a ja chcę wrócić do domu.
- Jeśli zapomniałeś, jesteśmy w drodze.
- Nie ma mowy!
Wraca jednak do baru, ściąga swoją czarną skórzaną kurtkę i dogania mnie, a ja, nie myśląc o odejściu, widzę Dashę i podchodzę do niej.
- Chodź, Dasha - delikatnie biorę dziewczynę za rękę, rozglądając się po parkingu - spróbujmy znaleźć taksówkę.
- Nie potrzebujesz taksówki, podwiozę cię.
Torebka Dashki zsunęła się z jej ramienia, włosy są rozczochrane, a ona sama jest poważnie skwaszona, wydmuchując nos w chusteczkę, ale kiedy słyszy głos Stasa, podnosi wzrok i wygląda podejrzanie:
- Co to za dobroczyńca? Matveyeva, już się z kimś związałaś? Dlaczego o tym nie wiem?
- Witaj, Kuznetsova. Minęło sporo czasu.
- О! Przystojny Frolov. Oczywiście! Jeleń z medalem! Przyrodni brat Matwiejewej, który nie ma gdzie postawić pieczęci na swoim złamanym panieńskim sercu. Witaj, Frolov! Przyszedłeś nas wychować? Czego chcesz?
Moja przyjaciółka marszczy brwi i zaciska gniewnie usta, a ja przeczesuję dłonią włosy i poprawiam torbę na jej ramieniu. Dlaczego powiedziałam jej o Petyi? Gdybym wiedziała, jak to się skończy, nie zadręczałabym się - ani ja, ani ona. A teraz obie są tak złe, że mogłyby wołać wilka.
- Nawet o tym nie pomyślałam, Kuznetsova. Idziemy?
Głos Stasa - męski i pewny siebie, z lekką chrypką - brzmi zachęcająco i spokojnie, ale Dashka nie poddaje się łatwo.
- Nie ma mowy! Znam takich jak ty! Żebym się znowu nabrał na ładną buzię i propozycję - kutas w dupie pawia, a nie Kuzniecow!
- Dasha, uspokój się. Jeśli chcesz, odejdziemy. Sami. Gdziekolwiek zechcesz.
Ale Dashka jest nie do powstrzymania.
- Ty też pewnie rano nie pamiętasz imion swoich byłych dziewczyn, prawda Frolov? No dalej, przyznaj się! Czy wszystkie wyglądają tak samo, czy różnią się w jakiś sposób? Kształt oczu, rozmiar piersi, rozmiar tyłka, co?
- Nie pamiętam. Jeden.
- Co więc musisz dać, aby zostali zapamiętani?
- Daska, przestań! Oszalałeś!
Ale facet nie jest zawstydzony słowami wypowiedzianymi w jego twarz.
- Nie ma mowy. Lepiej trzymać się z dala od ludzi takich jak ja, żeby później nie płakać. Mama ci tego nie mówiła?
- "Zgodziła się", moja przyjaciółka zgadza się w swoim sercu, znowu głośno szlochając. "Gdybym tylko jej posłuchała! Wiedziałam, że wszyscy jesteście palantami, dlatego tak mi przykro!
To wstyd, to wstyd. I wygląda na to, że Dasha jest w znacznie gorszej sytuacji, niż początkowo myślałem. Pięścią już rozmazała tusz do rzęs i szminkę na policzku.
- Zgadzam się. Ale nie jesteś moją dziewczyną, Kuznetsova, nigdy nie byłaś i nigdy nie będziesz, więc może powinniśmy już iść. Jeśli chcesz, możesz pożyczyć telefon koleżanki i jutro opowiedzieć mi wszystko jeszcze raz, a ja obiecuję, że wysłucham, a nawet odpokutuję.
- Nie dostaniesz tego, Frolov. Nie jestem Jego Świątobliwością Papieżem, żeby rozgrzeszać cię z grzechów!
Stas podchodzi do czarnego BMW, wsiada za kierownicę i uruchamia silnik. Otwiera drzwi, zapraszając nas do środka.
- "Nastia," patrzy mi w oczy, "nie opieraj się. Będzie lepiej, jeśli zabiorę Daszę do domu. Za pięć minut będzie tylko gorzej. Nikt nie musi jej widzieć.
- To nie twój samochód, prawda?
Tak, argument jest szczerze mówiąc słaby, ale nie ma nic więcej do powiedzenia. Mój przyjaciel kwaśnieje na moich oczach.
- Samochód to ten drugi, ja dzisiaj jadę motocyklem. Nie sądzę, żebym poradził sobie z motocyklem i wami dwoma. Jedziemy?
Chodźmy, do cholery, mój przyrodni bracie. I mnie wraz ze wszystkimi nieudanymi protestami!
Kiedy wsiadamy do samochodu, wjeżdżamy na aleję, a Dashka, wycierając nos chusteczką, podaje nam adres. Nagle, w ciszy samochodu, Stas pyta bardzo poważnie:
- Kuznetsova, po prostu nie zrozumiałem sprawy z jeleniem, o czym ty mówisz?
Spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać jak dwa głupki.
Tak, czasami śmiech, nawet przez łzy, jest lepszy niż cicha, miażdżąca duszę rozpacz.
Odwozimy Daszę do domu, a Stas odprowadza ją do wejścia, cierpliwie wysłuchując zasłużonych i niezasłużonych wyrzutów dziewczyny pod jego adresem. Po cichu prowadzi samochód do Cherokhino, a kiedy wchodzę do bramy i idę alejką na werandę, zostawia samochód otwarty i idzie za mną. Dogania mnie bardzo szybko i zatrzymuje za rękę.
- Nastya, czekaj.
- Stas, nie musisz iść do klubu?
- Jest to konieczne. Ale nie teraz, nie pilnie. Musimy porozmawiać.
Wokół jest zbyt cicho, moi rodzice śpią, a ja muszę mówić ciszej.
- Jestem zmęczony i nie jestem w nastroju do rozmowy, przepraszam.
- Dobrze, a więc jutro? Powiedz mi, kiedy chcesz i możemy wrócić do rozmowy w dowolnym momencie. Do każdego jej punktu.
- Stas ...
- Obiecaj mi, że wrócimy! Nastia, posłuchaj!" trzyma mnie mocno za łokcie i patrzy mi w oczy: "Uwierz mi, nie wszystko jest takie, jak myślisz...
Czarna kurtka sprawia, że ramiona chłopaka wydają się jeszcze szersze. Miękkie światło księżyca i nocnej lampki wyostrza jego regularne rysy, czyniąc Stasa jeszcze bardziej atrakcyjnym. Nic dziwnego, że kiedyś porównałem go do bohatera powieści Anne Rice. Z wiekiem wydaje się jeszcze bardziej niebezpieczny. Przynajmniej dla mojego serca. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek będzie w stanie należeć do jednej kobiety? Prawdopodobnie nie.
- Skąd wiesz, o czym myślę?
- Widziałem to. Widziałem to. Nieważne. Nastia!
Nie wiem, skąd wzięła się we mnie ta siła, ale udaje mi się odpowiedzieć na tyle stanowczo, by mnie usłyszał.
- Nie!
- Elf, nie ...
Ale ja już zabrałam jego ręce i odwróciłam się.
- Pewnego dnia, Stas. Może kiedyś. Ale na pewno nie teraz ani jutro.
- Dobra, jak chcesz. Będę czekał.
Wciąż nie śpię, kiedy wraca godzinę później. Jest sam. Wchodzi po schodach, zatrzymuje się przed drzwiami... Czekam z zapartym tchem, aż się zamkną. Zatrzaskują się, przylegając ciasno do futryny, albo zamek kliknie, ale nic nie słychać. Zostawia drzwi otwarte, tak jak wcześniej.
Panie, co się z nami dzieje? Co dzieje się ze mną? Gdzie podziała się wiara w słuszność mojego wyboru? I z czym obudzę się jutro? Czy Jegor miał rację, kiedy namawiał mnie, żebym została?