Rozdział 6, część 1
Tańczymy przez chwilę, odrywając się od tych nieprzyjemnych typów. Stopniowo wokół przybywa ludzi, co pozwala nam ponownie się rozluźnić i wrócić do świątecznej atmosfery.
– W sumie to nawet się cieszę, że tak wyszło z tym Denisem – parska Marinka, unosząc ręce nad głowę i kręcąc biodrami. – Lepiej od razu się rozczarować i zapomnieć, niż potem wmawiać sobie, że to moja wina. A ja tak potrafię. Najpierw chodzę w różowych okularach, puszczam bańki mydlane, a potem się dziwię, że książę okazał się kompletnym idiotą. Chrzanić ich wszystkich! Też mi coś, tatuaż w stylu irezumi!
– Słuchaj, Marin, a może oni mają taki sposób? Zapraszają dziewczyny na imprezy, a potem je zlewają? – przytakuję, tańcząc obok niej. – Mają towarzystwo, a potem żadnych zobowiązań. Wygląda na to, że dziewczyna z windy miała rację. Lepiej rozczarować się na brzegu, niż potem odganiać się od rzeczywistości wiosłem!
– No dokładnie! – potakuje dumnie Marinka. – Jeszcze chwilę potańczymy i wychodzimy. Tych dwóch kretynów za nic nie zepsuje nam nastroju!
Nagle głos przyjaciółki się zmienia, a jej palce mocno wbijają się w mój nadgarstek.
– Ojej, Aliska! Idzie tutaj! Sam!
– Kto?
– Denis! I co ja mam mu powiedzieć?
Odwracam głowę i ja też dostrzegam zbliżającego się do nas barczystego chłopakaz tatuażem na szyi. Bezceremonialnie rozpycha się łokciami między tańczącymi parami.
– Nic nie mów – chmurnię się. – Jak podejdzie, tak sobie pójdzie. Niech spada! Przecież widzisz go pierwszy raz w życiu!
– Tak myślisz? – Marinka wypuszcza bezradnie powietrze i przestaje się ruszać.
– Cwietkowa, co z tobą? – odwracam się do niej i napotykam jej stęskniony wzrok. – Jasne – wzdycham, domyślając się prawdy. – Już się zakochałaś. Marin, kiedy ty zdążyłaś?
– Nie wiem – trzepocze rzęsami. – Przecież mówiłam, że jestem głupia.
Poprawiam jej kucyk na ramieniu i ściskam dłoń.
– Dobra, pogadaj z nim, skoro tak chciałaś. Czuję, że do pocałunku w ciągu najbliższej godziny nie dojdzie.
– Niedoczekanie jego! – Marinka natychmiast odzyskuje rezon. – Jeszcze mu bokiem wyjdzie!
– A to oznacza, że masz sporą szansę sprawdzić, czy chcesz kontynuować tę znajomość, czy nie. Powodzenia, Marin!
– Czekaj, Śnieżna. A ty dokąd? – zatrzymuje mnie.
– A surowa mamuśka posiedzi w mieszkaniu! – żartuję z uśmiechem. – Tu jest dla mnie za zimno.
Zostawiam Marinkę pod szklanym dachem i wracam do ciepłego pomieszczenia, gdzie też wszyscy tańczą i piją. Mam nadzieję, że bezalkoholowe.
Jasne, wolne żarty!
– Hej, Śnieżynko! Nie umawialiśmy się, że przyjdziesz tak wcześnie i bez prezentów. Mikołaj o tym wie?
– To do mnie?
Odwracam się i napotykam przystojnego, rudowłosego chłopaka, który odłączył się od jednej z grup. Jest dobrze ubrany, pewny siebie i domyślam się, że nie jest tu po raz pierwszy.
– Do ciebie. Jesteś do niej podobna.
– Wiem. Ale się pomyliłeś. Przyszłam tu z przyjaciółką.
– Serio? – uśmiecha się, parskając pod nosem. – A gdzie ona jest?
Nieznajomy ma zaskakująco przyjazne spojrzenie, więc wzruszam ramionami, lekko unosząc kąciki ust.
– Została na balkonie. Ma tam niespodziewaną randkę i randez-vous. Wiesz, w takich chwilach lepiej nie przeszkadzać.
– Rozumiem. Chcesz się rozgrzać, Śnieżynko? Wydaje mi się, że zmarzłaś, a ja robię tu dzisiaj za chłopca na posyłki.
– Jeśli to legalne.
Chłopak się śmieje. Ktoś już na niego woła: „Witek, dawaj do nas!”, więc zaczyna się wycofywać.
– Legalne, nie martw się! Napijesz się grzańca? Z francuskim winem!
– Może być.
– Okej! Tylko nigdzie nie odchodź!
Właściwie nie mam dokąd iść – wszystkie ciemne zakamarki w ogromnym apartamencie zajęły pary, te oświetlone zresztą też. Rudzielec przynosi mi gorące wino, mruga do mnie i odchodzi, a ja wycofuję się w głąb mieszkania. Przystając przy eleganckiej, białej komodzie, powoli sączę napój. Przyglądam się obrazom na ścianach i grzeję dłonie o kieliszek, czując, jak wino rozlewa się po ciele.
Słucham muzyki, ogrzewam się i myślę o Marince. O tym, że ten mało mi znany Denis naprawdę podoba się mojej przyjaciółce, inaczej Cwietkowa nie zostałaby z nim sam na sam. A to oznacza, że pewnie znalazł już wymówkę dla tego głupiego żartu.
Dziwne, czy tak się postępuje, gdy dziewczyna wpada w oko?
Za bardzo się nad tym zastanawiam, dlatego nie od razu reaguję na pojawienie się w zasięgu mojego wzroku Włada. On też wchodzi do środka z tarasu – radosny, z wypiekami na twarzy. Przeczesuje dłonią włosy, pręży bicepsy, tak bardzo typowy w swojej chęci popisania się przed wszystkimi i łapania zachwyconych spojrzeń.
To niespodzianka, zobaczyć tu Rybackiego. Pierwszą rzeczą, jaką robię na widok mojego chłopaka, jest odstawienie kieliszka na komodę i uniesienie ręki, by zwrócić jego uwagę. Pamiętam, że Wład miał być z rodziną, ale najwyraźniej udało mu się wyrwać wcześniej i przyszedł tutaj, żeby mnie odnaleźć.
Prawda? Bo po co innego miałby tu być?
Jednak kolejna sekunda daje mi brutalną odpowiedź na to niezadane pytanie.
Tuż za Władem do mieszkania wpada dziewczyna i obejmuje go ramieniem w pasie. Gdy tylko oboje znajdują się w cieniu pod arkadą pokoju, w którym stoję, Rybacki gwałtownie przyciąga ją do siebie i wycofuje się głębiej.
Całują się, nie oślepłam. Mój chłopak i ta nieznajoma z windy, która niedawno obiecywała, że go odbije. Ten sam, który zaledwie kilka godzin temu mówił, że mnie kocha. Powiedział to tak szczerze – tak, bym mu uwierzyła.
I powtarzałby to pewnie jeszcze nieraz, gdybym się tutaj nie zjawiła. Rybacki zawsze z łatwością szafował słowami, jeśli nic go nie kosztowały.
Ten widok odbiera mi mowę, oszałamia mnie. Nie potrafię się odwróтить ani uciec. Mój związek rozpada się w tej właśnie sekundzie, a jedyne, co mogę zrobić, to wbijać palce w krawędź komody i łapać powietrze spierzchniętymi wargami.
Znają się od dawna, to jasne. Rybacki zachowuje się wobec niej zbyt śmiało, a ona mu wtóruje. Ale dlaczego nie powiedział, że chce zerwać? Po co kłamał, że jestem dla niego jedyną? Gdyby nie kłamał, teraz tak bardzo by nie bolało.
Po co w ogóle wymyślił ten cholerny eksperyment?!
Tak bardzo bałam się trafić w życiu na niewłaściwy związek, że z jakiegoś powodu uznałam, iż przyjaźń będzie solidnym fundamentem dla miłości. Tak, miałam wątpliwości, ale wierzyłam… A wychodzi na to, że Wład po prostu się tym zmęczył.
Albo zawsze taki był.
Całująca się para podchodzi bliżej, a ja odskakuję w bok. Jedyne, czego teraz pragnę, to uciec. Żeby Rybacki mnie nie widział i żebym ja nie musiała patrzeć w jego zmieszane oczy. Nie słyszeć usprawiedliwień i kłamstw. Nie czuć dotyku jego rąk… i nie patrzeć w twarz, która nie zdoła ukryć rozczarowania tym, że mu przeszkodziłam.
Ja sama nie chcę już nikogo widzieć ani słyszeć – ani imprezy, ani muzyki. Znów jestem sama i jest mi zimno. Bardzo zimno. O wiele bardziej, niż gdyby się po prostu zmarzło na balkonie.
Rozczarowanie i ból mają swoją cenę, która właśnie w tej sekundzie pożera wszystko, co żywe w mojej duszy.
Za to rozumiem jedno – gdyby moje serce kochało, teraz bym umarła.
Uderzam dłońmi o ścianę i wbiegam do jakiegoś pokoju. To przestronna sypialnia, panuje tu półmrok, ale przy łóżku świeci się lampa podłogowa.
Zdążę jeszcze usłyszeć głos Włada i zauważyć migający za mną cień, gdy w panice chowam się w cudzej garderobie.
Mój chłopak jest z inną, a ja wstydzę się za nich oboje.