Chapter 12
Rozdział 7, część 1
Alicja
Wychodzimy z cudzej sypialni i znów znajdujemy się pośród tańczącego tłumu, którego w mieszkaniu wyraźnie przybyło. Na pewno w ciągu ostatniej godziny ktoś do kogoś zadzwonił, ktoś przyszedł bez zaproszenia, ale młodzieży w penthousie jest jeszcze więcej i impreza ani myśli się kończyć.
Już nie boję się spotkania z Władem. Tutaj naprawdę nikt nie zwraca uwagi na innych, a teraz, gdy szok po tym, co zobaczyłam, minął, rozumiem, że nie mam nic do powiedzenia byłemu chłopakowi. Może prócz: „Żegnaj. Nie chcę o niczym pamiętać”.
Po dzisiejszym wieczorze nie będę dla niego ani dziewczyną, ani przyjaciółką, a wyjaśnianie relacji nigdy nie było moją mocną stroną. Wszystko się skończyło i powrotu nie będzie.
Ale sobie też nie chcę nic mówić. Nie rozumiem, co się ze mną dzieje i nie chcę rozumieć. Rusłan znalazł się obok i ożyłam. Przy nim jestem zupełnie inna i to wszystko, o czym jestem teraz w stanie myśleć.
Trzyma mnie za rękę i prowadzi za sobą przez tańczące pary ku wyjściu. Nie puszcza mojej dłoni, gdy wychodzimy na hol i prawie biegiem schodzimy po schodach, jakbyśmy przed kimś uciekali. Jedno piętro w dół, drugie, trzecie…
– Rusłan, czekaj! Dokąd biegniemy?
Odpowiedź nadchodzi bardzo szybko, gdy chłopak zatrzymuje się przy jednym z mieszkań, wyjmuje z kieszeni klucze i otwiera drzwi. Otwierając je przede mną, przepuszcza mnie przodem, gorąco oddychając w czubek mojej głowy.
– Wchodź, Śniegu, ja tu mieszkam. Rodziców nie ma, polecieli do Francji – mam „bardzo zżytą” rodzinkę. Jesteśmy zupełnie sami.
Rusłan zapala światło, a ja wchodzę do środka. Nie zdążę się jednak rozejrzeć, bo on znów przyciąga mnie do siebie i całuje w usta. Nie spieszy się z odrywaniem, napierając swoimi wargami na moje, i przyciska mnie do ściany. Bada mnie językiem tak śmiało, że kręci mi się w głowie.
W końcu jednak puszcza, podtrzymując mnie za ramiona, i patrzy na mnie, nie mogąc nasycić wzroku.
– Cholera, nigdy nie przyzwyczaję się do tego, jaka jesteś piękna! – mówi nagle zupełnie poważnie. – Masz teraz różowe policzki, a usta malinowe. I pachniesz cynamonem.
Tak, sama to czuję. To, że przy nim płonę dziwnym ogniem, nie czując chłodu. Ale co najważniejsze – nie czując tej zakazanej granicy, która zawsze była między nami.
– Przestań, Rusłan, zawstydzasz mnie. Po prostu piłam grzaniec.
– Ale to prawda, Alicja.
– Posłuchaj, tam w mieszkaniu zostały moje rzeczy. I Marinka Cwietkowa. Będzie mnie szukać…
– Nie będzie – mówi pewnie Rusłan i znów bierze mnie za rękę. – Chodź!
Prowadzi mnie przez przestronne mieszkanie, otwiera drzwi do nieznanej sypialni i po wejściu zapala dwa piękne kinkiety przedstawiające smocze łby. Odwracając się do mnie, unosi kąciki ust w uśmiechu, zupełnie niepodobnym do zwykłego grymasu Rusłana Mardżanowa – dla wielu jadowitego i kłującego. Teraz jego uśmiech jest szczęśliwy.
– To mój pokój, Śniegu. Nie uwierzysz, ale zawsze wiedziałem, że pewnego dnia tu przyjdziesz. Siadaj, gdzie chcesz. Zaraz wracam!
– Rusłan?
Ale on już wychodzi, gwałtownie opuszczając pokój, a potem mieszkanie, ja zaś się rozglądam. Siadając na łóżku, obejmuję dłońmi najpierw ramiona, a potem twarz, w przeciwieństwie do chłopaka wciąż nie wierząc, że znalazłam się u niego w domu. Naprawdę palą mnie i usta, i policzki, i zdecydowanie wszystko, co Mardżanowowi udało się we mnie rozpalić.
Ale dlaczego?.. Co się dzisiaj zmieniło? Dlaczego mi samej podoba się bliskość Rusłana i to, co ze mną robił?
Nie, nie potrafię myśleć. Nie chcę. Jak na jeden dzień i tak wydarzyło się zbyt wiele!
Pokój Rusłana jest duży, ze dwa razy większy od mojego, z pięknym wykończeniem i meblami. Wiem od Romki, że jest jedynym synem zamożnych rodziców, którzy niczego mu nie odmawiają. Nie dlatego, że go rozpieszczają, ale dlatego, że każde z nich ma własną karierę i życie.
Ale mnie, oczywiście, nie powinno to w ogóle obchodzić…
Nagle robi mi się nieswojo przez to, że zostałam sama w obcym mieszkaniu. Jakbym wślizgnęła się tu bez pytania. Pod wpływem tej myśli wstaję i wychodzę z sypialni. Znajduję się w przedpokoju dokładnie w momencie, gdy Rusłan wraca.
W rękach trzyma moją torebkę i płaszcz. Wchodząc do środka, widzi mnie i zamyka za sobą drzwi.
Nie wiem, jak udało mu się odnaleźć moje rzeczy w tym stosie cudzych ubrań, który utworzył się na imprezie, ale dał radę. Teraz kładzie moje rzeczy na miękkiej półce przy szafie, nie spuszczając mnie z oczu.
Mardżanow zawsze potrafił czytać w moich myślach, patrząc mi w oczy, miał w sobie dość bezczelności, nic więc dziwnego, że podchodzi bliżej i sam wypowiada wszystkie moje wątpliwości:
– Nie, Alicja, nie odchodź. Nieważne, gdzie jesteśmy. Chcę, żebyś została. Choć raz bądź sobą, Śnieżna! Obiecałaś.
Tak, obiecałam. I wydaje mi się, że naprawdę jestem gotowa zostać. Po prostu nie chcę być sama, а to dwie różne rzeczy.
I znów on domyśla się wszystkiego, bo kładzie dłoń na moim karku i nachyla się, dotykając policzka długą grzywką. Ciągnie go do mnie jak magnes, а ja mu odpowiadam. Bez strachu przed błędem odpowiadam na kolejny pocałunek, rozchylam usta i kładę dłonie na plecach Rusłana. Pozwalam mu poznawać mnie tak, jak nigdy nie pozwalałam Władowi. Bo z kimś, kogo przez długi czas uważa się za przyjaciela, trudno jest przekroczyć linię. I dlatego, że dzisiaj dzięki Rusłanowi zrozumiałem, że z Rybackim i tak nic by nam nie wyszło.
– Alicja, proszę. Nikogo i nigdy o nic nie prosiłem.
– Tak, zostanę.
Rusłan gwałtownie wciąga powietrze i puszcza mnie, by przykucnąć i rozwiązać sznurówki moich butów. Sam mi je zdejmuje, zrzuca swoje trampki i wstaje.
– Twoja przyjaciółka Cwietkowa wyjdzie stamtąd z Denisem. Znam Woronca i powiedziałem mu, żeby odprowadził Marinkę, bo inaczej pożałuje.
– I posłuchał cię? – uśmiecham się zdziwiona. Wciąż nie przywykłam do widoku poważnego Rusłana.
– Jestem pewien. Obiecałem Danowi, że wybije mu wszystkie zęby, jeśli zmieni zdanie. A on nie jest z tych, którzy ryzykownaliby lansowanie się przed dziewczynami ze sztuczną szczęką
Rusłan nagle sam się śmieje i przyznaje:
– Wydaje mi się, Śniegu, że po prostu zdębiał przez moją bezczelność! Ale odprowadzi Cwietkową, nie martw się! Jestem młodszy, ale potrafię być bardzo mściwy! Nawet Woron nie zaryzykuje kłótni ze mną. Twoja przyjaciółka, nawiasem mówiąc, też go o tym uprzedziła.
– Marinka? Więc ona wie?
– Że wyszłaś ze mną? – Rusłan rozumie to, co niedopowiedziane, i ani trochę się nie peszy. – Oczywiście. Śnieżna, wszyscy w szkole wiedzieli, na czyim punkcie mam bzika, prócz ciebie i twojego brata. Cwietkowa nie jest wyjątkiem. Ale mogę to powtórzyć wszystkim jeszcze raz, jeśli chcesz.
Ten chłopak o jagodowych oczach ma w sobie dość determinacji, by powiedzieć cokolwiek i komukolwiek. Akurat w to ani trochę nie wątpię, więc kręcę głową.
– Nie chcę, Rusłan. Masz rację, już dawno nie jesteśmy dziećmi. Ale o uczuciach dzisiaj nie trzeba, dobrze? – kładę dłoń na jego piersi i powoli przesuwam ją ku jego ramieniu, śledząc rękę wzrokiem i czując pod tkaniną koszuli jego gorące ciało. Dopiero potem znów podnoszę wzrok. – Nie wierzę już w wyznania i piękne słowa. Nic nie znaczą.
– Kto ci nagadał takich bzdur? – oburza się Rusłan. – Sto razy mówiłem, że cię kocham!
– Kochasz? Rybacki też dzisiaj mówił, że kocha. Ale czy ty sam nie byłbyś teraz z inną dziewczyną, gdybym nie przyszła? A kiedy nie przychodziłam, czy nie byłeś?
Oboje znamy odpowiedź i Rusłan milczy. Ale to nie oznacza, że pożądanie, które zbliżyło nas w cudzej sypialni, wygasło. Nie wygasło, a ja wciąż chcę czuć jego bliskość i usta. Chcę. Udało mu się obudzić we mnie coś, czego okazało się tak dużo, że nie potrafię tego w sobie zatrzymać.
Sama wspinam się na palce i lgnę do chłopaka. Całuję go, zatrzymując swoje usta na jego.
– Wiem, że nie jesteś mi obojętny, Mardżanow, inaczej byś za mną nie poszedł. Ale proszę, nie mów o miłości. Dzisiaj zobaczyłam ją w całej okazałości. I nie, nie jesteś zastępstwem za Włada, jesteś wyjątkowy, dlatego tu jestem. To pewnie wina wina, które wypiłam, i stresu – wyznaję niespodziewanie – ale ty też mi się bardzo podobasz. Zmęczyło mnie odpychanie ciebie, Rusłan…
– Alicja.
– To uczciwe.
Nigdy nie całowałam się tak zawrotnie i długo. Zanurzyłam się w tym pocałunku całą sobą, tak że nawet nie zauważyłam, kiedy znów znalazłam się w sypialni chłopaka. Nie spieszymy się, ale i nie zwlekamy. Wszystko toczy się tak, jak powinno, gdy dwoje ludzi nie ma już wątpliwości. Czuję to, bo pożądanie nie mija, a my wciąż poznajemy się nawzajem ustami i dłońmi. Wciąż spotykamy się wzrokiem w półmroku cichej sypialni Rusłana, gdzie ledwie dosłyszalnie docierają dźwięki imprezy, a te spojrzenia są wymowniejsze niż jakiekolwiek słowa.
Rusłan zdejmuje ze mnie sweter i zrzuca z siebie koszulę. Jest szczuplejszy od Włada i nie tak umięśniony, ale za to zwinniejszy i bardziej gibki. Jego silne ręce z łatwością unoszą mnie, by położyć na łóżku. Siadając nade mną tak, by kolanami oprzeć się po obu stronach moich nóg, zdejmuje ze mnie spódniczkę, a potem rajstopy.
– Zawsze wszystkich rozbierasz? – patrzę w jego skupioną twarz, zapamiętując go takim. Czuję, jak z emocji tętno mi przyspiesza.
Mardżanow to przystojny chłopak, same oczy i zuchwała linia kości policzkowych robią wrażenie; nie bez powodu dziewczyny się za nim oglądają. Gdyby był miły – łamałby serca seryjnie. Ale on wcale nie jest miły, wręcz przeciwnie, i wielu kaleczy się o jego drwiący uśmieszek. A jednak wierzę, że właśnie teraz jest prawdziwy.
– Nie. – Nagle marszczy brwi z zakłopotaniem. – Właściwie to nigdy.
– Przepraszam, to było głupie pytanie. Chyba trochę się denerwuję.
– Po co? Przecież już „widziałem” cię dłońmi, Śniegu. A ty? – Rusłan oddaje pytanie. – To znaczy, czy on cię… – zacina się, ale i tak wiadomo, o kogo chodzi.
– Nie – odpowiadam. – Nigdy.
Nie wiem, czy Rusłan rozumie, co mam na myśli, ale nie pyta o nic więcej. Wstaje z łóżka, rozpina pasek i zdejmuje spodnie. Wraca do mnie w samych bokserkach.
– Zimno ci?
– Trochę.
– A tak? – kładzie się obok i przykrywa nas kołdrą. Zawisając nade mną z boku, przyciska się do mnie klatką piersiową.
– Nie.
– Chcesz, żebym zawsze cię ogrzewał, Alicja? Tylko powiedz.
Oddech na moich ustach jest ciepły i łapczywy. Sypie między nami gorącymi iskrami i obiecuje, że nie zgaśnie. Co innego mogłabym odpowiedzieć?
– Chcę.
Jego dłoń gładzi moją talię i wsuwa się pod plecy, a moja wędruje na jego ramię. Lubię jego ramiona, są męskie, szerokie, z piękną rzeźbą, i nie skłamałam, wyznając, że on sam mi się podoba.
Chwyta moje usta swoimi i puszcza, jakby sprawdzał ich miękkość. Powtarza tę pieszczotę, wciąż patrząc mi w twarz. I dopiero gdy zamykam oczy, znów przywiera do mnie, wywracając mnie tym pocałunkiem na drugą stronę. Pieści językiem podniebienie, przesuwając dłoń ku uniesionej piersi.
Wciąż mam na sobie biustonosz i bikini. Niewiele zakrywają, a jednak sama pewnie nie odważyłabym się ich zdjąć. Choć, kto wie… teraz wszystko jest możliwe. Ale sądząc po tym, co Rusłan robił ze mną w tamtej garderobie, starczy mu śmiałości, by pójść dalej za nas dwoje. I ledwie o tym myślę, gorący szept uderza w moje ucho:
– Śniegu, zdejmijmy to? Sam rozepnę, po prostu nie chcę, żebyś miała wątpliwości.
– Dobrze.
– Boże, Alicja! – Rusłan uśmiecha się, błyskając brązowymi oczami i lekko łaskocząc oddechem moje usta. – Wciąż nie wierzę, że to mówisz!
Ja też się uśmiecham. Długa grzywka chłopaka muska mój policzek i jest to osobny rodzaj pieszczoty, odcinający nas od świata. Podobnie jak ostrożna delikatność jego palców, od której po ciele przebiegają dreszcze, a oddech więźnie w gardle.
Rusłan zdejmuje ze mnie biustonosz i gładzi pierś, schodząc do mojej twarzy z pocałunkiem. Całuje podbródek, szyję, zsuwając kołdrę niżej. Przesuwa ustami po obojczykach i unosi się, by na mnie spojrzeć.
W pokoju jest półmrok, ale oczy przywykły do tego światła. Leżę otwarta na jego spojrzenie, patrząc na niego tak samo łagodnie, jak on na mnie. W mojej głowie kłębi się teraz mnóstwo różnych myśli, ale najważniejsza z nich to ta: rozumiem, dokąd zmierzamy, i nie chcę się zatrzymywać.
Pewnie mężczyzna nie musi być dorosły, by być uważnym – taka myśl kołacze mi się w świadomości i zostaje tam, zapisując się jako fakt o tym pierwszym zbliżeniu, bo dłoń chłopaka przesuwa się po mojej skórze niezwykle delikatnie.
– Boże, Śniegu, jesteś taka idealna… Narysowałbym cię, gdybym potrafił. Chcesz, bym ci się do czegoś przyznał?.. Próbowałem cię narysować, ale mi nie wyszło. Mam tylko twoje zdjęcia – jeszcze w szkole podkradałem je z laptopa Romki. Sama nigdy byś mi ich nie dała.
Z poważną miną gładzi moją pierś, skupiając na tym wzrok. Unosi rzęsy – są tak samo ciemne i jagodowe jak jego oczy.
– Myślisz, że wszystkim opowiadam podobne bzdury? – pyta nieco cierpko. – Gadam jak ostatni głupiec, zamiast zająć się seksem, robię z siebie idiotę?
– Nie – ledwie potrząsam głową. – Tak nie myślę.
– Alicja, zwykle w tym momencie jest już po wszystkim, rozumiesz? Gadam, jasne, ale to nic nie znaczy. A teraz nawet boję się zaczynać. Mam wrażenie, że potem po prostu odejdziesz. A ja tego nie chcę.
– Mogę zostać do rana, jeśli chcesz. – Nie wiem, dlaczego to mówię. Usta Rusłana są tak blisko, że nie potrafię myśleć o niczym innym.
– Chcę, Śnieżna. Zostań!
Znów się całujemy, a dłonie schodzą niżej. Nie tylko dłonie Rusłana, ale i moje. Ufam mu, a to wystarczy, by pozwolić mu dotykać się tam, gdzie chce. I tak, jak chce.
Bikini zsuwa się z nóg, a zaraz potem bokserki chłopaka giną gdzieś w pościeli. Wrażenie nagiego męskiego ciała obok jest niezwykle intensywne. Zastygam, gdy podniecony członek Rusłana napiera na moje udo, a on sam wstrzymuje oddech od tego tarcia.
– Alicja…
Pochylając głowę, całuje moją szyję, pieści mnie palcami. Przestaje mówić, pozwalając nam po prostu czuć, zmuszając do szybkiego oddechu i zamknięcia oczu, bo dół brzucha dosłownie płonie od tej szczerej pieszczoty. Moje kolana same się rozchylają, a ja czuję, jak biodra Rusłana spoczywają na moich.
Ale jest jeszcze za wcześnie na to, czego on pragnie, więc sprawia, że szczytuję. Nie pozwala mi skryć się w zawstydzeniu i nie zabiera palców, gdy dociera do mnie, że nie zdołałam się powstrzymać. Unosząc głowę, chwyta moje usta swoimi… Znów… Zmuszając, bym spojrzała mu w oczy.
Trzyma nasze usta otwarte, mieszając oddechy, gdy pomaga sobie wejść we mnie. Napiera gwałtowniej, niż zamierzał, i natychmiast wyrzucając z siebie: „Przepraszam!”, całuje mnie. Zaciskając palce na moim pośladku, niemal boleśnie unosi mnie ku sobie. Próbuje się powstrzymać, ale nic z tego nie wychodzi. I znów słyszę ten winny, pełen rezygnacji szept:
– Przepraszam… Cholera, Śniegu, nie mogę! Tak bardzo cię chcę! Proszę, powiedz, że cię nie boli.
– Nie. Tylko odrobinę. Ale to na pewno nie jest śmiertelne, przecież wiesz.
– Nie wybaczysz mi?
Uśmiecham się i obejmuję Rusłana za szyję, przytulając się mocniej.
– Głuptas. Wszystko jest cudownie! Jesteś bardzo delikatny, mówię ci to jako starsza.
Mardżanow nawet teraz potrafi parsknąć w swój charakterystyczny sposób. Z właściwym mu, pewnym siebie śmiechem.
– Alicka, jaka starsza?.. Jesteś dla mnie jak przedszkole! Ciebie trzeba jeszcze wszystkiego uczyć i chronić, ale dam radę, wierzysz mi?
Nachyla się nade mną, ostrożnie napierając biodrami, obejmuje mnie pod plecami, a ja wbijam palce w jego ramiona.
– Tak.
W tej chwili naprawdę w to wierzę.