SOVABOO

Kruche serce

Ch. 13: Rozdział 7, część 2

Chapter 13

Rozdział 7, część 2

***
Leżymy objęci dość długo, wciąż przyzwyczajając się do swojej nagości i słuchając dźwięków imprezy, z której uciekliśmy.

Najpierw milczymy, ale z Mardżanowem nie da się milczeć długo. Zastanawiam się, które z nas to większe „przedszkole”, gdy on zaczyna dokazywać: wślizguje się pod kołdrę i podgryza mnie w miękkie miejsca, wywołując śmiech i nowe fale gorących dreszczy. Nie puszcza mnie, cały czas dotyka, nie pozwalając, by między nami stanęło skrępowanie, za co jestem mu wdzięczna.

– Zaraz się rozpuścisz, Śniegu! Znam jedno miejsce, bardzo smakowite…

– Nie, nawet o tym nie myśl, Rusłan! Aj, to łaskocze!

– Mówią, że dziewczyny mają pod kolanem strefę erogenną. Chcę to sprawdzić!

– Nic tam nie ma! – śmieję się pod wpływem jego zwinnych dłoni i delikatnych ugryzień. – Przestań, proszę!

– Jest! Seksuolodzy by nie kłamali. Taka strefa jest też na nadgarstkach, dlatego wampiry tak uwielbiają je gryźć!

– Mardżanow, nie wiedziałam, że interesujesz się paranormalną seksuologią! Od dawna?

– Tylko od strony praktycznej. Gdzieś od trzynastego roku życia! Odkąd zacząłem robić wszystko, żeby ci się spodobać.

Doskonale pamiętam nasze wspólne dzieciństwo i szkołę, więc oczywiście udaję żartobliwe zdziwienie:

– Mi? Nie zmyślaj! Mając czternaście lat, nie myślałam o niczym takim! A ty byłeś po prostu nieznośnym chłopakiem, który mi dokuczał, przezywał „Śniegiem” i „Zimnym sercem”. To było takie przykre!

Rusłan nagle zamiera, wtknąwszy nos w moje udo. Przesuwa językiem po gołej skórze w górę, aż do samego załamania w dole brzucha. Znów milknę.

– Masz ślady krwi, Śniegu – słyszę cichy głos.

– Tak? Muszę iść pod prysznic.

– Mogę je zlizać.

– Oszalałeś?! – Ale palce chłopaka kurczowo trzymają moje uda i rozumiem: on nie żartuje.

– Nie trzeba tego.

– Alis?

– Co?

Rusłan podnosi głowę, a potem sam siada obok. Patrzy na mnie przez grzywkę, która opadła mu na oczy.

– Wyjdź za mnie.

Zamurowało mnie po tej propozycji. Też się podnoszę, ale po to, by wstać z łóżka. Nie mam się czym zasłonić, więc stoję naga, obejmując się za łokcie.

Wstyd zniknął – widział już wszystko, co chciał.

– Rusłan, to nie średniowiecze, żebyś się ze mną żenił tylko dlatego, że odebrałeś mi dziewictwo w wieku osiemnastu lat.

– A co to ma do rzeczy?

– A co ma?

– Wszystko, Alicja! Prosiłaś, żeby nie mówić o uczuciach, ale jeśli zdejmiesz ten zakaz, то powiem!

On też wstaje, a ja podnoszę głowę, odwracając się do niego.

Co powiesz? My nawet ze sobą nie chodzimy, Mardżanow. Skąd wiesz, że będziesz chciał ze mną być?

– Wiem – słyszę twardą odpowiedź.

– A ja? Czy ja to wiem?

Rusłan milczy. Bo i co ma powiedzieć? To moje życie i moje myśli, nad którymi nie ma władzy. Gdyby na moim miejscu była inna dziewczyna, zdołałby ją przekonać do wszystkiego. Ale przed nim stoję ja, a my zbyt dobrze się znamy, by teraz grać.

– Powiedziałaś, że mi się podobasz.

– To prawda. Podobasz mi się.

– Pokochasz mnie, Śniegu. Zobaczysz!

– Możliwe – nawet nie próbuję zaprzeczać, przyglądając mu się. Jego kości policzkowe są bardzo męskie i zuchwałe, jakby brzydził się jakimkolwiek spokojem. Oczy ma ciemne i mądre, a elokwencję – bezgraniczną. W kimś takim łatwo się zakochać, jeśli straci się głowę. O kogoś takiego łatwo się rozbić, jeśli wpuści się go do serca. Przytakuję więc:

– Nawet na pewno cię pokocham, Rusłan. Ale ty przestaniesz mnie kochać.

On znów parska, z pewnością siebie odrzucając moje słowa.

– Bzdura! Nigdy! Niby dlaczego? Tylko ciebie potrzebuję, wiem to na pewno!

 

To wyznanie powinno nas wprawić w zakłopotanie, ale noc pomaga nam obojgu być odważnymi.

– Znudzę ci się. Zmęczysz się mną. Przecież jestem taka porządna, pamiętasz? W pewnym momencie się pokłócimy, a ty będziesz chciał odwrócić uwagę albo zrobić mi na złość – uśmiecham się smutno, przypominając sobie słowa, które kiedyś wypowiedział. – Skoro masz uczucia i wiesz to na pewno, to dlaczego były inne?

Odpowiada bez namysłu, jakby to było dla niego jasne jak słońce.

– Bo one nic nie znaczyły, a ty byłaś zajęta swoim koksem. Jedno nie przeszkadzało drugiemu.

Wzruszam ramionami, odgarniając włosy z policzka.

– Szczera odpowiedź, Mardżanow. Świetny będzie z ciebie mąż. I wymówka taka, że nie ma się do czego przyczepić. Co więc powstrzyma cię w przyszłości przed takim samym myśleniem?

Nie obrażam się na niego, wręcz przeciwnie. On jednak mruży brwi, zdając sobie sprawę, jak jego słowa zabrzmiały dla mnie.

– Cholera, Alicja… Jestem idiotą! Nie to chciałem powiedzieć! Po prostu nie byliśmy razem, rozumiesz?

– Tak, Rusłan.

– A twój Rybacki? Czym okazał się lepszy? Ja przynajmniej nic ci nie obiecywałem i nie zdradziłem cię z inną dziewczyną!

Głos Rusłana brzmi uparcie, ale w jednym ma rację.

– On nie jest już mój. I nie chcę o nim rozmawiać.

Odwracam się, by znaleźć swoje ubrania, ale Mardżanow nagle, bez słowa, przyciąga mnie do siebie. Obejmuje mnie od tyłu, jakby bał się, że się obraziłam, ale tak nie jest.

– Śnieżna, zdejmij zakaz – prosi. – Postaram się nie wyjść na kretyna. Chcę ci powiedzieć.

– Lepiej powiedz mi coś innego.

– Co chcesz wiedzieć?

Nie wiem, dlaczego tego potrzebuję. Może coś w mojej duszy domaga się odpowiedzi. A może wciąż porównuję ich z Władem…

– Powiedz, Rusłan, gdybyśmy planowali wspólne życie… powiedzmy, na kilka dni lub tygodni. Wyobraź sobie, że mamy trochę pieniędzy, ale nie mamy stałej pracy, a w rubryce wydatków zapisałabym słowo „apteka”. O czym byś pomyślał?

Czuję, jak Rusłan się napina.

– Coś cię boli?

– E-m, nie, nic. Po prostu…

– Alicja, czekaj – odwraca mnie twarzą do siebie. – Dlaczego o to zapytałaś? Czy jednak sprawiłem ci ból?

Na chwilę spuszczam wzrok.

– Nie, ja… Nieważne. To tylko nudny i głupi test, żeby odwrócić twoją uwagę.

– Jasne. – Rusłan wypuszcza powietrze, wciąż na mnie patrząc. – Pomyślałbym, Alicja, że nie wiem o tobie wszystkiego, a ty nie chcesz mi powiedzieć.

Cóż, znów ma rację i nagle czuję ochotę, by mu podziękować, choć tylko ja wiem, za co.

Kładę dłoń na jego policzku. Przysuwam się do jego gorącej piersi, podnoszę głowę, a on natychmiast nachyla się, by spotkać moje usta. Przesuwa dłońmi po moich nagich pośladkach, ogrzewając je.

– Nie, jednak jestem kretynem! – przeklina pod nosem, przerywając pocałunek. – Zmarzłaś.

– Nic nie szkodzi. Jeśli pokażesz mi, gdzie jest łazienka i pożyczysz koszulę, to się ogrzeję, obiecuję!

– Już!

Rusłan daje mi nie tylko koszulę, ale też swój frotowy szlafrok i skarpetki. Sam wkłada spodnie i koszulkę, po czym pokazuje mi, gdzie jest prysznic. Nie wychodzi od razu i muszę go ze śmiechem wypchnąć siłą.

Kiedy chwilę później wychodzę z łazienki, ciągnie mnie do pięknej, dużej kuchni, żeby zaparzyć mi herbatę.

Zmyłam makijaż i zaplotłam włosy w warkocz, ale on tego nie zauważa. Opowiadając coś o Romce i przyjaciołach, robi najlepsze na świecie tosty z serem i szynką. A może tylko tak mi się wydaje, bo chcę zapamiętać tę noc i tego chłopaka. Wyciąga na stół połowę zawartości lodówki, a kiedy śmieję się: „Po co, Rusłan?”, tylko wzrusza ramionami.

– A nuż nie powiesz, na co masz ochotę, a ja się nie domyślę?

Nie nudzimy się ze sobą, a noc mija szybko. Wład dzwonił chyba ze dwadzieścia razy, więc blokuję jego numer, a Romce odpisuję na wiadomości, że mam życie prywatne i będę rano. I jeśli brat dziwi się takiej odpowiedzi na jego sześć SMS-ów, to zostawia pytania na jutro i więcej nie pisze. A my z Rusłanem znów lądujemy w sypialni, znów sami.

– Śniegu, jeśli będziesz ze mną, nie będzie innych. Nikogo nie będzie.

– Wyobrażam sobie, jak zmartwią się twoi koledzy i koleżanki.

– Żartujesz, Alicja? Mówię poważnie.

– Żartuję. Ale nie wiem, co powiedzieć, Rusłan. Jutro wszystko może wyglądać inaczej dla nas obojga.

– Nie dla mnie.

– I dlaczego mam wrażenie, że dla ciebie wszystko jest jeszcze przed tobą?

– Mówisz teraz jak moja matka – Rusłan krzywi się z uśmiechem i naśladuje głos nieznanej mi kobiety: – Rusik, ty gnojku, spróbuj tylko coś nabroić, a ja z ojcem skręcimy ci kark! Pamiętaj o naszych planach! A w tych planach, Śniegu, jest tylko biznes i okładkowe zdjęcie sukcesu z magazynu „Forbes”. Niedobrze się robi!

– I ślub ukochanego syna nie wcześniej niż za dziesięć lat.

– Chrzanić to, Alicja! Sam będę decydował, słyszysz?

Trudno dziewiętnastolatce wytłumaczyć osiemnastolatkowi, że w życiu wszystko jest o wiele trudniejsze, niż się wydaje. Teraz sama nie wiem, czego chcę od jutra. Łatwiej jest odpowiadać na pocałunki Rusłana i o niczym nie myśleć…

Zupełnie… Całkiem…

– Kocham cię, Śniegu.