Chapter 14
Rozdział 8, część 1
Zasnęliśmy nad ranem, a kiedy się budzimy i widzę godzinę na ściennym zegarze, jako pierwsza siadam na łóżku, wyplątując się z objęć Rusłana.
– O Boże! Już prawie dwunasta w południe! – dziwię się, odgarniając z twarzy splątane włosy. – Muszę lecieć!
– Śniegu, dokąd pędzisz? – mruczy Rusłan głosem chrypliwym od snu i znów łapie mnie za talię, przyciągając do siebie. – Jeszcze wcześnie. Poleż ze mną.
– Wcześnie? No coś ty, jest środek dnia! – ponownie wyrywam się z rąk chłopaka, ale nie jest to wcale proste. – Rusłan, puść. Obiecałam rodzicom, że będę na działce o czwartej, przywiozę owoce i pomogę przygotować kolację. Przecież dziś wieczorem jest Sylwester, a ja nawet nie byłam jeszcze w domu!
Zasłony w sypialni nie są do końca zaciągnięte i światło dzienne dobrze oświetla pokój, ale nie mam czasu na skrępowanie, gdy odrzucam róg kołdry i znajduję w nogach swoje bikini. Włożywszy je, przechodzę nad nogami chłopaka i ubieram się. Pewnie tak samo pośpiesznie, jak ubierały się w tej sypialni inne dziewczyny.
Rusłan siada na łóżku i przeciera twarz dłońmi. Odgarnąwszy grzywkę z czoła, wkłada bokserki, a po nich spodnie.
– Masz, trzymaj – podaje mi rajstopy, których na próżno szukam, założywszy już górną część bielizny.
– Ojej, dziękuję.
– Alicja? Wszystko w porządku? – pyta nieco zmieszany, zauważywszy na mojej jasnej skórze ślady po swoich pocałunkach.
Wygląda na to, że w nocy nieco za bardzo zaangażowaliśmy się w poszukiwanie stref erogennych. Ja też na sekundę zamieram, widząc swoje odbicie w lustrze przesuwnej szafy.
– Tak, wszystko w porządku. Ale chyba lepiej będzie zakryć szyję, żeby rodzice nie zobaczyli. Jakoś tak głupio...
– Dam ci swój szalik.
– Oddam go!
– Nie trzeba...
Rusłan też wstaje i naciąga koszulkę. Pomaga mi zapiąć spódnicę w talii, choć go o to nie proszę.
– Nie jesteś głodna, Alicja? Ja jestem głodny jak wilk! – przyznaje. – Chcesz, zrobię gorące latte? Wiem, że lubisz, a my nie mamy ekspresu, tylko prawdziwą bestię! Twojego brata nie da się od niego odciągnąć, kiedy tu bywa. Chcesz?
– Nie, dziękuję, Rusłan. Lepiej już pójdę.
Wkładam sweter, wygładzam włosy i wychodzę z sypialni do przedpokoju. Mardżanow idzie za mną. Patrzy, jak się ubieram, podaje szalik, a potem sam naciąga trampki i kurtkę.
– Nie musisz mnie odprowadzać – mówię, rozumiejąc, że zamierza wyjść na zewnątrz. – Jest dzień, trafię. To blisko!
– Nie, odprowadzę cię!
W nocy łatwiej było być sobą. Nawet przy świetle lampy w kuchni rozmowa kleiła się prościej, a teraz milczymy. Nie, nie wstydzimy się, zwłaszcza Rusłan, po prostu pamięć przywróciła wydarzeniom ich właściwą jaskrawość. Przypomniał się Rybacki, wczorajszy wieczór, garderoba... I teraz trochę niezręcznie patrzeć na chłopaka w windzie i na ulicy, pamiętając, co robiliśmy i co mówił.
O czym on myśli – nie wiem.
Do mojego domu są tylko dwa przystanki albo dwadzieścia minut pieszo, ale oboje jesteśmy bez czapek, a śniegu przez noc na ulicach znacznie przybyło, więc jedziemy autobusem i razem idziemy pod kamienicę.
– Może już wrócisz? – pytam, gdy do klatki zostaje zaledwie dziesięć kroków i jest jasne, że nic mi się nie stanie. – Prawie jestem na miejscu.
– Jeszcze nie. Nie śpieszę się. Alicja?
– Tak?
– Zadzwonisz do mnie?
Zatrzymujemy się przy schodach do klatki i odwracamy ku sobie, stając bliżej. Podnosimy twarze i spotykamy się wzrokiem, bo inaczej nie uda nam się rozstać. I dlatego, że uczucia, choć przycichły w świetle dnia, wcale nie ostygły ani nie zniknęły. Widzę je wyraźnie w ciemnych, atramentowych oczach Rusłana.
– Ja...
Ale nie zdążę odpowiedzieć.
Trzask!
Drzwi klatki rozwierają się z impetem i z domu wypada Romka w samych spodniach i rozpiętej na nagiej piersi bluzie. Nie witając się ani ze mną, ani z przyjacielem, rzuca się na Rusłana i od razu uderza go pięścią w twarz, posyłając na śnieg.
– Ty draniu! Jesteś ostatnim draniem, Mardżanow! – rzuca ze złością przez zęby, wciąż zaciskając pięści. – Nigdy ci tego nie wybaczę! Jak mogłeś? A mieniłeś się przyjacielem! Mało ci dziewczyn? To moja siostra!
Brat jest tak wściekły, że zamierza znów uderzyć Rusłana, ale nie pozwalam mu na to, wpadając na niego z boku.
– Romka, stój! Oszalałeś?! Przestań!
Wczepiam się w jego łokieć, ale brat niemal z obrzydzeniem zrzuca moją rękę, odwracając się.
– A ty, Aliska? Co z tobą, mózg straciłaś?! Znalazłaś sobie z kim się zadawać! Jemu wszystko jedno kto – ty czy inna, ty akurat powinnaś to wiedzieć! Jakie życie prywatne? Z kim, z nim?! Nie rozśmieszaj mnie!
– Cholera... Jesteś idiotą, Śnieżny – Rusłan podnosi się z ziemi, wycierając twarz śniegiem. – To nie tak.
Ale znów dostaje od Romki cios w kość policzkową.
– Zamknij się! Spadaj, Mardżanow! Nie chcę cię znać! Ufałem ci, a ty zrobiłeś z mojej siostry kolejną spódniczkę! Kiedy przyprowadzałeś swoją Lejlę do towarzystwa, nawet nie spojrzałem na twoją kuzynkę, choć sama się na mnie wieszała! A wszystko dlatego, że uważałem cię za przyjaciela. Przyjaciela, do cholery! Ale to koniec! Wynoś się stąd, zanim cię zabiję!
Rusłan znów wstaje, ale nie odchodzi. Staram się utrzymać Romkę, bo między chłopakami aż iskrzy od możliwej bójki. Teraz i ramiona Rusłana napięły się groźnie.
– Dla mnie Alicja nie jest kolejną spódniczkę ani zabawką, jasne?! – syczy w odpowiedzi Mardżanow. – Zaryzykuj zdrowie, Śnieżny, a tym razem dostaniesz ode mnie! Mam uczucia do twojej siostry!
– Czujesz? Ha! – Romka rży ze złością. – Dobre sobie! Dlaczego nie wiedziałem o tym dwa dni temu, kiedy pieprzyłeś Maśkę w akademiku u Igora i prosiłeś, żeby wam nie przeszkadzać?
– Zamknij się!
– A co, nie było tak?!
– Było – rzuca Rusłan niemal z rezygnacją do mojego brata i patrzy na mnie. – Ale wtedy jeszcze nie byłaś ze mną, Alis...
Jeszcze wczoraj byłam z Władem i przez minioną noc wiele się między nami zmieniło, ale przecież nie opowiem o wszystkim Romce. Niemniej wyznanie Rusłana i tak odbija się w moim sercu bolesnym echem.
– Aliska, nienawidzę cię! – wypala nagle Romka, zauważywszy ślady na mojej szyi. – Dałaś się złapać jak ostatnia idiotka! Czy ty naprawdę z nim spałaś?
Dlaczego brzmi to tak upokarzająco, że aż bledną mi policzki?
– Nie twój interes! – ucinam chłodno, poprawiając szalik. – To ty pierwszy mieszasz mnie teraz z błotem, ogłaszając to wszystkim sąsiadom. Czy to ci wszystko jedno?
– Martwiłem się o ciebie! I nawiasem mówiąc, nie tylko ja, ale i ten twój głupek Rybacki! Podczas gdy ty...
– Milcz! On nie jest już mój. Zostaw Rusłana w spokoju i chodźmy do domu, Roma – mówię tonem starszej siostry. – Naszym rodzicom tylko plotek o waszej bójce brakowało!
– Alicja, zadzwoń! – prosi uparcie Mardżanow, stojąc z podbitym okiem i rozbitą wargą, gdy patrzę na niego krótko i odwracam się do klatki.
Wiem, że mógłby oddać Romce, ale tego nie robi. Za to brat demonstruje dziś rzadki idiotyzm w pełnej krasie. Ze słowami:
– Chyba śnisz! Gówno tam zadzwoni! – wyrywa mi torebkę, wyjmuje z niej telefon i z rozmachem cisną go tak daleko, że tracę lecący gadżet z oczu.
– Stój! Co ty... Całkiem zgłupiałeś, Romka? – łapię brata za rękę, ale za późno. – Przecież go w tym śniegu nie znajdę!
– Za to do nikogo nie będziesz dzwonić! – słyszę pełną satysfakcji odpowiedź. – A ja nie będę musiał się za ciebie wstydzić!
Nie wiem, czy spoliczkowanie studzi Romkę, ale to pierwszy raz w życiu, kiedy uderzyłam brata. Mam gdzieś sąsiadów. To boli, gdy dla bliskich osób okazujesz się niewarta szacunku.
Nie idę szukać komórki, dość już upokorzeń! I tak w puszystym śniegu jej nie znajdę. Wyrywam bratu torebkę, odwracam się i wchodzę do domu, nie pozwalając sobie na płacz ani na spojrzenie w stronę chłopaków.
Kiedy pół godziny później Romka otwiera drzwi do mojego pokoju i staje w progu, a ja szykuję się do rodziców – po prysznicu i przebraniu się w dżersejową sukienkę zakrywającą szyję i ramiona – powtarzam sobie w myśli, że nie chcę z nim rozmawiać.
Nie chcę.
– Alicja...
Mimo to nie wytrzymuję:
– Idiota! Nie miałeś prawa ani wtrącać się w moje życie, ani dotykać moich rzeczy!
– Miałem. Odpowiadam za ciebie przed rodzicami.
– Ty odpowiadasz?
– Oczywiście. Jestem twoim bratem i mężczyzną!
– To dlaczego telefon, który wyrzuciłeś, „mężczyzno”, kupiłam sobie sama? Podczas gdy ty – nawet na własne majtki nie zarobiłeś!
– Alicja...
Ale to prawda i on o tym wie. A ja dodaję:
– Niczego nie żałuję, rozumiesz? Reszta to nie twój interes. Pakuję rzeczy i wyjeżdżam do rodziców — aż do Trzech Króli, nie chcę cię widzieć i nie chcę, żebyś musiał się za mnie wstydzić. Możesz dalej wmawiać sobie, że nie jesteś taki jak Rusłan. Jestem pewna, że świetnie przywitasz Nowy Rok z jakąś godną ciebie „spódniczką”!