SOVABOO

Kruche serce

Ch. 7: Rozdział 4, część 2

Rozdział 4, część 2

Chapter 7/34 · Page 2 of 219%

Mimo wszystko trudno mi rozmawiać o takich rzeczach z przyjacielem brata. Patrzę przez szybę na dom przed nami.

– Rusłan, mógłbyś nie mówić tak brutalnie?

– A jak inaczej to nazwać? Gdybyś widziała was z boku. Ten palant niemal się na ciebie ślinił, tak na ciebie nachodził, żeby cię zdobyć! Odejdź z tej szkoły, Śnieżna. Jeśli przystawia się do ciebie nie pierwszy raz, to prędzej czy później adrenalina i urażona duma popchną go do zrobienia ci krzywdy. Możesz znaleźć się w sytuacji, gdy nikt nie przyjdzie ci z pomocą. Po prostu ucz się czytać sygnały i reaguj pierwsza. To zawsze działa.

– Skąd wiesz? – Znów się odwróciłam. W czarne oczy Mardżanowa trudno nie patrzeć – są jak otchłań, na dnie której tli się ogień. Zwłaszcza gdy jesteśmy sami. – Ty też nie dajesz mi spokoju.

– Ze mną to zupełnie inna sprawa – Rusłan nie odwraca wzroku.

– Tak ci się tylko wydaje.

Ręka Rusłana opada z kierownicy i ląduje na oparciu mojego fotela, tuż pod zagłówkiem. On sam przysuwa się bliżej.

– To znaczy, że brzydzę cię tak samo jak ten palant? – pyta władczo, ale głucho. – Czy ja cię choć raz zapędziłem w kozi róg, Alicja? Wciąż cierpliwie czekam.

– Czekasz na co? Na miłość boską, Mardżanow.

– Na to, że będziesz ze mną, to oczywiste!

– Oczywiste?!

No i proszę, znów wróciliśmy do naszego odwiecznego sporu.

– Jeszcze powiedz, że jesteś po uszy zakochana w tym swoim narcyzie koksowniku. W tej tępej Rybie!

Odwracam wzrok. Zna mnie zbyt dobrze.

– Tego, czego potrzebujesz, Śnieżna, u niego nie znajdziesz – słyszę zirytowany, uparty głos. – Tylko ja wiem, czego chcesz. Mam powiedzieć?

– Powiedz. Może się mylisz.

– Ciepła. Znam cię. I ja ci to dam.

Kiedy słyszy się prawdę, trudno udawać, że jest inaczej. Choć sama do końca nie wiem, czego chcę.

– Być może. Ale nie dasz go tylko mnie, prawda? – odpowiadam cicho. – Rozdasz go hojnie wszystkim, a ja tego nie zniosę. A co będzie potem? Będziesz jak ten Maksym szukać przygód w swoim nudnym życiu?

– Nie znasz mnie, Śniegu.

– Znam cię, o to właśnie chodzi.

Biorę plecak leżący u moich stóp i otwieram drzwi. Stawiając nogę na asfalcie, spoglądam na chłopaka. On wciąż na mnie patrzy, a ja czuję, że muszę to powiedzieć:

– Rusłan, nie jestem celem. Twój zapał minie i nic nie zostanie.

– Naprawdę nic?

– Nie, nie całkiem. Zostanie moja wdzięczność za dzisiejszy dzień i… za zupę. Romka ma z tobą szczęście, ja też. Po prostu wciąż nie mogę przywyknąć do tego, że dorosłeś.

Chapter 7 / 34 · Page 2 of 2