SOVABOO

Kruche serce

Ch. 8: Rozdział 5, część 1

Chapter 8

Rozdział 5, część 1

Ostatecznie zwolniłam się ze szkoły. Lubiłam tę pracę i strasznie żal mi było tracić to miejsce, ale intuicyjnie czułam, że Rusłan ma rację. Ludzie pokroju Maksyma nie przyjmują odmowy i nie zapominają urazy. Poza tym miałam już dość wracania do domu i ciągłego oglądania się za siebie.

Zyskałam za to czas, by na poważnie zająć się tłumaczeniami i częściej widywać się z moją szkolną przyjaciółką – Marinką Cwietkową. Rzadziej miałyśmy kontakt, odkąd w moim życiu pojawiła się praca i Wład. I o ile przeciwko temu pierwszemu Marinka nic nie miała (sama dorabiała w jednej z restauracji znanej sieci fast-foodów), o tyle Rybackiego nie znosiła za jego pozoranctwo i samouwielbienie, i wcale nie zamierzała tego ukrywać.

Kilka razy próbowałam ratować sytuację, ale sielanka między moją najlepszą przyjaciółką a chłopakiem nigdy nie nastąpiła. Potem życie każdego z nas potoczyło się własnym torem i przestałyśmy w ogóle przejmować się czyimiś sympatiami albo ich brakiem. Marinka do dziś jednak żałowała, że w czasie, gdy poznałam Rybackiego, ona była po uszy zakochana w pewnym muzyku z lokalnej grupy rockowej, cierpiała przez ich burzliwy związek i przegapiła moment, w którym Wład wtargnął w moje granice. Uważała, że zrobił to wyłącznie podstępem, i nie dało się jej przekonać, że było inaczej.

Zadzwoniła do mnie wczesnym wieczorem w sobotę, dzień przed Sylwestrem, radośnie szczebiocząc pod wpływem rozpierających ją emocji:

– Śnieżna, błagam, musisz wszystko rzucić i iść ze mną, inaczej całe moje życie legnie w gruzach i już się nie podniesie! A ja chcę być szczęśliwa. Trafiła mi się taka szansa, Alis! Można powiedzieć: jackpot!

– Jaka szansa? Nie trajkocz tak, Marin, powiedz normalnie, co się stało?

– Jeszcze nic, ale na pewno się stanie. Poznałam niesamowitego chłopaka! Jest takim ciachem, Alis, i chyba mu się spodobałam. Nie, na pewno mu się spodobałam! Na początku po prostu podbijał – no wiesz, jak to u nas bywa. Słabe żarty, komplementy wątpliwej jakości. Kiedy stoisz na wydawce przy okienku, a fury podjeżdżają jedna za drugą, najlepiej po prostu nie słuchać! Ale wczoraj znowu mnie zauważył, zostawił swój numer telefonu i mrugnął do mnie.

– I ty oczywiście zadzwoniłaś? – domyśliłam się.

– Aliska, żebyś ty go widziała! – westchnęła marzycielsko Marinka. – Tatuaż na szyi i pewnie pod ubraniem też. Taki seksowny chłopak w Infiniti, z zadatkami na oddanego brutala. No jasne! Zdzwoniliśmy się i teraz zaprasza nas na imprezę do swojego kumpla. No powiedz, super!

– Nas, Cwietkowa?

– Tak! Sama za nic nie pójdę. Jestem przecież porządną dziewczyną! I nie puścisz mnie samej, prawda? Czeka nas noworoczne milkshake-party! Drinki, muzyka i penthouse w sąsiedniej dzielnicy luksusowych wieżowców! Będzie tam ze sto osób!

– Słuchaj, Marin, przecież ty go nie znasz.

– Nie, nie, nie! Jestem głucha na twoje argumenty! No prooooszę, Alicja, chodźmy! To wielka impreza, będą tam dziewczyny z uniwersytetu. Słyszałam o niej nawet bez tego Denisa.

Kręcę głową, choć przyjaciółka nie może tego widzieć.

– Nie mogę. Po prostu głupio mi! Wiesz, Wład ma dziś sprawy rodzinne – babcia źle się czuje. Pojechał z rodzicami ją odwiedzić, żebyśmy jutro mogli razem powitać Nowy Rok. Nie wypada, żebym szła na cudzą imprezę bez niego.

– Tylko na godzinkę, Śnieżna! Przecież o nic więcej nie proszę! Spotkam się z Denisem i zaraz wyjdziemy, obiecuję! Inaczej do końca życia będę nieszczęśliwa! A nuż on jest moim przeznaczeniem?

– To samo mówiłaś o Zacharze Litiaginie. Że jest miłością twojego życia.

Nastrój Marinki natychmiast się popsuł. Doskonale pamiętałam, że w swoim muzyku była zakochana po uszy.

– Dupek z niego – westchnęła rozeźlona. – Nie chcę o nim mówić. Faceci z „Suspense” to sami kobieciarze, zafiksowani na punkcie swojej kapeli. Nie wiem, na co ja liczyłam… Czyli co, wystawiasz mnie? – zapytała niemal grobowym tonem. – Przecież sama nie pójdę, a Denis więcej o mnie nie pomyśli.

– No…

– Alicjaaaaa!

– Tylko na godzinkę?

– Tak!

– Czekaj, uprzedzę Rybackiego.

Rozłączyłam się z Marinką i wybrałam numer Włada. Nie chciałam mu przeszkadzać, ale jeśli nie zadzwonię, obrazi się. Wszystko, co dotyczyło mojego czasu, traktował bardzo zaborczo.

– Cześć, Wład. Jak babcia? Lepiej jej?

– O, cześć, Alicja! Tak, dzięki. Przesyła ci pozdrowienia i marzy, żeby cię poznać. Już jej powiedziałem, że z wzajemnością! Niedawno przyjechaliśmy, więc zostaniemy tu chwilę. A ty co, już tęsknisz? Wytrzymaj do jutra, Śnieżku, obiecuję ci niezapomnianego Sylwestra! Mam dla ciebie prezent!

– Ja dla ciebie też – przyznałam, łapiąc się na tym, że się uśmiecham.

Jakiekolwiek wątpliwości dręczyły moją duszę, wciąż był ktoś, dla kogo nie byłam obojętna.

– Wład, chcę wyjść gdzieś z Mariną – wyznałam – to nie potrwa długo. Obiecuję, że wrócę do domu taksówką.

– Gdzie chcesz wyjść? – Rybacki natychmiast stał się czujny.

– Na imprezę do jej znajomych – trochę nagięłam prawdę, wiedząc, że Władowi mój pomysł się nie spodoba. – Potrzebuje towarzystwa, a ja nie mam dziś pracy. W końcu idą święta, dawno nigdzie razem nie byłyśmy. Jak tylko wrócę, zadzwonię do ciebie!

– Em, pewnie będę zajęty. Rodzinna kolacja, sama rozumiesz.

– Dobrze. To ty zadzwoń, jak będziesz mógł.

– Alicja, jestem przeciw. Zostań w domu. Poczytaj książkę albo obejrzyj film. Naprawdę nie można spławić Marinki do innej koleżanki? Nigdy jej nie lubiłem.

Potrzebowałam chwili pauzy, by przetrawić jego odpowiedź.

– Rybacki, ty tak na serio?

– Tak, a co?

Nie wiem, dlaczego nagle postanowiłam postawić na swoim. Pewnie dlatego, że nie podobało mi się poczucie, iż nie mam prawa o niczym samodzielnie decydować.

– Pójdę z Mariną, Wład. Obiecałam jej. To moja przyjaciółka, dawno nie spędzałyśmy razem czasu. Nie chcę myśleć, że mi nie ufasz. Przecież tak nie jest?

– N-nie.

– W takim razie do wieczora?

– Kocham cię, Śnieżna. Obiecujesz o tym pamiętać?

– Obiecuję. Cześć.

 

Umawiamy się z Marinką za półtorej godziny pod kinem, by stamtąd ruszyć na imprezę. Biorę od przyjaciółki słowo, że wpadniemy tam tylko na chwilę, a gdy słyszę jej zapewnienia: „oczywiście, oczywiście, oczywiście!”, idę pod prysznic i zaczynam się zbierać.

 Prostownicą wygładzam jasne włosy, maluję na powiekach delikatne kreski, tuszuję rzęsy i podkreślam usta. W ten przedświąteczny dzień chcę wyglądać pięknie i poczuć atmosferę święta. Ostatnio pracowałam zbyt dużo, więc naprawdę cieszę się na czas spędzony z Marinką. Przez kilka minut stoję przy szafie, wybierając ubrania.

 Zakładam czarne rajstopy, krótką spódniczkę o kroju trapezu, błękitny sweterek i wysokie buty. Skrapiam się perfumami, wkładam płaszcz, a na ramię zarzucam małą torebkę na długim łańcuszku. Rezygnuję z innych dodatków, a kaptur chroni mnie przed zimnem, gdy niemal biegnę pod kino.

***

 – Alicja! Hej, tutaj jestem!

 Marinka już na mnie czeka. Stoi pod podświetlonym plakatem obok srebrzystej choinki przy wejściu do kina i podskakuje z radości, gdy mnie zauważa.

Cwietkowa to płomienna brunetka. Upięła długie włosy w wysoki kucyk, a jej zielonobrązowe oczy błyszczą świątecznym nastrojem. Podekscytowanie wieczorem nie pozwala jej ustać w miejscu.

 Zawsze wyglądałyśmy razem osobliwie, jak dwa przeciwieństwa – blondynka i brunetka. Pewnie dlatego przyciągnęłyśmy się już pierwszego dnia w szkole. Tak samo przyciągamy się teraz, gdy Marinka mnie ściska, całując w zmarznięty policzek.

 – Śnieżna, wyobraź sobie – terkocze przejęta – Denis znowu do mnie dzwonił! Powiedział, że nie może się doczekać naszego spotkania! Zwariuję, no powiedz, czy to nie szaleństwo?!

 Znam Marinkę od stu lat i wiem, że gdyby jej postrzeganie świata nałożyło się na rzeczywistość, wszelkie oczekiwania przyćmiłyby zdrowy rozsądek.

– Serio tak powiedział? Że nie może się doczekać?

– No, prawie! A jakie to ma znaczenie, Alis! Ważne, że zadzwonił, rozumiesz? A to znaczy, że na imprezie pewnie będzie pełno dziewczyn, ale on chce mnie! Och, Śnieżna, on jest taki klasowy – Marinka zachwycona trzepocze rzęsami, by po chwili westchnąć: – Żebym tylko nie zachowywała się przy nim jak idiotka, bo przecież potrafię.

 – Przestań, Cwietkowa. Tobie to nie grozi! – zaprzeczam ze śmiechem. – Masz na to zbyt żywą wyobraźnię i zbyt wyrazistą urodę i wyobraźnię!

– Dokładnie! – zgadza się przyjaciółka, która w szóstej klasie zdołała przekonać rówieśników, że w poprzednim życiu była samurajem, a potem przez cały rok opisywała im epickie bitwy. – Chcesz wiedzieć, o czym myślę?

– No, mów. Choć chyba się domyślam.

– Myślę o tym, co zrobię, jeśli ten Denis nagle zechce czegoś więcej? Ojej! – otwiera szeroko oczy z przerażeniem. – A jeśli ja sama zechcę? Już dwa razy śnił mi się jego tatuaż!

 Chichoczę, biorąc Marinkę pod rękę. Kocham ją za tę emocjonalność, a ona mnie za racjonalność, co nieraz sama przyznawała. W szkole tworzyłyśmy niezły tandem.

– Cwietkowa, uspokój się. Wszystko rozstrzygnie się w ciągu pierwszej godziny – postaraj się w tym czasie powstrzymać od pocałunków. Jeśli okaże się, że ten Denis dobrze całuje, to przepadłaś. Kiedy się zakochujesz, zupełnie tracisz głowę! Ale wierzę w ciebie. Będę twoją surową mamuśką i będę na ciebie zerkać z karcącym mrużeniem oczu – o tak!

 Marinka też chichocze i tak, śmiejąc się, idziemy chodnikiem w stronę metra.

Wokół świecą girlandy i latarnie. Cała aleja i witryny sklepowe toną w bożonarodzeniowych iluminacjach i banerach. Czas noworoczny to cudowny okres, kiedy chce się po prostu cieszyć i być sobą. Dlaczego więc nie być sobą teraz?

 – A jeśli będzie na odwrót? Jeśli wszystko okaże się nie tak bajkowe? – zastanawia się Marinka. – Jeśli zamknę drzwi na strych, po którym galopuję teraz jak szalona, to doskonale rozumiem, że ten Denis to typowy bananowiec. Przystojny, seksowny i pewnie wszystkożerny. Dzisiaj zwrócił uwagę na mnie, a jutro trafi się inna naiwna. On pewnie prowadzi całą listę swoich podbojów! I do kropki na jej końcu ma pewnie tak daleko jak do księżyca! Więc nie wolno mi się angażować – nie, nie i jeszcze raz nie!

– Ale? – uśmiecham się, a Marinka wzdycha:

– Ale wybrał mnie i tak, to strasznie mi schlebia!

 – Cwietkowa, jak dobrze, że z twojej ładnej główki nie wywietrzyły zdrowy rozsądek. Nie zamartwiaj się na zapas, w ogóle nie znasz tego Denisa. A nuż okaże się normalnym chłopakiem? I w ogóle, może po prostu chcesz kogoś utrzeć nosa?

Unoszę brew, patrząc na przyjaciółkę, a ta parska natychmiast, zadzierając nosa:

– Pf! A skądże! Co uschło, to zapomniane! Na popiołach związku nie rosną kwiaty. Zwłaszcza takie róże-niezapominajki jak ja!

 Czarny kucyk dumnie opada jej na ramię, a my znowu wybuchamy śmiechem, zupełnie nie zważając na przechodniów. Okazuje się, że strasznie brakowało mi naszej relacji i takich wesołych wieczorów. Nawet nie zauważyłam, kiedy przy Rybackim przestałam się tak swobodnie śmiać. Ale na pytanie „dlaczego?”, nie mam odpowiedzi. Albo nie chcę się do niej przyznać.

 

 Nowoczesny i elegancki wieżowiec, do którego zmierzamy, znajduje się w sąsiedniej dzielnicy, więc idziemy tam pieszo. Spóźnione prawie o godzinę, za to w świetnych nastrojach.

Przed wejściem stoi mnóstwo samochodów i grupki młodzieży. Impreza już trwa, a przez okna na najwyższym piętrze przebijają kolorowe światła stroboskopów, obiecując, że zabawa potrwa do późnej nocy.

Starszy portier przy wejściu o nic nas nie wypytuje, tylko skinięciem głowy wskazuje windę, wracając do lektury książki. To nieważne. Sam fakt jego obecności sugeruje, że w pobliżu mieszkają poważni ludzie. Cwietkowa oddycha z ulgą, zdecydowanie chwytając mnie za rękę.

Wjeżdżamy na górę w towarzystwie nieznajomych dziewczyn, ale łatwo nawiązujemy kontakt w nowiutkiej kabinie windy, dowiadując się, że zmierzamy w to samo miejsce.

Jedna z nich przyznaje, że zna Denisa – to kumpel jej byłego i znajomy dziesiątek innych znajomych. Przystojny chłopak, ale cwaniak, więc lepiej na nic poważnego nie liczyć. Druga dziewczyna zauważa, że ma plan porządnie się zabawić i ma randkę, której nikt jej nie zepsuje. Więc wszystko jej jedno, komu dzisiaj odbije faceta.

 – Nie zrozumiałam, na co ta koza teraz aluzje robiła? – chmurni się Marinka, gdy wysiadamy na ostatnim piętrze, a dziewczyny idą przodem. – Że niby odbije mi Denisa, czy jak?

– No, najwyraźniej sugerowała, że ktoś tu powinien trzymać język za zębami. A najlepiej najpierw poznać tego Denisa bliżej! Nie dąsaj się na zapas, Cwiety – chwytam przyjaciółkę za nadgarstek, widząc, że zrzedła jej mina. – Tak można powiedzieć o każdym chłopaku. Też mi coś! I tak w galaktyce Alfa Centauri jesteś jedyną gwiazdą – jedyną i niepowtarzalną!

– Otóż to! – Marinka natychmiast prostuje ramiona. – Zazdrosna ropucha! Ojej, Alicja – odwraca się i cmoka mnie w policzek – jak dobrze, że poszłaś ze mną! Dla ciebie jestem gotowa nawet zrobić trochę miejsca w mojej galaktyce! Chrzanić facetów, po prostu się pobawmy, skoro już tu jesteśmy!

 Na górze jest szeroki hol pełen rozgadanych, śmiejących się ludzi. Od razu wiemy, gdzie iść, bo drzwi do jednego z dwóch apartamentów są otwarte na oścież, a ze środka dobiega muzyka.

Ktoś tańczy już w progu, a jakaś para całuje się, wypadając z mieszkania prosto na mnie i Marinkę.

Cofam się, odwracam głowę i nagle dostrzegam w holu Rusłana. Nie wiem, dlaczego mój wzrok przyciągnął właśnie on. Stoi w grupie kolegów, wysoki, szczupły chłopak o wysportowanej sylwetce, i uśmiecha się krzywo do czyjegoś żartu, trzymając rękę w kieszeni dżinsów.

Na jego szyi wisi jakaś nieznajoma dziewczyna, on obejmuje ją w pasie, ale natychmiast zabiera rękę, gdy mnie zauważa.

Uśmiech znika z jego twarzy, a on gwałtownie zerka w stronę otwartych drzwi. Bez słowa powitania. No i dobra! Pal go licho, tego Mardżanowa!

Ja też odwracam wzrok, przypominając sobie, że przyszłam tu dla Marinki. A jeśli w mieszkaniu natknę się na mojego brata, Romkę, to wątpię, by moja obecność go zmartwiła. Wręcz przeciwnie!

Wchodzimy z Marinką do środka i rozbieramy się, zostawiając rzeczy na jednej z sof, bo szafa w przedpokoju jest wypchana ubraniami po brzegi. Oczywiście rozglądamy się z otwartymi ustami.

W apartamencie zgaszono górne światła, świecą tylko nowoczesne kinkiety i bar. Ktoś ma farta – mieszkanie jest po prostu luksusowe!

– Oho, tu musi być z trzysta metrów! – zachwyca się Marinka, poprawiając na sobie sukienkę koktajlową z długimi rękawami, która pięknie podkreśla jej figurę. Rozgląda się z zaciekawieniem: – I gdzie teraz?

– Dziewczyny, główne tańce są na przeszklonym balkonie! – rzuca jakiś chłopak, obejmując nas w pasie, jakby czytał nam w myślach. – Nie bójcie się, nie zmarzniecie, tu jest gorąco! A ja jestem Edi! – przedstawia się, ale Cwietkowej nie da się już zatrzymać.

– Chodź, Alis! Denis na pewno tam jest!

Nie mam pojęcia, kim jest ten chłopak, który do nas podszedł, ale jeśli to gospodarz, wypadałoby się przywitać. Zanim Marinka mnie odciąga, macham mu przyjaźnie ręką.

– Cześć!

____________
„Suspense” zespół muzyczny. Jego frontman Ignat Sawin jest głównym bohaterem powieści Janiny Łogwin „Na przełomie szkarłatu”. W książce pojawiają się także inni muzycy zespołu, o których wspominają bohaterki tej historii.