Rozdział 3
Błękitne oczy Lalki otworzyły się szeroko.
— Swietkę, czy co? Przecież ja od dawna wiedziałam, że ona jest u nas trochę tego, stuknięta. Wielkie rzeczy!
Spiełam się.
— Nie Swietkę.
— A kogo? — Lalka popatrzyła na mnie bez zrozumienia.
Hm. Dziwne pytanie, nie sądzicie? Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że dotąd u rodziców było nas troje.
Aż opadły mi ramiona i zamknęłam oczy pod wpływem chwilowego pragnienia, by zademonstrować poglądowy facepalm. Zresztą od czasu do czasu w kontaktach z Lalką to pragnienie pojawiało się u wszystkich domowników.
Musiałam powtórzyć słowa, które od dzieciństwa wpędzały siostrę w stupor.
— A ty pomyśl.
Czasem z trudem wierzę, że z Olką dzieli nas tylko rok różnicy, mamy tych samych rodziców i jesteśmy rodzonymi siostrami — aż tyle nas różni. Jeśli ja w wieku czterech lat czytałam już płynnie, to ona w sześciu wciąż nie mogła zapamiętać liter. Jeśli ja uwielbiałam książki z obrazkami i trzęsłam się nad nimi jak Kościej nad złotem, to Olka nie znosiła ich i ciskała pod kanapę. Jeśli mnie do kolki doprowadzały żarty rodzinnej humorystki Swietki, ją przeciwnie — złościły do łez. Krótko mówiąc, teraz, kiedy ja studiowałam na czwartym roku uniwersytetu i latem zamierzałam iść na magisterkę, Olka dopiero kończyła ostatnią klasę i uczyła się, delikatnie mówiąc, fatalnie, doprowadzając rodziców i korepetytorów do cichej histerii.
Za to od dzieciństwa była niemożliwie śliczna, jak lalka, za co przezwano ją Lalką. A do tego zadziwiająco zawzięta: jeśli już uznała, że jakaś rzecz albo człowiek będzie należeć do niej, trzymała się tego „swojego” zębami.
Ale, chwała Bogu, Lalka nie była zachłanna, co najwyżej podejrzliwa i skrajnie obrażalska.
Teraz też jej dolna warga nagle się zacisnęła i zadrżała.
— M-m-mnie?
Co?! Mrugnęłam. A zresztą… Kącik ust uniósł mi się krzywo.
— Olka, a po tobie widać, że się zmartwiłaś? Choćby z jakiegoś powodu? Przecież powiedziałam, że siostra bardzo się zmartwiła.
Lalka zamyśliła się i skinęła głową.
— Już tak, zmartwiłam się.
Razem z nią spojrzałyśmy na Kosticzka. Kosticzek niezręcznie podrapał się po czole i odwrócił wzrok.
Och, chyba mój problem to taka bzdura!
Wstałam z łóżka i sięgnęłam po poduszkę. Wetknęłam ją pod pachę, wzięłam swoje słuchawki i ruszyłam do drzwi. Ech, raz w życiu zachciało mi się ponarzekać jak człowiek, i też nie było mi dane!
— Dobra, idę — powiedziałam, chwytając za klamkę. — Ale ostrzegam: włączycie swoich Aniołów, to wyłączę korki przy liczniku! Wtedy medytujcie choćby do upadłego!
— Kaśka! — zatrzymała mnie młodsza na progu. — To co to za tragedia? Tak i nie powiedziałaś.
Wzruszyłam ramionami, nastrój miałam poniżej podłogi. Lalka, wyczekując historii, oblizała się krwiożerczo. Musiałam się wykręcić.
— Rozumiesz, h-m-m, materia barionowa[3] zniknęła z Wszechświata. Nie cała, oczywiście, ale jak kamień w wodę! Trzeba pilnie szukać. A gdzie szukać i dokąd zniknęła — nie wiadomo. I to takie przykre, że aż płakać się chce! — i zrobiłam za okularami smutne, bardzo smutne oczy.
— A-a-a… No-o, znajdzie się, myślę — odpowiedziała współczująco Lalka i odwróciła się do Kosticzka. — Prawda, Kote? Gdzieś przecież jest!
Westchnęłam, odwróciłam się i wyszłam.
— Och, to na pewno!