SOVABOO

Na przełomie Szkarłatnego

Ch. 5: Rozdział 5

Rozdział 5

Chapter 5/24 · Page 3 of 518%

– Jak to co! Ona przecież jest z trudnego domu! Biega jak chłopaczara, patrzy spode łba. Nigdy się nie przywita! Do tego niepełna rodzina, jeden ojciec wychowuje. Boże! Widziałeś tego rodzica? Alkoholik! Kogo on może wychować i co dać dziecku? Mało, że sam nie trzeźwieje, to jeszcze co tydzień przyprowadza do siebie nowe przyjaciółki. Sąsiedzi nie są ślepi, nie będą kłamać. Nie zdziwię się, jeśli oni tam mają prawdziwą melinę! I ty chcesz, żeby nasz Ignat zadawał się z takimi ludźmi? Jak oni w ogóle znaleźli się w porządnym domu, nie mogę zrozumieć! Co nasz syn znalazł w tej Saszy?

Ignat usłyszał, jak jego ojciec się roześmiał.

– Ira, przestań. I dość już słuchania sąsiadów! Ty co, naszego Ignata żenić zamierzasz? Nowa szkoła, ładna dziewczyna, świeżość wrażeń. Jak przyszło zakochanie, tak odejdzie, nie wątp! To wszystko chwilowe! Ile ich jeszcze będzie, tych Saszek-Maszek. Wspomnisz moje słowa — stracimy rachubę! Kto nie zakochiwał się w wieku trzynastu lat w dziewczynie albo chłopaku z sąsiedztwa? Przypomnij sobie siebie i przestań na próżno marnować komórki nerwowe. No patrzy, i co z tego? Chłopak normalnie się rozwija i to najważniejsze.

– Oj, Wania, ja i tak się martwię. Może jednak warto pójść do tego Szewcowa i porozmawiać? Jakoś odgrodzić syna od jego córki, uprzedzić. Przecież musi się znaleźć jakiś ważki argument, żeby nas usłyszał?

Ignat nie wytrzymał i pokazał się w kuchni. Spojrzał na rodziców z wyrzutem.

– Nigdzie nie trzeba iść, słyszycie! Ona i tak ze mną nie rozmawia. Wcale! I mnie nie zauważa…

I rzeczywiście, Saszka bardzo starannie nie zauważała Sawina, ale nauczycielka geografii podeszła do kwestii weekendowego projektu domowego rzeczowo i praktycznie, i podzieliła uczniów na pary, kierując się osobistymi względami i adresami w dzienniku klasowym. Dwoje samotników z ostatnich ławek okazało się sąsiadami, więc czemu nie połączyć ich wysiłków? Pomysł spodobał się nauczycielce, i Sawin z Szewcową niespodziewanie dostali zadanie narysowania nieistniejącego kontynentu oraz sporządzenia jego mapy politycznej z wymyślonymi państwami i nazwami.

Wyszli ze szkoły i zatrzymali się. Teraz mieli wspólny cel i można było rozmawiać.

– Jeśli chcesz, Sawin, sama narysuję mapę. A nauczycielce powiem, że pracowaliśmy nad nią razem.

– Nie, nie chcę. Powiedziano przecież, że zadanie jest dla dwojga.

– Czyli chcesz zrobić je ze mną? Na pewno zdecydowałeś? – Saszka spojrzała na Ignata, a on pewnie skinął głową.

– Tak, bardzo chcę. Myślę, że musimy pójść do biblioteki. Nic nie rozumiem z map.

Ale biblioteka okazała się zamknięta z ważnego powodu, a Ignat bardzo nie chciał rozstawać się z Saszką. Kiedy trochę zagubieni razem podeszli do domu, zebrał się na odwagę i zaproponował:

– Sasza, chodźmy do mnie — mam komputer. Moi rodzice nie będą mieli nic przeciwko. Wyjaśnię im, że to szkolne zadanie…

Dziewczynka przecząco potrząsnęła głową.

– Nie. Nie jest mi potrzebny, dam radę narysować. Ale jest już późno, Sawin. Czy nie pora ci do szkoły muzycznej?

Ignat zdziwił się, ale przyznał, spojrzawszy na zegarek:

– Tak. Szczerze mówiąc, zaraz mam lekcję solfeżu.

– W takim razie do jutra, Sawin. Nie pójdę do ciebie, ale jest jedno miejsce, – powiedziała Saszka. – Będę na ciebie czekać jutro o dziesiątej na ostatnim piętrze. Weź ze sobą kredki. I lepiej skłam coś rodzicom, – dodała cicho. – Nie będę się przed nimi tłumaczyć, jeśli dowiedzą się, dokąd cię zaprowadziłam.

 

 

Spotkali się w sobotni poranek i weszli na dach. Ignatowi z zachwytu zaparło dech. A może zaparło mu dech od słońca, wolności i tego, że z Saszką nagle znaleźli się sami na całym świecie. Była połowa maja, dzień trafił się ciepły, dziewczynka wzięła ze sobą blok, koc i dużą książkę, żeby wygodnie było na niej rysować.

 

– Puchu, – poprosiła poważnie, – nie odchodź ode mnie, i wszystko będzie dobrze. Dobrze?

Usiedli obok siebie i Ignat przepadł.

W słońcu w kasztanowych włosach Alki igrało złoto. Lekkie kosmyki, porwane ciepłym wietrzykiem, dotykały mlecznych policzków i delikatnych ust. Coś mówiła, wyjaśniała. Milcząca w życiu, Saszka nagle chyba poczuła potrzebę mówienia. Słuchał dźwięku jej głosu, kiedy rysowała, i patrzył na profil, prawie nic nie rozumiejąc z wypowiadanych słów. Tęsknota, która przez cały ten czas w nim mieszkała, cofnęła się, w duszy zabulgotała radość i popłynęła żyłami. Ukłuła w koniuszki palców na myśl, że dziewczynka jest obok. Z nim. Ignat nagle ze strachem pomyślał, że całkiem niedługo nadejdzie lato, i ona znowu wyjedzie. Zniknie jak mewa na horyzoncie, a on jeszcze długo jej nie zobaczy i znów będzie czekał.

Palce Ignata drgnęły i sięgnęły ku Saszce. Niepewnie prześlizgnąwszy się po pledzie, spoczęły na kruchej, zgrabnej kostce.

Oboje zamarli, zapomniawszy, jak oddychać.

Saszka nie podnosiła oczu, Ignat też. A jednak chłopak nie zabrał ręki, a może nie potrafił. Przez jakiś czas oboje milczeli.

Saszka odezwała się bardzo cicho, czując, jak bije serce i płoną policzki:

– Puchu, co ty robisz?

Serce Ignata biło równie mocno, jakby to była ta właśnie chwila, kiedy wypełniało go życie.

– Ala, ja… Kocham cię, – nagle powiedział chłopak i od razu poczuł, jak lekko zrobiło mu się na duszy. I wcale nie było mu wstyd. Bo słowa, które zerwały się z ust, okazały się prawdziwe, tak samo szczere jak jego uczucie.

Saszka milczała, a potem pokręciła głową.

– Nie.

– Tak! – Ignat odpowiedział bardzo twardo i pewnie, a jednak zabrakło im odwagi, by spojrzeć sobie w oczy. – Od dawna to wiem.

– Nie, ty nie rozumiesz. Nie możesz mnie kochać, – zaprotestowała dziewczynka. – Nie mnie.

– Ale kocham. Kiedyś dorosnę i zabiorę cię od niego. Od wszystkich cię zabiorę!

Szczęście w Ignacie chciało śpiewać i śmiać się, ale nie potrafił. I Saszka nie potrafiła. Tylko westchnęła i odpowiedziała, przełknąwszy gulę w gardle:

– Głupi jesteś, Puchu.

Szkolny projekt z geografii — narysować mapę nieistniejącego kontynentu z rzekami i jeziorami, morzami i państwami. Trudne zadanie dla dwojga uczniów, którzy spędzili weekend na dachu. A jednak ich uczucia okazały się trudniejsze. O wiele silniejsze niż te uczucia, których dorośli czasem się domyślają.

Nauczycielce geografii tak spodobała się praca jej uczniów z ostatniej ławki, że postanowiła zadzwonić do ich rodziców i pochwalić dzieci. Telefon Szewcowów nie odpowiadał, za to Sawinowie odezwali się od razu. Bardzo się zdziwili, kiedy dowiedzieli się, z kim ich syn spędził weekend.

 

Dwa lata później

Początek liceum. Bal Majowy

Tamarze Michajłownie zawsze wydawało się, że rozumie ludzi. Pedagog z doświadczeniem, ufała wewnętrznemu wyczuciu i szczerze uważała, że można znaleźć podejście do każdego dziecka, jeśli od początku szanuje się w nim człowieka i przekonująco zyska jego sympatię. Ale Sasza Szewcowa zmuszała nawet kobietę pewną swojego doświadczenia, by wątpiła we własne wyobrażenia o wpływie społeczeństwa i rodziny na osobowość.

Chapter 5 / 24 · Page 3 of 5