SOVABOO

Odłamki Ciebie

Ch. 4: Rozdział 3

Rozdział 3

Chapter 4/55 · Page 1 of 35%

Carter

Liceum

— Dobry trening, chłopaki, ale za wcześnie na relaks! Cel jest najważniejszy! Chcę, żeby do czasu meczu ze szkołą Jeffersona każdy z was wiedział, po co wyszedł na boisko, i był gotowy wydrzeć zwycięstwo „Buldogom” zębami! Wszystko jasne?

— Tak jest, panie trenerze!

— Lucas, ty wciąż kołyszesz kijem, gdy piłka wpada do siatki. Ile razy mam powtarzać: wykorzystuj pęd, a nie go tłumić! Rozluźnij górną rękę. Zrozumiałeś?

— Tak jest!

— Nicholas, zwróć uwagę na podanie i szybkość. Pamiętaj, że na tobie, jako na napastniku, spoczywa odpowiedzialność za szybkie przełamania i przemieszczanie piłki na połowie przeciwnika. Już nie wspomnę o strzelaniu goli. Używaj nie tylko siły, ale i mózgu! Pracuj w strefie ataku z uzasadnioną agresją. Znowu masz dwa ostrzeżenia za grę, chłopcze! Co ty wyprawiasz, Holt?! Podczas meczu z „Buldogami” potrzebuję cię na boisku, a nie na ławce kar!

— Poprawię się, panie trenerze!

— Carter Wright…

— Słucham, panie trenerze.

Głos trenera cichnie, a w szatni robi się spokojniej. Zdejmuję kask i zrywam z siebie koszulkę. Wycieram nią spoconą szyję. U niektórych chłopaków wyrywa się współczujące westchnienie — trener Hurley to twardy człowiek i wszyscy o tym wiedzą. Wiedzą też, że nie lubię podporządkowywać się zasadom. Ale wciąż tu jestem, w drużynie lacrosse’a „Berkuty” z liceum Ellisona, i wszystkich ciekawi dlaczego. Myślę, że gdyby poznali powód, byliby zaskoczeni. Wielu jest tu tylko po to, by dostać się na studia.

Mnie jednak na razie za wcześnie o tym myśleć.

— Czasem wydaje mi się, Wright — mówi trener Hurley, splatając ręce za plecami i zaciskając usta po każdym wypowiedzianym słowie — że jesteś ulepiony z nieznanej mi gliny, o innej wytrzymałości. Świetna gra, chłopcze!

— Dziękuję, panie trenerze.

— Jeśli będziesz dalej grał w ten sposób, wszyscy będziemy mieli w tym roku szansę skopać tyłki „Buldogom”. Zostawiam cię jako atakującego pomocnika i bardzo na ciebie liczę. Simon Adams?

— Słucham, panie trenerze!

— Chłopcze, twoje długie ramiona są potrzebne w obronie! Wchodzisz do gry na miejsce Wrighta! Wszystko dla wszystkich jasne? Za dwa treningi zatwierdzamy skład drużyny!

W szatni znajdują się dwa tuziny osób, ale wszyscy odpowiadają chórem:

— Tak jest!

Wchodzę pod prysznic jako jeden z pierwszych, zmywam ze skóry pot przesiąknięty adrenaliną, ale przy wyjściu z kabiny czeka na mnie Simon Adams — gość czarny jak noc i tak samo przewidywalny. Jest klasę wyżej, jest ode mnie większy i wyższy, a po słowach trenera uważa, że ma prawo wyładować na mnie swoją złość.

Nie powiem, żeby to było niespodziewane. Po ostatniej decyzji Hurleya o zamianie nas miejscami byłem pewien, że dojdzie do starcia — autorytet Simona w starszej drużynie, do której właśnie przeszliśmy z Nickiem i Lucasem, jest zbyt duży, by mógł zignorować moje cztery punkty. Skoro jednak trener uznał, że mamy prawo wyjaśnić to sobie między sobą, odpowiadam na atak.

Wymieniamy ciosy prawie bezgłośnie — moje uderzenia są szybsze i ostrzejsze, szybko przechodząc w serię. W szumie mocnych strumieni wody uderzających o kafelki nasze oddechy mieszają się, a rwane wydechy tłumią. Nawet szkoda, że się przeliczył — wszystko kończy się zbyt szybko.

Kiedy wychodzę do szatni z ręcznikiem owiniętym wokół bioder, Simon wciąż stoi na czworaka, plując krwią na podłogę i próbując się podnieść. Zaskoczony i rozczarowany swoją siłą, która go zawiodła.

Nic nie szkodzi, już niedługo będzie chciał rewanżu, a ten będzie go kosztował jeszcze więcej.

Starsi chłopacy zerkają na mnie, a Nick rży, oparty o szafkę:

— I jak, chłopaki? Ostrzegałem Adamsa, żeby nie zadzierał. Założymy się, że nie wyjdzie spod prysznica wcześniej niż za trzy minuty?.. Hej, Adams! — ryczy Nick. — Zawołać mamusię? Czy lepiej od razu twoją dziewczynę, żeby polizała rany?.. Kto wie, może jeszcze coś ci skapnie z litości? O cholera, chłopaki, chętnie bym to zobaczył!

— Zamknij się, Holt! — podchodzę do swojej szafki i wkładam bokserki. Potem naciągam dżinsy, trampki i w końcu bluzę. Napięcie po meczu i bójce trzyma ciało w przyjemnym tonie — uwielbiam takie momenty, ale za gadaniem nie przepadam. Nickowi jednak to się podoba i dalej kpi z Adamsa, póki tego nie ma w szatni.

Pal go licho! Nie martwię się o Holta, w końcu to prawie taki sam rąbnięty gnojek jak ja. Jeśli chce oberwać po ryju, to jego sprawa.

W szatni unosi się gęsty zapach spoconych ciał. Upycham brudne ubrania do torby sportowej, zasuwam zamek i kieruję się do wyjścia. Ostrzegam kumpli, popychając drzwi na korytarz:

— Czekam na zewnątrz!

— Okej, Wright!

 

Mijam salę gimnastyczną, idę dalej korytarzem i wychodzę na szkolny dziedziniec od strony parkingu. Październik w tym roku jest ciepły i na drewnianych ławkach wciąż siedzą uczniowie — jedni czekają na rodziców, inni po prostu plotkują w swoim towarzystwie. W tej wielkiej szkole nie brakuje sekcji sportowych i głupich zajęć w rodzaju tych, którymi pasjonuje się mój brat, by zająć każdego. Zazwyczaj jest tu dość gwarno aż do wieczora.

Gdy mnie zauważają, z najbliższej ławki zrywa się para smarkaczy i wynosi się dalej — w stronę trybun otwartego stadionu. Świetnie!

Podchodzę do ławki, rzucam na nią torbę i siadam, ciężko opierając plecy o oparcie. W głowie znów kołacze znajoma myśl: oby jak najszybciej dostać prawo jazdy, zamiast siedzieć tu jak idiota, czekając na szkolny autobus. Ale cholera, już przeczuwam, że ten rok będzie dla mnie najdłuższy, a bójka z Simonem wcale nie wydaje się przyjemna.

— Cześć, Carter! Już skończyłeś? Bałem się, że znowu się spóźnisz. Jak poszedł trening?

Odwracam głowę (choć mógłbym tego nie robić, głos chłopaka znam niemal lepiej niż własny) i widzę Alexa. Podchodzi bliżej, zdejmuje plecak z ramienia i stawia go obok mojej torby. Klepiąc mnie po ramieniu, siada na ławce i wyciąga nogi. Wzdycha zmęczony, przecierając twarz dłonią:

— Co za dzień! Dwa artykuły i oba na już. Wygląda na to, że miałeś rację co do naszej sekretarki — panny Moran. Uwielbia mnie wykorzystywać, teraz sam to widzę.

— I czego tym razem chciała ta przebiegła ropucha?

Alex krzywi się na moje słowa, zaciska usta, ale odpowiada:

— A, bzdury do miejskich wiadomości Sandfield Rock! Zwykłe podziękowania dla sponsorów w imieniu uczniów i dyrekcji. Kolorowy raport o tym, czym żyje nasza szkoła w nowym roku szkolnym i jak wspieramy naszego dobrego burmistrza Boltona. Nic nowego, Carter, uwierz mi. Rok temu pisaliśmy z Kevinem o tym samym!

— Słabo.

— Dokładnie. Ale nie to jest najważniejsze. Ona nie pozwala mi pisać o tym, o czym chcę, rozumiesz? Moje artykuły nazywa niedostatecznie tolerancyjnymi i zamierza omówić je na spotkaniu komitetu szkolnego!

Alex wzdycha, a teraz to ja klepię go po ramieniu.

— Olej to, Al! Moran to stara, wyżęta feministka, której na tobie zależy. Nie chce, żebyś się potknął. Po prostu jeszcze tego nie rozumiesz.

— Próbuję, Carter…

— Ale?

— Ale niesprawiedliwość mnie zabija! Lubię pracować w gazetce szkolnej, ale nie zgadzałem się na milczenie! Jeśli w rodzinach z przybranymi nastolatkami są problemy, to kto ma o tym mówić, jeśli nie nastolatki?.. Wiesz, że Tilda Strong z dziesiątej klasy tylko tego lata dwa razy uciekła z domu?

— I?

Chapter 4 / 55 · Page 1 of 3