SOVABOO

Odłamki Ciebie

Ch. 4: Rozdział 3

Rozdział 3

Chapter 4/55 · Page 3 of 37%

— Chcesz wiedzieć, jak poszedł mój trening? Świetnie! Jestem teraz atakującym pomocnikiem i za tydzień będę w podstawowym składzie. Ale tylko jeśli sam będę tego chciał! Trener Hurley to poważny gość i póki podoba mi się lacrosse, jestem gotów grać według jego zasad. Pytanie brzmi: czy Hurley jest gotów w zamian zagrać według moich? — uśmiecham się złośliwie. — A jeśli nie, to poślę go w cholerę razem z jego drużyną, komitetem szkolnym i roczną premią! Bo naprawdę jestem najlepszy, Al, i on o tym wie. A zasady mam w nosie! Nie akceptuję niczego, co wiąże ręce! Mówisz, że Moran uważa twoje artykuły za niedostatecznie tolerancyjne? Alex, naprawdę rusza cię opinia starej, obłąkanej jędzy, niezdolnej do myślenia poza systemem? — śmieję się. — Serio? Jeśli tak, to zmuś ją, żeby zeżarła swoją opinię. Za wszelką cenę! Ja bym ją zmusił!

Brat stoi bledszy niż zwykle i już nie próbuje mi niczego udowadniać. Mówi, jakby dopiero co się domyślił, choć dawno już powinien.

— Więc po to ci te ciemne zakamarki, Carter? Nie żeby coś w nich chować, ale żeby wyciągać z nich takie argumenty?!

No, wreszcie!

— Między innymi. Więc nie opowiadaj mi, jakim mnie widzisz. Nigdy — słyszysz! — nigdy nie zadam sobie pytania: dlaczego nie ja!

Z tyłu podchodzą Nick z Lucasem i zauważywszy napięcie między mną a bratem, krótko witają Alexa. On też nie pozostaje dłużny i sucho kiwa chłopakom, od razu tracąc nimi zainteresowanie. Rozmowa nie jest skończona, ale przy Nicholasie Alex na pewno nie będzie jej kontynuował. Tych dwoje od dzieciństwa za sobą nie przepada, a odkąd Mark Holt sprowadził do Sandfield Rock żonę z córką, między nimi jakby przebiegł czarny kot.

Dawno się domyśliłem, że Nick ledwo znosi moją siostrę, ale to nie przeszkadza mu za każdym razem, gdy spotyka ją z Alexem, ponuro oglądać się za nimi i zadawać mi durne pytania o to, co mój brat robi z jego księżniczką-włóczykijem. Jakby mnie to obchodziło. Prawdę mówiąc, gdyby Nick zadał się z naszą Victorią, zachowywałbym się dokładnie tak samo, wiedząc, co ma w głowie.

W ogóle tak się złożyło, że nawet przyjaciół każdy z nas ma własnych.

Brat wciąż na mnie patrzy — jednocześnie bezradnie i gniewnie, a ja się poddaję. Daję mu do zrozumienia, że rozmowa nie jest skończona. Cholera! A czy w ogóle można skończyć rozmowę z samym sobą?!

— Dobra, wyluzuj, Al! — klepię go po ramieniu. — Wszystko nie jest takie złe. Chcesz, to pomogę ci uporać się z Moran? Tylko o Tildzie zapomnij, nie jest tego warta, uwierz mi, tutaj starucha ma rację.

— Alex! — dobiega z oddali dziewczęcy głos i brat natychmiast się rozgląda. Zza rogu budynku szkoły wychodzi grupa dziewczyn, a dwie z nich skręcają w alejkę prowadzącą do nas.

Od razu zauważam siostrę. Dziś Victoria jest w krótkiej spódniczce i wysokich butach. Naśladując starsze dziewczyny, z którymi wyszła, żuje gumę i kręci płaskim tyłkiem, ale to nie ona woła i macha do brata, tylko jej przyjaciółka — nasza sąsiadka. — Hej, Alex, już skończyłam!

Uśmiecha się, robi w naszą stronę kilka szybkich kroków, ale nagle zauważa najpierw mnie, a potem Nicka z Lucasem, i to ją zatrzymuje. Uśmiech natychmiast znika z jej twarzy i pośpiesznie odwraca wzrok. Ma na sobie spódniczkę długości nieco powyżej ostrych kolan i czółenka bez obcasów. Długie włosy, nie tak ciemne jak u Vic, splecione są w warkocz i leżą na ramieniu. Niska i w wieku prawie piętnastu lat ledwie zaczynająca się rozwijać, kanciasta dziewczyna — niczym nie przyciąga wzroku. Dziwne, że matka uważa ją za kopię Adeli Holt. Jak dla mnie, daleko jej nawet do Chloe i jej koleżanek, nie mówiąc już o jej pięknej matce.

Nie czekając, aż ktoś z nas rzuci na głos jakąś złośliwość, Alex odwraca się, zgarnia z ławki plecak i odchodzi. Tylko na mgnienie oka zatrzymuje się przy Vic, która przebiegła obok, po czym jak ostatni idiota zamiera naprzeciwko Leny Holt. I nawet nie widząc jego twarzy, mogę przysiąc, że uśmiecha się głupio.

W końcu jednak bierze ją za rękę i odprowadza, ani razu się nie obejrzawszy, a ja słyszę piskliwy głos:

— Cześć, Nicholas! To ja! Hej, Nick, co tak zastygłeś jak sopel lodu! No weź, odtajać! To przecież Alex, on jest spoko! — Vic śmieje się, myśląc, że to zabawne kręcić się przy starszych chłopakach, nawet jeśli jeden z nich to twój brat, a drugi sąsiad. — I nie patrz tak, bo pomyślę, że jesteś zazdrosny! A to przecież niemożliwe! Prawda, Carter? Przecież nie jesteś zazdrosny o mnie i Nicka?

— Co? — jednocześnie z Holtem odwracamy głowę w stronę mojej siostry, a ona natychmiast mruga jak głupia lalka.

— No, teoretycznie! — znajduje sposób, by wybrnąć, robiąc maślane oczy do mojego kumpla. — Jesteśmy sąsiadami, Nick, i zawsze do nas przychodzisz. A tam jestem ja! I, nooo, my też moglibyśmy gdzieś wyjść. Razem! Do kawiarni u Bobby’ego na przykład, jak Lena i Al!

Tylko w wieku czternastu lat można wygadywać takie bzdury w twarz napalonemu nastolatkowi, który marzy tylko o tym, żeby się z kimś przespać. I na pewno nie z taką głupią smarkulą, która nagle uznała, że obecność starszego brata to powód, by rozwiązać język.

— A wy teraz do domu? — ostry nos Vic się unosi. — Można z wami?!

I tak prawie zawsze wracamy do domu razem, z tą różnicą, że w jednym autobusie i z dystansem pięciu metrów. Co strzeliło siostrze do głowy, żeby dzisiaj narzucać się towarzystwu, nie zamierzam pytać. Zamiast tego, zaciskając szczęki, rzucam gniewnie, stając między nią a Nicholasem:

— Wynocha stąd, Vic! Stój przy przystanku i czekaj na autobus!

— Ale Carter…

— Co powiedziałem! Nie wolno!

— Nie masz prawa mnie wyganiać… — zaczyna już nie tak pewnie, ale ja nie jestem Alexem, ze mną się nie dyskutuje i głos siostry drży.

— Wynocha, powiedziałem!

— Głupi! — Victoria jednak odchodzi, już nie kręcąc tyłkiem, i na razie to wystarczy.

— Holt, tylko spróbuj coś z tą idiotką kręcić… — ostrzegam chłodno Nicka, ale ten sam prycha ze śmiechem:

— A na co mi ona!

A Lucas, uwaliwszy się na ławce, rży:

— Ja pierdzielę! Jak to dobrze, że mam dwóch braci i ani jednej siostry! Nie zazdroszczę wam, chłopaki! A co będzie za parę lat, jak one urosną? Przecież każdemu członka na węzeł nie zawiążecie!

Chapter 4 / 55 · Page 3 of 3