SOVABOO

Pokochaj mnie, Wróbelku!

Ch. 7: Rozdział 7

Rozdział 7

Chapter 7/7 · Page 1 of 286%

Daniel

Tak, byłem zły, i to mało powiedziane.

Tak bardzo, że gdyby mierzyć naraz złość i samokontrolę, zdecydowanie znajdowałem się na granicy własnych możliwości, pełen determinacji, by odpuścić sytuację i dać ujście cholernym emocjom. Dawno życie nie zmusiło mnie, żebym czuł się takim nieudacznikiem jak dzisiaj. Rumienić się za coś, w czym nie było mojej winy, właśnie dlatego nie cierpię niespodzianek. Gdyby Albinka nie spóźniła się na umówioną godzinę i przyszła na czas, wszystko ułożyłoby się dla nas inaczej. A teraz najpewniej, po kilku seks-rundach, nudziłbym się już w jej towarzystwie i przy jej trajkotaniu, częściowo to ukrywając.

Za to nie sterczałbym z policją nie wiadomo gdzie!

Rita, znaczy. Blond Margerytka! Nie kusicielka Ewa, a w obecności ojca wręcz istny jasnooki aniołek.

No proszę, dziewczyno-zagadko. Przy tobie na pewno nie da się nudzić ani zrozumieć, kim właściwie jesteś, Stokrotko. Zręczną aktoreczką, która wodzi wszystkich za nos, czy posłuszną córką?

Nie powiem, żebym w tej sekundzie, kiedy na nią patrzyłem, przyciskając do siebie, żałował naszego poznania. Nie, nie żałowałem, tu bym skłamał; we mnie już zapłonęła ambicja i domagała się przyjęcia zasad, które sama ogłosiła. Udowodnić dziewczynie, że na próżno postanowiła igrać z ogniem. Ale ciąg dalszy historii mi się nie podobał. Chwała Bogu, że Klon nie widział, jak stałem przed „Kopciuszkiem” na kolanie z butem w ręku, jakbym nie był dorosłym facetem zdolnym kierować własnym życiem, tylko rzadkim bajkowym kretynem. Inaczej Waniek padłby ze śmiechu, a ja jednak bym nie wytrzymał i komuś porządnie przyłożył.

Na przykład temu facetowi w płaszczu, zazdrosnemu tatusiowi! Nawet nie podejrzewającemu, jak blisko był tego, żeby jego idealny grzbiet nosa lekko się pogiął. Wyraźnie nie był słabeuszem i starłby się ze mną na poważnie, ale na pewno by mnie usłyszał. Nie lubię się tłumaczyć, zwłaszcza obcym. Przydałoby mu się lepiej pilnować języka, a szczególnie starszej córki.

Smarkacz, też coś. Dawno nikt nie rzucił mi czegoś takiego w twarz. Miał szczęście, że obok stały żona i dzieci. I policja. I w ogóle, co mnie, do cholery, podkusiło, żeby wpakować się w całe to gówno!

Mogłem odejść stąd w tej chwili i olać sytuację. Odjechać do diabła i zapomnieć o Stokrotce już za pół godziny; widziałem tych ludzi pierwszy raz w życiu i zdecydowanie żadnemu z nich nic nie byłem winien. Więc dlaczego zostałem?

I dlaczego nagle ubodła mnie niesprawiedliwa uwaga mężczyzny? Przecież dziewczyna nie była moja w żadnym sensie. To jakim cudem pozwoliłem mu w to uwierzyć? Im wszystkim uwierzyć? Skąd wzięła się we mnie chęć, żeby ją bronić? Choćby przed policją, co ja mam z tym wspólnego? Kilka minut temu nawet nie znałem jej imienia!

A teraz stoję, obejmuję tę Ritę zaborczym uściskiem, mając gdzieś obecność rodziców, i myślę o tym, jak zmusić ją, żeby za wszystko odpowiedziała. Zapłaciła za moje upokorzenie i dobrą wolę, której nie doceniła. Chociaż trzeba oddać jej sprawiedliwość, próbowała mnie bronić. A byłem pewien, że do końca nie pokaże się z samochodu.

Margarita Woronowa. Uczestniczka topless-protestu. Spryciara, która bez pozwolenia zajęła cudze terytorium i odmówiła jego opuszczenia.

Niespodziewanie moja dziewczyna, z którą mamy wszystko na poważnie…

No dobrze, Stokrotko, zobaczymy, czy spodoba ci się twój chłopak. Teraz na pewno nie odejdę, dopóki nie poznam odpowiedzi na to pytanie.

 

Ucho dziewczyny okazało się delikatne, jasne włosy pod dłonią miękkie, a policzek jedwabisty i gorący. Szkoda, że to nieodpowiednie miejsce, żeby zacząć rozmowę, bo spróbowałbym ją ostudzić. A i pierś całkiem otwarcie dotykała mnie, kiedy przycisnąłem ją do siebie, doskonale pamiętając, że pod sportową bluzą nie ma górnej części bielizny. Siedząc przy kuchennym stole w moim mieszkaniu, zdążyłem z dziesięć razy w myślach obrysować jej kształty, kiedy piła kawę, a ja gapiłem się na to, co bardzo kobieco odznaczało się pod moją koszulką i dawało pożywkę fantazjom.

Jestem pewien, jej biust by mi się spodobał.

— Nie chciałam — wydukała Stokrotka, kiedy zdjąłem rękę z miękkiego karku i przygryzłem wargę, oglądając się na policjantów.

— Zrozumiałem.

— Naprawdę nie myślałam…

Ale czego dokładnie „nie myślała”, już nie dosłuchałem. Zostawiwszy dziewczynę, podszedłem do swojego samochodu i odwróciłem się do policjantów. Tworzyli dziwną parkę: cienki, wysoki Dudka i niski, gruby Bęben, i gdybym miał nastrój, doceniłbym ich operacyjny duet, a tak tylko zapytałem:

— Macie do mnie jakieś pytania? Czy jestem wolny?

Obaj zaczynali się już nudzić; porwanie z możliwym kryminałem nie wypaliło, nagroda za złapanie przestępcy na gorącym uczynku poszła się paść i stało się jasne, że pora się rozejść.

— Na razie nie. Ale mandat, Wróbelku, będzie pan musiał zapłacić! — odpowiedział niższy oficer, surowo patrząc na mnie od dołu. — Za urządzone przy parku, hm, zgorszenie.

— I odbyć rozmowę razem ze swoją narzeczoną w centrum profilaktyki wykroczeń. Obowiązkowo! — przytaknął mu drugi, jeszcze młody chłopak, i nie bez zazdrości spojrzał na przygaszoną Stokrotkę.

— Jasne, więc do zobaczenia. Macie moje dane.

Wsiadłem do samochodu i uruchomiłem silnik. Poczekałem, aż policjanci odjadą, i zawróciłem audi. Rodzina Woronowów przez cały ten czas stała przy skraju alejki i obserwowała mnie, ale kiedy mój samochód zrównał się z wyjazdem, mężczyzna zawołał dzieci i odwrócił się twarzą do wejścia. Obejmując żonę za ramiona, podszedł do starszej córki, w stu procentach uznawszy, że na tym nasza znajomość się skończyła, a ja tchórzliwie ucieknę.

I byłem bliski pokusy, żeby odjechać, ale Stokrotka się odwróciła.

Cholera! Jak mnie zmęczył ten dzisiejszy wieczór! Pora zamknąć sprawę z dziewczyną, uspokoić urażoną dumę i już naprawdę zapomnieć o wieczorze!

 

Rita

Nie wiem, czego chciałam bardziej, kiedy chłopak pożegnał się z policjantami i wsiadł do samochodu: żeby ten Daniel odjechał i żebyśmy nigdy więcej się nie zobaczyli, czy żeby został? Nagadałam dzisiaj wiele zbędnych rzeczy i na myśl, że zostanę z tym wszystkim sama… Że zaraz wrócę do naszego mieszkania i trzeba będzie spojrzeć rodzicom w oczy, robiło mi się nieznośnie straszno i wstyd.

Kiedyś już dałam im powód, żeby myśleli o mnie źle, i oto znów wszystko się powtórzyło.

Oczywiście wszystko słyszeli, i o bliskości w samochodzie, i o związku. Sama potwierdziłam to kilka razy. I oczywiście zauważyli na mnie męskie ubranie oraz ocenili mój wygląd; tak niechlujna jak teraz nie bywam nawet wtedy, gdy choruję. A teraz czułam się okropnie. Jak niewłaściwa córka z mnóstwem sekretów.

Patrząc, z jakim wstrząśniętym zaciekawieniem spogląda na mnie młodsza siostra Sonia, zagryzając wargi i czerwieniąc się na policzkach z ciekawości, próbowałam wymyślić, co powiedzieć tacie, kiedy zapyta o narzeczonego, bo jasne było, że muszę cokolwiek wyjaśnić.

Ale najważniejsze, dlaczego zniknęłam. Oni z mamą Daszą zawsze mi ufali, a od myśli, że ich zawiodłam i zmusiłam do zamartwiania się, ciało zaczęło drżeć drobnym dreszczem, czy to z zimna, czy ze zdenerwowania. Bo naprawdę poważnie wpadłam!

Chapter 7 / 7 · Page 1 of 2