SOVABOO

Pokochaj mnie, Wróbelku!

Ch. 7: Rozdział 7

Rozdział 7

Chapter 7/8 · Page 2 of 281%

To już nie wymyślony chłopak, tylko jak najbardziej prawdziwy, i teraz, kiedy po swoim wyznaniu po prostu odjedzie, trudno będzie mi wyjaśnić rodzicom, dlaczego tak mało dla niego znaczę. Gdzie jest ich nieśmiała, domowa Rita, która unikała chłopaków, woląc spędzać wolny czas z młodszymi braćmi i siostrą, opowiadając im bajki i zaczytując się powieściami długo po północy? Ta marząca o księciu, a stojąca z bosą nogą i w cudzych szortach na zimnym asfalcie.

I nawet jeśli rodzice o nic nie zapytają, i tak wiem, że będą myśleć.

A jeszcze wiem, że jeśli kiedyś odwrócą się ode mnie, przepadnę, bo bardzo, bardzo ich kocham!

Zrobiło się zimno i odruchowo objęłam się ramionami, dziecięcym nawykiem, który został ze mną jeszcze z czasów, kiedy umarła mama i nocami w naszej wspólnej sypialni w domu babci było mi szczególnie samotnie i strasznie. Tyle razy próbowałam się go pozbyć, a on i tak wracał, gdy tylko do duszy dobierało się zwątpienie, tak jak teraz.

Czarne audi zawróciło, a ja odwróciłam wzrok. Tata objął mamę Daszę i podszedł bliżej.

— Rita, wszystko rozwiążemy. Najważniejsze, że jesteś cała i w domu. Ale nas nastraszyłaś!

— Przeze mnie nie polecieliście, prawda?

— Głupstwo, poradzimy sobie.

Ale to wcale nie było głupstwo, naprawdę pomieszałam plany swojej rodzinie i kazałam im się martwić, więc nie mogłam nie powiedzieć:

— Przepraszam was.

— A to akurat zbędne, córeczko. — Wzrok taty padł na nieszczęsny żółty bukiet w mojej ręce i nie wytrzymał. — Ale jeśli on cię skrzywdził… Jeśli ten smarkacz tylko ośmielił się… Znajdę go i obedrę ze skóry, obiecuję!

— Jeśli ja nie dopadnę go wcześniej! — przytaknęła mama Dasza i wreszcie złapała za rękę Jeżyka, który jak zawsze kręcił się jak bąk i wyjawił całą prawdę:

— Rita, a my myśleliśmy, że porwali cię bandyci!

A podrośnięta Sonia, która nagle odkryła, że jej starsza siostra ma życie osobiste, zupełnie po dorosłemu zainteresowała się:

— Rit, a ten chłopak to naprawdę twój narzeczony? A dlaczego nazwał cię Kopciuszkiem? A masz pierścionek zaręczynowy?

— Niedoczekanie! W tyłek mu wsadzę ten pierścionek! Jeszcze przekręcę, żeby wszystkie kurki pozakręcać! Żeby mu się drzwi przypadkiem nie otwierały!

To była poważna groźba i oczywiście drgnęłam, kiedy niespodziewanie usłyszałam na nią odpowiedź:

— Ciekawie będzie zobaczyć, jak się to panu uda.

Na moich ramionach spoczęła znajoma kurtka, okrywając mnie przed chłodem, za to niebieskooki objął mnie wcale nietaktownie: podszedł od tyłu, otoczył ręką moje ramię, kładąc dłoń na obojczykach, i przycisnął plecami do siebie. Bardzo bezczelnie i zaborczo, tak by ten szczegół nie umknął zwężonemu spojrzeniu mojego ojca i zaniepokojonej mamy Daszy.

— Zdecydowałeś się przedstawić, znaczy? — syknął tata, i rozumiałam go. Zdecydowanie chciał zabić chłopaka.

— Mam nadzieję, że usłyszał pan, że wyrosłem ze straszaków? Na mnie to nie działa. Jeśli panu odpowiada, możemy się poznać. Tym bardziej że Rita… — Daniel zaakcentował moje imię w sposób zrozumiały tylko dla mnie i wsunął dłoń pod kołnierz kurtki — nie ma nic przeciwko.

— Do domu! Dość mrożenia mojej córki na ulicy i zabawiania ludzi. Idziemy! — warknął tata, i poszliśmy.

Chapter 7 / 8 · Page 2 of 2