SOVABOO

Sokół i Czyż

Ch. 13: Rozdział 6, część 1

Rozdział 6, część 1

Chapter 13/60 · Page 2 of 221%

– Coś pan sobie życzy? – spytałam grzecznie, stawiając przed dziewczyną koktajl. Na uśmiechy nie miałam już siły.

– Życzę. Podwójny „Rdzawy Gwóźdź” i ciebie, maleńka. Może przysiądziesz? – chłopak rozstawił nogi, puścił oko i klepnął się dłonią po kroczu. – Przejażdżkę dam.

Przy stole rozległy się chichoty.

No to się zaczęło. Jasne jak słońce. Ktoś tu ewidentnie przesadził z procentami. Dlatego nie znoszę zostawać do zamknięcia i obsługiwać nocnych klientów — zawsze znajdzie się jakiś dureń, który zepsuje humor.

Starałam się odpowiedzieć tak, jak przystało obsłudze modnego lokalu — czyli bardzo uprzejmie. Ale już kompletnie nie miałam ochoty na „panowanie” wobec tej obleśnej uśmieszkującej się mordy. Na wypadek nagłej aktywności bywalca zawsze można liczyć na chłopa od ochrony, Tolika. To niby czemu ja nim nie jestem?

– Dzięki, nie sądzę, żeby było mi wygodnie, siedząc u ciebie na kolanach, obsługiwać innych gości. A na czym tam się jeździ — na tym „Rdzawym gwoździu”? — stanęłam na palcach i zajrzałam za stół. – Szczerze mówiąc, nic nie widzę.

Wygląda na to, że powiedziałam coś śmiesznego, bo kompani wybuchnęli śmiechem. Na Sokoła nawet nie spojrzałam.

– Oj, będziesz prosić, panienko… — chłopak wcale nie wyglądał na zły. Wręcz przeciwnie. Otarł kurtkę o ramię i pochylił się bliżej. – Lubię niesforne. Chcesz się pobawić?

– Maks, daj spokój, – nagle obojętnie rzekł Sokół. – Nie podpuszczaj dziewczyny.

– No z taką może i skończę. Już późno, Temycz, odpłynąłem ku mojemu szczęściu! — znów do mnie: — To ty dziś na sali wdrapałaś się na linę? Świetnie wyglądasz z dołu, maleńka, doceniam!

I zaryczał ze śmiechu. Co za drań! I inni też się roześmiali! Nabrałam ochoty, żeby wszystkich czymś konkretnie przywalić. Wygrzebałam z pod pachy notatnik na zamówienia i ścisnęłam go przed sobą. Kto pierwszy?

Wygląda na to, że nie tylko ja poczułam, że coś jest nie tak, bo koleżanka Sokoła nagle zaczęła łkliwie:

– Artem, jestem zmęczona i pijana. Rozlicz nas z kelnerką i wynośmy się stąd! Chodź do mnie? Ostatnio mi się podobało. Może uczcimy awans do półfinału we dwoje? Myślę, kotku, że czas iść.

Co?! Wynosić się? Już? A ja co?! Znak zapytania, który pojawił się przed oczami, przysłonił nawet to całe „kotku”.

Musiałam przytulić notatnik do piersi i bokiem, bokiem podejść bliżej tej parki, podczas gdy reszta kompanii dalej bawiła się śmiechem. Wysapałam półgłosem, ale wyraźnie:

– No właśnie. Kelnerka też człowiek i też bardzo chce do domu.

– No widzisz! — od razu dodała ta dziewczyna, której chyba pochopnie współczułam.

Sokół spojrzał na mnie, ja na niego. Znowu na mnie — odpowiedziałam mu tym samym spojrzeniem. Mrugnęłam: „jak zabierzesz moje miejsce do spania, ostronosy — zabiję!” Potem wznowię i jeszcze raz przyłożę. Patelnią, którą zjadłeś moją szynkę!!

To nie ja pierwsza pieczętowałam tę umowę uściskiem dłoni.

Chapter 13 / 60 · Page 2 of 2