SOVABOO

Sokół i Czyż

Ch. 8: Rozdział 3, część 4

Rozdział 3, część 4

Chapter 8/60 · Page 2 of 213%

No co za ga-d! To znaczy draństwo. Prawdziwa pułapka! Przecież naprawdę nie zauważyłam. Biegałam po mieszkaniu, ale to celowo i bez zamiaru oglądania cudzej przestrzeni pod kątem ewentualnego zamieszkania. Ale nie zdążyłam powiesić nosa na kwintę, gdy nagle przypomniałam sobie o przytulnej kanapie w kuchni u chłopaka – tej, która wyglądała jak narożnik. Mała, oczywiście, i na pewno nie rozkładana, ale przy odrobinie chęci spokojnie można się na niej zmieścić i przenocować – nie jestem aż taka duża. A w ogóle, po co tu tak rozmiękłam, jak zeszłoroczny śnieg? Sokolski sam do mnie zadzwonił? Sam. Nie zmienił zdania? Nie. Czyli mam w ten dzień dach nad głową, najlepszą na świecie przyjaciółkę, ukochany uniwersytet, a nawet pracę! O rany! No życie, kurczę, w ogóle jest dobre!

Ojej, autobus! Chyba mój! Na pewno mój!

– Ej-e-ej! Stójcie! – Wsunęłam torebkę pod pachę i pognałam do przystanku. Z rozbiegu udało mi się zgrabnie wskoczyć na stopień. No co za szczęściara! Wślizgnęłam się do półpustego autobusu i usiadłam sobie jak królowa na wysokim siedzeniu przy oknie. Od razu na myśl przyszła mi stara piosenka Utiesowa, odegrana kiedyś w dzieciństwie na szkolnym przedstawieniu: „Wszystko dobrze, piękna markizo. Wszystko dobrze, jak nigdy… pra-la-la-la…”

I ją śpiewałam przez całą drogę na uniwersytet. No bo co, ile można poddawać się smutkowi? Proszę, nawet słoneczko zza chmur wyjrzało – żeby utrzymać odpowiedni nastrój. Zostało tylko zamorzyć głodnego robaczka w bufecie herbatą z bułeczką, przydusić pierożkiem z kapustą, i można śmiało patrzeć w przyszłość!

 

 

Chapter 8 / 60 · Page 2 of 2