Chapter 34
Rozdział 34
Dogania mnie i obejmuje ramieniem, przyciskając moje plecy do swojej mokrej klatki piersiowej. Pochyla głowę, chowając usta w moich włosach - zbyt silnych i porywczych, bym mogła sobie z nimi poradzić, i czuję, jak woda ścieka mi po policzku z ciężkiego kosmyka. Dopiero teraz zauważam, jak gorące są jego dłonie, a jednocześnie jak zimne. Czepiam się tego chłodu jak liny ratunkowej, by nie utonąć.
- Nie mogę tego zrobić! Nie mogę tego dłużej robić! Posłuchaj!" - mówi na wydechu. Przyciąga mnie mocniej, jakby bał się, że będę miała siłę się uwolnić.
To nie wystarczy i oboje o tym wiemy.
- Odpuść, Stas. Twoi przyjaciele patrzą. Wszyscy patrzą.
- Dobrze. Kichnięcie. Nikogo nie obchodzę! Kogo obchodzimy, Elf? Powiem wszystkim, co myślę. Chcesz trochę?
- Nie!
- Nastia - powiedziałem niemal błagalnie - nie uciekaj ode mnie, bo i tak nie będziesz w stanie uciec.
- Puść mnie - proszę, próbując uspokoić oddech, uspokoić serce, które bije jak ptak, domagając się uwolnienia - Nie mogę przy wszystkich, nie chcę. Proszę, Stas. Proszę...
Głupio jest czuć się słabo, ale łzy wciąż spływają mi z rzęs. Cicho i spokojnie.
- Nastya ...
- Gdzieś tutaj na brzegu są moje buty. Jest mi zimno i chcę odejść.
Puścił. Poszłam za nim. Ponownie dotknął mojego ramienia, ale odciągnął moją rękę. To dobrze. Podchodzę do wody, znajduję trampki i zakładam je. Otrząsam się z dreszczy, które przebiegają przez moje ciało pod mokrą koszulką. Mówię, unikając patrzenia na niego.
- Ty też musisz się ubrać. Jest wieczór i wieje wiatr od rzeki. Zamarzniesz...
- Teraz muszę z tobą porozmawiać - znów stanął przede mną - Nie jesteśmy już dziećmi, żeby chować się za zamkniętymi drzwiami, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów. Nastia, nigdy nie umiałaś grać i byłaś prawdziwa. Wiem, że czujesz to samo, co ja!
Moje ciało drży z emocji, a usta pamiętają i wciąż czekają na ciąg dalszy. Boję się wyciągnąć rękę i nie puścić siebie, boję się złamać moje pragnienie, oddając się mu, ale znajduję siłę, by odwrócić się i spojrzeć w szare oczy, ciemne z oczekiwania.
- A jak ty się czujesz, Stas? Co? Kiedy przyprowadzasz dziewczynę do domu bez obiecywania sobie? Kiedy ją odprowadzasz, z łatwością pożyczając jej koszulkę, nie wstydząc się tego, jak bardzo pachniesz seksem i przyjemnością? Kiedy ją przytulasz, dotykając jej i pozwalając, by ręce innych ludzi dotykały ciebie? Nie ukrywam się. Masz rację, czuję to samo. Wszystko jest skomplikowane. Tak skomplikowane, że nie jestem pewien, która droga jest łatwiejsza - do ciebie czy od ciebie. Już raz otrzymałeś odpowiedź.
- Nastya ...
- Nawet jeśli mi powiesz, i tak nie uwierzę! Nie uwierzę, słyszysz? Zamknij się!
I ciężko jest znowu oddychać. Obojgu nam jest ciężko. To tak, jakby czyjaś ręka ściskała moją klatkę piersiową, nie pozwalając mi oddychać.
Stas stoi tam, nagi i podekscytowany, powstrzymując się. Widzę napis na jego klatce piersiowej, który wygląda jak tatuaż, ale jest zbyt ciemno, by go odczytać. Nie czas na to. Ktoś go woła. Męskie, żeńskie głosy...
Skąd on wie, o czym myślę? Ale on odpowiada:
- Nie kłamałem. Mam ich gdzieś. Tylko ty się dla mnie liczysz.
Tylko ty. To takie prawdziwe i bolesne.
To wszystko jest o wiele silniejsze ode mnie, a ja idę. Gdybym mógł, uciekłbym, ale moje stopy zapadają się w piasek, a moje ramiona trzęsą się i owijam je ramionami.
Jest już ciemno, a namioty zasłaniają liczne ogniska z grupami młodych ludzi wokół nich. Nagle boję się, że w tym ożywionym lesie nie znajdę naszej brezentowej chatki z Daszą. Że nie będę w stanie znaleźć mojej przyjaciółki. Gdzie ona jest? Co się z nią dzieje? Czy Zbrujew ją dopadł? Przecież ten facet niekoniecznie mógł ją śledzić. Breda, rozglądając się dookoła, wśród drzew i wesołych towarzystw, z nadzieją na odnalezienie dziewczyny...
Stas dogania mnie, ma na sobie T-shirt i dżinsy, a na ramiona zarzuca kurtkę. Zimna od brzegu, nie zachowała ciepła swojego właściciela.
- Niech tak będzie, proszę - trzyma kurtkę na mojej klatce piersiowej, a ja nie mam siły się sprzeciwić.
Dashka nad wodą. Nie sama, z Pietią. Widzę tylko sylwetki, niewyraźny zarys postaci na tle połyskującego księżyca drżącego na powierzchni rzeki, ale kiedy słyszę znajome głosy, rozpoznaję moich przyjaciół.
Nie są blisko siebie, w ogóle. Petya siedzi, a jego dziewczyna stoi. W pewnej odległości od chłopaka płacze. Nie jest głośno, ale moje serce jest teraz w stanie usłyszeć tysiące nieszczęśliwych serc i natychmiast reaguje współczuciem dla czyjegoś bólu.
- Pietia! Pietia, nie wybaczaj mi! Nie zasługuję na to, nie wybaczaj mi! Tak bardzo cię obraziłem! Gdybyś tylko wiedział, jak bardzo żałuję tego dnia i mojej głupoty! Jak bardzo chcę, żebyś był szczęśliwy! Peter...
Więc co to za wieczór! Co za test!
Znów zaczynam iść. Prawie uciekam od brzegu, przemykając między samochodami i drzewami, szukając namiotu. Moi sąsiedzi spotykają mnie przy ognisku w hałaśliwej grupie chłopaków z Wydziału Inżynierii Fizycznej, otoczonych śmiechem, wesołym flirtem i zapachem grilla. Uporczywie zapraszają mnie, bym do nich dołączył. Siadam obok nich, by się ogrzać. Nie odmawiam, gdy jedna z dziewczyn wciska mi w ręce kubek gorącej herbaty.
Nie wołam Stasia i nie proszę, żeby został, ale on podchodzi do ogniska i siada w kręgu, naprzeciwko mnie. Wita się z chłopakami sucho i niepewnie, ale oni i tak przyjmują go życzliwie. Dziewczyny śmieją się kokieteryjnie i proszą gościa o opowiedzenie dowcipu... On ich nie słyszy. Ja też ich nie słyszę. Patrzymy na siebie ponownie, tylko tym razem płomienie ognia tańczą między nami. Cichy płomień ogniska, powoli wypalający się, w końcu wysyłający zmęczoną młodzież do ich namiotów.
Jestem jednym z pierwszych, którzy wychodzą. Zdejmuję kurtkę i kładę ją na kolanach Stasa.
- Dziękuję.
Wchodząc do śpiwora, albo zasypiam, albo wpatruję się w materiałowy baldachim namiotu - nie jest to jasne. Słyszę gdzieś brzdąkanie gitar, śpiew i śmiech... Nie minęło wiele czasu, zanim zdecydowałem się wstać. Odsuwam daszek zasłaniający wejście i wyglądam z namiotu.
Przy ognisku jest ktoś jeszcze, ktoś, kto podtrzymuje ogień i rozmowę. Ale Stasa tam nie było. Odszedł, zdałem sobie sprawę. Odszedł. Ciężko dysząc w noc, mam zamiar podciągnąć zasłonę, kiedy wzdrygam się na widok ciemnej postaci opartej o pień osiki trzy kroki dalej. Zupełnie nie tam, gdzie wciąż toczy się nocne życie.
- Nie bój się, Elfie, to ja - powiedział spokojnie i ledwo słyszalnie.
- Stas? Ale... nie możesz tu zostać całą noc.
- "Dlaczego?" - zastanawia się, nie patrząc w moją stronę - "Potrafię to robić bardzo dobrze.
- Nie, nie możesz.
- Nastya - zaśmiał się cicho - kiedy stałaś się taka uparta? Idź spać, nic mi się nie stanie.
- "Ja też", argumentuję. "Jest tu wielu twoich przyjaciół, nie ma mowy, żebyś nie miał gdzie spać.
- Jest.
- I?" - pytam ostrożnie, wystawiając nos dalej.
- Dobranoc, Elfie. Idź spać, ja zostanę.
Łatwo powiedzieć. Stas nie jest już chłopcem i ma prawo sam decydować, gdzie i z kim spędza noc. Chowając się w namiocie, powtarzam to wiele razy, ale wciąż nie mogę zasnąć.
Zakładam bluzę i wychodzę. Naciągam ją na klatkę piersiową i siadam obok niego na kawałku suchego pnia. Dźwięk w lesie jest wyjątkowy. W oddali słyszę głosy niespokojnych uczniów, cykanie świerszczy, rechot żab w rzece...
- Dashka wciąż jest zaginiona - udało mi się powiedzieć, z tęsknotą i w jakiś sposób skazany na porażkę - Myślisz, że z Pietią wszystko w porządku?
- Chodź tutaj - Stas nagle przyciąga mnie do siebie, przykrywając kurtką - zamarzniesz. Myślę, że sami się zorientują.
I to wszystko. I znowu cisza, w której siedzimy obok siebie, a ja znowu boję się oddychać. Nawet na motocyklu nigdy nie byłam bliżej niego niż teraz.
- Nie, tak będzie lepiej. Ziemia też jest zimna - podnosi mnie i sadza na swoich kolanach - Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać, ale na pewno będzie ci cieplej, a mi będzie łatwiej. Albo i nie - śmieje się gorzko, wtulając nos w moją szyję. Delikatnie wkłada dłoń pod moją kurtkę na plecach. "Elf, doprowadzasz mnie do szału. Zawsze tak było. Kiedy jesteś tak blisko, nie mogę się powstrzymać od dotykania cię. Pozwolę ci zasnąć, powiedz tylko słowo. Masz nade mną władzę i chcę, żebyś o tym wiedział.
Unoszę podbródek, odwracając głowę. Tak, on też ma nade mną władzę, a teraz, na jego kolanach, czuję się bezsilna.
- Czuję bicie twojego serca... - gorąca dłoń parzy moją skórę. Sięga pod jej bluzkę i kładzie się pod piersią, delikatnie czując jej ciężar.
- Stas ...
- Nastya ...
Wystarczy, że odwrócę głowę, a jego usta natychmiast odnajdują moje. Obejmują je ostrożnie, gryząc i oswajając w leniwej pieszczocie. Chciwy nacisk sprawia, że moje usta są posłuszne i reagują. Żywy.
Jak będę bez nich żyć? Wiedząc, że całują tak wiele osób? Czy Arnaud ma rację i nigdy nie będę szczęśliwa? Jak mogłam przecenić własne siły?
- Dlaczego... Dlaczego mnie nie szukałeś?" - to nie ja mówię, ale coś we mnie. Głęboko ukryte, sekretne. Coś, co bolało przez wiele lat i w końcu się przebija. - Dlaczego kochałeś innych?
- Nie mogłam. Nie mogłem, Nastya.
To niewiarygodnie trudne, ale odpycham go. Z trudem odrywam się od jego ust. Całuję je ponownie - są miękkie, giętkie... Drgnęły, by wyjść mi naprzeciw, by moje usta je zapamiętały. Pamiętały, że nawet przez krótką chwilę należały do mnie.
Wstaję i puszczam Stasa. Mówię, nie mogąc powstrzymać goryczy, która zatruła moje słowa:
- Więc mnie nie kochał. A teraz ci nie wierzę.