SOVABOO

Tylko ty

Ch. 35: Rozdział 35

Chapter 35

Rozdział 35

Poranek przychodzi późno dla Dashy i dla mnie. Oboje budzimy się z trudem i leżymy przez długi czas, patrząc przez jedyne okno w namiocie, porządkując nasze myśli. Dzień jest ładny i słoneczny, w lesie jest głośno... Prawdopodobnie dla wielu studentów wakacje będą dziś kontynuowane, ale nie dla nas.

- Nastya?" - woła cicho Dashka, a ja odpowiadam:

- Tak.

- "Jesteś pewna, że nie chcesz zostać?" - pyta, jakby wiedział, o czym myślę.

- Nie. Nie mam tu nic do roboty. A ty?

- I nic mi nie jest. Chodźmy, Matveyeva. Dobrze, że mamy własne koła i nie musimy nikogo prosić.

- A co z Petyą?

Jej przyjaciółka westchnęła krótko:

- A Petya nie przyjdzie.

Idziemy nad rzekę, jemy śniadanie w towarzystwie sąsiadów i sprzątamy namiot. Oglądam się na chwilę za siebie, słysząc za sobą rozmowę nieznajomych, którzy przechodzą kilka kroków od naszej polany:

- Słyszeliście: firma Graya odjechała. Jest jeszcze wcześnie rano. Potapenko powiedział, że w nocy była bójka. Nasi ludzie to widzieli.

- Tak słyszałem. Jeśli chcesz znać moje zdanie, to Voropaev sam to na siebie sprowadził. Osobiście nigdy go nie lubiłem...

Dashka zatrzymuje mnie, bo nawet nie zauważyłam, że zrobiłam krok za chłopakami, szukając znajomej postaci. Mocno chwyta mnie za ramię, przytrzymując w miejscu.

- Wracajmy do domu, Nastya. W końcu mężczyźni są po to, by sami wszystko sobie układać. A my musimy zrozumieć siebie.

Ma rację. Nie wiem, czy słyszała o naszym pocałunku i bójce między chłopakami na plaży (zasnęłam rano i nie widziałam jej powrotu), ale moja przyjaciółka nie wydaje się zaskoczona. Wygląda raczej na zamyśloną i smutną. I spokojna. Nawet dziwnie. Zasypiając, miałam wielką nadzieję, że wszystko się ułoży między nią a Pietią.

Wsiadamy do samochodu i odjeżdżamy, zostawiając za sobą las i wakacje. Zbrujew nie kłamał na temat wakacji: były głośne, ciekawe, pełne wrażeń i wydarzeń. Ale wszystko ma swoje granice, a Dasha i ja już wczoraj przekroczyliśmy nasze. Czas wracać do domu.

- "Więc dlaczego Pietia nie przychodzi?" odważyłem się zapytać mojego przyjaciela. - Czy nie prosił o spotkanie?

- Nie.

- "Nie?" Jestem zdenerwowany, słysząc, że szansa Dashy na poprawę życia osobistego okazała się duchem. "Przykro mi, Dash. Wiem, że chciał, żebyś przyszła.

Dziewczyna zaciska palce na kierownicy tak mocno, że jej kostki stają się białe.

- On... - przełknęła głośno uczucie, które niemal wyrwało się z jej piersi - On nie prosił o spotkanie, Nastya. On nie chce się spotykać. Powiedział, że jest zmęczony czekaniem na mnie, zmęczony wszystkim. Wyobrażasz sobie - Dashka wpatruje się w drogę bez mrugnięcia okiem - Pietia powiedział, że jeśli chcę z nim być, to... Ogólnie rzecz biorąc, powiedział, że się ze mną ożeni i że podjął decyzję już dawno temu.

Co?!

- Co?" Jestem tak zaskoczona, że nie wiem, co powiedzieć. Patrzę na przyjaciółkę, wypełniając pauzę ciszą i tysiącem pytań bez odpowiedzi, gotowa wybuchnąć w pustkę, nie mając odwagi zapytać o Marinę. Ale Dashka odpowiada sama:

- Albo ze mną, albo z nikim. Nie mieliśmy nic, Nastya. On nie chciał. To znaczy chciał, ale...

Dziewczyna jest zdezorientowana.

- Nie mów tego, jeśli nie chcesz.

- Nie, chcę - przytaknęła uparcie - Muszę komuś powiedzieć, inaczej zwariuję! Nie oświadczył się Marinie. Tak, wszyscy czekali, ale Pietia nie. I nigdy jej nie kochał. Była jego pierwszą dziewczyną i obraził się na mnie. Miałam nadzieję, że zapomnę - szlocha przez nos Daszka - ale to się nie udało. Nie udało mi się też pokochać innej kobiety. A potem Marina zaszła w ciążę, ale coś poszło nie tak... Pietia się nie przyznał, ale wydaje mi się, że Woropajewa trzymała go przy sobie z poczucia litości i winy. Ona wie, jak robić z ludzi liny, pamiętam to ze szkoły.

- Oczywiście - okazuje się, że wzdychamy zgodnie.

- Zerwał z nią w noc waszego spotkania na uniwersytecie. Zdał sobie sprawę, że nie może tak dalej żyć, nie może żyć beze mnie, a ona poprosiła o czas. Nie byli ze sobą od dawna, ale Marina nie chce w to uwierzyć.

- Naciskam Dashę, by się przyznała, obserwując, jak marszczy brwi.

- A jeśli odmówię, Pietia odejdzie i nigdy nie wróci. Nigdy, rozumiesz! Znam Zbrujewa, on może to zrobić!

Oczy Dashki ociekają łzami - dużymi jak groch. Ociera je drżącą ręką, jak dziecko. Uśmiecham się, czując, jak w moim sercu rozkwita coś dobrego i promiennego - z radości dla mojej przyjaciółki.

- "Więc dlaczego płaczesz, Kuzniecowa?" Pogłaskałem ją po ramieniu. "Zerwali z Woropajewą, to była decyzja Pietii, nie twoja.

Dashka zjeżdża samochodem na pobocze i spogląda w dół. Spogląda na swoje dłonie zaciśnięte w pięści.

- Ponieważ nie mogę powiedzieć "tak". Po tym wszystkim. Jak możesz to wybaczyć, Nastya? Jak? On będzie to pamiętał przez całe życie!

- Więc jest w porządku.

- Nie mogę sobie wybaczyć. Myślałam, że mnie nienawidzi, ale on powiedział, że mnie kocha. On kocha Matwiejewą, wyobrażasz sobie? I przez cały ten czas myślał, że jestem mu obojętna. Przecież ja nigdy nie szukałam spotkania. Jak mogę kogoś szukać, skoro zrobiłam coś takiego? Wstydzę się spojrzeć mu w oczy! A on jest żonaty... Mówi, że nigdy nie będę pamiętać.... Czy jestem go warta? Gdybym wiedziała, że jest szczęśliwy z Marynką, to bym na siebie napluła. A czego mu było trzeba - była piękna! Chociaż moim zdaniem to blond ćma. Jej ojciec śpi i widzi Pietię jako swojego następcę. Przecież Siergiejowi Woropajewowi tak daleko do rozumu jak do księżyca! A on... Stawia mnie pod ścianą. Mówi, że poczekam dwa dni, a potem odejdę, jeśli do mnie nie przyjdziesz. To głupiec! Musi się nauczyć...

 

W Cherokhino zawsze jest spokojnie. Zarówno w dni powszednie, jak i w weekendy, życie w tej pięknej okolicy płynie spokojnie i miarowo, kryjąc się za pięknymi fasadami luksusowych domków. Dashka podrzuca mnie pod bramę domu Frolovów i macha na pożegnanie.

- Zadzwoń do mnie, jeśli będziesz czegoś potrzebować!" odjeżdża samochodem i rusza do swojego życia, które również nie jest łatwe.

Stas jeszcze nie wrócił. Kiedy wychodzę na podwórko, jego motocykla nie ma, garaż jest zamknięty, więc mogę bezpiecznie zakraść się do swojego pokoju i popracować nad projektem konkursowym i rysunkiem, który muszę jutro pokazać Gruno Lesovsky'emu.

Wchodzę po schodach na ganek i otwieram frontowe drzwi. Przekraczam próg domu, wnoszę torbę i słyszę dziwne zamieszanie w kuchni, tak niepodobne do zazwyczaj spokojnej rozmowy między moją macochą a ojcem. Śmiech, który usłyszałam, dziwnie mi kogoś przypomniał. Bardzo bliską osobę. Czy to naprawdę ...

Kiedy wchodzę do kuchni, zastygam jak słup.

- Arnaud? Arnaud Bonnet? Ty?!

Siedzą przy szerokim stole. Cała trójka. Ojciec, macocha i Francuz. Wszyscy uśmiechnięci, ale pozornie zdezorientowani. Oczywiście, że są! Matka Gali jest przyzwyczajona do komunikowania się z obcokrajowcami tylko w obecności tłumacza, podobnie jak jej ojciec, i mogę sobie wyobrazić, jak bardzo są teraz zdezorientowani oszałamiającym urokiem przystojnego Bonneta. Który jest przyzwyczajony do używania tego uroku na prawo i lewo - i absolutnie bez miary.

- Ja, Stacey Belle! Ja!

Cóż, znowu rozjaśnił włosy, ale wygląda świetnie w znoszonych dżinsach i T-shircie: ściśle przylega do smukłego ciała tancerza, który leżał na plaży w Nicei przez dwa tygodnie.

Francuz wstaje od stołu i przytula mnie. Chwyta mnie w ramiona i obraca tak, jakbyśmy nie widzieli się od roku. Ja również bardzo się cieszę, że widzę mojego przyjaciela i odwzajemniam jego uśmiech.

- Ale jak, Arnaud? Jesteś tu z nami, nie mogę w to uwierzyć! "Mamo Galio", zwracam się do macochy, "co za niespodzianka!

- "Nie mów mi, Stasiu", kobieta kręci głową, "nie jest tak źle. Dlaczego wyłączyłaś telefon? Twój przyjaciel ledwo mógł cię znaleźć! Jestem naprawdę zaskoczona, jak zdobył mój numer.

- Sam mu ją dałem. Kiedy studiowałem we Francji. Tak na wszelki wypadek, to ich zwyczaj. Gdyby coś mi się stało, natychmiast zadzwoniłby do mojej rodziny.

- O mój Boże - bąknęła macocha - Grisza, słyszałeś, co powiedziała twoja córka? Jak możesz pozwolić jej odejść po takich słowach?

- Mamo Galia, tato, przestań! Bardzo łatwo jest odpuścić!

- Dobrze, że twój przyjaciel wiedział, żeby oddać telefon taksówkarzowi zaraz po wylądowaniu. Zaprosiłam go więc do nas. Gdzie indziej miałabym go umieścić?" Gospodyni wzrusza ramionami, a ja śmieję się w odpowiedzi na jej szczere zaskoczenie. Ponownie spoglądam w oczy Francuza.

- Arnaud, ale jak? Jak się tu dostałeś? Tak szybko? Dlaczego? Masz balet i swoją ulubioną postmodernę w Teatrze Fizyki Ruchu. Widzisz, pamiętam.

- To proste, kochanie - blondyn Bonneta zmienia się w supermana i to "super" czuć we wszystkim - od jego uśmiechu po oczy - miałem wolny weekend, złamane serce i twój nocny telefon. "Arnaud, potrzebuję cię", pamiętasz? Więc przyleciałem.

- Ale nie sądziłem, że się odważysz...

- "To cud!" - facet znów staje się taki sam. "Dwie godziny na niebie i jestem tutaj. No dalej, Stacy-Belle, przedstaw mnie swojej rodzinie jak człowieka! Wydają się być dość zdezorientowani moją francuską paplaniną.

Wciąż trzyma dłonie na moich ramionach, ściskając je palcami, a jego płonące oczy już patrzą za mnie.

- O mój Boże, kochanie, kto to jest? Tylko mi nie mów, że to ogrodnik albo czyściciel basenów. Przysięgam, jest idealny!

- "Co?" Mogę się już domyślić, kogo widzi po podekscytowaniu w oczach Arno, a to pytanie jest bardziej pauzą, aby się uspokoić.

Stas. Stoi na progu kuchni, jego palce spoczywają na ościeżnicy, obserwuje Francuza, a moje niedawne zaskoczenie jest niczym w porównaniu z ponurym zdziwieniem na jego twarzy. Nagle patrzę na niego wzrokiem przyjaciela.

Dość wysoki i silny. Dobrze rozwinięty fizycznie. Krótka skórzana kurtka z szerokimi ramionami, ciemna koszulka i dżinsy - nie tak znoszone jak Arno, ale ten facet również zna wartość dobrych ubrań. Na jego ponurej twarzy widać zadrapania po walce na policzku i upartym podbródku, ale wcale go nie psują. Jego ciemne, zmierzwione włosy opadały niedbale w długich grzywkach na czoło... Prawdopodobnie zostawiłby gdzieś swój kask motocyklowy i zdjął buty, gdyby się tak nie spieszył. A spieszył się, sądząc po tym, jak ciężko oddychał.

Nie facet - marzenie, ale dla mnie od dawna istniał poza swoim wyglądem. Właściwie zaskoczenie Arno jest zrozumiałe. Kiedyś byłam tak pewna, że mam najprzystojniejszego przyrodniego brata na świecie, że bałam się na niego spojrzeć.

Zaskoczenie w szarych oczach zniknie teraz, ustępując miejsca chłodowi, dzwoniącemu wrogością i oczekiwaniem. Już zniknęło. Jego spojrzenie skupia się na dłoniach na moich ramionach i ciemnieje. Nagle chcę osłonić Arno rękami.

- Kto to jest, Stacey? Na miłość boską, powiedz mi!

Ale oficjalną znajomość zaczynam z rodzicami.

- Tu mama Galia. Madame Galina. Mówiłem ci o niej, Arnaud. Mówiłem, jak bardzo ją szanuję i kocham. To mój tata, pan Grigorij. A to - dopiero teraz zwracam się do Stasia, grzecznie przedstawiając go mojemu przyjacielowi - syn pani Galiny. Stas.

- "Masz na myśli swojego brata?" - szepcze zszokowana Bonnie.

- Cóż... tak - Arno nie zna historii mojej rodziny, a teraz nadszedł czas, by dodać szczegóły - mój brat. Mój przyrodni brat. A to - zwracam się do wszystkich, przedstawiając gościa - jest Arnaud Bonnet, mój francuski przyjaciel. Bardzo się cieszę, że mnie znalazł i jest tu dzisiaj!

Jakby się budząc, Arnaud pospiesznie podchodzi do stolika, na którym leżą dwa piękne i drogie bukiety. Wręcza mi jeden z nich - bukiet bladoróżowych lilii - w sposób, w jaki tylko on potrafi. Z wielkim uśmiechem, uściskiem i pocałunkiem w policzek.

- "To dla ciebie, moja piękna!" mówi po francusku, a ja dziękuję niebiosom, że nikt nie rozumie jego słów, w przeciwnym razie Arnaud zostałby zbesztany za pomylenie "dozorcy" z "ogrodnikiem". A jednak jest niezwykle nieostrożny w swojej ocenie i hojny w swoich epitetach.

Później będę się śmiał, obiecuję, będę, ale teraz patrzę, jak blondyn podaje rękę ojcu, uśmiechając się, prawdopodobnie wzmacniając uścisk dłoni, który miał miejsce między nimi wcześniej. Podchodzi do Stasia, żeby wyciągnąć do niego rękę... Ale ten już wychodzi z kuchni, odsuwając drzwi.

Mama Galya odchrząkuje, a ja pospiesznie siadam z Bonnie przy stole.

- "Nie przejmuj się nim", mówię tak swobodnie, jak to tylko możliwe, "Stas nie jest zbyt przyjazny, zwłaszcza wobec obcych. Kiedy nie słyszy, nazywamy go pustelnikiem! I straszymy go imionami dzieci z sąsiedztwa.

- Ale wróci?" - słowa Francuza są pełne nadziei.

- Nie wiem. Zazwyczaj nie można go zatrzymać w domu. Jest zbyt niezależny, by brać pod uwagę życzenia innych ludzi.

- Stacey, już go lubię! Musimy go odzyskać!

Udaje mi się umyć ręce, pomagam matce Galii z obiadem i siadam przy stole. Krótko opowiadam Bonne, skąd właśnie przyjechałem i jaki mam dziwny powód, by zbierać uczniów na wsi. Odpowiadam na pytanie ojca, co mój przyjaciel robi we Francji...

- Arnaud jest tancerzem. Bardzo utalentowanym tancerzem. Powinniście zobaczyć, jak kontroluje swoje ciało! Bierze udział w produkcjach baletowych słynnego zespołu i tańczy postmodernistycznie w małym paryskim teatrze o nazwie Physique de la Mouvement. Naprawdę mam nadzieję, że pewnego dnia tam pojadę. Arnaud pochodzi z rodziny architektów. Przygotowywaliśmy wspólny projekt w szkole letniej i tak się poznaliśmy.

... I wtedy w kuchni pojawia się Stas. Ponury, nieprzyjazny, w nowej koszulce i dżinsach, boso, z mokrymi włosami po prysznicu...

Wygląda na to, że nawet nie wytarł się ręcznikiem. Wilgoć przeniknęła przez materiał jego koszulki i błyszczy na jego szyi i ramionach. Głośno odsuwając krzesło, siada przy stole naprzeciwko Arnauda, świdrując go ostrym spojrzeniem.

To niebezpieczne dla Bonne i czuję, jak blondynka się napina. Łapie mnie za nadgarstek i pochyla się do mojego ucha:

- O mój Boże, Stacey, twój brat jest gorący! Jak mogłaś go tak długo przede mną ukrywać!

- Tak, moja córko, Galya powiedziała mi, że masz przyjaciela - powiedział mój ojciec - Cieszę się, że dobrze się z nim dogadujesz. Wydaje się być miłym facetem i lubi cię.

- Bonnet to dobry człowiek, tato, uwierz mi. Miałem czas, by go poznać. Spędziliśmy dwa lata we Francji - wynajęliśmy razem mieszkanie w Wersalu, a to dużo. Jest wesoły, nieposkromiony i hojny dla swoich przyjaciół. Trzeba przyznać, że nie każdy jest w stanie rzucić wszystko i wrócić tylko dlatego, że się stęsknił. Ale o to właśnie chodzi w Arno.

Nagle czuję, że moje słowa brzmią dwuznacznie i staram się nie patrzeć na Stasa, mając nadzieję, że zapomniał o wszystkim, co powiedziałam mu zeszłej nocy

- Powiedz im, Stacey! Powiedz im, że uwielbiam sposób, w jaki się uśmiechasz!" Blondyn wtrąca się, jakby wiedział, co mówię mojemu ojcu: "To dlatego cały czas cię rozśmieszałem i nigdy nie pozwoliłem ci się nudzić! Świetnie się razem bawiliśmy, to były dwa najlepsze lata w moim życiu! Nie mogę się doczekać przyszłego roku, kiedy twoja córka znów przyjedzie do Paryża!

... Ale Stas sam do mnie podchodzi.

- Czy on rozumie nasz język?" - pyta, odnosząc się do Arnauda.

Muszę na niego spojrzeć. Po raz pierwszy w ciągu dnia muszę nawiązać kontakt wzrokowy i wszystko zapamiętać.

- Nie.

- Co mówi Arno, Nastia? - pyta ojciec, a ja automatycznie odpowiadam, nie odrywając wzroku od Stasa i myśląc o sobie:

- Mówi, że świetnie nam się razem mieszkało. To były najlepsze dwa lata w jego życiu i chce, żebym wróciła do Paryża.

Arno nadal się uśmiecha, gdy łokieć Stasa przypadkowo ześlizguje się ze stołu, a jego pięść spada na stół, uderzając w talerz. Talerz spada na podłogę z hałasem, roztrzaskując się.

- "Uważaj, Stasiu!" - zauważa natychmiast zaniepokojona macocha - "Co ci się stało w twarz? Porozmawiamy o tym później. A teraz, synu, czy mógłbyś być bardziej przyjazny dla swojego gościa? W końcu Arno jest przyjacielem Nastii, a więc i naszego domu. I proszę, odłóż drzazgi, skoro jesteś taki niezdarny.

- Pomogę ci!

Wyskakuję zza stołu, by zapomnieć o niezręcznej sytuacji i pomagam sprzątnąć resztki z talerza. Kucam obok Stasia, nie myśląc o tym, że jego bliskość i przypadkowe zetknięcie naszych ramion poparzy mi skórę. Dużo wysiłku kosztowało mnie, by nie zareagować na gorące palce, które natychmiast owinęły się wokół mojego nadgarstka i nie odpowiedzieć na miękkie przezwisko, które dotknęło moich uszu jak niespodziewana pieszczota, zanim wróciliśmy do stołu w jadalni.

- "Bardziej przyjazny?" - mówi Stas do matki, siadając obok niego. "Tak, to proste, pani dyrektor! Tak jak mówisz!

- "Na jak długo zostajesz, gościu?" pyta Arno po angielsku, z otwartymi ustami, nie uśmiechając się i nawet nie myśląc o ukryciu złego nastroju. A Arnaud nie byłby przyjacielem, gdyby zasugerował, że mogły go zranić obraźliwe słowa.

- Na jak długo? "Nie. Tylko na weekend - odpowiada spokojnie i uprzejmie. "Niestety, w Paryżu jest zbyt dużo pracy - mówi, delikatnie unosząc moją dłoń i zbliżając ją do swoich ust. Muszę zobaczyć się z moją Stacey Belle i odlecieć.

- On jest o ciebie zazdrosny, kochanie, mówię ci! Wiem, jaki on jest!" Bonne wykrzykuje później w moim pokoju, wylegując się z zadowoleniem na łóżku, gdy kończymy kolację i wychodzimy, by porozmawiać sam na sam. "Jesteś pewna, że on nie jest twoją rodziną?

- Nie, jest skonsolidowany. Nie bądź śmieszny! Nie widzieliśmy się przez pięć lat. A wcześniej znaliśmy się tylko miesiąc.

- Co z tego? Mówię poważnie, Stacey. On jest mężczyzną, ja jestem mężczyzną, on jest pewien, że cię podrywam. Terytorium i tak dalej. Nie, oczywiście, że nie mam nic przeciwko.

- Oczywiście, że nie", uśmiecham się, wciąż zaskoczona obecnością mojej przyjaciółki.

- Czysto teoretycznie! Moi rodzice też cię lubili. Znowu, jestem przystojny, inteligentny i tańczę jak bóg...

Rzucam poduszką w jego bezczelną twarz, a Francuz się śmieje.

- "On nic o mnie nie wie, mam rację?" mówi, zgadując.

- Tak. Nie wie zbyt wiele o moim życiu we Francji.

- Nie wie o niczym?

- Tak. Nie było powodu, by o tym mówić, a poza tym...

- "O mój Boże, Stacey," facet podskakuje na kolana i przyciska poduszkę do piersi, "on jest chodzącym seksem! I jest zdecydowanie podły jak grzech! Widzę to w jego oczach!

- Wzruszyłem ramionami, nie mogąc znaleźć odpowiedzi.

- Czy on się z kimś spotyka?

- Przestań, Arnaud.

- Na stałe?

- "Nie," wspinam się na fotel z nogami, obserwując, jak blondyn inspiruje się tą wiadomością, "Nie sądzę.

- Więc jeszcze nie wszystko stracone! "Kochanie, przysięgam!" facet zrywa koszulkę i mruży oczy, bawiąc się mięśniami opalonej klatki piersiowej, "Jeszcze nie widziałaś mnie w akcji...

Widziałam to w tańcu i we wszystkim innym, czego bokserki wtedy nie zakrywały. Oczywiście był przystojny. Niezbyt wierny w ciele, ale lojalny w duszy. Przyjaciel, ale nigdy więcej niż przyjaciel.

Arnaud jest wierny sobie i nie poddaje się. Wiele osób go lubi i nie cierpi z powodu niskiej samooceny, a ja uwielbiam go za jego wyluzowaną naturę.

- Twój brat patrzył na mnie, jakby chciał mnie zjeść! Arnaud, kochanie, chodź tutaj! Jestem rozpalona jak diabli! Rrr ... Może, mała Belle, nie był o ciebie zazdrosny, ale na odwrót?

Bonne śmieje się i pada na łóżko. Zwykle jest normalnym facetem, ale czasami go ponosi. Cóż, przyzwyczaiłam się widzieć go w różnych odsłonach.

- Nie sądzę, żeby Stas lubił facetów, przepraszam" - uśmiechnęłam się.

- Stacey," Bonnet puszy poduszkę i kładzie ją pod plecami, zarzuca ręce za głowę, a jego ramiona opierają się o ścianę. Chcę tylko zdjęcie na pamiątkę. Dwa byłyby dobre! A jeszcze lepiej - zdjęcie w całej długości i zbliżenie!

- Wrócić na Instagram? Drażnić się z Leonem? Arnaud, dlaczego?

- Cóż, dziecko - westchnął rozmarzony Francuz, grzebiąc palcami w swoich długich blond włosach - czy to moja wina, że twój przyrodni brat okazał się rozkosznie brutalny! Jak bohater niemieckich filmów o ogrodnikach. Do diabła, wypiłbym z nim tequilę przy basenie!

Brzmi to tak smutno i tak nie dotyczy Stasia, że w końcu nie mogę powstrzymać się od śmiechu, wyobrażając go sobie uciekającego przed Arno, nagiego i z kosiarką do trawy.

Wczoraj mój przyjaciel miał swój pierwszy występ w nowym sezonie, wcześniej miał trudny tydzień prób, a dziś ma lot. Kiedy proponuję, że oprowadzę Bonne po mieście, stanowczo odmawia, powołując się na zmęczenie, lenistwo i świetny nastrój, którym zamierza się ze mną podzielić. Zamiast tego spędzamy trzy godziny spacerując po okolicy, podziwiając piękno lokalnych domków, zatrzymując się w małej przydrożnej kawiarni na przekąskę i filiżankę kawy - tutaj, w Cherokhino, okazuje się ona być doskonałej jakości. Arnaud barwnie i z charakterem opowiada o francuskim życiu. O swojej rodzinie, o trupie, o tym, że z Leonem znów wszystko się komplikuje. O tym, że to, czego się domyślał, okazało się prawdą, a zazdrość Leona o talent Arnauda uniemożliwia im zbudowanie normalnej relacji. Przyznaje, że był nawet gotów rzucić balet dla przyjaciela, gdy dowiedział się, że reżyser dał jemu, a nie Leonowi, solową rolę, ale Suzette udało się znaleźć słowa, by przekonać go do porzucenia tego pomysłu. Szkoda, że miłość miała wysoką cenę. W końcu taniec jest sensem życia Arnauda Bonneta.

- W ten sposób uciekamy wieczorami z Suzette. To słodka dziewczyna i nie ma żadnych kompleksów" - przyznaje bez wahania. To nasze życie, kochanie, i żyjemy nim, czy komuś się to podoba, czy nie!

Kiedy wracamy i pokazuję mu podwórko, Arno jest zachwycony:

- Co za piękny dom, Stacey!

- To dom mojej macochy i ojca. "I Stasia - mówię szczerze - Mam nadzieję, że kiedyś będę miała własny dom. Jest jednak mało prawdopodobne, że będzie tak duży i piękny.

Skręcamy za róg i Arnaud zatrzymuje się. Bierze mnie za rękę i pokazuje, co przykuło jego uwagę na podwórku. Oczywiście... Mój przyrodni brat.

Stas stoi przy motocyklu, coś naprawia, albo po prostu obserwuje, nie wiem. Na pewno słyszy, że się zbliżamy, ale nie podnosi głowy. Rzadko mam okazję widzieć go w takim stanie, z zewnątrz, i mimowolnie zerkam do środka...

- "Co za plecy!" szepcze Arnaud. "Resztę przemilczę. Chcę mieć z nim zdjęcie, Stacey-Belle, chcę mieć z nim zdjęcie! Dlaczego jest taki samotny?

Brzmi niezwykle przyjemnie. Nagle chcę zobaczyć oczy Stasia, przeszywające szarością spod ciemnych rzęs, i napotkać jego spojrzenie. Przez chwilę poczuć, że jest naprawdę mój.

Chciałabym, żeby tak było. Ale wciąż pamiętam jego usta na moich i prawdopodobnie zawsze będę je pamiętać.

Moja ręka drży z pragnienia dotknięcia jego silnych ramion.

- Hej, Stace! Gratulacje!" Arnaud woła do Stace'a. Z szacunku do gościa mówi po angielsku, którego ten nie zna zbyt dobrze, więc jest to dość zabawne. "Niezły motocykl! Może zapalimy go razem na drodze? Nie mam nic przeciwko, żebyś prowadził!

Sapię, spiesząc się, by kopnąć roześmianą twarz Bonneta w bok.

- Jezu, Arnaud, postradałeś zmysły! Znalazłeś sobie kogoś do żartów!

Ale, ku mojej uldze, ponury profil Stasa sugeruje, że nie zostaliśmy wysłuchani.

- "Chodźmy do środka, ty francuski cudzie!" Pospiesznie odciągam przyjaciela od grzechu. On nie potrafi żartować! Nie mówiąc już o podpowiedziach!