Chapter 36
Rozdział 36
Bonne i ja spędzamy godzinę w towarzystwie macochy i ojca, a potem wracamy do mojego pokoju. Czas ucieka, nie skończyłem portretu włóczęgi i proszę Arno o pomoc. Gruno Lisowski nie toleruje niechlujnego podejścia do lekcji i zadań. Fakt, że mój przyjaciel jest tu teraz, jest dla mnie wybawieniem. Nie ma lepszego modela niż Arno!
Rozstawiam sztalugi, rozcieńczam farby i przygotowuję pędzle, kontynuując rozmowę z Francuzem o tym i owym. Zakładam fartuch, oceniam niedokończoną pracę smutnym, krytycznym spojrzeniem i proszę faceta, żeby się rozebrał. Żeby usiadł na krześle pod ścianą, co robi. On jednak traktuje moją prośbę dosłownie, a jego dżinsy podążają za koszulką na podłogę...
- Arnaud, prosiłem cię, żebyś odsłonił tylko tors.
- "To dla autentyczności, dzieciaku", włącza tryb "supermana", "Jestem przyzwyczajony do dobrego wykonywania swojej pracy.
Cóż, pozwól mu. Rzucam Arnaudowi ręcznik i proszę, by zakrył uda. Nie jestem Suzette, żeby kontemplować jego bieliznę.
Tak mija kolejna godzina lub więcej. W tym czasie maluję, rozmawiam z przyjacielem, ale nie mogę złapać tego samego nastroju, o którym mówił Maestro Lisovsky.
Wszystko jest nie tak. Nie jest w porządku. Nie jest w porządku.
Więc czego chcę? Czego dokładnie potrzebuję?
Kim jesteś, mój włóczęgo? Kim jesteś? Dlaczego tu jesteś?" Wciąż nie potrafię zgadnąć, a rysy Bonne w ogóle do tego nie pasują.
Ściskam rysunek i wrzucam go do kosza.
- "Co? To nie działa?" - współczuje Francuz, a ja przyznaję z westchnieniem:
-Absolutnie.
- W porządku, Belle, nie rozpaczaj! Widziałem twoje rysunki i wiem, że jesteś najlepsza! Poczekaj, pójdę gdzieś na chwilę i będziemy kontynuować. Przed nami cała noc!
Całą noc, to prawda.
Ale kiedy mija piętnaście minut, a moja przyjaciółka wciąż nie wraca, mam dość patrzenia na drzwi, zdejmuję fartuch i wychodzę z pokoju. Schodzę po schodach, wołając Bonne. Nie znajdując chłopaka w łazience i salonie, zaglądam do kuchni, ale widzę tam tylko Stasia. Sam, ze szklanką w dłoni. Bierze wodę z kranu, a ja muszę go zapytać ze zdziwieniem:
- Cześć. Gdzie jest Arnaud?
- Blondynka z gołymi jajami owinięta ręcznikiem?
- Cóż... hmm, tak.
Stas robi pauzę, każąc mi czekać.
- Idź.
- "Jak wyszedłeś?" Zagubiłem się na chwilę, patrząc na faceta: "Gdzie poszedłeś? Jesteś nagi?
Stas milczy, podchodząc do okna i powoli popijając wodę ze szklanki Nie zamierza mi odpowiedzieć, więc podbiegam do niego, żeby go odwrócić i spojrzeć mu w oczy.
- Gdzie się podziałeś, Frolov?! Czy... wyrzuciłeś go?!
W odpowiedzi zapada cisza i tylko żółcienie na kościach policzkowych są ciężkie.
- "To obcy kraj, on nikogo tu nie zna!
- Nie obchodzi mnie to.
- Nawet nie zauważam, jak wymierzam cios w jego silne ramię - Nie! Dlaczego mu to zrobiłaś?
Odwracam się i wybiegam z kuchni, ale Stas łapie mnie za nadgarstek, zatrzymując w korytarzu. Szare oczy, w które chcę znów spojrzeć, odnajdują moje.
- Więc "dlaczego nie szukałeś"? Dlaczego "kochałeś innych"?! Tak, Elfie?! Odpowiedz mi! Powiedz mi jeszcze raz, jak twój przystojny przyjaciel ma ciało, a ja posłucham...
- Puszczaj!
Drzwi są otwarte, a ja wybiegam boso na zewnątrz. Podbiegam do bramy, otwieram ją i widzę blond głowę Francuza siedzącego na krawężniku obok klombu.
- "Arno, przepraszam!" Podbiegłem do faceta, złapałem go za łokieć i pomogłem mu wstać. "Mój szwagier jest takim głupcem! Chodźmy do środka, musisz się ubrać.
- Potrzebuję lodu na serce i najlepiej małej Suzette w łóżku - westchnęła blondynka - Stacy-Belle, jak udało ci się zdobyć takiego brata?
Unosi brew, a ja wzruszam ramionami.
- Sam nie wiem.
- Możecie sobie wyobrazić, że nie był pod wrażeniem mojego nagiego torsu! A tak bardzo starałam się pięknie chodzić. Wiesz, że to potrafię. Pas de basque... cabriole... postawa... masz tu wspaniałą, przestronną salę. Próbowałam się odwrócić.
- "Co?" Patrzę na ironiczny wyraz twarzy Bonne, nie wierząc, że naprawdę zrobił wszystko, co powiedział. "O mój Boże, Arno, czy sprowokowałeś Stasa? Zatańczyłeś przed nim? Tak po prostu?
- "Cóż", śmieje się niemożliwy Francuz, "trochę. Dlaczego on jest taki bez życia, Stacey? Chciałem rozbić skorupę. Czuję ciało i krew pod spodem, kochanie!
- I jak poszło? "Wzruszyłem ramionami, sugerując Bonnie, jak wygląda na ulicy.
- "Jeszcze nie ma wieczoru!", facet nie daje za wygraną. "A poza tym, moja piękna, wiedziałem, że nie zostawisz Arnauda w tarapatach", całuje mnie w policzek. "Zobaczysz, Stacy", obejmuje mnie za ramiona, pewnie prowadząc na podwórko, "sam przyjdzie przeprosić.
- Nawet nie rób sobie nadziei! Nie znasz go! Jest mało prawdopodobne, aby Stas kiedykolwiek przeprosił kogokolwiek w swoim życiu.
I naprawdę w to wierzę. Ale blondyn po prostu to odrzuca.
- Widzisz, jesteś jego siostrą i jest pewien, że spaliśmy razem... - mówi dalej, gdy wracamy do domu, a Stas, ponury jak chmura, spotyka nas w drzwiach. - Ale jeśli mu wszystko wyjaśnisz, rozjaśni się - przerywa, uśmiechając się do jego ponurej twarzy.
Nie, nie będzie. Ma nadzieję na próżno.
- Daj spokój, Arno, nie zamierzam nikomu niczego tłumaczyć. To nie jego sprawa, może myśleć co chce.
- To nie ma sensu - westchnął, powoli odchodząc. Spójrz na niego, jest słodszy niż melasa! Dlaczego miałby być zły? Prawdopodobnie nie cierpi z powodu samotności. Leon umarłby z zazdrości, gdyby zobaczył nas razem! Nie, kochanie, nie byłabym Bonne, gdybym nie zrobiła mu zdjęcia do rana!
Dobrze znam mojego przyjaciela i rozumiem, że Stas go zranił. Zranił jego ego swoją nieuwagą i jawną wrogością, a Francuzowi trudno jest to zaakceptować po całej miłości i uznaniu, jakie otrzymał. Jest mu przykro, ale mam nadzieję, że jutro wyjedzie i o wszystkim zapomni.
Nie wiem, co Stas słyszy w nieznanym mi języku Bonnese, ale gdy tylko na chwilę odwracam uwagę, Arno trzyma się za nos, a krew kapie na podłogę. Na moje osłupiałe spojrzenie kiwa głową, krzywiąc się w zupełnie głupi sposób.
- Cholera... "Nastya, nie chciałem tego - powiedział sztywno Stasov.
A wina leży po stronie Francuzów:
- Uspokój się, Stacey-Belle, to nie bolało, przysięgam! Chciałem go tylko dotknąć.
- F-feel?! No wiesz!
Ale zamiast być naprawdę zły, jestem odpowiedzialny:
- Musisz się położyć! Teraz!
Biegnę do kuchni po ręcznik i lód. Moich rodziców już nie ma, w domu jesteśmy tylko we trójkę i sadzam przyjaciółkę na kanapie w głównym salonie.
- "Połóż się tu na chwilę", proszę, przykładając zimny kompres do twarzy. "Mam nadzieję, że to nic poważnego.
- Następnym razem nie będzie trząsł gołymi jajami. Mógł się ubrać.
- Nie jest nagi i nie mógłby być. Pozuje mi do zdjęcia, które się pali - muszę je oddać. I co teraz? Co mam zrobić?
- Idź, Stacy-Belle. "Zacznij beze mnie, ja przyjdę" - blondyn westchnął ciężko, z jękiem - "Kto wie, może kiedy odejdziesz, postanowi się mną zająć?
Dwóch niemożliwych idiotów! Niech będzie po twojemu! Odwracam się i odchodzę.
POV Stas
Zawsze czułem, od pierwszego dnia, kiedy moja przyrodnia siostra pojawiła się w naszym domu, że chcę mieć prawa do tej dziewczyny. Nawet wtedy, gdy jeszcze siebie nie rozumiałem, a moja irytacja wobec niej aż kipiała od urazy i nienawiści. Chciałem, żeby tylko na mnie patrzyła, tylko mnie zauważała i tylko jej miałem prawo dotykać. Tylko ja i nikt inny. I nie miało znaczenia, że moje pragnienie paliło ją bólem. W szkole byłam gotowa odgryźć to każdemu, nawet mojej najlepszej przyjaciółce. Była najlepsza przyjaciółka, która nagle postanowiła stanąć mi na drodze. To, co widziałam w jej oczach, doprowadzało mnie do szaleństwa i załamywało, aż w końcu rzuciło mnie na kolana, pozbawiając nadziei.
To, że serce Stasa Frolova kiedyś się zatrzymało, było moją winą.
I wtedy wróciła do mojego życia, a moje serce znów zaczęło bić. Waliło mi w piersi, a żeby poczuć to życie w pełni i bliskość Elfa, dziś byłem gotów zapłacić wszystko.
- Wystarczy, Frol! Rozumiem.
Voropaev wypluł te słowa na piasek razem ze swoją krwią, ale i tak powtórzyłem je jeszcze raz - nad nim, leżąc tam, nie czując bólu w palcach, nie zwracając uwagi na siłę rąk, które mnie trzymały. Nie słysząc własnego ochrypłego oddechu i dzwonienia napiętych żył. Gotowa uderzyć w każdej chwili.
- Zapomnij o niej, Grey. Zapomnij o niej! Albo następnym razem twoi przyjaciele mnie nie powstrzymają. Ona jest moja! Zawsze była! Myślałem, że ustaliliśmy to raz na zawsze! Nie zbliżaj się do niej i nie rozmawiaj z nią! Nigdy! Pamiętaj: zawsze będę o krok przed tobą! Jeśli mnie skrzywdzisz, zabiję cię!
A potem... Kiedy zobaczyłem zakrwawionego Francuza w moim domu, byłem zszokowany.
Jeszcze przed chwilą wierzyłem, że uda mi się odzyskać mojego Elfa. Pomimo francuskich zdjęć i wszystkich słów, które usłyszałem. Mogłem! Przez ostatnie dwie noce wiele się nauczyłem. Ale zobaczenie go na własne oczy, nawet gdy przytulał dziewczynę, było gorsze niż ból. Zazdrość nigdy nie trawiła mojej duszy jak kwas.
Powstrzymuję się najlepiej jak potrafię, ale kipiący, cichy gniew jest trudny do powstrzymania i nie wylania się na zewnątrz. Ponieważ Elf jest z nim szczęśliwa, czuje się z nim dobrze, a ten dom, kurwa, też ją kocha! I dlatego, że ten blondyn to nie ja.
Coś kruchego łamie się w jego palcach i spada na podłogę.
Obserwuję z okna, jak wychodzą przez otwartą bramę, a on delikatnie dotyka jej włosów. Śmiejąc się, owija ramiona wokół jej talii.
- Stas, uspokój się. Ten chłopak coś znaczy dla Nastii. Nie wybaczy ci, jeśli go skrzywdzisz. Daj jej trochę czasu, a wam obojgu będzie łatwiej. Większość drogi do powrotu do siebie jest już zrobiona. Nikomu nie będzie lepiej, jeśli postanowisz się poddać.
- Mamo, wiesz kim on dla niej jest? Jak bardzo jej na nim zależy?
- Jest wystarczająco drogi, abyśmy byli szczęśliwi, widząc go i witając go jako gościa w naszym domu.
- Nie to miałem na myśli. No wiesz.
- Już ci kiedyś mówiłem, synu, że nie będę się wtrącał. Są rzeczy, o których Nastya musi zadecydować sama. Arno jest jej bliskim przyjacielem, to wszystko, co wiem o tym młodym człowieku. Jak widać, jest dla niej bardzo serdeczny. To wystarczy, żebyśmy się uspokoili i zaufali chłopakowi. A dzisiaj ty i twoja siostra wydajecie się być w zmowie. W swoim lesie przekroczyłeś granice zasięgu telefonu komórkowego i nie ostrzegłeś jej ani siebie o wiadomościach. Przepraszam...
Rzeczywiście, to jest news. Wiadomość, która zawróciła mi w głowie. Tak trudno jest mi stać na chwiejnym gruncie bezsilności i nie krzyczeć, a ten cholerny blondyn wydaje się celowo testować moją cierpliwość. Tańczy przede mną, kręcąc gołym tyłkiem. Podskakuje jak małpa, bełkocze po francusku, uśmiecha się, jakby wiedział, co je. Nie rozumie nawet, gdy wyciągam go z domu za kark, a po drodze jest bliski utraty wszystkich zębów.
Muszę tylko wydech i uspokoić się, zanim zrobię coś głupiego. I mieć nadzieję, że nie wszystko stracone. Nie ma mowy...
Nie, ten facet jest albo szalony, albo zdecydowanie postanowił umrzeć! Właśnie dotknął mojego podbródka, pogłaskał mnie, jakbym był jakimś zwierzakiem! Moja dłoń, zaciskająca się w pięść, działa szybciej niż świadoma myśl, a teraz krew spada ciasną kroplą na podłogę.
- Cholera... Nastia, nie chciałem.
Mam nadzieję, że moje spojrzenie wyraźnie mówi Francuzowi, że niczego nie żałuję.
- Następnym razem nie będzie trząsł gołymi jajami! Mógł się ubrać.
- Nie jest nagi i nie mógłby być. Pozuje mi do zdjęcia, które się pali - muszę je oddać. I co teraz? Co mam zrobić?
Jak? Patrzę na blondyna leżącego na mojej kanapie, kręcącego z niechęcią swoją kijanką i mam ochotę go udusić. Cierpliwie nasłuchuję kroków Elfa na schodach.
- "Ciii!" mówi, gdy tylko zostajemy sami. "O co ci z nią chodzi? Odpowiedz mi!
Cholera! Nie ma się czego chwycić. Śliski i nagi, do cholery! Z wyjątkiem jego jaj. I oderwać je.
- "Chłopcze, uderzyłeś mnie, i to poważnie!" wciąż śmie być oburzony.
- "I think I asked you a question..." - nasza łączna znajomość angielskiego ledwo wystarcza, by się zrozumieć.
- Pozwolę małej Belle powiedzieć ci, co chce - mówi blondyn, zerkając spod kompresu - Przykro mi, ale nie mam z tym nic wspólnego. A ty, - łamie się w głupim uśmiechu, a moja pięść zastyga w pobliżu jego zębów, - jesteś zazdrosna, kochanie?
Co? "Cutie"?! Czy on powiedział "cutie"? Poważnie?!
Odwracam się do tyłu, grożąc Francuzowi dłonią w kształcie pistoletu. Przysięgam, jeszcze trochę, a całą moją siłę szlag trafi. Nie ma znaczenia, czy jest gościem, czy nie.
- Co?" facet podkrąża oczy, patrząc na mój palec. Pyta, udając zaskoczenie: "Sugerujesz, że mam go ugryźć, Stace?! Przepraszam. Ale nie jestem w formie, przystojniaku. Będziesz musiał poczekać.
Nie, nie będziemy rozmawiać. Jeśli zostanę z tym palantem jeszcze przez sekundę, uderzę go. Tym razem zrobię to chrupiącymi zębami.
Nie wydaje się chudy, wręcz przeciwnie, jest zwinny i zwinny, ale z łatwością mogę znaleźć jego szyję i dobrze nią potrząsnąć, zanim położę go z powrotem na poduszce.
- Jeśli chcesz żyć, zostań tutaj, Bonn! I mówię poważnie!
Przechodzę przez korytarz, wchodzę po schodach na drugie piętro i kieruję się do pokoju mojej przyrodniej siostry. Otwieram drzwi i wchodzę, nie zastanawiając się nad moimi intencjami: co powinnam zrobić lub powiedzieć. Po prostu idę do niej, bo nie mogę się powstrzymać.
Stoi przy sztaludze z dłońmi na policzkach i patrzy na pustą kartkę. Jest szczupła, smukła i trochę rozczochrana po spacerze z bójką. Ma na sobie krótką sukienkę, która odsłania jej ramiona i ręce. Jej piękne włosy są zebrane w niedbały węzeł z tyłu głowy, a usta są lekko półotwarte Jej oczy są tak czyste, jak pierwszego dnia, gdy się poznaliśmy. Gdyby tylko mi pozwoliła, mógłbym wpatrywać się w ich błękit przez całą wieczność.
- Stas?" Rzuca mi zdziwione spojrzenie, próbując ukryć zakłopotanie, ale nie pozwala mi odejść. W milczeniu obserwuje, jak do niej podchodzę, powoli podnosząc jej głowę.
Patrzymy na siebie przez całą minutę, zanim w końcu pytam, wciąż przypominając sobie, jak miękkie i giętkie są jej usta:
- Powiedz mi, co muszę zrobić, aby pomóc ci w rysowaniu? Jestem gotów zająć miejsce Francuza.
- "Co?" - teraz uczucia na jej twarzy są w pełni odzwierciedlone i widzę zmieszanie w jej niebieskich oczach. "Chyba nie mówisz tego poważnie?
- Wręcz przeciwnie. Nie chcę, żebyś miał przeze mnie kłopoty. Zgadzam się, to moja wina, że twój... że został na dole.
- Stas, nie...
Ale nie mam zamiaru się wycofywać.
- Czy nie jestem wystarczająco dobry, Elf? Powiedz mi: niewystarczająco dobry dla ciebie?
Oboje rozumiemy znaczenie moich słów, a ona odwraca wzrok.
- Nie dlatego.
- Więc czemu nie? Jeśli mnie potrzebujesz, będę dla ciebie wszystkim, siostro. Modelką, psem łańcuchowym, strażnikiem. Myślę, że mogę to zrobić. I nie odejdę, dopóki się nie zgodzisz.
Waha się, spogląda na mnie ponownie, wpatruje się z tęsknotą w prześcieradło.
- Musisz się rozebrać - mówi, kładąc dłoń na sztaludze - tylko tors, proszę.
Pamiętam blondyna stojącego przed nią tylko z bandażem na udzie.
Cóż, ty, Frolov, nie jesteś jej blondynką. Ale nie można się z tym pogodzić.
- Elf, nie mam się czego wstydzić. Jeśli chcesz, pokażę ci wszystko inne. Nie musisz się martwić, że mnie to zawstydzi. Nie przywykłam do wstydzenia się swojego ciała, nawet jeśli nie jestem tancerką. Nie wstydzę się żadnej jego części. Czy nie to właśnie robi modeling?
- Nie, nie musisz - zarumieniła się i odwróciła wzrok - To wcale nie jest konieczne.
- Dobra, jak chcesz. Oceniam na podstawie Francuza.
- Arnaud źle mnie zrozumiał, ale niczego nie zmieniłem. Nie jestem pewien, czy w ogóle wiem, czego chcę.
- Więc powiedz mi - obserwuję, jak opuszki jej palców drżą na powierzchni papieru. Powoli przesuwa nimi po papierze, jakby oceniając jego chropowatość. - Spróbuj zacząć od słów.
Podnosi głowę, by znów na mnie spojrzeć, tym razem innym wzrokiem - zamyślonym, nieco zdystansowanym, w którym pojawia się nadzieja.
- Z twoich słów?
- Tak. Świetnie sobie poradzisz, Elf.
- Znowu, Stas, nazywasz mnie tym głupim przezwiskiem...
Mój uśmiech jest gorzki, ale jej oczy go odwzajemniają. Rozbłyskują światłem i po raz pierwszy widzę, jak się do mnie uśmiecha. Do mnie. Wciąż nieśmiało, lekko unosząc kąciki delikatnych ust. Natychmiast jednak wzdycha, w roztargnieniu chowając falujące kosmyki za ucho.
- "Dobrze, postaram się wyjaśnić", zgadza się, "najlepiej jak potrafię. "Mój Tramp to młody mężczyzna, który kiedyś stracił coś, czego nie można zwrócić. Nie wiem, jakiego rodzaju była to strata - osoby, domu, ojczyzny - ale na pewno nie była to śmierć, w przeciwnym razie żałoba odebrałaby Trampowi życie, tak czuję... Rozumiem tutaj - przykłada dłoń do klatki piersiowej, patrząc teraz znacznie dalej niż moje oczy - ale nie mogę złapać nastroju. Próbuję raz za razem, ale wszystko na próżno. Gdyby był starszy, próbowałbym uchwycić jego smutek. Pokorę, która ugięła jego ramiona. Być może długo wyczekiwany spokój, który w końcu zagościł w moim sercu. I tak... nie wiem, czego chcę.
- Nie wiesz?
- Nie. I nie chodzi o ubrania lub ich brak. Po prostu szczegóły mnie rozpraszają i i tak nie widzę, dokąd idę. Nie mogę odpowiedzieć na pytania. Po prostu czuję, że muszę dać temu życie. Tutaj, na tej kartce papieru, wiesz? To nie tylko lekcja dla mnie, nie tylko rysunek. To ja i dlatego to takie trudne.
Boże, jak bardzo chcę jej dotknąć. Znów, jak na brzegu, rozpuścić jej długie włosy, zatopić w nich palce, znaleźć jej usta, przytulić je mocno do siebie i nigdy nie puścić. Nigdy więcej jej nie puścić.
Ile błędów popełniłem i jak mogę je teraz naprawić?
Cholera, skąd się wziął ten przystojny Francuz? Skąd się wziął, wskakując między nas, przyciskając mnie do siebie jak do ściany? Rozsmarowała po sobie Stasa Frolova z uśmiechem skierowanym do Elfa. Ten uśmiech pochłonął jej radosne spojrzenie, które otrzymałem w zamian. Teraz wyrwałbym mu ręce bez żalu - tylko za to, że jej dotknął. Za poznanie jej ciała.
Czy ona go kocha... Czy chce z nim być... Czy była już z nim w tym pokoju? I wcześniej. Wiele razy wcześniej.
Myślenie o intymności Elfa z inną osobą jest nie do zniesienia. Boli tak bardzo, że moja dusza krwawi, a moje oczy zwracają się do niej o pomoc. O uzdrowienie i nikłą nadzieję na usłyszenie: "Twoja. Jestem twoja." Wyznanie, na które nie zasłużyłem. Pragnąłem tego tak bardzo, że bałem się oddychać w pobliżu szczupłej, młodej dziewczyny, której skóra i oczy doprowadzały mnie do szaleństwa. Byłem na siebie wściekły, nie rozumiejąc, jak ta szczupła nieznajoma mogła nagle stać się dla mnie wszystkim. Teraz płacę za swoje błędy jeszcze większym pożądaniem, tym razem wiedząc, że chcę, by była moja.
Czy jest zakochana w kimś innym, a to, co wyczytałem w jej oczach na brzegu rzeki, co poczułem w jej dotyku, gdy jej ramiona mnie znalazły... to, co usłyszałem w jej słowach, jest tylko odpowiedzią na dawne uczucia? Na wyznanie, które kiedyś stanęło w mojej piersi w płomieniach i płonie do dziś.
Mój Boże, Elfie, to jest naprawdę jak śmierć i zobaczysz to.
Twój włóczęga. Masz rację, zawsze byłem twój. Odkąd pojawiłeś się w moim życiu.
Odwracam się, zdając sobie sprawę, że jednym ruchem wszystko zniszczę. Cierpliwość nie dotyczy mnie, która powinna znać swojego syna lepiej niż matka, ale strach przed stratą powstrzymuje mnie - tam, gdzie stalowe kajdany.
Nie jestem jednak pewien, czy długo wytrzymam.
Prosi mnie, bym usiadł na krześle pod ścianą i podchodzi do sztalugi. Zauważam niepewność w jej palcach, gdy zbliżają się do skroni.
- Postaram się szybko skończyć. Nie chcę, żebyś się zmęczył.
- Przestań, Nastya. Wiesz, że mogę patrzeć na ciebie bez końca.
To prawda i nasze spojrzenia znów się krzyżują. Cofam się, podnoszę ręce i ściągam koszulkę. Rzucam ją na bok, pozwalając Elfowi spojrzeć na mnie, po czym opadam na krzesło.