SOVABOO

Upadł. Ocknął się. Tata!

Ch. 4: Rozdział 4

Rozdział 4

Chapter 4/31 · Page 3 of 312%

Właśnie! Zaraz zbiorę wszystkie swoje rzeczy i odejdę! Gdzieś tu leżała stara skórzana teczka Matwieja Iwanowicza… aha, jest! Najważniejsze nie zapomnieć karafki — prezent od starego szefa. A jutro rano, jak się obudzę, pierwszą rzeczą wyślę Goblinowi wypowiedzenie — kurierem. Niech zwalnia, byle więcej nie patrzeć w jego lodowate i uparte oczy!

Już kiedy narzuciłam puchowy płaszczyk, włożyłam czapkę, zawiązałam szalik i zeszłam na ulicę — nagle zatrzymałam się przy boku biurowca. Przede mną, po drugiej stronie ulicy i pół przecznicy w dół, czekał przystanek autobusowy (nie sądził chyba Woronow, że naprawdę z nim pojadę? Jeszcze czego!), a za mną…

A za mną leżało wszystko, co najlepszego przydarzyło się mojej rodzinie przez ostatnie trzy lata.

Dobrze, niech będzie! Niech Woronowa sprzątną jutro, kiedy mnie już tu nie będzie. A dzisiaj, póki wciąż jestem jego sekretarką, ostatni raz popilnuję pięć minut za rogiem i poczekam, aż odjedzie.

A nuż przyda mu się moja pomoc albo świadek?

Przemknąwszy z oświetlonej alejki w cień, podeszłam do ściany budynku i wyjrzałam zza rogu.

Chapter 4 / 31 · Page 3 of 3