SOVABOO

W stronę świtu

Ch. 3: Rozdział 3

Rozdział 3

Chapter 3/5 · Page 1 of 240%

Szkolny poniedziałkowy poranek zaczyna się od ciekawskich spojrzeń, którymi witają mnie starsi uczniowie na parkingu, szeptów za plecami i wiadomości. Tych wiadomości, które przegapiłyśmy z dziewczynami, wyjeżdżając z klubu „Gorączka” zaraz po konkursie tanecznym.

Okazuje się, że niedługo po naszym wyjściu jacyś chłopcy z naszej szkoły pobili się między sobą i sprawa omal nie skończyła się policją — to raz. Trisha z Jake’em dostali nagrodę, a wczorajszą randkę spędzili w drogiej restauracji — to dwa. I trzecia wiadomość — pod koniec tańca ktoś obrzucił Catherine i Seana jajkami, nie wierząc w ich miłość.

— …i biedaczka rozpłakała się tam na miejscu, wyobrażacie sobie? No jasne! Na szyi tandetna malinka, po sukience spływa żółtko, a przed oczami Ashley Wilson całuje się z przystojniakiem Palmerem. I to zamiast w tej właśnie chwili cierpieć po Rentonie, rwać włosy z głowy i wić się w mękach zazdrości wobec niezrównanej Miss Pierwszego Tyłka! Co za klapa! Twojej przyrodniej siostrzyczce oczy wyszły z orbit razem z jadowitymi łzami. Jak ona cię jeszcze w nocy poduszką nie udusiła za takie świństwo!

— Ashley, zamykasz drzwi na noc? — Amber pyta całkiem poważnie i przytakuje Trishy: — Zgadzam się z tobą, Jenkins. Po takiej żmii jak Harding można spodziewać się wszystkiego. Zamykaj! A najlepiej kup pułapkę na szczury. Zobaczysz, na pewno się w nią złapie! A w domu przypadkiem nie urządziła ci mega-histerii?

— Nie, wczoraj nawet jej nie widziałam. Z Kate nie rozmawiamy już od miesiąca. Nie sądzę, żeby Halloween cokolwiek w tej kwestii zmieniło. Nadal się nie znosimy — gorzej już być nie może.

— A kogo ona obchodzi, ta Lalka Kate? — prycha Trisha, przewracając oczami. — Ashley i Matthew to dopiero temat. Boże, Ash, ale wy dajecie czadu! Nam z Jake’em samym szczęki opadły, kiedy zobaczyliśmy, z kim tańczysz! Lepiej opowiedz, co jest między tobą a Palmerem i dlaczego nic nie wiemy?

Jesteśmy z dziewczynami na stadionie sportowym, mamy lekcję WF-u i wszystkich czeka bieg na trzy mile. Amber i ja wyraźnie się spięłyśmy, sumiennie wykonując swobodną rozgrzewkę przed biegiem, a Trisha nawet się nie przejmuje, tylko na całego papla o imprezie.

— Szkoda zachodu, Jenkins — Amber odstawia jedną nogę w bok i wykonuje sprężyste ruchy. — Już pytałam Ash, ona nie wie.

— Jak to?

— Ano tak.

W chwili, kiedy Trisha patrzy na mnie, rozgrzewam kolana, więc wzruszam ramionami.

— A co jest między tobą a Bruce’em Brodym? — z kolei pytam Amber, a dziewczyna, marszcząc brwi, celuje we mnie palcem:

— Dobra, złapałaś mnie, Wilson. Ja też nie wiem. Ale myślę, że chwilowe zaćmienie i nic więcej! Zobaczycie, dziewczyny, ten chudzielec będzie udawał, że widzi mnie pierwszy raz. Biedak pewnie do tej pory ma traumę po mojej propozycji!

To ciekawa wersja, więc kręcę głową, a Trisha się uśmiecha:

— A ja i tak uważam, że Halloween się udało!

Rozlega się ostrzegawczy gwizdek trenera, podają nam czas i proszą, żebyśmy zajęli miejsca na starcie. W biegu bierze udział czterdzieści osób i dobrze byłoby dobiec w pierwszej dziesiątce, jednak nie jestem najszybsza, a to zwykła szkolna norma, więc zaczynam start i bieg w środku stawki.

Pierwsze okrążenie za mną… drugie… siódme… Zostały jeszcze trzy. Nie mogę powiedzieć, że sobie nie radzę — w końcu taniec dodaje ruchu do mojego życia — ale już wyraźnie się zaczerwieniłam, a ciężki kucyk zsunął mi się z czubka głowy gdzieś na bok.

Przypadkiem go zauważam. Pewnie dlatego, że inne dziewczyny też gapią się na wysokiego, wysportowanego chłopaka, który zatrzymał się przy bieżni.

Ma na sobie ciemną bluzę z kapturem, rozpiętą na piersi, jasny T-shirt z nadrukiem i czarne dżinsy, w których kieszenie wsunął kciuki. Długa grzywka jest odrzucona z twarzy i dobrze widać, że usta musnął uśmiech.

Oczywiście to Matthew Palmer i oczywiście jak zawsze jest gorący.

Och, tak, wiem, ostatnio często powtarzam sobie to słowo, ale przecież od dawna wiem, że to prawda. Od chwili, kiedy znalazł się w mojej sypialni.

Najwyraźniej Matthew zauważył mnie wcześniej, bo śledzi mnie wzrokiem bez odrywania się, a kiedy się zbliżam, unosi dłonie do ust i krzyczy:

— Dawaj, Ash! Przyspiesz, dasz radę! Szybciej, dziewczyno, wierzę w ciebie!

Jeśli istnieje drugi oddech, to właśnie on. Nawet spocona od biegu łapię się na tym, że usta rozciągają mi się w szerokim uśmiechu z radości, że go widzę. Nie mam pojęcia, jak zdołał urwać się z lekcji, ale Matthew stoi do końca, dopóki trener nie gwiżdże i nasz bieg się nie kończy. I dopiero potem, unosząc kciuki w górę, sam zrywa się do biegu i wraca do budynku szkoły.

Oczywiście Trisha przybiega pierwsza, ja — ósma, a Ambi woli nie skupiać uwagi na takich drobiazgach jak przedostatnie miejsce w ogólnym biegu. Wszystkie jesteśmy różne, ale łączy nas przyjaźń, więc do szatni wracamy całkiem z siebie zadowolone. A dziewczyny jeszcze z chichotem zerkają na mnie.

— Nie wiesz, powiadasz, Wilson? A mnie się wydaje, że Matthew bardzo dobrze wie, czego chce.

— Odczepcie się, minionki!

— A jednak szkoda, że w sobotę byłam zajęta Jake’em i nie widziałam, jakie show urządził Palmer. Chciałabym to zobaczyć!

Jak zawsze Amber zna odpowiedzi na wszystkie pytania i uspokaja przyjaciółkę:

— Nie martw się, Trish, bardzo szybko zobaczysz. Na stówę ktoś z naszych nagrał konkurs kamerą, więc pozostaje poczekać, aż wideo rozejdzie się po znajomych w sieci, i dziesięć razy nacieszyć się epickim momentem!

— O nie — lodowacieję.

— O tak! — wykrzykuje Jenkins, a Ambi się śmieje.

— Właściwie, dziewczyny, ja mówiłam o Seanie, Kate i jajkach, a wy o czym?!

***

Następne dwie lekcje mijają w napięciu na matematyce. W ostatnich klasach uczę się analizy matematycznej, potrzebnej mi do przyjęcia na uniwersytet, dlatego po uszy zanurzam się w liczbach rzeczywistych, wykresach i pochodnych. Razem z klasą i nauczycielem rozgryzam rachunek różniczkowy funkcji jednej zmiennej, ze wszystkich sił starając się nie myśleć o chłopaku z najpiękniejszymi oczami na świecie, który po wczorajszym poranku nie wychodzi mi z głowy.

I to jest niewiarygodnie trudne. Obraz Matthew wychodzącego z wody ku mnie jest tak wyraźny, że wydaje się, jakbym znów tam była, z nim, na brzegu oceanu i czuła zapach słonej bryzy. Czuła ciepło jego ust — chłodnych, a jednocześnie parzących. I oczywiście przyjemną siłę rąk, które przyciskają mnie do niego.

Muszę raz po raz skupiać uwagę na lekcji, zapisywać współczynniki, punkty odcinków i usilnie myśleć o funkcji, i pewnie dlatego nie od razu zauważam, że Kate siedzi dziś osobno od Rentona, a prymus Bruce Brody ma na sobie okulary przeciwsłoneczne.

To ostatnie jest dziwne.

I dziwne, że nauczyciel nic mu nie mówi. Ale teraz nie jestem w stanie pomyśleć o tym poważniej i do końca lekcji zajmuję się równaniem.

 

— Ashley, jesteśmy tutaj! Chodź szybko do nas, kolejka prawie doszła!

Pora lunchu i dużej szkolnej przerwy, a więc trzeba się pospieszyć i zobaczyć z przyjaciółmi. Wchodzę do stołówki, gdzie jest już wielu uczniów, a Amber z Zacharym dają mi znak, stojąc w długiej kolejce do lady z jedzeniem.

Trisha z Jake’em spotkali się wcześniej i teraz siedzą przy naszym stoliku, gruchając na całego, z głowami pochylonymi ku sobie, a ja z przyjaciółmi muszę jeszcze przez jakiś czas postać przy kasie, żeby kupić sobie lunch.

Chapter 3 / 5 · Page 1 of 2