SOVABOO

Zabójcza sekretarka!

Ch. 2: Rozdział 2

Rozdział 2

Chapter 2/10 · Page 1 of 410%

Winda znajomo szarpnęła, zatrzymała się na właściwym piętrze i wyszłam. Podeszłam do swojego mieszkania, otworzyłam drzwi kluczem i weszłam do przedpokoju. Zapaliwszy światło, rzuciłam ubrudzoną czapkę na półkę i opadłam na puf. Posiedziałam tak kilka sekund, zdjęłam z jednej nogi adidasa i zaczęłam ostrożnie rozsznurowywać drugi.

W kuchni paliło się światło i słychać było brzęczenie ekspresu. Ziarna uderzały o ostrza i kruszyły się ze znajomym dźwiękiem, żeby już po minucie zmienić się w parzące „americano” ze śmietanką. Żeńka lubiła pić właśnie takie.

Wszyscy tego ranka pili boski napój życiowego dobrostanu, tylko nie ja.

Mieszkałyśmy z siostrą we dwie, w mieszkaniu w starym siedmiopiętrowym domu naprzeciwko parku. Rodziców nie miałyśmy, a to znaczyło, że moja młodsza już się obudziła.

— Giela! — dobiegł z kuchni dźwięczny głos. — Mogę dojeść twojego naleśnika z serem? Leży w lodówce już dwa dni, a ja mam dzisiaj trzy pary na uniwerku, i pierwsza to socjologia u Straszki! Będę mu opowiadać, co to jest „funkcjonalizm strukturalny”! Wyobrażasz sobie, dopiero wieczorem się dowiedziałam, że właśnie mnie przypadł szczęśliwy los referentki od tematu. Ten wykładowca to jednak bezlitosne stworzenie!.. To mogę wziąć? Chcę się przed spotkaniem z nim porządnie wzmocnić!

— Bierz.

Tutaj trzeba wtrącić małą uwagę, zanim moja historia potoczy się dalej i zanim pomyślicie, że jestem sknerą, więc trzeba mnie pytać o pozwolenie. Wcale nie. Po prostu tak wyszło, że z siostrą wcześnie zostałyśmy same, kiedy ja miałam osiemnaście lat, a ona jedenaście. Wtedy żyło się ciężko i, szczerze mówiąc, prawie nie miałyśmy z czego. Ale nawet w wieku jedenastu lat Żeńka nie pozwoliła mi rzucić studiów i wzięła na siebie domowe obowiązki. A ja pracowałam wieczorami i w weekendy. I zawsze wszystko dzieliłyśmy po połowie.

Teraz to ona studiowała na uniwersytecie, a do mojego szkolnego złotego medalu doszedł dyplom z wyróżnieniem specjalistki od reklamy. W naszym mieszkaniu z wysokimi sufitami i łukowymi oknami pojawił się nowy remont, w garażu – prestiżowy samochód, i ogólnie potrzeba dzielenia się ostatnim, dosłownie ostatnim, dawno zniknęła, ale nawyk „nie brać cudzego bez pytania” pozostał.

Zdążyłam zdjąć adidasa ze skarpetką i teraz oglądałam swoją poszkodowaną nogę. Moja zwykle smukła kostka poczerwieniała i zdążyła wyraźnie spuchnąć, a pod kosteczką zrobił się siniak. Pozostawało mieć nadzieję, że to nie złamanie, bo inaczej mój pech okaże się obraźliwie totalny.

Chociaż i tak było mi przykro – po prostu do łez!

Wystarczy sobie wyobrazić: dziś czeka mnie spotkanie z Koreańczykami, podpisanie największego w moim życiu kontraktu z marką kosmetyczną i biznesowy bufet. Ujmujące uśmiechy i poufne uściski dłoni. A ja siedzę tutaj i myślę, jak się na tym spotkaniu pokażę – w gipsie z kulą czy w adidasach z laską?

Żeńka wychyliła się z kuchni w krótkiej nocnej koszulce i z filiżanką kawy w ręku – długonoga i szczupła. Zobaczywszy mnie, zamarła na progu przedpokoju, rozszerzyła błękitne oczy i opuściła szczękę.

— Oho! Panno Doskonałość, trafił w ciebie piorun czy przejechała cię śmieciarka?

— Gorzej.

— Przeżuł cię i wypluł Obcy?

— Mniej więcej.

— Kurczę, Giela, co się stało?

Siostra była moją kopią, tylko włosy miała ciemny blond po ojcu, a ja jasne po mamie. No i biust z racji wieku jeszcze nie dorósł do mojego. Ale teraz dobrze sobie wyobrażałam, co ona widzi.

Przy tym człowieczku mogłam być sobą i choć nie miałam zwyczaju narzekać, niespodziewanie dla samej siebie westchnęłam i smutno wyznałam:

— Wreszcie zrozumiałam, że ja i Arnold nie jesteśmy parą.

Żeńka mrugnęła, zmarszczyła śliczny nos i prychnęła z niedowierzaniem:

— Dopiero teraz? Od dwóch lat ci powtarzam, że to zakochany w sobie osioł i posłuszny synek mamusi! Do tego sknera! I możesz go bronić, ile chcesz — siostra wsiadła na swojego ulubionego konika i, mówiąc obrazowo, tupnęła nogą — ale nie można być aż tak ograniczonym, żeby nie doceniać swojej dziewczyny!

— Uznaj, że do mnie dotarło.

— A można wiedzieć, co cię popchnęło do tej genialnej myśli?.. Swoją drogą, z włosów sterczy ci gałązka.

Tylko machnęłam ręką. Po wszystkim, co dziś się wydarzyło, gałązka była ostatnią przykrością, którą warto było się przejmować.

— Skręciłam nogę, obraziłam dozorczynię, dwa razy wpadłam w brudną kupę liści, mojego hot doga zwędził kot i policja pociągnęła mnie za chuligaństwo.

— I to wszystko jednego poranka?

— Tak. A jeszcze w kiosku skończyła się na mnie kawa i nie wiem, czy będę mogła prowadzić, bo chyba mam złamanie.

— Masakra! — jęknęła siostra.

— A wiesz, co jest najbardziej przykre?

— Co?

— Przyśniła mi się ryba. Wielka i zębata.

— I-i? — Żeńka uniosła brwi.

— I zrozumiałam, że ja i Arnold nigdy nie będziemy mieć dzieci. Po prostu się na nie nie zdecydujemy! Zawsze będzie nie ten czas i nie ten moment. — Westchnęłam. — I to jest straszne.

— Boże, Giela, co za głupoty! Oczywiście, że będą! Trzeba tylko znaleźć normalnego faceta!

— Nie. — Pokręciłam głową, czując, jak drgnęła mi dolna warga. — Przez całe życie będę pracować za dwoje, aż zmienię się w starą, samotną sukę. A skończy się tym, że nie będzie miał mi kto nawet szklanki wody podać. A kiedy woda w tej szklance wyparuje, zostanie po mnie tylko sztuczna szczęka…

Żeńka głośno parsknęła śmiechem, ale zaraz ojknęła i umilkła. Wyciągnęła do mnie swoją filiżankę z kawą i włożyła mi ją w ręce.

— Masz, trzymaj, Gieleczko, zrobię sobie drugą! Siedź, zaraz podgrzeję naleśnika i przyniosę! I wiesz co? — cmoknęła mnie w policzek. — Olać tę socjologię z jej funkcjonalizmem! Lepiej pojadę z tobą do szpitala – a jeśli to naprawdę złamanie? A do twojego Arnolda nie ma sensu dzwonić. Jego ośle majestat na pewno jeszcze chrapie pod bokiem mamusi!.. Ech, czemu ktoś cię od niego nie odbije?

— Może dlatego, że jestem nudna? I w ogóle zimna karierowiczka?

— Nie. Dlatego, że od czterech lat jesteś zbyt zajęta dobrobytem rodzinki Mierzlajewów, zamiast pomyśleć o sobie! 

*** 

Filiżanka kawy zrobiła swoje i zdołałam wziąć się w garść. Wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy i ubrałam się.

Dziś czekał mnie trudny i odpowiedzialny dzień: ostateczne zatwierdzenie strategii reklamowej, którą osobiście opracowałam ze swoim działem, oraz wejście na kolejny szczebel kariery. Dlatego mimo bólu w nodze postarałam się przygotować tak, żeby pasować do tego dnia.

Wyprostowałam długie włosy, związałam je w kucyk średniej wysokości i włożyłam stalowe kolczyki-koła. Zawsze dodawały mi pewności siebie i po prostu mi pasowały. Czarnym eyelinerem narysowałam górne kreski, dodałam na powiekach przydymienie i wytuszowałam rzęsy. Założyłam kremową bluzkę, nie zapominając zostawić dwóch górnych guzików rozpiętych, i błękitny garnitur ze spodniami.

Żakiet na jeden guzik leżał na mnie świetnie, podkreślając kobieco zaokrąglony biust i wciąż wąską talię. Za to szerokie spodnie ukryły brak obcasów, bo jednak założyłam adidasy. A na to wszystko – prosty kremowy płaszcz. Na twarz dodałam lekkim akcentem delikatny róż, za to błyszczyk do ust wzięłam szkarłatny. I oczywiście nie zapomniałam o perfumach – najlepszych niszowych.

Pod kolor czarnych kresek miałam tylko torebkę, rękawiczki i klasyczne okulary przeciwsłoneczne, w których wolałam przychodzić do biura rodzimej agencji.

Chapter 2 / 10 · Page 1 of 4