SOVABOO

Zabójcza sekretarka!

Ch. 9: Rozdział 9

Rozdział 9

Chapter 9/10 · Page 2 of 383%

— No tak. Pójdę znajdę w biurze ekspres do kawy i zapoznam się ze swoim miejscem pracy. A pan niech tymczasem przemyśli wysokość mojej pensji. Proszę się nie spieszyć, ale jeśli będzie potrzebna konsultacja – proszę się zwracać! Jakie mogą być skrępowania między Bossem a jego sekretarką, prawda?!

 

***

 

Angelina

 

Huk!

Wyszłam z gabinetu i z całej siły wypuściłam powietrze, zdmuchując z twarzy uśmiech. No i poranek!

Strasznie chciało mi się zostać samej i pilnie wypić coś przeciwbólowego. Noga bolała bezlitośnie, a więzadła wyły ze zdumienia, czy nie zwariowałam, chodząc tutaj zamiast leżeć?

Wygląda na to, że zwariowałam. Ale tak czy inaczej dostałam pracę w „Imperial-KUB” i nikt mnie nie poznał! A więc pierwszy etap operacji „Wendeta” zaliczony i można przechodzić do drugiego – już od jutra zacząć wykopaliska podłej istoty Maksima Orłowskiego, ukrytej pod jego atrakcyjnym wyglądem. I pokazać ją społeczeństwu!

Nie mógł przecież tylko ze mną tak postąpić?

A potem przystąpić do trzeciego etapu – zabójstwa reputacji!

No i bezczelny typ z tego Orłowskiego! Dzisiaj dobrze mu się przyjrzałam. Jaki był na uniwersytecie, taki został – pewny siebie banan! Cienki uśmieszek, sprytne orzechowe oczy i postawa playboya – rozluźniona, prosta poza z rękami wsadzonymi w kieszenie spodni. A przecież wiedział, że kandydatki się na niego gapią.

No nie spodobały mu się moje znaczki, to po co marnować na mnie swój urok? Tracić fluidy? Dobrze, że na mnie nie działają! Odtąd będę zakładać po dziesięć znaczków naraz! Na szczęście mam ich jeszcze ze szkoły i studiów całe pudełko po butach. Zobaczymy wtedy, czy dalej będzie się uśmiechał, kiedy będą cały dzień terkotać w jego sekretariacie!

Drań długowłosy! Niedorobiony centaur!

Ledwie powstrzymałam się w gabinecie, kiedy zostaliśmy sami, żeby mu wszystkiego nie wygarnąć!

Patronimik mu się mój nie spodobał! A ja, swoją drogą, omal nie wpadłam właśnie na nim, kiedy palnęłam pierwsze, co przyszło mi do głowy. A wszystkiemu winna rewolucja francuska i gilotyna, niech będą przeklęte historyczne analogie!

I dziwne, dlaczego Orłowski nie zwrócił mi uwagi za Kakaszkownę? Przecież na pewno słyszał, jak pojechałam po jego młodszej dyrektorce.

Nie powstrzymałam się, przyznaję, ale narzeczona trafiła mu się wyjątkowo paskudna. Nic dziwnego, że przyjaźniły się z Ałłoczką Mierzlajewą. Niech ta Krapiwina jeszcze mi podziękuje, że Orłowski nie wziął sobie modelki na sekretarkę! Wtedy z zazdrości starłaby sobie wszystkie zęby do ślubu i wygryzła narzeczonemu łysinę!

Wyobrażam sobie zdjęcie wystawnego bankietu w rubryce „Salonowy plotkarz” – łysy centaur i jego bezzębna piżmoszczurzyca!

Ha-ha!

Cholera! Potknęłam się o dywan i oparłam ramieniem o ścianę. Pocierając nogę, obejrzałam sekretariat, w którym miałam pracować.

Dość przestronne i jasne pomieszczenie, z dużym oknem i drogim dywanem. Odkicawszy od ściany, odkryłam w kącie drzwi do małej komórki i do archiwum. Do tego ostatniego drzwi były zamknięte, ale to tymczasowe.

Pod przeciwległą ścianą stała wygodna długa kanapa dla gości, za to biurka dla sekretarki nie było.

Nie szkodzi. Zamówimy!

Zostawiwszy rzeczy w komórce – kurtkę i czapkę – połknęłam tabletkę, wyprostowałam ramiona i pokuśtykałam poznawać „Imperial-KUB” od środka.

 

***

 Gabinety dyrektorów, Jurija Kopiejki i Kiry Krapiwiny, znajdowały się dalej korytarzem, zaraz za salą narad. Tutaj mieścił się też gabinet trzeciego dyrektora w agencji, specjalisty od kontaktów z mediami, Mindżiego Hona. W każdym razie tak głosiła piękna srebrna tabliczka na drzwiach.

Cóż, „Imperial-KUB” mógł sobie pozwolić na umieszczenie gabinetów szefostwa osobno od powierzonych im działów. A więc i subordynacja między pierwszymi a drugimi była budowana na zasadzie terytorialnego uprzywilejowania, a nie tak jak w „Regina-style”. Gdzie ja, jako dyrektorka do spraw kreatywnych, z przestrzeni osobistej miałam tylko biurko i krzesło, a z dziewczynami byłyśmy na „ty”.

To dobrze. Koniecznie skorzystam z możliwości nawiązania kontaktów z miejscowym proletariatem!

Ale wróćmy do Mindżiego Hona, skoro stoję pod jego drzwiami.

Ten Azjata, który asystował mi dzisiaj na rozmowie kwalifikacyjnej, pojawił się u konkurencji niedawno i Marik wspominał o nim przelotnie. Ale kim jest i skąd się wziął, Sobota nie miał pojęcia – usłyszał, przekazał wiadomość i natychmiast o nim zapomniał. Dlatego dużo więcej o nowicjuszu w kierownictwie Kubika trajkotały nasze dziewczyny – fanki koreańskich seriali i wschodniej kultury.

Zajęta przygotowaniami do prezentacji, niespecjalnie wsłuchiwałam się w ich rozmowy, jednak w pamięci odłożyło się, że mężczyzna jest dość wysoki i przystojny. Nie Marian, oczywiście, i nawet nie blisko Maksa Orłowskiego, ale też niczego sobie.

W tym miejscu kobiecych dyskusji (wewnątrz działu) Sobota zawsze udawał głuchoniemego i z zapałem pogrążał się w pracy, co całkowicie mi odpowiadało, więc nie przeszkadzałam dziewczynom plotkować.

I dopiero teraz, znalazłszy się w sercu „Imperium”, stojąc przed drzwiami nieznanego mi Hona, zastanowiłam się, czy Orłowski nie wymyślił sprytnego planu? Dowiedział się o zamiarze „Choki Woki” wejścia na nasz rynek, znalazł człowieka do kontaktu z Koreańczykami i przygotował grunt, podczas gdy firma Songa się rozglądała, a Regina nie bez mojej pomocy wychodziła ze skóry, żeby przyjęto ją do klubu „Poważnych graczy”.

No bo co? Czy trudno przewidzieć sukces, jeśli masz kontakty?

Nie, nie tak. Lepiej powiedzieć – jeśli twój ojciec ma kontakty.

Na pewno to przemyślał, drań!

Nie zdążyłam dobrze obejrzeć tego Hona w sali narad, ale odpowiadał Maksimowi bez akcentu, a więc w kraju jest od dawna. A jeśli dorósł do dyrektora, to i na biznesie reklamowym się zna.

Źle. Z nim może być najtrudniej na drodze zemsty na Orłowskim.

Westchnęłam, odwróciłam się i pokuśtykałam dalej. Natknęłam się na darmowy automat do kawy wielkości mnie samej i zatrzymałam się.

Powąchałam.

Na takie bogactwo rodzinka Mierzlajewów nigdy by się nie wykosztowała – i zrobiło mi się trochę przykro. Za to w kawie, którą wydawał ten automat, po zapachu było pełno niskiej jakości robusty, i przykrość ustąpiła.

Albo Orłowscy są skąpi, albo za obsługę automatu odpowiada sama Krapiwina. I ja, jako detektyw-amator, skłaniam się ku drugiemu wariantowi – po prostu dlatego, że automat jest drogi, a brunetka nie zrobiła wrażenia hojnego człowieka. A więc trzeba pilnie wprowadzić do tej formuły poprawki!

Im bardziej centaur z piżmoszczurzycą będą się żarli – tym lepiej! I tym szybciej Maksimkowi odpadnie ogon razem z jego kłamliwym językiem!

Nastrój natychmiast mi się poprawił, nalałam sobie łyk espresso – brr, kwaśnica! Wyrzuciłam kubeczek do kosza i pokuśtykałam dalej.

Dział trafficu, dział media planningu, dział produkcji (ale mają tu rozmach!), finansowy, kadry, dział zarządzania i kontaktów z reklamodawcami, pokój obiegu dokumentów… i – o! Dział kreatywny!

Nogi same się zatrzymały, a po plecach przebiegł dreszcz.

Ile razy marzyłam, żeby tu trafić! Przecież to święte świętych każdej agencji reklamowej! Pokój, w którym tworzy się magia! Pisze scenariusze, rodzi strategie, rysuje logotypy i układa wielkie plany!

Chapter 9 / 10 · Page 2 of 3