SOVABOO

Kruche serce

Ch. 11: Rozdział 6, część 2

Rozdział 6, część 2

Kapitel 11/34 · Seite 2 von 231%

Śnieżna ma niewielkie, ale jędrne piersi z twardymi sutkami. Jest jedną z tych rzadkich dziewczyn, w których kruchość idealnie łączy się z kobiecymi krągłościami – nie bez powodu Romka wścieka się, gdy kolesie gapią się na jego siostrę. Ale ja zakochałem się w niej wcześniej, kiedy była jeszcze chudzielcem z warkoczem, mojego wzrostu, i przychodziła do klasy młodszego brata sprawdzić, czy znowu się z kimś nie pobił.

A bił się – ze mną. I lubiłem odpowiadać zuchwałością na jej szeroko otwarte, niebieskie oczy. Czasem zagubione, gdy to mi obrywało, czasem surowe – gdy Romce. Ale dzięki temu mnie zauważała. Tak często, że w końcu przyzwyczaiła się do moich wizyt w jej domu i nauczyła się mojego imienia.

Chciałbym słyszeć je z jej ust częściej.

– Rusłan… – szepcze na wydechu, bo przekroczyłem wszelkie granice i pieszczę ją teraz palcami tam, gdzie jest wilgotno i gorąco. Gładzę ją dłonią między gładkimi udami, sam poruszając się przy jej biodrze w rytm tej pieszczoty.

– Nie wolno, słyszysz… Nie możemy!

– Możemy. My już uprawiamy seks, Śniegu, i to jest najlepsza rzecz pod słońcem.

Odpowiadam cicho, wodząc językiem wokół jej ucha. Czuję, jak drży, ale już nie z zimna, a od moich zbyt śmiałych dotyków. Chcę ich więcej, chcę jej więcej dla siebie. Nie tylko czuć Alicję, ale i ją widzieć. Od tak dawna mam na jej punkcie obsesję.

Koksik Rybacki ze swoją panienką już się zmył. Niedługo wrzała ta ich namiętność – nie minęły nawet dwie minuty, a wszystko zgasło. Idiota tak się spieszył, żeby spuścić nie tylko napięcie w gaciach, ale i cały ten związek do kibla, że nawet nie pomógł dziewczynie wstać z łóżka. Kretyn!

Alicja tego nie widzi, nie pozwalam jej tego zobaczyć. Ale to, co dzieje się między nami, to dla niej zbyt wiele. Prosi:

– Rusłan, proszę, nie tutaj.

– Ale pójdziesz ze mną?

– Tak.

– Alicja? – boję się w to uwierzyć.

– Tak!

Zabieram rękę z jej piersi i odwracam Śniegu twarzą do siebie. Patrząc w jej ukrytą w cieniu twarz, nachylam głowę i całuję ją w usta. A ona odpowiada. Przecież nie zwariowałem? Odpowiada z pożądaniem, nie mniej namiętnie niż ja, przyciągając się do mnie i kładąc dłoń na mojej szyi.

Uwielbiam jej usta, nikt takich nie ma. Miękkie i soczyste, z tą wabiącą świeżością. Całuję je, dopóki w garderobie nie braknie powietrza.

– Och, Mardżanow – odrywa się ode mnie pierwsza – daj mi chwilę przerwy, bo się uduszę! Często praktykujesz całowanie się w szafie?

Alicja jest w porządku i wydaje się zdziwiona tym, co się stało, nie mniej niż ja, ale nie zabiera ręki z mojego ramienia i nie odsuwa się. Moje oczy przywykły do półmroku i przysięgam, że widzę blask w jej spojrzeniu.

– Nawet jako smarkacz bym na to nie wpadł! – przyznaję szczerze i uśmiecham się. – Tylko z tobą wszystko jest możliwe. Chodźmy!

Danke, dass Sie Sovaboo wählen und ehrliche Kreativität wertschätzen!

Wir bauen diesen Ort mit Liebe zu Büchern und Respekt vor Autorinnen und Autoren. Ihre Unterstützung ermöglicht es ihnen, weiterzuschreiben und neue Geschichten für Sie zu schaffen.

Um weiterzulesen, können Sie den Online-Zugriff auf alle Kapitel des Buches kaufen.

* Die MwSt. ist im angezeigten Preis enthalten.

Kapitel 11 / 34 · Seite 2 von 2