SOVABOO

Kruche serce

Ch. 3: Rozdział 2, część 2

Peatükk 3

Rozdział 2, część 2

– Wład, szczerze mówiąc, jestem potwornie zmęczona i chciałam wcześniej wrócić do domu – przyznaję. – Mam niedokończone tłumaczenie, które wzięłam jako zlecenie. Jeśli zdążę je zrobić do jutra, dostanę premię.

Wład prycha, pokazując, jak mało poważnie to dla niego brzmi.

– Premię? Alicja, dostaniesz za to grosze! Akurat starczy na kino.

– A nawet jeśli tak? – wcale nie próbuję się kłócić. Od dawna mam na ten temat własne zdanie, ale słowa chłopaka mnie dotykają.

– A kiedy żyć, Śnieżna? – wzrusza ramionami. No proszę, kolejny mówi to samo. – Widuję cię tylko w weekendy, no i w locie między uczelnią a pracą, tak jak teraz. To mi nie wystarcza. – Nagle zatrzymuje się i obraca mnie za rękę do siebie. – Tylko nie mów, że znowu uciekniesz i że ci na mnie nie zależy.

Wład pochodzi z dość zamożnej rodziny, nie musi łączyć pracy ze studiami i nawet nie musi mnie rozumieć. Zawsze uważałam, że nie można wymagać od innych tego, czego nie mogą dać, i on się z tym zgadzał. Niestety, im dłużej jesteśmy razem, tym częściej Wład zapomina o naszych pierwotnych ustaleniach. A ja sama znajduję tysiące powodów, by zachować między nami dystans.

Być może on ma rację i to z mojej strony jest nieuczciwe.

Wychodzimy z metra i znów się zatrzymujemy. Tutaj na ulicy nie jest już tak głośno i możemy się usłyszeć bez przekrzykiwania przeciągów i huku eskalatorów.

– A czego byś chciał, Wład? – pytam, patrząc chłopakowi w oczy.

Patrzy mi w twarz, a potem przenosi wzrok na pasek mojego plecaka.

– No, nie wiem. Moglibyśmy częściej chodzić do moich znajomych, żeby nas częściej widywano razem. Mogłabyś czasem zostawać u mnie, rodzice by zrozumieli. W ogóle powinniśmy spędzać czas jak dorośli ludzie, którzy planują wspólną przyszłość, a nie jak przyjaciele.

– Rybacki – szarpię go za rękaw, zmuszając, by spojrzał mi w oczy – umówiliśmy się i ty się zgodziłeś.

– Alicja, kiedy to było? Zeszłej zimy! Naprawdę przez ten czas się do mnie nie przyzwyczaiłaś?

– Przyzwyczaiłam się.

– No widzisz! Wynajmijmy mieszkanie. To wygodne. Mogłabyś trenować ze mną. Chodzić na tę samą siłownię i jeździć razem na uniwersytet. Przecież twoja rodzina nie będzie miała nic przeciwko!

– Myślę, że nie.

– Więc co stoi na przeszkodzie?

– Ale kto zapłaci za bankiet naszego samodzielnego życia, Wład? Za mieszkanie, jedzenie, ciuchy? – mówię wprost. – Twoje i moje treningi? Podręczniki, dojazdy, rozrywkę i lekarstwa?

Wład chce sprawiać wrażenie pewnego siebie, ale jednak jego pucołowate policzki czerwienieją. Ten chłopak ma silne ciało, ale charakterem jeszcze nie dorósł. Tak bywa, inaczej sam dostrzegłby to, co oczywiste.

– Lekarstwa? Śnieżna, a to po co? Jestem zdrowy jak byk!

Odwracam się, poprawiając czapkę i pasma włosów, które spod niej wypadły.

– Ach, nieważne, nie bierz tego do głowy. Tak tylko palnęłam.

– Aha.

– Dobra, masz rację. Chodźmy do kina – zgadzam się, uśmiechając się do chłopaka. – Tylko jestem potwornie głodna! Wstąpmy gdzieś po drodze?

– Mam nadzieję, że nie do pizzerii, jak ostatnim razem? Musisz dbać o linię.

Unoszę brwi ze zdumieniem, uderzona tą uwagą.

– Moja figura w pełni mi odpowiada – odpowiadam tak, jak czuję. – A tobie nie?

– Mnie też, Alicja, nie myśl sobie! – spieszy z zapewnieniem Wład. – Mówię tak tylko na przyszłość – jesteś taka zgrabna i to ci pasuje! Wiedziałabyś, jak dziewczyny na siłowni mają obsesję na punkcie kalorii i suplementów, żeby trzymać formę. Przystawiają się do mnie bez przerwy, ale ja zawsze pamiętam, że mam dziewczynę! Wciąż nie wierzę, że zgodziłaś się ze mną chodzić.

Wład znów mnie obejmuje, całuje w policzek i gdy idziemy, zaczyna o czymś opowiadać – o dzisiejszym dniu, o sobie – już po sekundzie zapominając, od czego zaczął rozmowę. Potrafi mówić godzinami. Kiedyś polubiłam go właśnie za to, że wypełniał rozmową każdą pauzę, nie wymagając niczego w zamian. To pozwalało mi nie nudzić się z nim, nie wychodząc przy tym na nietowarzyską albo chłodną.

A także myśleć. Niepostrzeżenie myśleć o swoim.

Oto i teraz mimowolnie wracam myślami do tego, co wydarzyło się dzisiaj w szkole i do tej nieprzyzwoitej propozycji tamtego mężczyzny. I smucę się. Jeśli ojciec uczennicy postanowi mi zaszkodzić – stracę pracę, którą z takim trudem zdobyłam jako jedna z najlepszych studentek na wydziale. A jeśli zmilczy, to w przyszłości, spotykając tego obrzydliwego typa i rozmawiając z nim o jego córce, będę musiała udawać, że mam amnezję.

Jakie to ohydne i niesprawiedliwe!


Nie idziemy z Władem do pizzerii. Ostatecznie bardziej niż jeść chciało mi się ogrzać, więc zadowalam się gorącym latte z cynamonem, wypitym przy stoliku w kinowej kawiarni. A także towarzystwem znajomych mojego chłopaka, których „niespodziewanie” spotkaliśmy na seansie filmu.

Cóż, udawanie, że nie domyśliłam się, po co Wład mnie tu przyprowadził, nie jest aż takie trudne. W rzeczywistości unikam głośnych grup i imprez, co mojemu chłopakowi niezbyt odpowiada. Po pierwsze – nie lubię, a po drugie – nie mam na nie czasu. Tak więc dwadzieścia minut w towarzystwie znajomych Włada traktuję jako sprawiedliwy wkład w nasz związek i staram się być miła. Tym bardziej że komedia akcji okazała się świetna i naprawdę pozwoliła mi się oderwać.

Zato wracając do domu, przypominam sobie o zleceniu na tłumaczenie i rozumiem, że nieprędko pójdę spać. Wszystko ma swoją cenę – za dzisiejszy nieplanowany wypad do kina zapłacę trzema godzinami snu i pracą.

Trudno, nie szkodzi. Jutro piątek, potem sobota i... jeszcze się wyśpię!

Oczywiście, o ile Romka mi na to pozwoli.

***

Gdy około dziesiątej wieczorem wracam do domu, na klatce schodowej jest cicho, nie słychać kolegów brata. Otwieram drzwi do mieszkania własnym kluczem, ciesząc się, że w końcu jestem u siebie.

Nasi rodzice ostatnio coraz częściej mieszkają na działce, więc przywykliśmy z Romką rządzić się sami. Wujek, pilot cywilny, po długich rejsach od dawna rwał się na łono natury, do niedokończonej łaźni, ciszy i ulubionej pasieki. Ciocia z kolei nie zamierzała karmić własnym ciałem komarów ani zostawiać nas bez nadzoru. Na tym tle w zeszłym roku rozbili serwis weselny i przeszli kryzys małżeński, ale dzięki Bogu nie trwał on długo i pogodzili się.

To był jeden z powodów, dla których przenieśli się na działkę i spędzają teraz więcej czasu tylko we dwoje. Drugim powodem był mój brat, Romka. I wcale im się nie dziwię.

O ile z moim wychowaniem ciocia i wujek nigdy nie mieli problemów, o tyle mój brat, młodszy ode mnie o rok, jeszcze jako dzieciak napsuł im krwi za nas dwoje.

W dzieciństwie Romka nigdy nie zasypiał o porze, a jadł tylko to, co chciał. W szkole się bił, uciekał z lekcji, a w starszych klasach walczył o niezależność, całymi dniami znikając u kolegów. Przy tym nie był gburem, kochał rodziców, a nawet udawało mu się trenować piłkę nożną – po prostu nie znosił nadzoru i kontrolowania w żadnej postaci. I przyjaciół dobierał sobie podobnych – tak samo odjechanych i nieobliczalnych.

Krótko mówiąc, było ciężko i pewnie mogło być gorzej. Aż pewnego dnia wujek Leszek z ciocią Leną podjęli decyzję, by dać synowi upragnioną wolność (pod warunkiem mieszkania w domu i skończenia studiów). A przy okazji i mnie. Prosząc mnie, jako starszą siostrę, bym miała na brata oko.

Tak więc teraz z Romką przez większą część tygodnia mieszkaliśmy sami (nie licząc dni, kiedy ktoś u niego nocował) i całkiem nieźle się dogadywaliśmy.

Dziś brat był w domu. Gdy weszłam do przedpokoju, wychylił się przez uchylone drzwi swojego pokoju – taki sam blondyn jak ja, tylko w ciemniejszym odcieniu. Oczy ma jasnobrązowe po matce. Zapytał gderliwie niskim głosem młodego mężczyzny, który nagle stał się ode mnie większy i wyższy:

– Aliska, gdzie cię nosi? Widziałaś, która godzina? O tej porze na ulicach jest tyle maniaków, co pcheł na psie! Szukasz kłopotów?

Zdejmując plecak, postawiłam go u stóp i rozpięłam kurtkę. Odpowiedziałam spokojnie, zdejmując buty:

– Po pierwsze, nie byłam sama. A po drugie... może spróbujesz być milszy, Roma? Na mnie to twoje groźne spojrzenie nie działa.

– Alis, no serio. Martwiłem się. Na moje trzy wiadomości odpisałaś trzy razy „wszystko ok”. Nie dało się bardziej wylewnie? – przedrzeźniał mnie brat.

– Nie dało się – wzdycham zmęczona, chowając ubrania do szafy i zdejmując czapkę. – Byłam w kinie ze znajomymi, nie wypadało pisać.

Ale brat zbyt dobrze mnie zna, więc drąży:

– A po co tam poszłaś? Przecież nie zamierzałaś?

– Romka – oglądam się zdziwiona, biorąc plecak i idąc do swojego pokoju. – Co z tobą? Przerosłeś mnie o głowę i uznałeś, że masz prawo mnie pilnować? To ja jestem starszą siostrą, zapomniałeś?

– Ja tam pamiętam – burczy brat, drapiąc się po płaskim, umięśnionym brzuchu pod luźnym podkoszulkiem. – Ale ty zapomniałaś, że dzisiaj była twoja kolej na robienie kolacji!

Racja. Niemal się potykam, odwracając się. A więc o to chodzi!

– Oj, Romuś, przepraszam. Poprawię się, obiecuję! Po prostu Wład niespodziewanie spotkał mnie w metrze i wyciągnął do kina. Naprawdę nie planowałam tam iść po pracy.

– Twój facet ma atrofię móżdżku, brak empatii i logikę ryby. Przymuł! Wolno kontaktuje, a do tego jest egoistą. Alis, przestań mu ulegać i naucz się mówić „nie”. Nie masz pojęcia, jak to by ci ułatwiło życie.

– A ty niby nie jesteś egoistą?

– Ja jestem inteligentnym egoistą i do tego dumnym! Nienawidzę ustępstw. Założymy się, że twój paker kimał pół dnia, podczas gdy ty tyrałaś?

– Założymy się, że mogłeś sam zrobić kolację, mając gdzieś kolejkę? – paruję Romce, unosząc brew.

– I zrobiłem, tylko że wszystko pożarliśmy. Ale mam nadzieję, że twój chłopak chociaż wpadł na to, żeby cię nakarmić?

Hm.

Milczę, idąc do swojego pokoju, a Romka cicho przeklina.

– Skąpy debil! Nie rozumiem, co ty w nim widziałaś?!

– On na mnie nie naciska, jasne? I nie obraża mojego brata!

Otwieram drzwi do sypialni i zapalam światło. Słyszę za plecami:

– Ha! Niechby tylko spróbował ryzykować zdrowiem! Alis, tam na stole jest jabłko i jedno awokado – ja takich wynalazków nie jem! Ale kiełbasy i jajek nie ma! Za to jest chleb!

Aż chce mi się przewrócić oczami – nie pierwszy raz.

– No, dzięki, braciszku. Kto inny by tak o mnie dbał!

Ale kiedy Romka szczerzy zęby w uśmiechu, jestem gotowa wybaczyć mu wszystko.

– Wiedziałem, że to docenisz, siostrzyczko!

I choć mój brat to jednak egoista, gdy zamykam drzwi, mimowolnie się uśmiecham.

Jeśli mam jakiegoś przyjaciela, choćby i nieobliczalnego, to jest nim właśnie on!