SOVABOO

Kruche serce

Ch. 6: Rozdział 4, część 1

Peatükk 6

Rozdział 4, część 1

– Wład, powiedz mi, poza tym, że jest za wcześnie, byśmy razem zamieszkali, czy wszystko inne ci odpowiada w naszym związku?

– Tak, w zupełności.

– A to, że nie ma między nami bliskości? Powiedz szczerze, proszę.

Jest niedzielny wieczór. Spacerujemy z Rybackim po skwerze, a ja decyduję się na ważną dla mnie rozmowę.

Dopiero co pożegnaliśmy się z jego znajomymi, którzy wpadli do niego do domu, a potem całą paczką wylądowaliśmy na urodzinach jakiegoś nieznanego mi chłopaka w modnym klubie. Było tam głośno i w sumie wesoło, ale ja czułam się nieswojo i nic nie mogłam na to poradzić. Zwłaszcza że Wład cały czas sadzał mnie sobie na kolanach i całował, zupełnie mnie przy tym nie słuchając przez głośną muzykę i co chwilę rozpraszając się rozmowami z kolegami.

– No, przecież powiedziałaś, że jeśli nasz związek przetrwa rok i staniemy się sobie bliżsi niż przyjaciele, to wszystko będzie. W sensie, że to się wydarzy.

– Tak, tak powiedziałam. Ale… po prostu nie chcę, żebyś mylił się w swoich oczekiwaniach. Wydaje mi się, że jest ci ciasno w granicach, w których ja żyję. Chcesz czegoś więcej.

Rybacki szczerze się dziwi, jakby nie chciał przyjąć do wiadomości sensu moich słów.

– Co ty za bzdury opowiadasz, Alicja? Jest nam przecież wspaniale, no nie?

– Nie wiem. Mam wrażenie, że nudzisz się ze mną sam na sam, bo inaczej po co wciąż szukasz towarzystwa? Starasz się mnie wszystkim pokazać, jakbym była lalką na wystawie, nawet jeśli tego nie chcę. Ostatnio w ogóle przestałeś pytać, czego ja właściwie chcę. Tak jak dzisiaj.

– Co za głupoty. Wcale tak nie jest! A nawet jeśli podoba mi się, jak patrzą na ciebie inni faceci, to co w tym złego? Niech zazdroszczą, przecież i tak jesteś ze mną!

Wład zatrzymuje się i nachyla, by mnie pocałować, ale kończę zdanie, zmuszając go do zatrzymania się:

– Czekaj, proszę! – cofając się o krok. – Obiecałeś wysłuchać!

– No co jeszcze, Alis?

Zbieram się na odwagę, żeby to powiedzieć. Mimo wszystko trudno wyznać prawdę komuś, kogo przez długi czas uważało się za przyjaciela, a nawet za kogoś więcej.

– Pamiętasz naszą rozmowę przy metrze? Kiedy zaproponowałeś wspólne mieszkanie.

– Oczywiście. Nie wiem, co we mnie wtedy wstąpiło. Przecież prosiłem, żebyś zapomniała!

– Nie udało mi się. Myślałam o twoich słowach, Wład. O tym, że nie wystarcza ci taki związek jak nasz. I o tym, jak oboje zmieniliśmy się przez ostatni rok. Nie jestem już pewna, czy to właśnie ja jestem dziewczyną, której potrzebujesz. Przepraszam, ale to właśnie czuję.

Rybacki zaciska usta i kołysze się na piętach. Chowa ręce w kieszeniach pikowanej kurtki, prężąc się przede mną – silny chłopak o grubych rysach twarzy i mlecznych policzkach. Takie miewają kochane dzieci, którymi wszyscy się opiekują i którym jeszcze długo nie będzie dane dorosnąć. I to nie jest złe, po prostu…

– Rozumiesz – kontynuuję – w najbliższym czasie nic się między nami nie zmieni. Ty będziesz studiować, ja też. Do tego będę musiała pracować i poświęcać na to cały wolny czas. Widzę przecież, że ci się to nie podoba, i nie chcę cię przy sobie zatrzymywać na siłę.

„A poza tym – ale tego już nie dopowiadam, tylko o tym myślę – liczyłam, że przez ten rok zbliżymy się do siebie duchowo i o wszystkim ci opowiem. I jeśli nie odwrócisz się, a zaakceptujesz mnie prawdziwą, z moją wadą, wtedy zaufam ci całkowicie.

Ale… to nie wychodzi”.

– Oczywiście, że nie! – nie zgadza się Wład. – Wybacz, Alicja, ale masz jakąś manię pracy. Mam nadzieję, że w święta pojedziemy do jakiegoś ośrodka wypoczynkowego i tam odpoczniemy jak normalni ludzie. Po prostu nie pozwolę ci niczym się zajmować! Ani też w nic wątpić!

– Słyszysz mnie, Rybacki?

– Nie! – Wład podchodzi i obejmuje mnie. Całuje w usta. – Kocham cię, Śnieżna! I nie potrzebuję innych dziewczyn, nawet ich nie zauważam! Jasne, wieszają mi się na szyi, ale co z tego, skoro mam ciebie! Moja mama jest tobą zachwycona! Jesteś taka niezwykła…

– Tylko niezwykła? O to w tym wszystkim chodzi?

– Oczywiście, że nie tylko! Po prostu jesteś mądra, piękna i dobrze wychowana. Nie dąsasz się jak inne i nie starasz się przypodobać – to przyciąga! Można z tobą ciekawie pogadać i nie wstyd się razem pokazać. Przecież wszyscy mi zazdroszczą! Pasujemy do siebie. Strasznie mi się podoba, jak razem wyglądamy!

Czasem słowa Włada mnie ranią, tak jak teraz. Ale on jest zbyt prostoduszny, selektywnie głuchy i zupełnie nie wyczuwa mojego nastroju, by to zrozumieć.


Decydujemy się odłożyć poważną rozmowę do zakończenia naszego eksperymentu, więc wciąż uważam go za swojego chłopaka, gdy w piątkowy wieczór, tydzień później, dzwonię do Rybackiego z holu szkoły językowej z prośbą, żeby mnie odebrał.

Pięć minut wcześniej skończyłam lekcje i już zbierałam się do domu, sprawdzając przy recepcji plan zajęć na kolejny tydzień, gdy przypadkiem zauważyłam za oknem mężczyznę w garniturze i płaszczu. Najpierw dostrzegłam bukiet kwiatów w jego dłoni, a potem rozpoznałam w nieznajomym ojca mojej małej uczennicy, Kasi.

Zajęć z Pantofelkiem nie miałam dziś w grafiku, więc cała się spięłam. Nie miałam najmniejszej ochoty spotykać się z tym Maksymem, a tym bardziej z nim rozmawiać. On jednak najwyraźniej miał inne plany.

– Spójrz, Alicja, jaki przystojny facet. Pytał o ciebie!

Administratorka miała na oko z sześćdziesiąt lat, nic więc dziwnego, że dorosły mężczyzna wydał jej się ledwie nieco starszy od wyrostka.

– To… to ojciec mojej uczennicy. Wydaje mi się, że nie jest ze mnie zadowolony jako nauczycielki. Uprzedziłam już o tym panią Marię.

– A nie wygląda na niezadowolonego – mruczy kobieta z nutką tajemnicy w głosie. – Wręcz przeciwnie. Jest tobą bardzo zainteresowany!

Nic nie odpowiadając, odchodzę z płaszczem do kanapy w strefie dla gości i dzwonię do Włada.

– Alicja? Cześć!

– Cześć, Wład! Słuchaj, mógłbyś teraz przyjechać i odebrać mnie ze szkoły, w której pracuję? Bardzo cię proszę!

– Przyjechać? Mogę, jasne – słyszę w słuchawce nieco niecierpliwy głos Włada. – Ale dopiero za jakieś półtorej godziny, wcześniej nie dam rady, mam trening.

– A gdybyś go przełożył?

– Alis, jestem już na sali. I tak się teraz urwałem. Chłopaki usłyszeli telefon i zawołali mnie do szatni.

– Em, rozumiem. Dobra, zadzwonię później.

– Koniecznie, Śnieżna! Będę czekał!

Ja jednak nie mogę czekać, więc wybieram numer brata.

– Romka?! Potrzebuję cię! Teraz, natychmiast!

Z bratem mogę rozmawiać bez owijania w bawełnę, więc opowiadam mu wszystko, jak jest. To oczywiście trochę krępujące, ale i tak lepsze niż narażanie się na nowe obelgi i rozmowę z nieprzyjemnym typem. Muszę go uniknąć za wszelką cenę!

– Szlag, Alis! Jestem za miastem u rodziców, ale zaraz coś wymyślę!

***