Peatükk 24
Rozdział 24
POV Nastia
Jestem w domu. Jestem w domu. Muszę się przyzwyczaić do tej myśli. Moja macocha wyraziła to wystarczająco jasno i nie była zbyt leniwa, by to powtórzyć, dzięki czemu mogłam przyjąć to za pewnik i uspokoić się.
Naprawdę czuję się jak w domu.
- Stasia, musisz się uspokoić, odpocząć, zacząć rok szkolny jak człowiek, a potem pomyślimy o mieszkaniu. Nie możemy tego robić na odległość i na odległość. Chcę pobyć z tobą dłużej, bo nie jesteś dla mnie obcą osobą. No to opowiadaj! Jak było? Co widziałeś?
Opowiadam mojej przybranej matce o szkole w Wersalu, o sukcesie projektu architektonicznego, o Fabienie i Marceli, o Arnaud... Chce wiedzieć wszystko! Siada przy stole, słucha uważnie i unosi podbródek z dumą i radością, kiedy się uśmiecham i przyznaję, że dobrze mi idzie. Znam ten gest.
- To dobrze, dziewczyno. Proszę bardzo.
Ojciec robi herbatę, ale ja proszę o kawę. Patrzy na mnie dziwnie, a macocha się śmieje.
- Dlaczego jesteś zaskoczony, Grisza? Zamiłowanie do ciastek i herbaty od dawna pozostało w Dalniy Yar. Wiedziałem, że ten tańczący chłopak zmieni naszą dziewczynę w prawdziwą Francuzkę! Tylko poczekaj i zobacz: rano będzie czas na rogaliki i grzanki z serem!
To prawda. Żaden szanujący się Francuz nie wykona rano dodatkowego ruchu bez uprzedniego wypicia filiżanki kawy, a nawet więcej niż jednej. Nie ma znaczenia, czy jest mocna, czy nie. Zamiłowanie Arnauda do łagodnej arabiki, ciemnej czekolady i wiśniowego biszkoptu zostało mi przekazane podczas dwóch wspólnie spędzonych wakacji.
- "Nastia, może nie powinniśmy", mój ojciec argumentuje niepewnie, "nie zaśniesz.
- Idę spać, tatusiu. Tak, będę. Cały wczorajszy dzień spędziliśmy z Arnaudem na sprzątaniu mieszkania, a w nocy świętowaliśmy z przyjaciółmi pomyślne ukończenie kursu i mój wyjazd z Francji, więc ledwo trzymam się na nogach. Chcę być z tobą, dlatego kawa jest niezbędna.
Kiedy czas mija i zaczynam ziewać, macocha zostawia mojego ojca i sama prowadzi mnie na górę. Kiedy widzi moją torbę podróżną, narzeka na mnie, że nie kupiłam sobie wystarczająco dużo ubrań w Paryżu. Oczywiście, że kupiłam, a nawet kupiłam kilka dla niej, ale moja odpowiedź brzmi: "To za drogie, Mama Galya", wciąż nie robi na kobiecie wrażenia. Nigdy nie naciskała na mnie w sprawie pieniędzy, a teraz nalega, abym natychmiast, jutro, uzupełniła swoją garderobę o nowe ubrania i wszystko, czego potrzebuję na uniwersytet.
- Chcę, żebyś był najlepszy w moim życiu!" - mówi po prostu, sprawiając, że się śmieję i całuję ją w oba policzki.
- Cóż, dlaczego miałbym ...
Ale wiem, że zrobię to, czego ona chce. Stanę się lepszy, jeśli tylko sprawi to radość mojej przybranej matce.
- Stas... - wchodzimy po schodach i zatrzymujemy się w holu na drugim piętrze. Zauważam, jak oczy macochy nagle się napinają, choć stara się mówić to swobodnie: - Nie wiem, kiedy Stas wróci, dziewczyno, i jak przebiegnie wasze spotkanie. Często wraca późno, a nawet nad ranem, nie wtajemniczając nas w swoje sprawy, ale muszę cię ostrzec, że nie powiedziałam o tym synowi...
- Już się spotkaliśmy, mamo.
Moja odpowiedź zaskakuje macochę. Natychmiast pyta mnie z niepokojem:
- Dzisiaj?
- Tak.
- Kiedy to jest?
- Jak tylko przyjechałem.
- "I?" patrzy na mnie ostrożnie, "Jak cię poznał? Był niegrzeczny?
- "Oczywiście, że nie!" - pospiesznie ją uspokajam. Nie są już małe.
- Mam więc nadzieję, że obaj dorośli.
- Był tu ze swoją dziewczyną i było niezręcznie. Nie spodziewali się mnie. Myślę, że zawstydziłem ich oboje.
- "Nie Stasiu!" chichocze moja macocha, "Jego nie zawstydziłby goły tyłek diabła! Zrezygnowałam z niego dawno temu, chociaż nie pozwala sobie na takie rzeczy przy nas. Jednak to moja wina, dziewczyno, że nie uprzedziłam go o twoim przybyciu. Nie chciałam, żeby wiedział, nie zasłużył na to.
Kiedy zobaczył sypialnię dla gości, zmiętą pościel na podwójnym łóżku i poduszkę rzuconą na podłogę, zmarszczył brwi.
- Co za dupek! Dopiero wczoraj przygotowałem dla ciebie ten pokój.
- W porządku, mamo Galio, będę spać gdzie indziej.
Kiwa głową i prowadzi mnie do pokoju, w którym mieszkał Stas, a teraz moja kolej. Znów oddziela nas ściana. Tak jak wcześniej.
- Spędzisz tu dziś noc, a jutro każę mu po sobie sprzątać. Zaczął zabierać dziewczyny po całym pokoju! Jakby nie miał własnej sypialni! Czas z tym skończyć.
- Stas," zatrzymuje się na progu przed wyjściem. Głaszcze moje ramiona i głowę. "Jeśli coś ci się nie podoba w tym domu, powiedz mi od razu - mówi czule, jak prawdziwa matka, która pieści swoje dziecko. Nie milcz, słyszysz mnie?
Spieszę się, by ją uspokoić:
- Nie martw się, mamo Galya. Dorosłam i zdążyłam cię pokochać. Nie sądzę, aby słowa nienawiści twojego syna przestraszyły mnie dzisiaj.
- Dobrze! Niech wie, że mam więcej niż jedną. Teraz poczuje to na własnej skórze.
Życzymy sobie nawzajem powodzenia: "Dobranoc". I znów zostaję w tym domu za zamkniętymi drzwiami, jak kiedyś. Patrzę na łóżko, w którym spał Stas, w którym ja leżałam, i czuję, że niezależnie od tego, czy spał tu z kimś, czy nie, zasnę bez tylnej nogi.
POV Stas
Nie pamiętam, kiedy nadszedł wieczór. Fontanny milczały, nabrzeże było puste. W zmierzchu rozbłysły latarnie, oświetlając grupę młodych ludzi na molo, samotne pary przy parapecie i kilka rzecznych kawiarni w pobliżu, migających neonowymi reklamami. Rzadka chwila ciszy. Niedługo zacznie się tu życie nocne.
- Hej, przystojniaku, nie zasnąłeś tam? Poczęstuj dziewczyny papierosem!
Rozlega się pukanie w opuszczoną boczną szybę samochodu i otwieram oczy, zdając sobie sprawę, że przez długi czas byłem odłączony od świata, pozostawiony sam ze swoimi myślami. Opuszczam podnośnik, z piątką we włosach, uśmiecham się do dwóch nieznajomych i włączam silnik.
- Nie palę, dziewczyny, i nie radzę wam tego robić.
Moje ubrania, wciąż mokre, pachną błotem i rzeką, a ja nagle czuję pilną potrzebę powrotu do domu.
- "Wow, chłopcze, jesteś naprawdę słodki!" - zauważa natychmiast jedna z dziewczyn. Zapala zapalniczkę i odpala papierosa w dłoni. "Nie jesteś przypadkiem sam? Rzadko można spotkać bogatego mężczyznę, w dodatku samotnego.
- A więc jestem bogaty?
- "Cóż, sądząc po samochodzie, nie jesteś w potrzebie", chichocze z własnych domysłów, "To nowa zabawka i jest droga. Może pójdziesz z nami do klubu dla towarzystwa? Paradise Bar niedługo się otwiera. Będzie fajnie. Możesz też postawić mi koktajl, jeśli nie jesteś sknerą. Chcesz się przejechać?
- Powiedzmy, że nie jest skąpcem. "Co dalej, dziewczyny?" zadaję nieskromne pytanie, patrząc na nocne rekiny, które już wyszły na polowanie po zmroku.
Dziewczyny patrzą na siebie. Zrzędzące, pachnące ciepłą skórą wnętrze Mazdy kusi nie mniej niż portfel na siedzeniu obok, obiecując spokojną noc.
- Wszystko zależy od twoich możliwości, przystojniaku.
To prawda. To uczciwa odpowiedź. To całkiem do przyjęcia w świecie, w którym wszystko jest sprzedawane i kupowane. Ale ja chcę usłyszeć coś zupełnie innego.
- Więc nie ma miłości? Chcę to zrobić z miłości. Chciałem tego przez długi czas. A co z uczuciami?
Jestem zaskoczony słowami, które wyszły z moich ust. Nic dziwnego, że nieznajomi marszczą brwi w zakłopotaniu.
- Wahają się, stojąc na piętach, nie rozumiejąc głębi żartu, który jest podejrzanie podobny do prawdy, a ja pospiesznie się zgadzam, przypominając sobie chudą piętnastolatkę w śmiesznym płaszczu i kapeluszu, która kiedyś pojawiła się w moim życiu.
- Chyba tak. "Dobry wieczór, dziewczyny - mówię, włączając reflektory i w końcu zjeżdżając Mazdą z drogi - i hojni klienci.
Moja matka nie śpi. Siedzi w salonie przed telewizorem, który cicho emituje wieczorne wiadomości. Czyta z nogami na fotelu i głową na wysokiej poduszce sofy. Kiedy widzi, że przechodzę przez korytarz w jej kierunku, unosi brwi i kładzie książkę na kolanach.
- Czy złapał cię deszcz i nie zdążyłeś wyschnąć, synu? Pogoda nie zapowiadała wilgoci. Co się stało?
- Nie. Poszedłem popływać w rzece, tak po prostu. Gdzie jest Nastya?
Reżyser nawet nie udaje zaskoczonego.
- Od razu: gdzie jest Nastya? Co jeszcze chcesz wiedzieć?
- Mamo, nie bądź irytująca.
- Nawet o tym nie pomyślałem.
Rozmawiamy po cichu, mojego ojczyma nie ma w salonie, a oczy mojej matki są bardziej potępiające niż naprawdę rozgniewane. Oczywiście ona wie o wszystkim, ale i tak czuję, że muszę zabrać głos:
- Nie spodziewałem się, że przyjdzie, inaczej nie przyprowadzałbym tu nikogo. No wiesz.
Tak, to prawda. Nie ukrywałam swojego bólu przed matką. Pamięta, ile kosztowało ją wytrzeźwienie mnie po odejściu Elfa i jak długo trwało gojenie ran na moich nadgarstkach, które powoli, raz za razem, coraz głębiej i głębiej, zadawałem sobie ostrzem, uparcie zaciskając usta i odmawiając rozmowy z kimkolwiek.
- "Cóż, przepraszam, Staska, że nie włożyłem słomki pod pośladki i nie zakryłem przodu białą koszulą. Może to i lepiej, że Nastia widziała wszystko na własne oczy. Jak ty żyjesz. Bo to prawda.
- "Pieprzyć to, mamo", zatrzymuję się i patrzę w jej drogie oczy. "Rozumiesz wszystko, prawda?
- Jestem. A ty? Co ty rozumiesz?
- Nic się nie zmieniło. Od ostatniej chwili nic się nie zmieniło.
- Ile czasu zajęło ci zrozumienie tego?
- Zawsze o tym wiedziałem. Nie mów mi, że to się nie zdarza.
Moja matka milczy przez dłuższą chwilę, patrząc na mnie. Wstaje z sofy, odkłada książkę na bok, by odwrócić się i ponownie spojrzeć na moją twarz. Odpowiada spokojnie, z głębokim przekonaniem, że zostanie wysłuchana.
- Może dla ciebie, Stas, nic się nie zmieniło, ale dla Nastii tak. Ma teraz własne życie, własnych przyjaciół i własne terytorium, bez względu na to, gdzie mieszka. Chcę, żebyś wziął to pod uwagę, synu. Jesteś dobrym chłopcem, gorącym i, mam nadzieję, nie głupim. Nie rób niczego głupiego, bo nie dostaniesz kolejnej szansy. Tak czy inaczej, zaakceptuję wybór Nastii.
Mama żegna mnie na dobranoc i wychodzi, ganiąc mnie za pokój i nieznanego przyjaciela. Z matczyną goryczą w oczach pociera czubek mojej głowy, gdy pochylam się, by pocałować ją w policzek. Wiem, że jest przyzwyczajona do wczesnego wstawania, aby utrzymać pod ścisłą kontrolą spółkę holdingową, która rośnie z każdym dniem. Dzisiejszy dzień jest już dawno spóźniony, a poczucie winy, że musiałam czekać, odbija się gorzkim echem w mojej duszy.
Ile razy wystawiałem jej nerwy na próbę, nie wracając do domu przez kilka dni, nie dając o sobie znać? Ile razy pojawiałem się pijany z kumplami, a nawet w objęciach z inną dziewczyną, na którą nie mogłem patrzeć rano? Nie jestem w stanie zliczyć. Czas dać Galinie Frolovej odetchnąć. Albo zejść jej z oczu, razem z jej problemami!
Oczywiście Elf nigdy nie weszła do mojego pokoju, decydując się zostać w sąsiednim. Nie powinienem był oczekiwać, że po tym wszystkim przyjmie taką hojność od swojego przyrodniego brata. Prawdopodobnie moja oferta, po całej nienawiści, którą kiedyś na nią wylałem, wydawała jej się kiepskim żartem. Okrutny żart, jeśli mam być całkowicie szczery.
Podchodzę do drzwi sypialni, za którymi śpi i opieram się ramieniem o ścianę. Sięgam do kieszeni w poszukiwaniu paczki papierosów, a gdy jej nie znajduję, zaciskam pięści. Rzuciłem palenie rok temu, ale teraz, słysząc własne gorączkowe bicie serca w ciszy korytarza, chcę je uspokoić kilkoma mocnymi zaciągnięciami. Chcę wyrwać gorzki dym z wyschniętego gardła i powtórzyć chrypliwie jej imię, tak jak pięć lat temu. Cicho, w nocy, jak powtarzałem setki razy tamtej zimy, nie mogąc sobie wybaczyć.
Odeszła, matka zabroniła mi pytać o Nastię raz na zawsze, a ja nie pytałem, wiedząc, że nie mam do tego prawa. Ale nie było dnia, w którym nie wspominałabym mojej łagodnej Elfki. Sposób, w jaki delikatnie ją dotykałem, pozwalając moim uczuciom odejść w rzadkich chwilach odwagi.
Moja dłoń spoczywa na klamce drzwi, zamek cicho klika, gdy się otwierają, a ja wchodzę do sypialni, zanim zdążę ocenić, co robię.