SOVABOO

Tylko ty

Ch. 38: Rozdział 38

Peatükk 38

Rozdział 38

POV Stas

- Powrót tutaj był prawdopodobnie błędem. Do ciebie.

"Nie! Tysiąc razy nie!" Chcę się kłócić. Moje ręce chcą trzymać ...

Ale drzwi się otwierają i Elf odsuwa się ode mnie, puszcza moje ramiona, a ja patrzę z nienawiścią na tego, który nie pozwolił mi tego powiedzieć. Nie spuszczam wzroku z przeklętego Francuza, tłukąc go na miazgę w myślach raz za razem, podczas gdy on ociera się o nią, szepcząc jej coś do ucha, pochylając się do jej twarzy i patrząc na mnie z zaciekawieniem.

Jak zwycięzca, bez kropli zazdrości, a to zabija.

Przysięgam, wybaczyłbym mu kanapkę i pozwolił żyć dodatkowe dwie minuty, ale wzmianka o planach na noc z Elfem, wypowiedziana w języku, który rozumiem, sprawia, że wariuję.

Już prawie do niego docieram, gdy w twarz uderza mi poduszka. A potem kolejna.

- Hej, hej, hej! Spokojnie, przystojniaku! Wyluzuj! Ciebie też mogę uderzyć w twarz! Widzę, że dobrze się dziś uczesałeś!

Jest zwinny, do cholery, już stoi na własnych nogach, ale moje ręce są wystarczająco długie i szybkie, by złapać go za szyję i przyciągnąć do siebie.

- Stas, nie rób tego! Błagam cię, słyszysz mnie?

Głos Elfa jest pełen zaskoczenia i strachu i brzmi podejrzanie blisko.

Słyszę to, słyszę to. Ręka Francuza nie jest tak słaba, jak bym się spodziewał, więc w odpowiedzi opada na moje gardło, ściskając mój kaduceusz.

- Arnaud jest moim przyjacielem! Tylko przyjacielem! Jeśli cokolwiek mu się stanie w naszym domu, nigdy ci nie wybaczę! Arnaud, puść go natychmiast! Odbiło ci! On cię skrzywdzi i nawet tego nie zauważy, a ty musisz występować!" Krzyczy, nie zdając sobie sprawy, że przeszła na swój ojczysty język i bez strachu wcina się między nas.

To niesamowite, jak bardzo Francuz i ja jesteśmy zsynchronizowani w rozumieniu siebie nawzajem. Opuszczamy ręce i odsuwamy się od elfa, oddychając ciężko i nadal wpatrując się w siebie nawzajem.

- Hej, ty Francuzie!

- Tak?

- Masz rację! Czas na przekąskę! Zejdziemy na dół? Mój przysmak.

- Stas, przestań!

- To dobry facet, Belle, mówiłem ci. Wszystko będzie dobrze, kochanie! Znasz mnie.

- Arnaud ...

- Chodź na dół, Stace!

Spoglądam na blondyna, a on mruga do mnie, najwyraźniej zdecydowawszy się umrzeć na miejscu.

- "Kiedy jestem głodny, jem jak szarańcza! "Trzy minuty i wracam z tobą!" łatwo odepchnął dziewczynę na bok, za ramiona, "A co najważniejsze, bez niego!

Czy trzeci to za dużo? Wiemy, tylko się bawiliśmy. Czuję, że załamuję się z pragnienia, by w końcu uderzyć tę bezczelną obcą twarz. Cóż, już nie! Nie wrócisz, cholerne Bonn, skądkolwiek przybyłeś! Ani za trzy minuty, ani za trzy godziny! Inaczej nie przeżyję nocy, wiedząc, co ty i Elf robicie za ścianą.

- Trzy minuty? "Żartujesz, dzieciaku - uśmiechnąłem się - Słyszałeś o naszej gościnności?

- Nie ma sprawy!

- Sam się przekonasz, czy mówią o nas prawdę. Obiecuję, że nie będę skąpy, więc ubieraj się, będziemy tu długo!

- "Stas," Elf łapie mnie na progu, "proszę, znam cię. Obiecaj mi, że wróci bezpiecznie! On mnie prowokuje, rozumiem, to tylko mój dobry przyjaciel, uwierz mi, błagam cię!

- "Przyjaciel, co? Tak to teraz nazywasz, prawda, Elf?" Udaje mi się rzucić gniewne spojrzenie w niebieskie, otwarte oczy i odwracam się, wychodząc z sypialni. Zdaję sobie sprawę, że nie potrafię się kontrolować. Wiedząc, że ten cholerny Francuz mnie śledzi. Nie martw się, twój Arnaud wróci cały i zdrowy!

Z trudem, wręcz niemożliwie, powstrzymywałem się, ale wciąż nie uderzyłem blondyna - ani gdy wpychałem go do samochodu, ani gdy kazałem mu zapiąć pasy, gdy wyjeżdżałem Mazdą z bramy.

- Do diabła z tobą, żyj! - mówię ze złością - ale nie oczekuj, że pozwolę ci spać w tym domu i zbliżać się do niej. Ona jest moja.

Mam nadzieję, że rozumie, że nie zamierzam się z tego wyplątać. Spodziewam się eksplozji zazdrości i urazy, ale nic takiego się nie dzieje. Zamiast tego Francuz nadal się uśmiecha, a jego nieustraszoność jest zniewalająca. Tak bardzo, że moja dłoń mimowolnie zaciska się w pięść z chęci zetarcia tej pewności siebie z mojej twarzy.

- Kochasz ją, prawda? Małą Belle?

- Zamknij mordę.

- Ja też ją kocham. I on ją kocha. Pozostaje tylko rozwiązać zagadkę: kogo ona kocha? Stary, zgadnij trzy razy!

- Dlaczego trzy?

- Ponieważ są oczywiste luki w twojej logice, Craze.

Jego angielski jest tak łamany, że trudno się z nim porozumieć. Ale blondyn ma wyraźne urojenia i radzę mu nauczyć się arytmetyki. Pewnego dnia, ale na razie zamknij się. Zamknij mordę, bo nie widzę już drogi.

- Dokąd idziemy, Stace?

- Do klubu.

- Myślałem, że chcesz mnie zabrać na kolację.

- Wyleczę cię, nie wątp w to.

Po prostu nie załamuj się i dawaj hojnie, z całego serca, już teraz.

W ten weekendowy wieczór klub Bumper and Co. jest jak zawsze pełen samochodów i młodych ludzi. Zatrzymuję Mazdę niedaleko wejścia i daję znak Bonnie, żeby wysiadła. Sam wysiadam, kierując się do drzwi, zauważając niektórych ludzi, ściskając dłonie innym, ledwo zwracając uwagę na ich twarze lub słowa.

- Ten jest ze mną!" Warknąłem na strażnika przy wejściu, zamiast się z nim przywitać, a Max uniósł zdziwioną brew, gdy Francuz nagle mrugnął do niego, klepiąc mnie po ramieniu.

- Czyż nie jest przystojny?

- Co?

- Ale ty też jesteś seksowny, stary, nie martw się. Prawdziwy mięśniak!" z podziwem przygląda się potężnej sylwetce, próbuje palcami napiąć biceps... a ja w pośpiechu ciągnę go za łokieć przez drzwi, zanim Max zdąży podejść.

Zatrzymuję się na chwilę na progu, szukając Bumpera. Pamiętam, że mój przyjaciel obiecał tam być.

- Whoa! Świetny klub, Stace! Uwielbiam go! Kręcisz się tutaj?

Viktor stoi przy barze, tłumacząc coś barmanowi, a kiedy mnie widzi, podnosi rękę na powitanie. Jest zwykle opanowany, a jego szerokie ramiona poruszają się ze zwodniczym lenistwem. Schodzę do holu i kieruję się w jego stronę.

Bumper nie byłby sobą, gdyby nie przeszedł od razu do rzeczy.

- Miałeś się dobrze, Frol. Czekałem na ciebie. Przyjdź później do biura, Ilya niedługo tu będzie, musimy omówić kilka spraw dotyczących wspólnego projektu.

- Cześć, Red - podaję rękę mojemu przyjacielowi. Jego niebieskie oczy ciemnieją, gdy zauważa siniaki na mojej twarzy po walce z Voropaevem, a ja natychmiast odpowiadam na jego niewypowiedziane pytanie:

- Vitya, odpierdol się. Nie róbmy tego teraz.

- Stas, myślałem, że uspokoiłeś się po tej nocy.

- Jest.

- Widzę to.

Francuz spokojnie siada obok niego, wspina się na krzesło, wyciąga rękę do Bumpera, a następnie do barmana.

- "Hej, chłopaki!" uśmiecha się jak do starych przyjaciół, "Pozdrowienia z Paryża! Jestem Arnaud, przyjaciel Krazy'ego. Jak leci?

Więc poproś tę osobę, aby się zamknęła po tym...

Wyciągam banknot z portfela i kładę go na stoliku przed barmanem.

- Kostyantyn, zrób temu samobójcy coś mocniejszego. Najlepiej wódkę. Niech będzie podwójna. I zakąskę, bo mu wyłączę ekran bez znieczulenia.

- Mam!

- Nieee! Nie ma głupich, a blondyn szturcha mnie pięścią w ramię, nadal kusząc los: - Chodź, Crazy, chodźmy na scenę rozrabiaków! Co za wspaniała noc! Czy ci faceci są twoimi przyjaciółmi? Postaw im wszystkim po drinku! Obiecałeś być hojny.

- "Szalony?" Krzywy uśmieszek zastygł na twarzy Reda. "Kim jest dla ciebie Kent, Frol? Mówi okropnie po angielsku.

To proste pytanie, ale nie można na nie odpowiedzieć od razu.

- Tak, zgarnąłem go po drodze. Uciekinier z Francji, podróżujący autostopem. Nie zwracaj na niego uwagi, wygląda na bezdomnego bez poczucia humoru.

Oczy Reda padają na drogi zegarek Bonneta, a jego uśmiech staje się jeszcze szerszy. Ale to nie jego sprawa, więc wzrusza ramionami.

- Dlaczego mnie pociągasz?

- A gdzie go postawić? Drink w trasie to dla mężczyzny świętość. A ja od dawna nie dawałem potrzebującym, więc postanowiłem zaszaleć.

I już ponuro - w twarz Francuza, który przysłuchiwał się rozmowie:

- Prowadzę, Bonn. Pij sam albo spierdalaj! Przygryzam wargę i odwracam się do chłopaka, pozwalając sobie na uśmiech na myśl, która właśnie przyszła mi do głowy. "Hej, może powinniśmy zabrać dziewczyny na drinka? To klub, znalezienie jednego nie zajmie dużo czasu. Co ty na to, stary?

W tym momencie nie wiem, czego się spodziewać, ale chytre oczy Bonne zamieniają się w szparki.

- "Próbujesz mnie wrobić, prawda, kolego?" uśmiechnął się blondyn. Lubię cię bardziej. Gówno mnie obchodzi, czy ty prowadzisz, czy ja, nie piję sam. Wrócę do małej Belle, wezwanie taksówki to nie problem, a twój adres pamiętam. Więc, przystojny Krazy - wyciąga rękę, by klepnąć mnie w ramię - zamierzasz spróbować zatrzymać Arnauda?

Stoję tam, czując, jak robi mi się zimno w plecy. Nie chce pić, patrzy mi pewnie w oczy, a ja nie mogę w to uwierzyć: za kogo on mnie bierze? Przecież on wszystko doskonale rozumiał i nawet słyszał ostrzeżenie. Z Woropajewem o wiele łatwiej było rozwiązać ten problem.

Nie pamiętam, jak wyciągnęłam go z krzesła za kark i popchnęłam na ladę. Pchnęłam, przyciskając go do niego, patrząc w jego szeroko otwarte oczy.

- Spróbuj tylko zbliżyć się do Elfa, pieprzony Bonnet, a cię zabiję! Przysięgam! Nie ma tu nikogo, kto mógłby mnie powstrzymać. Jeśli chcesz wrócić w jednym kawałku, nie radzę próbować mojej cierpliwości. Już dawno się skończyła, ok?! Nawet zanim przyszedłeś do naszego domu!

- Ciii! Spokojnie, Frol. Spokojnie! Nie strasz ludzi.

Zderzak. Podszedł niezauważony, położył rękę na jej ramieniu, poklepał po klatce piersiowej, odciągając ją od warczącego gościa.

- Powiedz mi lepiej, czy to ten Francuz, którego wiadomość przetłumaczyłem dla ciebie poprzedniego dnia?

Nic nie mówię, a on sam wszystko rozumie.

- Rozumiem. Wciąż tego nie rozumiem: dlaczego przyszedłeś tutaj jak człowiek, któremu odbiło? "Ale 'Crazy' jest zdecydowanie o nim, stary!" mówię do blondyna w dobrym angielskim, śmiejąc się. "Masz świetne poczucie humoru!" podnosi kciuk. I to, Arno, nie jest komplement, ale moja rada, żebyś zwolnił i nie wpadał na ludzi.

Mówi do chłopca w jego ojczystym języku, a on kiwa głową ze zdziwieniem. Odpowiada coś, gestykuluje i nadal patrzy na mnie z zainteresowaniem. Pyta sam siebie...

Rudowłosa nagle zaczyna się śmiać jak koń.

- "Nie, stary. Nie zamierzam o tym rozmawiać, więc nie pytaj", przechodzi na angielski. - "Stas to trudny dzieciak. No, może po dublu. Ale to zależy od szczęścia, przepraszam.

Barman Kostiantyn zawsze potrafił wyczuć moment. A teraz, gdy wpatruję się w mojego przyjaciela, który śmieje się niekontrolowanie, stawia szklanki na ladzie i wrzuca do nich lód.

- Czy dobrze cię zrozumiałem, Vitya? Proponujesz ugodę?" - barman pyta Bumpera, a ten kiwa głową.

- Tak, Kostya. Ta dwójka potrzebuje wydechu, więc wypijmy wszyscy podwójną wódkę, a potem zobaczymy, co dalej. Frol stawia!

... Ilyi już dawno nie ma. Jego żona Gorobchik niedawno go urodziła, a jego przyjaciela nie ma z nami. Francuz na parkiecie rozdaje precle ku ogólnej uciesze tłumu, machając do nas bez końca, a ja patrzę na Bumpera i czuję, że zapomniałem, jak przyjmować podpowiedzi.

- Czy powiedziała ci, że ten precel to tylko przyjaciel?

- Cóż, zrobiła to. A także, że wynajęli mieszkanie. Dwa lata, do cholery!

- Ale nie fakt, że byliśmy razem!

- Spójrz na niego, Red! Co za ładny drań! Trzęsąc tyłkiem jak dziewczyna, Baryshnikov jest w trakcie pracy. Powinno się strzelać do mężczyzn za takie szpagaty! Ona zmiażdży domowników na podłodze! I przed nią też.

- Powiedziałeś, że Francuz trząsł przed tobą gołymi jajami.

- Był tchórzem! Dwa razy prawie wjechałem mu w twarz, ledwo się powstrzymałem, a on przyczepił się do mnie jak pijawka...

- Dobrze myślisz! І?

- Co to jest "i"?

- Czy powiedział ci, że go zraniłeś?

- Na przykład.

- Poprosił mnie, jako człowieka, o zrobienie zdjęcia na pamiątkę i co zrobiłeś?

- Powiedział, że może pojechać do Francji, do Madame Tussauds i robić sobie zdjęcia z kimkolwiek zechce. Nie jestem Schwartzem ani Bruce'em i nie zamierzam obściskiwać się z każdym, kogo spotkam. Będzie miał tego dość.

- Graven.

- Co?

- Muzeum figur woskowych Alfreda Gravena na bulwarze Montmartre w Paryżu. Madame Tussauds - niech jadą do Londynu.

- Nie obchodzi mnie, gdzie pójdę!

- Może ty masz, Frol, ale Bonne nie. Spójrz, jak ciężko dla ciebie pracuje, ty mała gutaperko.

Rudowłosa śmieje się, a ja się załamuję.

- Słuchaj, Witia! Albo mówisz normalnym językiem, albo ...

- Moja przyjaciółka uśmiecha się, patrząc na mnie spokojnym wzrokiem, wyraźnie ciesząc się z tej rozmowy.

- Pierdol się...

Odwracam się i wychodzę z klubu. Rozglądam się dookoła. Chcę zrobić coś z rękami, więc strzelam strażnikowi papierosa.

- "Frol," zastanawia się, "myślałem, że odszedłeś. Czego ty do cholery chcesz?

- "Teraz palę!" odparł, próbując się zaciągnąć. "Chcę się uspokoić.

- Ah...

- Słuchaj, Max - zwracam się do strażnika. - "Co byś mi powiedział, gdybym podszedł do twojej dziewczyny, mojej dziewczyny, uśmiechnął się do ciebie jak głupi, nazwał cię przystojnym, a potem powiedział ci, że mnie dotknąłeś i poprosił o wspólne zdjęcie na pamiątkę?

- Max odsuwa się ode mnie, jakbym był zarazą. Patrzy na mnie podejrzliwie: - Frol, wąchałeś jakieś gówno? Nigdy tego u ciebie nie zauważyłem.

- Dlaczego, kurwa, nie zauważyłeś?

- Pierdol się... Krótko mówiąc, powiedziałbym: spierdalaj stąd, chłopcze, zanim skopię ci tyłek. Bo nie wiem jak ty, ale ja osobiście wolę dziewczyny. Rozumiesz?

- Więc jest też laską, wiesz?! O to chodzi!

- Kto? Ten blondyn, który nazwał mnie "seksowną"? Wątpię, Frol.

 

- "Czekaj, nie rozumiem. "A co z dziewczynami?" Zawsze wiedziałem, że Red ma talent do mundurowych przesłuchań i dyplomacji. A teraz rozłupał tego Francuza jak orzech.

- N-nie, czasami. Mam przyjaciółkę, która zabija ze mną nudę - Suzette. "Powiedz mu!" wskazuje na mnie, "że to nie jest Stacey-Belle! Kocham Stacey. Ożeniłbym się z nią, gdybym mógł. Ale ona jest uparta, ucieka ode mnie, od wszystkich. A ja w ogóle nie wiedziałem o Crazy. Dlaczego nie powiedziała mi o tobie, Stace?

... Kto by pomyślał, że po całym swoim tańcu Francuz będzie chwiejny na nogach, a ja będę musiała znosić jego rękę na mojej szyi.

- ... Więc mówi, że czekał.

- Kto?

- On jest! Powiedział: "Wyjdź za mnie, kochałem cię przez całe życie.

- Kto?

- I ona go nie kocha, wiem o tym. Wdzięczność tak, ale miłość? To jak... jak wylewanie swojej duszy przed kimś, wiesz? Rzucić ją na nóż, żeby krwawiła, ale nie każdy może wyleczyć rany. Kocham Leona i co? Kocham go i nienawidzę za jego tchórzostwo. Po cholerę się ze mną spotykał? Byłem normalnym facetem, deptałem dziewczyny, a tu proszę... Więc ona go nie kocha, ale mu współczuje. Całe życie będzie cierpieć z jego powodu! Głupia! A on jest tchórzem! Postawił warunki. Inaczej, mówi, nie puszczę jej do matki.

- Kto go tam umieścił?

- Co?

- Kto chce warunków? Nastia?! Pieprzony Francuz! Nie waż się wyłączać, słyszysz?

- Tak mi niedobrze, Stace. Ty draniu! Dlaczego mnie upiłeś?