Peatükk 40
Rozdział 40
- ... Matveyeva, możesz do mnie przyjechać? Pilnie!
Dashka. Ponownie jęczy do telefonu i wącha nos.
- Czy coś jest nie tak, Dasha?
Mój ojciec i ja właśnie odprowadziliśmy Bonnie, a ja stoję przy samochodzie i patrzę na startujący samolot.
- Jeszcze nie, ale tak się stanie, jeśli do jutra rana nie podejmę najważniejszej decyzji w moim życiu!
No i proszę. A ja myślałem, że przynajmniej między Kuzniecową a Zbrujewem wszystko jest jasne.
- Kuznetsova, czy już się nie zgodziłaś? Byłam pewna, że ty i Pietia już się zdecydowaliście. Dasza, przestań wątpić! On zawsze cię kochał, wiesz o tym.
- "Nie chodzi o niego, Nastia", jej przyjaciółka nagle staje się kwaśna w rozmowie. Wydmuchuje nos w chusteczkę i głośno szlocha.
- I w kogo?" Jestem szczerze zaskoczony.
- Moja matka. Powiedziałem jej wszystko, jak tylko przyjechałem. Wszystko! A ona... dała mi ultimatum, wyobrażasz sobie? I wcale się tego po niej nie spodziewałam, wcale! Myślałem, że ona, ze wszystkich ludzi, powinna zrozumieć.
- Dasha, co się stało, możesz wyjaśnić?
- Mogę. Zadzwoniłem do Petyi i powiedziałem mu, że się zgadzam. Ledwo wytrzymałem tę noc. Cóż, on... w ogóle... czeka na mnie z moimi rzeczami. Na zawsze, wiesz?
- Rozumiem. A co z twoją mamą? Chyba cię nie zamknie?
- Nie, oczywiście, że nie! Ale moja mama jest przeciwna małżeństwu. Kategorycznie! A Pietia nie chce, żeby było inaczej. On nie chce inaczej.
- Co jeśli porozmawiasz z mamą? Spróbuj wyjaśnić...
- Próbowałem. On nie słyszy. Mówi, że małżeństwo zawarte w wieku dwudziestu lat jest jutrzejszym rozwodem, a w dziewięćdziesięciu przypadkach na sto są to nieszczęśliwi młodzi ludzie, którzy są zagubieni w prawdziwych, dojrzałych związkach. I że taki pośpiech i ultimatum nie wydaje jej się początkiem zdrowego życia rodzinnego. I skąd on się nagle wziął, ten Pietia, skoro tak długo się nie odzywał? "Moja matka powiedziała, że jeśli zdecyduję się robić rzeczy po swojemu, na zawsze stracę jej zaufanie i że mogę polegać tylko na sobie. Ponieważ jest temu zdecydowanie przeciwna. Ale to jest prawdziwy szantaż, Nastia! Dlaczego, och, dlaczego sprawy między mną a Pietią muszą się nie układać? Dlaczego ja chcę mu pokazać swój niezniszczalny młodzieńczy egocentryzm, a on chce się dowartościować moim kosztem? Już to zrobiłam, wiesz, "popisywanie się"? Już! Aż po szyję! Rzygać mi się chce! Po tym wszystkim, co się stało, jestem gotowa zdmuchnąć z niego kurz, a moja matka... Zostawiła mnie w środku rozmowy, odjechała i nie odpowiada na moje telefony. Dla mnie jest prawdziwą egoistką!
Przyjaciółka kończy swoją wypowiedź chwiejnym i cichym głosem. Szlocha niepewnie:
- Naprawdę?
- Dasha, zaraz tam będę. Wszystko będzie dobrze, słyszysz? Mama po prostu się o ciebie martwi. Pewnie jutro się uspokoi i będzie się cieszyć, ale dzisiaj to wszystko jest dla niej zbyt niespodziewane.
- To straszne, ale i tak idę do Pietii. Jestem złą córką, prawda?
Nie, nie zły. Ale dorosła, zakochana i zdezorientowana. Ma zamiar zrobić poważny krok w kierunku swoich uczuć. Kochająca swoją rodzinę, ale gotowa podjąć niezależną i ważną decyzję dla siebie. Decyzji, by w końcu stać się szczęśliwą i kochaną. I nie jest mi trudno jej o tym powiedzieć.
Spędzamy całą noc z Dashą, a rano, kiedy pomagam jej wynieść torbę na zewnątrz, nagle zauważam niebieską Mazdę Stasia przy wejściu. Opierał się plecami o samochód.
- "Kto to jest, Frolov?", szepcze mój przyjaciel ze zdziwieniem, gdy nas widzi, wyjmuje ręce z kieszeni dżinsów i podchodzi do nas. Jest ponury, pewny siebie i niespodziewanie świeży jak na tak wczesną porę. Matveeva, czy jest coś, czego nie wiem?
- Cześć, Kuznetsova - mówi do dziewczyny, zatrzymując się przed nami.
- Witam.
- Witaj, Nastya - zwraca do mnie swoje szare oczy, a moje serce natychmiast uderza, ponieważ pamiętam, jak patrzyłam w nie kilka godzin temu, rysując mojego Burlaka - Poprosiłaś mnie, żebym przyniosła ci notatki na zajęcia na uniwersytecie. Mam nadzieję, że mam wszystko, czego potrzebujesz.
Zapytałem o to mojego ojca. I tylko wtedy, gdy mógł. Wiedząc, że dla niego i mojej matki Halii poniedziałkowy poranek zawsze przychodzi prawie w nocy. Czułem, że nie zdążę wpaść do Czerochy przed szkołą.
Dashka i ja trzymamy torbę, chwytając za uchwyty, a Stas z łatwością ją od nas bierze.
- "Dokąd się wybieracie?", pyta, przerzucając bagaż przez ramię. Kuznetsova, pamiętaj, że nie puszczę mojej siostry nigdzie indziej. Zwłaszcza bez ostrzeżenia i na noc, więc nie rób dla niej żadnych planów. Sama potrzebuję jej w domu. Ale mogę ją podwieźć, dokądkolwiek będzie potrzebowała.
Jego słowa brzmią dwuznacznie, a może to tylko moja wyobraźnia, ale jego szare spojrzenie mówi co innego, a zakłopotanie nagle wkrada się na jego kości policzkowe. Jednak Dashka tylko prycha bezmyślnie:
- "Frolov, kto cię zapyta!" odpowiada odważnie, ale potem waha się, patrząc na drogę, najwyraźniej wracając do faceta czekającego kilka przecznic dalej, by zabrać ją na zawsze.
- Stas, musimy zabrać Daszę do Pietii, to niedaleko. Możemy to zrobić? A potem ja na uniwersytet.
- Do Zbrudzewa?" jest zaskoczony, ale tylko przez chwilę. Wkłada torbę do bagażnika, spogląda na dziewczynę i otwiera przed nią tylne drzwi samochodu: "Cóż, jeśli dobrze zrozumiałem, to najwyższy czas.
- Nastya, usiądź z przodu - rozkazuje, a ja nie chcę się z nim kłócić. Nie teraz. I czy to naprawdę konieczne? Sama za nim tęskniłam.
Wiem, że moja przyjaciółka nie dzwoniła do Pietii od wczoraj. Wiem, że jest tak zmartwiona, że nawet zapomniała zapytać go o kod budynku, piętro i numer mieszkania. Nie zapytała, czy jego rodzice o niej wiedzą. Teraz raz po raz chwyta za telefon, nie mając odwagi zadzwonić... W głębi serca cieszę się, że nie musi tarzać się we własnym tchórzostwie, a potem, na podwórku domu, na placu zabaw, zauważam znajomą sylwetkę blond chłopca siedzącego na huśtawce.
Dawno nie widziałem Pietii tak szczęśliwego i uśmiechniętego. I zwinnego. Chyba że w szkole. Przywitał się krótko, nie zwracając na nas uwagi, a gdy tylko zawstydzona Dashka wysiadła z samochodu, zrównał ją z ziemią.
- "Bilka, cześć!" całuje dziewczynę mocno w usta, a Stas musi zakaszleć i poklepać faceta po ramieniu, ponieważ rozumiemy, że czas ucieka, a ta dwójka nie może się zatrzymać.
- Zbrujew, nie zapomnij torby, jeśli zdecydujesz się zaprosić Kuzniecową. To bardzo mądra kobieta, ale uważaj, bo zostaniesz bez posagu.
- W porządku, Frol, biorę to z niczym. To tylko torba!
- Dziękuję, Matveeva! Za wszystko!" Dashka śmieje się zawstydzona i zanim zdążymy odejść, znów nas nie ma. Opuszczamy granice czyjegoś czasu i świata, by znaleźć się we własnym.
Samochód jest cichy, Stas się nie spieszy i docieramy na uniwersytet tuż przed rozpoczęciem zajęć.
Piękne, ciemne palce spoczywają na kierownicy. Silne nadgarstki z bladymi śladami dawnego bólu. Nie mogę się powstrzymać od patrzenia na nie. Na niego. Na tę upartą linię kości policzkowych i jędrne usta, które narysowałam zaledwie wczoraj, głaszcząc jego ciemne włosy... Znam go tak dobrze, że jak się okazuje, potrafię odnaleźć go wśród innych z zamkniętymi oczami. Mój i nie mój. Porywczy, kapryśny. Mój ulubiony... Pewnego dnia doprowadzę się do szaleństwa - myśląc o Tobie. Ze wspomnieniem o Tobie. Dlaczego, dlaczego dałeś mi nadzieję? Dlaczego dałem sobie prawo do nadziei...
Sporo wysiłku kosztowało mnie zwrócenie uwagi na drogę.
- Dziękuję, Stas, za przybycie. I za podwiezienie mnie. Pewnie bym się spóźnił i nawet bez notatek...
- Nastya, jadę po ciebie.
To nie jest pytanie, w ogóle.
- Nie, nie musisz. Nie wyjdę wcześniej. Dzisiaj po zajęciach mam konsultacje w sprawie projektu konkursowego. Najprawdopodobniej spóźnię się długo.
- W porządku, poczekam.
- Nastia - zatrzymuje mnie za rękę, splatając nasze palce Ściska moją dłoń, patrząc mi w oczy. Mówi cicho, ale nie mniej podekscytowany: - Prawie oszalałem, kiedy się obudziłem, a ciebie nie było. Nigdzie cię nie było, a twój telefon nie odpowiadał. Wiem, że zachowywałem się jak głupiec, rozumiem, ale... muszę wiedzieć, gdzie jesteś. Zawsze wiedzieć, gdzie jesteś.
(Tak, zrobiła to. Nie dla ciebie. Nie chciałem kłamać i mówić jej o Dashce. I tak by mnie nie zrozumiała i nie osądziła).
- Stas ...
Jego słowa sprawiają, że serce mi się ściska, ale nie mogę tak łatwo znaleźć własnych słów. Ciemne palce sięgają do mojej twarzy, by pogłaskać mnie po policzku.
- To są szalone dni, Elf. Musimy się zatrzymać. Nie mogę zmienić przeszłości, nie mogę zmienić siebie, ale chcę być z tobą. Ledwo się teraz powstrzymuję, żeby nie odlecieć i nie rozerwać tego, co nas łączy. Nie obchodzi mnie, co ci się przydarzyło w poprzednim życiu, z kim byłeś, chcę tylko, żebyś uwierzył i wrócił do mnie, tylko o to proszę. A ty mówisz o doradztwie. Będę na ciebie czekać tak długo, jak będziesz tego potrzebować.
- Stas, nie wiesz wszystkiego.
- Elf, po teście twojego przyjaciela Bonneta nie boję się już niczego.
Jego dłoń jest na moim policzku - ciepła, delikatna, czuła. Nie mogę się oprzeć, zakrywam ją dłonią i dotykam ustami. Całuję linię życia, rzucając okiem na jego opłukany nadgarstek. Ściskam go w palcach, unoszę twarz i mam czas zauważyć, jak szare oczy Stasia ciemnieją, a jego klatka piersiowa unosi się z westchnieniem... i szybko się odwracam, otwieram drzwi i wysiadam z samochodu. Stukam obcasami w alejce, biegnąc na uniwersytet jak głupia, przestraszona uczennica.
Nie tylko jemu trudno jest się powstrzymać i nie przekroczyć granicy.
Poniedziałek to ciężki dzień, czas nowych tematów i sal wypełnionych studentami... Prawie nie spałem przez ostatnie dwie noce, a zajęcia są nieznośnie długie. Moje myśli nie chcą ułożyć się w logiczny ciąg, a świadomość nie chce odbierać informacji. W ciągu ostatnich kilku dni wszystkiego w moim życiu było za dużo, a ja wędruję do dziekana mojego wydziału na konsultacje, nie myśląc o projekcie, zwycięstwie czy samym konkursie. Raz po raz przypominam sobie tego, który zajmuje wszystkie moje myśli.
Na dole, w holu, duży portret szczęśliwego Borki Bragina wisi na honorowym miejscu na głównej kolumnie, brudny i pomięty po swoich leśnych przygodach. W tym roku to właśnie on odnalazł Zaginionego Studenta i wygrał główną nagrodę ogólnouniwersyteckiego polowania. Widząc znajomą twarz, mimowolnie uśmiecham się i zatrzymuję. Wraz z innymi studentami wpatruję się w zdjęcie mojego byłego kolegi z klasy, ciesząc się z jego zwycięstwa.
To Borya! Brawo! Kuznetsova będzie taka szczęśliwa!
- Widzę, że ty, Anastasio, lubisz przyciągać pełne podziwu spojrzenia.
On. Założyciel konkursu. Człowiek z przeszłości moich rodziców. A dokładniej mojej matki. Odwracając się w stronę głosu, napotykam jego brązowe oczy, kłujące niemiłymi oczekiwaniami.
- Dmitrij Iwanowicz? Przepraszam, o czym ty mówisz?
- Cóż, jak mogłeś? Wokół jest tłum facetów, a ty jesteś sama. Po co innego miałabyś się tu zatrzymywać? Zresztą, to nie ma znaczenia - odparł mężczyzna z leniwym uśmiechem, wprawiając mnie w zakłopotanie.
To absolutny nonsens. Albo nonsens, jak mam to lepiej ująć? Tylko on to rozumie. Ta osoba powiedziała mi wiele nieprzyjemnych rzeczy podczas naszego pierwszego spotkania, a pozostałość nie zniknęła i nie zamierzam dwa razy potrząsać nią w sercu, bez względu na to, jak ważna jest.
- Przepraszam.
Odwracam się z zamiarem odejścia, ale powstrzymuje mnie silna dłoń, która opada na moje przedramię.
- Czekaj, Anastasio, nie tak szybko. Jeszcze z tobą nie rozmawiałam.
Palce innych ludzi parzą moją skórę i łapię się na tym, że bez wątpienia je strzepuję.
- Słucham cię, Dmitrij Iwanowiczu.
- Chcę, żebyś przyszła do Central Cafe o szóstej wieczorem. Sam.
Spogląda na tarczę drogiego zegarka.
- Dokładnie trzy godziny później.
- Nie.
Nie chcę myśleć o powodach jego zaproszenia.
- Jeśli się boisz, możesz przyprowadzić kogoś do towarzystwa.
- Nie.
- Co jeśli obiecam, że potraktuję twój projekt priorytetowo?
Nie lubię tej osoby i jestem gotowa powtarzać jej "nie" tak często, jak tylko zechcę.
- Już ci odpowiedziałem. I proszę, Dmitriju Iwanowiczu, puść mój nadgarstek, chcę wyjść.
Puszcza moją dłoń i cofa się, ale uśmiech nadal gości na jego cienkich wargach. Dziwnie optymistyczny nastrój mężczyzny jest niepokojący, podobnie jak słowa rzucane w moją stronę, gdy odchodzę od niego bez odwracania się i przechodzę przez korytarz:
- Cóż, Anastasio, dokonałaś wyboru. W każdym razie jest już za późno, aby się wycofać, więc czeka na ciebie niespodzianka!
Co to była za niespodzianka? O czym on mówił? Czy naprawdę jest w stanie interweniować i usunąć mój projekt z konkursu? Nawet jeśli nie wygram, doświadczenie pracy pod okiem doświadczonych architektów, osobiste konsultacje z moim opiekunem i duch rywalizacji są cenne dla każdego studenta. Nie chciałbym przegapić szansy na wykazanie się przed wykładowcami i udowodnienie, że jestem coś wart.
Myślę o tym przez całą konsultację, nie mogę pozbyć się wspomnienia niemiłego spojrzenia, wymazuję je w pamięci innym spojrzeniem - szarym, gorącym i obiecującym. Słucham kuratora, który mimo wszystkich wątpliwości co do założyciela konkursu, nie spieszy się z wypuszczeniem mnie i z zainteresowaniem omawia ważne szczegóły w projekcie Expocenter.
- Dobra, Anastasio, na dzisiaj koniec. Świetne rozwiązanie! Czekam na ciebie w moim biurze w piątek ze wszystkimi zmianami wprowadzonymi do projektu.
- Żegnaj, Jurij Wasiljewiczu...
Patrzyłem na zegar przez długi czas, myśląc o słowach Stasa. Czy on naprawdę na mnie czeka? Wychodzę z biura, waham się przez chwilę, zanim wyciągam telefon i wybieram jego numer.
Natychmiast odpowiada podekscytowany. A może to tylko ja, bo naprawdę chcę usłyszeć jego głos. Jego głos, a nie ten, który porusza się w mojej piersi z wyrzutem.
- Stas, to ja.
- Cześć, Elf. Jesteś już po pracy?
- Tak.
- Jestem tutaj, będę tam za minutę. Nastya! - mówię, gdy mam zamiar wyłączyć połączenie - Czy jest coś, czego chcesz? Powiedz mi!
- Nie - uśmiecham się, domyślając się, o czym mówi. Jestem zaskoczona tym, jak nowatorsko brzmią dla mnie jego słowa. Czuję w nich coś tak czułego i delikatnego, że wypełniają moją duszę cichą radością.
Chcę, ale tylko ciebie. Ta myśl jest szczera, pełna szczerego pragnienia i chcę ją wypowiedzieć na głos.