Rozdział 1
Chłopak powoli zamrugał i podniósł nieobecny wzrok najpierw na Mary, a potem przeniósł go na mnie. Przez sekundę wydawało mi się, że zaraz wstanie i wyjdzie. Po co miałby siedzieć ze mną? Ale on tylko ciężko westchnął, wziął swoją szklankę z resztką kawy, komórkę i w milczeniu przesiadł się na winylową kanapę naprzeciwko mnie.
Spojrzeliśmy na siebie i zawisła między nami pauza głęboka jak Wielki Kanion. Jak między dwojgiem towarzyszy niedoli, którzy nagle znaleźli się na dwóch linach rozpiętych nad przepaścią.
Chłopak był wysoki, miał mocne ramiona i wysportowaną, szczupłą sylwetkę. Ubrany był wprawdzie dość prosto: dżinsy, koszula, niepozorna wiatrówka. Chyba od roku nie był u fryzjera, bo włosy urosły mu aż do ramion. Za to oczy miał tak niebieskie, niemal jak jagody, że moje pociąganie nosem urwało się i mimowolnie odprowadziłam go wzrokiem.
Zresztą nie wyglądał lepiej ode mnie. Raczej tak, jakby przejechała po nim ciężarówka załadowana po dach rozczarowaniem. Patrzyłam na niego jakieś trzydzieści sekund, a potem niespodziewanie wypaliłam, zanim zdążyłam pomyśleć:
— Ciebie też zdradzono?
— Co? – chłopak zamrugał z zaskoczenia i wbił we mnie wzrok. Głos miał dość niski i lekko zachrypnięty, jakby długo trzymał coś w sobie. Może irytację.
Nie wyglądałam najlepiej, ale w tej chwili zupełnie mnie to nie obchodziło.
— Siedzisz tu już dwie godziny z taką miną, jakbyś wpakował się w ślepą uliczkę i nie wiedział, jak z niej wyjechać – machnęłam ręką, rozmazując po policzku resztki tuszu. – Więc pomyślałam, że może ciebie też zdradzono? Twój chłopak albo dziewczyna okazali się tak podli, że przespali się za twoimi plecami z kimś na tylnym siedzeniu pickupa. Równo tydzień przed tym, jak sami mieli przedstawić cię swoim rodzicom. I wszystko, co zostało z ośmiu miesięcy waszego związku, to wspomnienie jego gołego tyłka w oknie! Takiego paskudnego i włochatego… – skrzywiłam się. – Brr. Jak ja wcześniej tego nie zauważałam? Chociaż z drugiej strony – westchnęłam – po co w ogóle miałabym patrzeć na niego pod takim kątem. Głupota jakaś…
Chłopak przez kilka sekund patrzył na mnie w milczeniu. W tym czasie zdążyłam smutno westchnąć, łyknąć kawy, wytrzeć nos papierową serwetką i znowu westchnąć. Jak trudno żyć!
— Dziewczyna – odpowiedział w końcu. – A jej rodziców znam jeszcze z liceum. Zdradziła? Chyba tak. Ale raczej to ja sam okazałem się idiotą. Rzuciła mnie na pół roku – przyznał nagle. – Poprosiła o przerwę, żeby sprawdzić swoje uczucia w relacji z kimś innym. Tak powiedziała.
O mało szczęka mi nie opadła.
— Co? O nie… – wyszeptałam zdumiona. Bo przysięgam, wyglądało to jeszcze gorzej niż pickup. Jak jakiś zwyrodniały rodzaj podłości.
— Tak, uwierz, takie rzeczy też się zdarzają – chłopak ponuro się uśmiechnął, choć oczy nadal miał zgaszone.
— Czyli byliście razem od liceum i dalej na uniwersytecie? A teraz ta księżniczka postanowiła trzymać cię na ławce rezerwowych, podczas gdy testuje nową opcję?
Nieznajomy ledwie zauważalnie skinął głową:
— Mniej więcej.
— I siedzisz tu, i cierpisz?
Chłopak nie odpowiedział od razu. Najpierw obrócił w palcach szklankę z stygnącą kawą i zacisnął szczęki.
— Raczej próbuję zrozumieć, w którym momencie stałem się dla niej człowiekiem, któremu można zaproponować taki absurd. Może po prostu nie zauważałem czegoś, co i tak było oczywiste?
— O cholera! – nie wytrzymałam.
— Zgadzam się.
Znowu oboje jednocześnie westchnęliśmy.
— No a u ciebie? – zapytał mnie mój nowy znajomy. – Jak ich przyłapałaś? Przyszłaś nie w porę? Czy nie tam, gdzie trzeba?
— Wszystko naraz – przyznałam niechętnie, patrząc na serwetkę w dłoni. – Wróciłam wcześniej. Przyjechałam wieczornym autobusem i poprosiłam taksówkarza, żeby zatrzymał się przy sąsiednim akademiku. Travis spodziewał się mnie dopiero rano, ale chciałam zrobić mu niespodziankę. Zrobiłam – gorzko się uśmiechnęłam, zerkając na chłopaka – tyle że sobie, kiedy zobaczyłam jego pickupa na cudzym parkingu i gołą parkę w środku. Wyobrażam sobie, jak intensywny weekend miał.
Nieznajomy nadal powoli obracał szklankę.
— Na pewno nie tak parszywy jak nasz.
Skinęłam głową.
— Nie uwierzysz, ale nawet nie chcę wiedzieć, z kim był. Jest mi to obojętne. Dla nas wszystko skończone.
— Nie sądzę – niespodziewanie zaprzeczył chłopak.
— O czym ty mówisz? – nie zrozumiałam.
— Powiedziałaś o poznaniu jego rodziców. Pomyślałem więc: jeśli facet zamierza przedstawić dziewczynę swojej rodzinie, to znaczy, że ma wobec niej plany. Wątpię, żeby potraktował twoje „koniec” jako finał. Raczej jako zwykłą kobiecą histerię i spróbuje cię odzyskać. Nie chcę cię martwić, ale wygląda na to, że dla niego to nie pierwszy raz, a więc norma. Przyjdzie.
Zakrztusiłam się powietrzem.
— Nie ma mowy! Niech tylko spróbuje!
Mój nowy znajomy wzruszył ramionami.
— Wezwę ochronę kampusu! Raz już rozwaliłam facetowi nos tylko za to, że bez pytania wepchnął mi język do ust! A był, swoją drogą, kapitanem szkolnej drużyny lacrosse. Ja… ja poszczuję go babcią!
Kącik ust chłopaka drgnął w górę, tym razem w ciepłym uśmiechu.
— Mówisz o Travisie Sandersie? Widziałem was razem. Babcia to oczywiście mocny argument, ale faceci tacy jak Sanders nie umieją przegrywać. Skoro do tej pory cię nie znalazł, to znaczy, że układa scenariusz. Chcesz, przewidzę, co będzie dalej?
— Spróbuj – zmarszczyłam brwi.
— Raczej nie czeka, aż sama przyjdziesz. Masz charakter, inaczej by cię nie wybrał. Poczeka do rana, aż się wyzłościsz i ochłoniesz, a potem przyniesie bukiet jakichś tanich hiacyntów, bo całą kasę przepuścił przez weekend, a rodzice nie zdążyli doładować mu konta, i powie, że to było „zaćmienie i największy błąd w jego życiu”. Może nawet na coś przysięgnie, a ty potulnie pojedziesz na kolację do jego mamy.
— O cholera! – wyrwało mi się.
— Zgadzam się.
Wpatrywałam się w chłopaka, czując, jak we mnie z nową siłą gotuje się złość na eksa. Najgorsze było to, że miał rację! Travis zawsze uważał się za nieodparty prezent dla Briar Adams i bez trudu mogłam sobie wyobrazić, że właśnie tak postąpi. Tyle że nigdzie z nim, do diabła, nie pojadę!
Otarłam się serwetką, postanawiając już nie ryczeć, choć bardzo miałam ochotę.
— Cholera, dlaczego jesteś taki mądry? – zdziwiłam się z irytacją. – Psychologia nie jest przypadkiem twoim głównym kierunkiem? Mam wrażenie, że ciebie też pamiętam.
— Biznes – spokojnie odpowiedział chłopak i wyciągnął nad stołem dłoń. – Kaylen Ryder. Możesz mówić mi po prostu Kai. Miewamy wspólne wykłady.
Spojrzałam na swoją rękę z mokrą serwetką, starannie wytarłam ją nową serwetką i wsunęłam palce w dłoń chłopaka.
— Finanse i matematyka. Giełdy i ryzyko. Uwielbiam wszystko, co da się obliczyć, i nie znoszę swojego byłego chłopaka. Briar Adams. Dla przyjaciół po prostu Bri.
Kaylen uścisnął mi rękę.
— Miło cię poznać, Bri. I witaj w klubie ludzi, których weekendy oficjalnie poszły do diabła.
Uśmiechnęłam się przez obsychające łzy.
— Wzajemnie, Kaylen. Ale wiesz co?
— Co?
Jego dłoń była ciepła, sucha i zaskakująco mocna.
— Ja też spróbuję coś przewidzieć. W sprawie twojej byłej. Chcesz?
— Spróbuj.
Kai lekko uniósł brew, nie spiesząc się z puszczeniem mojej ręki, a ja odsunęłam od siebie filiżankę ze stygnącą kawą, szykując się do uruchomienia całego analitycznego arsenału.