Rozdział 7
Nic dziwnego. Wśród Czerwonych Lisic są normalne dziewczyny, ale są też, niestety, takie z manią wielkości. Trafiłyśmy właśnie na takie, a Amber nie zamilkła; włącza dyktafon i przygotowuje się do nagrania.
— Czyli nie mogłyśmy. Termin wywiadu był ustalony wcześniej, a pani Reese się na niego zgodziła. Nie widzę problemu, Harding. Nie zamierzamy sterczeć tu do północy i czekać, aż wyrosną wam kły, a pompony zamienią się w miotły, tylko dlatego, że ktoś obudził w sobie sukę. Ja na przykład okropnie zgłodniałam i chcę wrócić do domu do mojego czekoladowego sernika. Więc zaczynajmy!
Ale nie udaje się zacząć. Kate celowo przeciąga sprawę, zmuszając nas do stania i czekania pod wymierzonymi spojrzeniami Lisic, aż raczy podejść. Oczywiście w grupie wsparcia wszyscy już wiedzą, że mój były chłopak został teraz jej chłopakiem, i znów słyszę raniące szepty oraz drwiny pod swoim adresem.
Amber też je słyszy, bo nagle pochyla się do mnie i niezadowolona szepcze:
— Słuchaj, Ashley, jeśli teraz zapytam ją, czemu jest taką idiotką, myślisz, że mi odpowie?
Wzdycham z ciężarem na duszy, ale odpowiadam całkiem szczerze:
— Gdyby. Myślę, że sama tego nie wie.
— Może więc jej powiedzieć, skoro nie wie? Co mi zrobi? Mam w torebce gaz pieprzowy. Mogę też na nią „przypadkiem” upaść. W ogóle mam słabą koordynację, a na dużych przestrzeniach kręci mi się w głowie. Już widzę, jak trzeszczą jej kruche kosteczki!
— Nie warto, Ambi. Jest całkiem zdolna zepsuć ci ostatni rok w szkole — po co ci to? Uwierz, dobrze znam Kate. Jest kapryśna i mściwa, to zupełnie nie jest ci potrzebne.
Nieprzyjemnie mi tu być, Phoebe za moimi plecami już całkiem się garbi, więc uczciwie ostrzegam całą drużynę Czerwonych Lisic, włączając aparat:
— Dziewczyny, nie będziemy czekać. Macie dwie minuty na wspólne zdjęcie i wywiad, zgodnie z ustaleniami. Potem ja z Couch wychodzimy. Zgadza się? — zwracam się do przyjaciółki, a ona potwierdza:
— Dokładnie!
Nikt nie chce zadzierać z sekretarką Moran, kobietą około sześćdziesiątki, o wstrętnym charakterze i staroświeckich wyobrażeniach o tym, jak licealiści powinni zachowywać się w szkole, więc Kate przywołuje całą grupę cheerleaderek. Głośno klaszcze w dłonie, prosi je, żeby ustawiły się do wspólnego zdjęcia, i sama wraz z przyjaciółkami zajmuje miejsca w środku.
Uśmiecha się olśniewająco i paskudnie, niecierpliwie mówiąc:
— Dobra, Wilson, szybko zrób zdjęcie i wynoście się z Couch z naszego treningu! Zamierzam jak najszybciej go skończyć. W przeciwieństwie do poszczególnych nieudacznic mam na dzisiejszy wieczór wielkie plany!
— Z kim to robisz plany, Harding? Powiedz, nam też ciekawie — Tamara pyta z kocią chytrością, a wszystkie trzy dźwięcznie się śmieją, gdy Kate odpowiada:
— Z Rentonem, oczywiście, dziewczyny! Sean zamierza mi się dziś do czegoś przyznać! Głuptas. Myśli, że jego wyznanie jest dla mnie tajemnicą!
— Nie zdziwię się, jeśli zakochał się w tobie po uszy!
— Już widzę was razem na Zimowym Balu! Sean to taki słodziak, Kate! Nie spuszcza z ciebie wzroku! Mówią, że jego była dziewczyna śni i marzy, żeby go odzyskać. Ale to niemożliwe! Ledwo ją znosił i spotykał się z nią z litości, dopóki jej nie rzucił!
Blednę i zamieram, czując, jak krew odpływa z mięśni, odbierając mi zdolność poruszania się. Jakie tam zdjęcie. Chyba przeceniłam swoje możliwości i teraz ledwo powstrzymuję się, żeby tchórzliwie nie uciec z sali gimnastycznej. Zniknąć ze szkoły i nikogo nie widzieć.
W tej chwili nie chcę niczego!
Boże, tylko nie rozpłakać się przy nich z żalu. Gul w gardle nie pozwala oddychać i nie jestem w stanie nic powiedzieć. Wciąż zbyt boleśnie odzywa się w duszy zdrada Kate i Seana.
Z litości? Ledwo ją znosił?…
Znów nie mogę oswoić się z myślą: „Jak on mógł? Renton!”
— Uspokój się, Ashley, słyszysz? — palce Amber odnajdują moją dłoń i mocno ją ściskają. — Co za obrzydliwa lalka! Celowo cię prowokuje. Nie, poczekaj. Nawet nie próbuj ich fotografować! Coś mi się w tym ujęciu baaardzo nie podoba!
Couch robi krok naprzód i udaje, że z powagą ogląda zebraną przed nami barwną grupę Czerwonych Lisic.
— Chwileczkę, dziewczyny! Zaraz wszystko zrobimy! — obiecuje, przyjaźnie unosząc kciuk. — Tylko coś poprawimy! Nie wszystkie mi się tu podobacie.
— W jakim sensie, Couch? — Tamara, wysoka brunetka z dwoma kucykami, dawna przyjaciółka Kate, arogancko wygina brwi.
— Chodzi o wyraz twarzy — spokojnie wyjaśnia Amber. — Jesteście jakieś złe, a oczy macie nieszczęśliwe. Od razu widać, że jesteście na diecie. Dajcie zgadnę… — udaje, że się zastanawia. — Bingo! — jak zwykle unosi palec, jakby właśnie ją olśniło. — Czy Kate znowu nazywała was tłustymi krowami? Świnkami, które proszą się o liposukcję?… Biedactwa — oburza się — ona potrafi! Cynthia, rzeczywiście okropnie wyglądasz. Lepiej stań dalej od Harding i przestań ją obejmować, bo przy tobie jest taka chuda, jakbyś wypiła z niej cały tłuszcz i nie zamierzała przestać!… Kate, marchewkowa dieta źle odbija się na twojej twarzy — tak pożółkłaś! Nawet zęby masz w plamach! Aparat Ashley z pewnością to pokaże, Wilson nie umie ukrywać oczywistości! Diaz — zwraca się do Tamary — mogłabyś stanąć w drugim rzędzie? Potrzebujemy kogoś z biustem. Chłopaków dopiero co fotografowałyśmy!
Amber prosi, by poczekać jeszcze minutkę, zdejmuje z ramienia plecak i wyciąga z niego batonik czekoladowy. Rozpakowuje go, na oczach wszystkich odgryza kawałek i z rozkoszą przewraca oczami.
— O Boże, dziewczyny, to jest taki odlot! Wybaczcie, nie mogę bez nich żyć! Mleczna czekolada o migdałowym smaku to mój osobisty fetysz i po prostu rajska przyjemność! Tak mi was żal, że nie możecie tego mieć. Nie ma nic gorszego niż grube cheerleaderki!
Amber odchodzi na bok, odwraca się do mnie i wielkodusznie pozwala, uśmiechając się od ucha do ucha:
— A teraz rób zdjęcie, Ashley! Gotowe! Nasze lisiczki są takie słodkie! Zostaje poprosić je, żeby powiedziały: „seeeer”!
— Dziewczyny, ale dałyście! — dziwi się Phoebe, kiedy wszystkie po wyjściu z sali gimnastycznej wracamy do redakcji. — One was nienawidzą! I co teraz będzie? Stały tam takie kwaśne, jakby zakrztusiły się kawałkiem limonki! A Kate… — stażystka parska śmiechem — całkiem zzieleniała! Ha!
— Co będzie? — wzruszam ramionami. — Moran spróbuje nas zdekapitować, ale Zachary umieści zdjęcie gdzieś na ostatniej stronie gazety i wszystkich uratuje — odpowiadam.
Przypominając sobie twarze w obiektywie aparatu, nie potrafię powstrzymać chichotu i zauważam:
— Ambi, wyglądałaś jak prawdziwa fakirka. Tak pochłaniałaś czekoladę, że aż języki im stanęły! Kate z pewnością nie spodziewała się takiej bezczelności. Szczególnie pod adresem jej dentysty!
To zaskakujące, ale dzień nie kończy się tak źle. Znacznie lepiej, niż się zaczął, a Amber dumnie zadziera nos:
— Jeśli mam być szczera, sama też nie spodziewałam się po sobie takiej bezczelności! — przyznaje i nagle wybucha śmiechem razem z Phoebe. — Mam dość znoszenia ich drwin. Za to następnym razem te kobry będą uważać, co mówią. Nie jesteśmy już tymi bezzębnymi dziewczynami, którymi przyszłyśmy do liceum. A poza tym — przyjaciółka zalotnie przesuwa dłońmi po swojej krągłej sylwetce, kołysząc biodrami — wszystko mi w sobie odpowiada, więc niech spadają do diabła!